Archive for May, 2010

Eksperyment. Roznice kulturowe

Z pierwszej ksiazki (崔婷《全球化与当代中国. 跨文化交流》Cui Ting, “Globalizacja i wspolczesne Chiny. Wymiana miedzykulturowa”. Rok wydania 2009):

“Bezposrednim efektem globalizacji jest fenomen konwergencji kulturowej. Sprawia ona, ze zachodnia (glownie amerykanska) kultura i wartosci przenikaja do innych krajow. Fenomen konwergencji kulturowej zaciera tozsamosc i cechy charakterystyczne przyrodzonej kulturze narodowej. Zachodnia przewaga informacyjna powoduje rdzewienie ducha narodowego krajow rozwijajacych sie, ich przekonan politycznych i moralnosci”

“Wymiana kulturowa w internecie zniosla granice geograficzne pomiedzy Chinami a Zachodem, bariery odnoszace sie do kraju pochodzenia.”

“Jaka kultura korzystnie jest eksportowac? Ewidentnie kulture postepowa, harmonijna, odbijajaca nowy etap rozwoju ludzkiej cywilizacji, tylko ona jest konkurencyjna, ma moc przyciagania[...] Przygotowujac chinska kulture, ktora ma pojsc w swiat, konieczne jest miec mysl przewodnia. [....] Przewodnia mysla dla przygotowywanej do pojscia w swiat chinskiej kultury jest marksizm-leninizm, mysl Mao Zedonga, teoria Deng Xiaopinga, wazna mysl o Trzech Reprezentacjach i idea rozwoju naukowego”

Z drugiej ksiazki (史蒂夫•莫滕生编选《跨文化传播学——东方的视角》, S. Morteson (red.), “Komunikowanie miedzykulturowe- perspektywa wschodnia”. Rok wydania 1999):

“Zachod charakteryzowany jest przez indywidualizm, Wschod zas przez orientacje kolektywne”

“O ile ludzie Zachodu traktuja siebie samych jako centrum, o tyle Chinczycy za centrum uwazaja otoczenie”

“Wielu Chinczykow szybko sie westernizuje, wielu juz zmienilo nastawienie z nastawienia na otoczenie jako centrum w nastawienie na siebie jako centrum”

“Badanie to ma na celu zbadanie roznic w wyrazaniu wlasnych uczuc przez Amerykanow i Chinczykow, przede wszystkim roznic pomiedzy dwoma kulturami w aspekcie doboru tematow i slownictwa […] Badaniem zostala objeta grupa amerykanskich studentow oraz chinskich studentow pochodzacych z Tajwanu[…]Czas przebywania chinskich studentow w Stanach Zjednoczonych wyniosl srednio trzy lata i trzy miesiace

Przedmiot: 国际传播与跨文化传播 – Komunikacja miedzynarodowa i komunikowanie miedzykultorowe

Prowadzacy: szycha Wydzialu, byl 10 lat w Japonii. Specjalizuje sie w roznicach kulturowych (czy ja juz gdzies nie pisalam o tym, jak wielce kocham to wyrazenie?) i w ramach tego na wykladach np. opowiada godzinami, “jak laowaje mysla“.

Czym wzbudzil moja niechec: powyzszym (tzn nie Japonia, tylko tym, ze wie, jak mysle) oraz usmiechaniem sie glupio przy wspominaniu o katastrofie smolenskiej (“hehe, tam u was, hihi, samolot z oficielami i prezydentem, hehe, sie rozbil, haha, prawda?” Ja wiem, ze to, hehe, taka roznica kulturowa, ze to zaklopotanie, a nie smianie sie w twarz, hehe, ale i tak mi sie, hehe, zrobilo przykro i antypatie do tego znawcy zwyczajow laowajow poczulam. Laowaje zle mysla o kims, kto wie, co laowaje mysla, a mimo wszystko sie laowajom tym chichocze z katastrofy samolotowej).

