Polska. Typ idealny (?). Historia (z) jednego tekstu.
Odkad wydarzyla sie polska katastrofa, w swoim przegladaniu chinskiej prasy i sieci czekalam na czwartek – dzien w ktorym ukazuje sie Nanfang Zhoumo (Weekend Poludniowy – od Poludnia jako regionu). Dla Czytelnikow moze nieco mniej zorientowanych w chinskich mediach – Nanfang Zhoumo ma opinie gazety inteligenckiej, wszechstronnej i – przede wszystkim- niecentralnej. I doczekalam sie. Mozna by spokojnie powiedziec, ze to jeden z najwazniejszych tekstow o Polsce, jaki kiedykolwiek ukazal sie w chinskiej prasie. Tyle, ze ten tekst to jest cos wiecej, niz tylko tekst o Polsce. Ponownie – Polska jest tu sposobem mowienia. Ale jakiego!
Tak jak pisalam w poprzednim wpisie - szybko nam tutaj w Chinach urosla minilegenda “dobrego prezydenta, co starym gratem latal, zeby oszczedzac pieniadze ludu” i od razu bylo jasne o czym w rzeczywistosci mowi kariera tej legendy. Ale ten mit, a raczej “micik” powstal do celow doraznych, stal sie jeszcze jedna figura retoryczna pomocna w wyrazeniu pewnych uszczypliwych uwag zwiazanych z bolaczkami tutejszej codziennosci. Wielgasny tekst z Nanfang Zhoumo (Nanfang ma format starych gazet, nie takich, co to mozna w metrze przegladac, ale takich, dla ktorych trzeba sprzatnac stol, tekst zajmuje jedna szesciokolumnowa strone + poczatek na pierwszej stronie) rozmachem, horyzontem i rodzajem wizji bije wszystko na glowe.
Ale od poczatku. Choc tekstow o katastrofie, o Polsce ukazalo sie od soboty tony, to juz pierwsze zdanie tego gigantycznego tekstu pokazuje, ze jest on pisany innym piorem, ze ma co innego na celu niz - troche sensacyjne - doniesienia z innych gazet czy dorazne uszczypliwosci internautow odnoszace sie do przywilejow wladzy. Tekst rozpoczyna sie cytatem z Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (cytaty z polskich poetow beda otwierac kazdy podrodzial) i zdaniem “Gdy cialo Mari Kaczynskiej, pierwszej Damy Polski powrocilo do Palacu Prezydenckiego, jej maz czekal na nia spokojnie od dwoch dni”. Czyli, ze nie bedzie zwykly tekst informacyjny, tylko opowiesc, narracja. A o czym? W jakim celu? A no wlasnie.
Z kazdym zdaniem tekstu mysl przewodnia autorow jest coraz bardziej czytelna. Widac ja w srodtytulach: “poleganie na prawie - nie ma najmniejszych oznak chaosu”,” “przewrot w ktorym nie zbilo sie nawet szklo”, “to czas w ktorym przejawi swa role konstytucja”, “od “szoku” do G20″ oraz “zatwardzialy patriota”. Widac ja w doborze cytatow. O Kaczynskim (zupelnie inaczej niz w innych doniesieniach, gdzie zal Polakow po jego smierci byl wiazany z tym, ze Kaczynski byl np. “ulubionym politykiem biednych”) wypowiadaja sie wylacznie osoby, ktore nigdy go nie poparly politycznie, ale pomimo tego teraz szanuja jego pamiec i obchodza zalobe “niezaleznie od pogladow politycznych”. Mowia: “moje serce jest w kawalkach”. Jak to jest mozliwe? Co za rodzaj wiezi ich wiaze z tym niepopieranym przez nich prezydentem? I co sprawia, ze pomimo katastrofy, warszawska gielda nadal notuje niewielki wzrost a zloty sie umacnia? Nanfang ze zdania na zdanie coraz wyrazniej udziela odpowiedzi.
