Semestr, który rozpoczął się od pytań o to, czym wiem, kim był Mao, skończył się na wypomnieniu mi publicznie przez pana od konfucjańskich narzekań literówki, jaką popełniłam w mailu do niego (edytor trzasnął 皇帝 cesarz zamiast 黄帝 Żółty Cesarz – wprowadza się tak samo – a ja, jako, że ledwie na oczy widzę ze zmęczenia, nie zauważyłam). Oczywiście reakcją sali był śmiech, a pan od konfucjańskich miał przyjemność tłumaczyć mi publicznie, kto zacz Żółty Cesarz, że to takie 黄 huang, jak kolor żółty. Oboje utwierdziliśmy się w swoim przekonaniu dotyczącym tej drugiej strony i tak się rozeszliśmy. Jednym słowem nic nowego. No, ale ja nie o tym tutaj. Tylko o najwyższych budynkach świata, jako, że w ramach odreagowywania wyrobniczego i taśmowego pisania prac semestralnych wybrałam się do Trzeciego Najwyższego, Szanghajskiego Światowego Centrum Finansowego, alias Wielki Otwieracz . Tutaj nieco za panem ćwiczącym taiji quan:

W Dubaju z pompą otworzono Burj Khalifa. No, zaiste, jest wysoki/gigantyczny/przeogromny/wielgaśny, ale jakoś trudno (przynajmniej mi) powiedzieć coś o nim w kategoriach czysto architektonicznych. Mam wrażenie, że rzecz każdym swym fragmentem komunikuje tylko jedno: „do góry, do góry, byle wyżej, jeszcze trochę” i ani na chwilę nie wykracza poza to dosyć monotonne samo-odniesienie i obsesję na własnym punkcie. Oczywiście, jak to z terytoriami, które pragną konstruować „alternatywne nowoczesności”, a co za tym idzie szukają sposobu wyrażania tychże poprzez architekturę, Dubaj wieści, że cudak ma podstawę na trzy dzieloną, że to takie islamskie etc.
Jak patrzę na trzy obecnie najwyższe budynki świata, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tylko nasz szanghajski Otwieracz prezentuje sobą jakąś architekturę. Gdy z Drugim, tajwańskim Taipei 101 tak wirtualnie stoją obok siebie (np. tutaj) na jakimś neutralnym gruncie, bez całych „stosunków przez cieśninę”i reszty to widać, że Taipei 101, choć projektowo młodszy od Otwieracza, zestarzał się błyskawicznie (choć pamiętam, że już w roku swego otwarcia jawił mi jakoś cepeliowato). To pewnie kara za naiwność, za dosłowność, za powiększanie do monstrualnych rozmiarów „typowych elementów kultury chińskiej” jako środka ekspresji architektonicznej (o tym przemyślnym i subtelnym sposobie na architekturę pisałam już trochę kilka postów wcześniej). Dopiero przy trzecim miejscu, tj. przy Otwieraczu wraca sens operowania podstawowymi kategoriami architektonicznymi – proporcjami bryły, linią, detalem (no, chyba, że detalem nazywamy obwieszanie budynku “symbolicznym” treściami jak choinkę – Taipei 101). Otwieracz z każdej strony wygląda inaczej i z każdej ciekawie:

Czasami tylko nieco osobliwie wpisuje się w krajobraz:

Tu np. lepiej by się w krajobraz wpisały jakieś warzywa, oczywiście mniejsze:

Ale skąd by nie wychynął, nie traci proporcji, równowagi, czystości linii, ma w sobie jakiś spokój i – pomimo rozmiarów – skromność.
A jego losy wcale spokojne nie były. Przeciwnie – to, co się działo z Otwieraczem od momentu narodzin projektu, to jakby trochę historia regionu w ostatnich latach w pigułce. W przeciwieństwie do drugiego (Taipei 101), czwartego i piątego budynku świata (Petronas Towers z Kuala Lumpur i Willis Tower z Chicago) nasz Otwieracz nigdy nie zaznał zaszczytu bycia najwyższym. Chociaż gdy go projektowano (projekt był gotowy w 1997 roku) rzecz jasna mierzono najwyżej. 460 metrów, jakie wyznaczyli architekci w pierwotnym projekcie, wystarczało spokojnie do pobicia Petronasu i zapisania się w annałach. Ale gdy wbito w grząską ziemię Pundongu kilkaset głębokich na 80 metrów pali i rozpoczęto spektakularną budowę, przyszedł kryzys azjatycki, wielki plany pozamieniały się w równie wielkie klęski, japoński inwestor popadł w tarapaty, przedsięwzięcie przerwano, a kikut Otwieracza smutno straszył. Gdy wreszcie po 6 dlugich latach (na Pudongu to cala epoka) możliwa była kontynuacja, gdy znowu zaczęto podejmować śmiałe wizje, okazało się, że japoński kolos już wcale nie jest najwyższy, najlepszy i w ogóle nie jest już naj. I trzeba było wysupłać jeszcze więcej kasy i wycisnąć z projektu jeszcze dodatkowe 30 metrów, żeby się w ogóle w powodzi architektonicznej regionu się nie rozpłynął. Więcej się nie dało, bo z racji jego formy to nie sprawa dostawienia wyższej iglicy czy iglicowieży (jak w przypadku 30% Burj Dubai), ale budowy całych ciężkich pięter (kuszono zresztą projektantów wizją dostawienia wieżyczki, ale się nie dali). W rezultacie Otwieracz przegrał zaistnienie w kronikach i księgach z Taipei 101 o głupie 16 metrów (i nieważne, że w 101 ostatnie 50 metrów to iglica, a w Otwieraczu można wjechać dosłownie pod sam dach).
W międzyczasie, jak to tutaj, odezwały się demony przeszłości i pierwotny projekt, który przewidywał otwór okrągły (do zobaczenia tutaj, skrajnie po prawej) został oskarżony o podstępne a bezczelne przypominanie japońskiej flagi. Flaga japońskiego imperium w najwyższym skonstruowanym przez człowieka punkcie Chin, co z kolan powstały – no pasara w żaden sposób! I na nic się zdały tłumaczenia, że nie mieli nic zdrożnego na myśli, że to bardziej miała być chińska księżycowa brama, że to wedle tutejszych prastarych założeń: prostokąt reprezentuje ziemię a okrąg niebo…Zmieniono na prostokątny. Teraz więc przypomina kształtem dowolną flagę. Ale dobrze się stało, bo ta wesoła, okrągła dziurka wyglądałaby, jakby przeleciała przez nią czerwona kula pobliskiej Wieży Perłowej przed ostatecznym utknięciem na tejże wieży (patrzac po trajektorii, rzecz leciala – no tak, oczywiscie - z Okinawy i miala wyladowac gdzies w tych szemranych salonach masazu przy Shanghai Mansions). Z tą śmieszną dziurką Otwieracz pewnie lepiej by się wpasował w nieco infantylną architekturę Pudongu (kolorowe szkło odbijające światło, kolumienki, stożkowate dachy). A tak wyznacza wciąż niedościgniony standard (co przy jakosci wiekszosci dokonan architektonicznych na Pudongu nie jest znowu az takie trudne). Swoją drogą taka czerwona kuleczka Wieży Perłowej, to dopiero wygląda jak z flagi japońskiej, a dwie takie kule, to właściwie jak dwie takie flagi.
Otwieracz został otwarty (no…tak) w ubiegłym roku. I choć jest nowoczesny, piękny i bardzo, bardzo wysoki, już nigdy nie będzie naj – przynajmniej w sposób wymierny. Bo jego czas jako giganta minął, zanim na dobre nadszedł. Profesor od konfucjańskich narzekań mówi, że to wszystko (np. i ten pożar, co wybuchł w 2007 w prawie ukończonym budynku i to, że jeden z głównych inwestorów nie doczekał i przeniósł się podobno z powodu raka na łono Izanami, czy gdzie tam się przenoszą Japończycy) dlatego, że fengshui jest złe i w ogóle kto w takim miejscu (ha!), w takim otwarciu na wiatr buduje. No, ale ten sam profesor mówi, że wszystkie nieszczęścia jakie spotkały Koreę, to dlatego, że mają na fladze tylko cztery z ośmiu trygramów i to do tego na pokręconych pozycjach i że taijitu leży u nich na boczku no i nie ma kropek – zalążków. I za każdym razem jak to mówi, to radzi…koreańskim studentom chodzącym na wykład rozważenie zmiany flagi. A oni kiwają głowami, że ok, że zrobią.
A nasz Otwieracz – może to i dobrze, że nie jest naj– dzięki temu można spokojnie cieszyć się architekturą. Ale zwolennicy japońskiego Cesarza czuwają i od czasu do czasu podtykają miastu (w zakamulfowaniu, jeśli można mówić o kamuflażu w przypadku 580 metrowego czegoś) jakieś jego drobiazgi. Tutaj na szczęście zaczęło się i skończyło na mrzonakch. Podobnie jak w przypadku Wielkiego Żółtego Psa. No, a Otwieracz dominuje dopóki nie skończą budować rzeczy, która przysłoni wszystkie inne budynki Pudongu. Oto konstrukcja, wedle słów architekta (tego samego co od Burj Khalifa), prawdziwie oddająca “dynamiczny charakter chińskiego ducha”. Bez japońskiej flagi ani innych takich. Oto największy kieł sojowy świata.
Póki nic (no, oprócz lekkiej nieprzeźroczystości powietrza) jeszcze nie zasłania widoku:
I widok na Jin Mao, osobliwą (acz o dziwo relatywnie znośną) kombinację stylu pagodowo-bambusowego, secesji i.. sztuki islamu (czego rzecz jasna tu nie widać, wejścia do budynku są w ksztalcie mihrabu w stylu mauretańskim):