Polecenie: ksiazki, z ktorych cytaty powyzsze pochodza przeczytac i napisac o swoich wrazeniach po lekturze. No to przeczytalam i napisalam. Co sadze o mysleniu dualistycznym, antynomicznym, o traktowaniu wszelkich zmian jako okcydentalizacji, o wrodzonych duchach narodowych, no i w ogole o esencencjonalizmie w odniesieniu do tozsamosci, kultury, narodu, no i o autoorientalizacji. I w ogole o pisaniu w roku 2009 tak jakby byl 1970. O stereotypowym i przeciwnym faktom mysleniu o mediach, internecie. I o bledach metodologicznych (w najlepszym wypadku pars pro toto), nieuzasadnionym wnioskowaniu etc. Wyrazanie tego, co mysle o ekportowaniu kultury postepowej z kilku dosc oczywistych wzgledow sobie darowalam.

Ksiazka numer dwa jak i sam profesor podkreslaja, ze ludzie Zachodu posluguja sie logika liniowa, sa nastawieni indywidualistycznie, jawnie wyrazaja krytyke i traktuja siebie jako centrum (w dokladnych przeciwienstwie do Chinczykow ktorzy – co za mily przypadek ! odpowiednio – posluguja sie logika obrazowa, sa nastawieni kolektywnie, krytyke wyrazaja niebezposrednio albo tez nie wyrazaja i jako centrum traktuja otoczenie). Mam nadzieje, ze moja praca i wyrazone w niej opinie jak i bezposrednio wyrazona krytyka dobrze wpisuje sie w taki obraz “czlowieka Zachodu”.

Napisawszy, dalam znajomej Chince do zczytania. Czyta, czyta (hurra -chyba opanowalam wreszcie pisanie socjologicznej sieczki, dziewczyna zmienia raptem 4 wyrazy w calej pracy i dostawia pare przecinkow), kiwa glowa, ze racja, ze dobrze mowie, po czym dociera do niej, ze ja depce ksiazki, co slawny profesor kazal przeczytac jako szczegolnie cenne. “Dlaczego tak napisalas? Przeciez on chcial zebyscie zachwycali sie tymi ksiazkami! Zebyscie podeszli jak uczniowie do mistrzowskich tekstow!”. No, “ten tekst uswiadomil mi ze…”, “autor ukazuje nam wazny problem…” i takie tam…Dlaczego tak nie napisalam? No, to sa wlasnie te eeee, wiesz, roznice kulturowe. Bezposrednia krytyka, maly dystans do wladzy, koncentracja na samym sobie…Robimy do siebie glupie miny, znajoma 6 razy sie upewnia, czy jak tylko dostane ocene, aby na pewno zaraz jej powiem, co dostalam. Jeszcze na ulicy do mnie wola. Ona nie jest w stanie przewidziec.

Tak wiec robie eksperyment z roznic kulturowych. Na jednym profesorze z Szanghaju. Obiecuje nie rozciagac wnioskow na caly kontynent ani tez na ich podstawie wnosic, ze ludnosc innego kontynentu a wlasciwie to 4 kontynentow (autorka ksiazki nr 1: kultura Ameryki Lacinskiej jest podkultura kultury zachodniej) z pewnoscia postapilaby dokladnie odwrotnie. Wyniki zostana oglaszone tutaj na blogu.

Tak, jeszcze troche i konczy sie semestr. I moj rok na chinskiej uczelni. 哎。。。Przez ten tydzien dla odmiany…Expo. Moze uda mi sie wreszcie pojsc do chinskiego pawilonu.

31

05 2010

Polska sie… usmiecha

Tak, wiem, mialo byc wiecej/mniej o polityce, bardziej/mniej o zyciu codziennym, bardziej z perspektywy mikro/makro/sredniego zasiegu, mniej/bardziej eseistycznie. To (dla odmiany) bedzie o …Expo, a konkretnie o polskim pawilonie. To przedostatni wpis o Expo, obiecuje.