Najpierw jednak cofnie sie do okresu, ktory zostal przemilczany przez wszystkie inne gazety – do lat 80-tych. Inne gazety traktuja ten okres jak mine, ktora lepiej obchodzic z daleka, pisza co najwyzej, ze “Lech Kaczynski poczawszy od konca lat 70-tych wkracza na scene polityczna”. Od czego inni stronia, do tego Nanfang niemal z luboscia sie zbliza, operujac przy tym jakze odmiennym jezykiem. Padaja slowa, ktore w zadnych innych doniesieniach nie padly - “ostra walka”, “wiezienie”, “delegalizacja Solidarnosci”. Walesa zostaje nazwany – uwaga! – “kapitanem statku” i “rewolucjonista”. Kaczynski – ten walczacy z systemem, siedzacy w wiezieniu pozniejszy prezydent - “zatwardzialym patriota” (nie bede sie tutaj o tym rozpisywac, ale chyba kazdy ma swiadomosc jak bardzo wyjatkowe, w kontekscie tutejszym, jest to stwierdzenie). Na wszystkie gazety, jakie przeczytalam od soboty, zostanie po raz pierwszy powiedziane, ze dopiero co zmarly prezydent otwarcie walczyl z poprzednim ustrojem. I ze jego strona wygrala. Zostanie – jak najbardziej – przywolane miazdzace zwyciestwo Solidarnosci w, to kolejne niezwykle slowo,“wolnych wyborach”, ktore umozliwila “partia rzadzaca”. Jej rola jest chwalona – “pokojowy przewrot”, w ktorym “nie zostala stluczona nawet jedna szyba” byl mozliwy tylko za obopolnym porozumieniem. Inne gazety ten punkt w historii Polski kwitowaly jednym zdaniem: “nastapila pluralizacja”.
Autorzy z nieklamana fascynacja przygladaja sie polskiej drodze po 1989 – roku, ktory widza jako polski “lancuch gorski dzielacy wody” (分水山岭). Przygladaja sie poroznieniu sie srodowisk Solidarnosci, terapii szokowej, zakonczeniu sie roli Walesy, rozdrobnieniu partyjnemu, sporom, roznicom. Choc przyznaja, ze “drobny chaos” byl w tych czasach stale obecny (小乱不断, 小打小闹), to jednak nie da sie go nijak porownac z czasem sprzed 1989. Czas przed tym rokiem byl, zdaniem Autorow, czasem nieustannych zakretow, rwanych zwrotow (波折隔三差五), protestow, strajkow i zwyczajnego ludzkiego nieszczescia (wodka!). Zaznaczaja jednak, ze w Polsce socjalizm i tak przybral forme lagodniejsza niz w innych krajach regionu, nie przeszedl tak ciezkich, jak gdzie indziej wielkich stalinowskich czystek, “wielkich mordow” ani powszechnej kolektywizacji. System byl “cieplejszy”.
A po zmianie systemu co? Pojawil sie wspomniany “maly chaos”, ale cale to burzenie sie ludu, niepokoje, a nawet opijanie sie wodka jakby zelzaly. Dlaczego tak sie dzialo? Bo zostalo powolane panstwo prawa, w ktorym obywatele mogli brac udzial. Widzac te przemiany, tu autorzy nie uciekaja sie do cytatu, pisza wlasnymi slowami: “uprzednia wladza tez zrozumiala, ze nie trzeba sie bac demokracji, trzeba tylko szanowac wole ludu, bardziej polegac na sile urn do glosowania niz sile karabinow i palek a serce moze odetchac z ulga”.
To ono, panstwo prawa, jest prawdziwym bohaterem tego tekstu. Tekst pelen jest wypowiedzi typu “teraz, zgodnie z konsytucja”, “zgodnie z prawem”, “rzady prawa”, “wiernosc konsytutcji”. Cytowany jest Mazowiecki (“pierwszy wybrany przez lud premier”) mowiacy – a jakze- o “ustanowieniu demokratycznego panstwa prawa”. Choc – jak zaznaczaja Autorzy – takze i Mazowiecki, podobnie jak inne postacie polskiej sceny politycznej, nie dokonczyl tego dziela, to jednak, dzieki stalym ramom prawnym wlasnie, mozliwa byla kontynuacja.
Dla Autorow prawdziwym zwienczeniem przemian byl rok 1997 – zmieniono konstytucje i zwykli Polacy poczuli jakby “droga sie nagle wyprostowala”, jakby “poruszali sie lekkim wozem po znanej drodze” (驾轻就熟). Choc partie zmienialy sie jak w kalejdoskopie, wskazowka poparcia biegala od lewicy do prawicy i z powrotem i raz po raz powracal “maly chaos”, to ludzie dopiero wtedy poczuli, ze dopiero to jest im znajoma rzeczywistosc, ze ten “maly chaos” nie jest straszny, bo jest ujety w ramy prawne, ktore daja nadrzedna stabilnosc, ujarzmiaja go. Majac te ramy poczuli sie tak spokojni o losy panstwa prawa, ze – uznawszy ze sprawy przyjely wreszcie dobry obrot – przestali chodzic na wybory.