Projekt naszego pawilonu byl tutaj w Szanghaju chwalony, czesto sie pojawial na roznych reklamowkach, plakatach. Bialy, azurowy, lekki, swietlisty. Na azurowym dachu spacerujacy ludzie. Widok projektu stwarzal nadzieje, ze Polska jest w stanie wystapic z nowa, spojna strategia dotyczaca wizerunku i ze to jest pierwszy krok.

Ze cos wyszlo nie tak, zaczelam podejrzewac, gdy zobaczylam pierwsze zdjecia instalowanej elewacji pawilonu. Biale sciany z duzym azurem zostaly zastapione przez kremowo-herbaciane, z duzo mniejszym stopniem azurowosci. Co za licho? Pierwotny projekt przewidywal, ze sciany beda blaszane. Tymczasem po wkroczeniu na teren Expo i wraz z przyblizaniem sie do pawilonu zaczela do mnie docierac straszna prawda - tu seczek, tu sloj, tu trocina. Nie, nie nawet nie z drewna. Sciany sa z dykty.  Jak trabant, jak kajak, jak mebloscianka. Z dykty surowej, niepomalowanej. Nie dalo sie w niej wyciac tak duzych azurow jak mialoby to miejsce przy blasze. O chodzeniu po dachu nawet nie ma co marzyc.

polskipawilon3

DSC08344

Dykta ta – wedlug technologa drewna, ktory rozbudzil sie po latach na widok tych pokladow sklejki w jednej z osob, ktorym mialam przyjemnosc towarzyszyc podczas wizyty w Szanghaju (Drodzy! Dziekuje Wam za wspanialy tydzien, mam nadzieje, ze dobrze odpoczywacie po naszym chinskim maratonie) - w panujacym tutaj klimacie najpierw zacznie sie rozwarstwiac. Potem zczernieje. Na koniec splesnieje. “Polska sie usmiecha”. To haslo naszego pawilonu.

Ze cos moglo wyjsc naprawde nie tak, zaczelam podejrzewac takze, gdy pierwsze ze znajomych mi osob zaczely odwiedzac nasz pawilon. Pamietajac moj zbity wyraz twarzy po katastrofie smolenskiej, moje znajome Chinki po odwiedzinach pawilonu powiedzialy tylko, zeby bxy (czyli ja)  idac tam, lepiej nie ogladala pokazywanego tam filmu “bo odnowi jej sie trauma”.

Trauma? Na Expo?? No ale i tak ide. No wiec zblizam sie do pawilonu i uswiadamiam sobie, ze to zblizanie, to jednoczesnie wejscie w strefe dzwiekowa, ktora jest otoczony. Z poteznych glosnikow na zewnatrz plynie glosna muzyka – cos wznioslo-narodowego (a moze to w sumie to Rubik?) Tak jakby pawilon chcial sobie wywalczyc troche dodatkowej przestrzeni, jakby przygotowywal sie na wojne audio z pawilonem niemieckiem obok. Tylko, ze tamten milczy. Podziwiam ludzi, ktorzy w tym halasie stoja i czekaja na swoja kolejke do wejscia. Jeden raz, drugi, trzeci, siodmy. Ten sam utwor.

Po wejsciu zdumienie. Azur z definicji jest po to, aby przepuszczal - swiatlo, powietrze. Laczyl to co na zewnatrz i wewnatrz etc. Jednak w naszym pawilonie panuja ciemnosci. Azurek to tylko zewnetrzna powloka. W srodku jest budynek o scianach nie przepuszczajacych swiatla. Sciany w srodku sa koloru…czarnego, po azurze dachu i scian ani sladu. Wszystko czarne, tylko wyciete ze - niespodzianka -  sklejki kontury drzew i (jakby) pajeczyn sa bialo-szare. Czekam czy gdzies sie pojawi zarys np. jezdzca bez glowy. Albo damy w bieli. W powietrzu cos jakby dym teatralny. Na czarnym tle napis: “Polska sie usmiecha”.

No ale skoro sie usmiecha, to ide szukac tego usmiechu. Faktycznie - na scianach sa puszczane filmiki, gdzie kilka rodaczych twarzy sie…usmiecha i macha. To nie jest interpretowanie hasla tylko ilustrowanie go w najmniej pomyslowy z mozliwych sposob. Zaklinanie rzeczywistosci malo wymyslnym zakleciem. Potem udam sie jeszcze do pawilonu czeskiego – w sumie skromnego, ale spojnego, sprawnie zrealizowanego. Jednak – cos takiego – aby pokazac poczucie humoru Czechow nie dano filmikow z zanoszacymi sie od smiechu ludzmi, ale np. kilka polaczonych ze soba ekranow, na ktorych odwiedzajacy moga podmieniac fragmenty dzieciecych rysunkow przedstawiajacyh rozne zwierzeta, tak, ze wycodzi im a to swinia z kurza glowa i zebrzymi nogami, a to ryba z krowim tulowiem. To odwiedzajacy  zanosza sie od smiechu. Przekaz jest jasny – Czechy to kraj, ktory potrafi myslec nieszablonowo, ma wyobraznie, lubi absurdalne poczucie humoru, chce, zeby inni sie dobrze bawili. No ale udane budowanie wizerunku jest mozliwe tylko wtedy, gdy przekroczy sie prog doslownosci i wkroczy w sfere odnoszenia sie, skojarzen. A zdolnosc do takiego przekraczania i wkraczania w budowaniu wizerunku to nie tyle sprawa funduszy (fakt, dramatycznie w naszym pawilonie, ale i zapewne i w czeskim, okrojonych), ile pomyslu i swiadomosci. Niemiecki pawilon, do ktorego jeszcze pozniej przedre sie przez strefe razenia Rubikiem, oferuje gosciom mozliwosc przymierzenia czapki krasnala ogrodowego i bokobrodow a la Bismarck. Czapka i bokobrody sa chyba tanie.  Lajkonik, syrenka czy stroj goralski nie bylyby wiele drozsze. Obserwuje ludzi cykajacych sobie zdjecia z bokobrodami i w krasnalskiej czapce i znowu przekaz jest jasny - potrafimy sie smiac z siebie, z wlasnej estetyki (obecnej czy minionej) oraz dbamy o to, zebyscie sie dobrze bawili.

A u nas? Clou wszystkiego mial byc film 3D Baginskiego przedstawiajacy w kilka minut historie Polski. Dostajemy okularki i ogladamy. Pomijam kwestie, czy ten film w ogole moze jakkolwiek zachwycic technologicznie Chinczykow namietnie grajacych w barokowo i bajecznie zaawansowane gry komputerowe. Gdy robie jeden dzien przerwy od pobytu na Expo i wpadam na moj chinski uniwersytet, dowiaduje sie od moich wspolstudiujacych, ze film

a) przekazuje negatywne emocje (no dobra, to juz bylo wiadomo, kiedy dziewczyny wyjechaly z ta “trauma”). O ile na poczatku pokazuje dosc konwencjonalne sceny walk w otoczeniu sredniowiecznym, to potem widac juz tylko rozbiory, powstania, okupacje, obozy koncentracyjne, szarosc komunizmu, by na koniec ukazac dosc mglista wizje szklanych domow rosnacych jak grzyby pod deszczu w XXI wieku

b) jest kompletnie niezrozumialy. Niezrozumialy nie tylko dla studentow dziennikarstwa (podobno najlepszego w Chinach), ktorzy generalnie nie wiedza o Polsce wlasciwie nic (sprawdzilam: Solidarnosc? nie-e. Przynaleznosc do NATO? Nie-e, Katyn? nie-e). Jest tez niezrozumialy dla profesora tychze, prawdziwego erudyty, ktorego wiedza o naszym kraju wykracza radykalnie poza srednia krajowa ChRL. Profesor pyta mnie: a Ty ten film rozumiesz? I podsumowuje: martyrologia, umartwianie sie, koncentrowanie na tym, co tragiczne, mroczne. I konczy: Expo to nie miejsce na cos takiego. To faux pas. I znowu pyta sie, co ja o tym mysle.