Wedlug Autorow praworzadnosc nie tylko uspokaja nastroje, osadza konflikt w stabilnych warunkach brzegowych i prowadzi do sukcesu ekonomicznego (a za jego przyklad uznaje Polske). Praworzadnosc jest tez kluczem do zrozumienia, dlaczego nawet przeciwnicy polityczni zmarlego prezydenta sa dzis w stanie odczuwac autentyczny zal i ze nikt nie niepokoi sie o dalsze losy Polski, “czekajac ze spokojem na wprowadzenie zapisow konsytucji”. I ta stalosc prawna, przejrzystosc regul i wybor, ktory gwarantuja - a nie przywiazanie do jednego czy drugiego przywodcy (Walesa przedstawiony jako “odprawiony z powrotem do stoczni” gdy spelnil swoja role, Kaczynski ukazany jako ktos, kogo konserwatywne poglady w warunkach integracji z Unia w nieuchronny sposob musialy stracic poparcie spoleczne) jest – wedlug Autorow - recepta na stablilnosc i sukces (Polski). Zeby ten polski sukces zmierzyc, autorzy wychodza od dochodu PKB w 1989 i porownuja z dzisiejszym, chwala “stabliny” poziom bezrobocia i wzrost w dobie kryzysu, ktore sprawiaja “ze Polska wywoluje zazdrosc w Uni Europejskiej”.
Osob zasluzonych w opisywanej ”walce” nie gloryfikuja, nie brazowia. Wrecz przeciwnie, nie uznaja “wyslania Walesy z powrotem do stoczni”, zmierzchu popularnosci Kaczynskiego czy protestow przeciwko jego pochowkowi na Wawelu za niewdziecznosc ludu (Nanfang pisze, ze protestujacy nie chca pochowku na Wawelu, bo to jak “to przyznac, ze Kaczynski byl krolem”, czyli de facto wyrazaja przedstawiany w artykule etos demokratycznej republiki). Wrecz przeciwnie, uznaja takie przemijanie postaci w historii panstwa, w ktorym rzadzi prawo za rzecz naturalna, potrzebna, malo wazna, a konflikt za rzecz normalna. To nie te – nawet wybitne – jednostki i powszechna zgoda (az by sie tu chcialo wpisac inne slowo, tak tu popularne), ale prawo, wybory, “wiernosc konstytucji” zapewniaja prawdziwa ciaglosc. Autorzy pisza nawet, na koniec artykulu wracajac do poetyckiego stylu z poczatku tekstu: “Kaczynski w wielkiej rzece historii jest tylko malym odcinkiem jej biegu”. Zas wody rzeki nie znaja odpoczynku - 河水不息 . Tekst konczy sie cytatem: “Nikt z Polakow chyba nie zaprzeczy, ze byl on wielkim patriota i ze wywarl wielki wplyw na praworzadna i sprawiedliwa przyszlosc tego kraju”.
Wiem, ze Polakowi ten tekst moze wydac sie bardzo idealistyczny i idealizujacy. Czasem moze nawet nieco zabawny, np. gdy uzdrowienczym mocom panstwa prawa autorzy przyznaja spadek spozycia wodki , ktora “znamionowala polska historie sprzed 1989″. Czasem ich cezura jest zupelnie czarno-biala, np., pisza, ze wraz z poprzednim systemem zniknely “protesty i stajki”, czy, ze “choc bogatych jest wiele, to jednak nie slychac o oligarchach”. Czy kraj o ktorym pisza to rzeczywiscie nasz kraj? Choc niektore z wytlumaczen moga budzic sprzeciw, a w niektorych jest z kolei chyba duzo wiecej sensu niz w naszych polskich, krazacych tu i owdzie, osadach (np. sugerowana przez Nanfang wizja pograzonych w bolu przeciwnikow Kaczynskiego, bo to demokratycznie wybrany prezydent vs. znana skadinad wizja przeciwnikow pograzonych w bolu, bo gryzie ich sumienie, ze nie byli mili), to jednak wazniejsze niz pytanie o adekwatnosc ogolnego obrazu i jego poszczegolnych fragmentow jest co innego. Maly “micik” o Kaczynskim oszczedzajacym dla dobra ludu byl ciekawa figura retoryczna, wylaniajaca sie spontanicznie, na potrzeby chwili, bez szerszego (chyba) horyzontu. Tutaj mamy do czynienia z ogromna, zlozona narracja, wizja i rozmachem, ktore mowia wiele rzeczy zupelnie unikalnych w kontekscie chinskim – o konflikcie, o zmianie, o chaosie, o wielkich jednostkach, o patriotyzmie. I co ciekawe - zupelnie innym, niz ten dominujacy, jezykiem. To czyjes credo? To “zawor bezpieczenstwa?” To manifest? To test?
P.S. Elektroniczna wersja tekstu http://www.infzm.com/content/43900 Polecam tez komentarze (niestety rzecz jasna wszystko po chinsku, jesli Czytelnicy byliby zainteresowani, moge przetlumaczyc)
P.P.S. Do chwili obecnej opublikowany w czwartek tekst w sieci wystepuje az w 3500 miejscach.