Owszem, sa kampanie, ktore sa konstruowane w oparciu o negatywne emocje, ale to jest po cos. Np.  taka reklama sprzed paru lat pewnego koncernu sportowego, ktora ukazywala m in. biegacza wymiotujacego w bolu na boku trasy i biegnacego dalej. To bylo po cos - zeby ukazac milosc do sportu, pasje i wole, ktore przezwycieza wszystko. A tutaj? Jaki byl cel? Odpowiedzi “no, zeby poznali nasza historie” nie biore na powaznie. Expo jest sprzedawaniem (uprzednio wyznaczonego!) wizerunku przez dostarczanie wrazen, przez rozrywke, uklonem w strone potrzeb odwiedzajacego, a nie odwiedzanego. W naszym pawilonie jest tylko jeden element, ktory spelnia takie zadanie – to wirtualny smok wawelski, ktory z ekranu toczy rozmowy z widzami. Wychowani z komputerem przy twarzy, poruszajacy sie sprawnie po swiatach wirtualnych mlodzi ludzie i dzieciaki gadaja ze smokiem, podchodza i glaszcza jego wirtualna, wycinankowa gebule. To fajnie. Ale stanowczo za malo jak na 40 minut stania w kolejce do pawilonu.

Jaki wizerunek sprzedaje Polska tym pawilonem? Moj profesor mowi, ze dosc mroczny, smutny (“Polska sie usmiecha”!), niezrozumialy, skierowany na siebie i swoje bolaczki. “A przeciez macie tyle dobrego do pokazania!” I kolejny raz pyta sie, czy sie z nim zgadzam. Tak, zgadzam sie. A oprocz tego wykreowanego (chyba) nieswiadomie mrocznego wizerunku, widze jeszcze dobijajaca niespojnosc – azur po to, by w srodku byla ciemnosc (najwieksza na pietrze, czyli najblizej azuru), usmiech Polski + film zanurzony w martyrologii stosowanej. Nie potrafie zrekonstruowac mysli przewodniej ani etapow dochodzenia do takiego wygladu/skladu wnetrza.To wszystko sie rwie, nawet ja, Polka, nie odczytuje tych kodow (przy zalozeniu, ze w ogole tam sa), mam wrazenie, jakbym obcowala z jakims dzielem sztuki wspolczesnej, ktorego nie rozumiem, operujacego obcymi dla mnie kontekstami – moze np. z jakiegos obcego mi kulturowo kraju.

Wizerunek. Brak swiadomosci, ze ten nasz polski w Chinach trzeba tworzyc gruntownie od podstaw, ze najpierw trzeba okreslic cele i sie ich trzymac. Brak swiadomosci, ze wizerunek to nie zarty. I ze taka szansa w Chinach juz nam sie w ciagu najblizszych lat nie przydarzy.

Siadamy przy wyjsciu i czekamy na nasz polski obiad z przypawilonowej restauracji. Z poteznego glosnika leci ogluszjacy polonez z “Pana Tadeusza”. Jeden raz (czekamy na zupe). Drugi raz (jemy zupe). Trzeci raz (czekamy na drugie). Czwarty… Po drugiej stronie alejki wychodza z niemieckiego pawilonu usmiechnieci ludzie, ktorzy byli na pokazie jakiejs magicznej, latajacej, kolorowej kuli. Jemy drugie. Pijemy piwo. Polonez leci jak zdarta plyta.

Zdjecia:

DSC08366DSC08370

Filmiki:

gadajacy smok, dobrze, ze jest chociaz on. No dobrze, tu akurat para sie dydaktyka:

MOV08381

ale tutaj milo gada z ludzmi:

smok1

drugie pietro – to, co jawi sie na koncu, to…wystawa designu polskiego (kilka krzesel i lampek, niestety z zarowkami malej mocy). Przepraszam, ze dobrze nie sfilmowalam, ale mnie zwyczajnie zatkalo – zwlaszcza, ze to doslownie jedyne wystawione w pawilonie przedmioty:

MOV08376

P.S. Tak, wiem, mialam byc na dniu polskiego pawilonu. Nie dalam rady, po pracowitym tygodniu, przy koncu zlanym nankinskim deszczem w sobote udalo mi obudzic dopiero na wieczorna gale w szanghajskim Teatrze Wielkim…

23

05 2010

Chinese Wave – uderzenie Expo

Za duzo rzeczy sie dzieje. Np. tragiczne trzesienie ziemi w Gansu. Jak zwykle gazeta o ktorej byla mowa w poprzednim poscie zadziwila, dajac na pierwszej stronie zaraz po wstepniaku, zamiast zwyczajowych peanow na czesc panstwa niosacego pomoc ofiarom, artykul pochwalny ku czci…mnichow tyb3tnskich. “Podczas gdy ratownicy uzywali do zlokalizowania zywych sprzetu specjalistycznego, mnisi bez chwili wahania rzucali sie pod gruzy by ratowac ludzi” po czym wezwala czytelnikow do recytowania tbetanskiej Ksiegi Umarlych. No ale trzesienie ziemi przeszlo, a dzis w telewizji w show randkowych podrywa sie na te katastrofe panny. Niemal wypadly mi paleczki z reki, gdy zobaczylam jak chlopak w mundurze opowiada ze lzami w oczach w migajacym swiatelkami studio, jak ratowal ludzi w Yushu, a panny ktore wspolzawodniczyly o jego wzgledy – wycekinione, wymalowane, ze sztucznymi metrowymi rzesami, z torebusiami, plakaly ze wzruszenia i wyznawaly, ze “nie sa godne takiego bohatera”.  A on salutowal.

No a teraz mamy Expo. Najwieksze w historii, najwspanialsze. “Z zacofanego kraju Chiny staly sie potega podziwiana na calym swiecie” – to juz gazety. My w Polsce z ekscytacja sledzimy losy naszego azurowego pawilonu i dociekamy czy podoba sie on Chinczykom. Owszem podoba sie – glownie dlatego, ze, jak zaznaczaja Chinczycy, jego faktura do zludzenia przypomina… chinskie wycinanki, 剪纸,wpasowuje sie w “chinska estetyke”. Polski pawilon odczytywany tu moze byc po prostu jako…uklon w strone Chin (?)

No wlasnie – zachwyca czy nie – trzeba pamietac, ze w tym Expo nie chodzi o zachwyt Chin nad swiatem zewnetrznym. To swiat ma sie zachwycic Chinami, zobaczyc ich potege. Ma to dwie funkcje. Po pierwsze – uzytek wewnetrzny. Wizja swiata stojacego w podziwie to element idei kluczowych dla dzisiejszych Chin – nacjonalizmu/dumy narodowej, opartych nie tylko na 悠久 (youjiu – przymiotnik niemal powszechnie stosowany w odniesieniu do chinskiej kultury i historii – cos jakby “uhonorowany przez czas”) chinskiej kulturze i historii, ale i dumie z dzisiejszych osiagniec, z drogi, jaka przeszly Chiny przez ostatnie 60 lat. Drogi tym bardziej znaczacej, ze kontrastujacej z wczesniejszym okresem, postrzeganym jako pasmo upokorzen i ranienia chinskiej dumy przez Zachod i Japonie. Jak zaznaczal Hu z okazji parady na 60-lecie i jak w ogole czesto sie tu mowi – Chiny “powstaly z kolan”. O tej dumie/nacjonalizmie/patriotyzmie w dzisiejszych Chinach niemal nie da sie pomyslec w oderwaniu od obecnej wladzy, od “socjalizmu z chinska charakterystyka” etc., “rozwoju opartego o naukowe podstawy” etc. Ten pakiet znaczeniowy mozna albo kupic w calosci albo w calosci odrzucic (byle tylko glosno o tym nie mowic). Odrzucic – tylko na rzecz czego?

Niedawno obserwowalam grupke studentow, ktorzy spontanicznie sie spotkali aby puszczac wlasnorecznie wykonane latawce. Na jednym byl namalowany chinski pawilon Expo, na drugim Haibao i napis “Expo wita” i “Expo do przodu! Chiny do przodu!”, a na trzecim napis “niech obecna dynastia rzadzi nam dziesiec tysiecy lat” (“obecna dynastia” to troche zartobliwe, troche uszczypliwe okreslenie wladzy po 1949 r).

W ukazywaniu Expo w telewizji istotne sa obrazki laowajow, ktorzy pieja z zachwytu, ze “kochaja Szanghaj” i ze “Expo jest niesamowite”, “ze zrobiliscie kawal dobrej roboty”. I gratuluja Chinczykom. Ale Chiny juz podczas pierwszych dni Expo daly wyrazny sygnal, ze choc to oni – mieszkancy bogatego Zachodu – sa, jako zachwyceni chinska potega widzowie, najbardziej cennym, jesli chodzi o wspomniany wyzej cel wewnetrzny, lupem, to uwaga Chin nie jest nakierowana na Zachod jako taki. W Shaoguan w prowincji Kanton (gdzie ucieklam od Expo, ale niestety nie od majowego weekendu) w telewizji ogladalismy jak przy salutach kompanii honorowej, na czerwonych dywanach, prezydent Hu juz drugiego dnia Expo wital i przyjmowal tych, ktorzy nie mieli ani chyba nigdy nie beda mieli szans na porownywalne zaszczyty na Zachodzie – prezydentow: Mali, Mongolii, Seszeli, Armenii, przywodce Autonomii Palestynskiej, prezydenta Tadzykistanu. Kanal informacyjny chinskiej telewizji panstwowej szeroko prezentowal i komentowal te pelne pompy spotkania. Poza obiegowymi formulkami o “zaciesnianiu wspolpracy” i przyjazni Hu podkreslal, ze Chiny tak jak nikt potrafia zrozumiec problemy krajow rozwijajacych sie (coz, niewatpliwie chinskim firmom latwiej jest dzialac w warunkach nieoznaczonosci, skomplikowanych ukladow laczacych wladze z biznesem niz “grzecznym” firmom z Zachodu), kiwal glowa, wsluchiwal sie.

Bo klimat zachwytu nad Chinami jest narzedziem w procesie o wadze globalnej. Wprawianie tych mniejszych, zapomnianych, na Zachodzie nieakceptowanych w podziw, polaczone z oferowaniem poczucia dowartosciowania, bycia na rownej stopie (chinska kompania honorowa dla Seszeli!), zrozumienia, wraz z wytwarzaniem poczucia opieki, otwartosci, wspolpracy, (wzajemnej) pomocy, to mieszanka skladajaca sie potezne zjawisko chinskiego soft power. Coz, mowi sie duzo o Chinach w Afryce, ale najciekawsze jest chyba to, jak Chiny buduja wokol siebie bufor skladajacy sie z sasiadow, z Azji Srodkowej (te masy studentow z Kazachstanu tutaj!), Azji Poludniowo-Wschodniej (Hu podkreslajacy w Laosie, ile to Chiny moga sie od Laosu nauczyc…). To budowanie widac bylo wyraznie juz podczas kryzysu azjatyckiego, gdzie np. w Tajlandii sympatie niemal gwaltownie odwrocily sie od – postrzeganej jak opuszczajacej w potrzebie – Ameryki do przejawiajacych przyjazne gesty Chin. Niedawno jeden z profesorow mojej chinskiej uczelni prezentowal wyniki swoich badan – dotyczacych wzajemnego postrzegania sie krajow Azji Wschodniej. Przytlaczajaca wiekszosc mlodych Filipinczykow, Wietnamczykow, Koreanczykow a nawet Japonczykow stwierdzila, ze dzisiejsze Chiny graja pozytywna role w regionie. Zmiane widac tez w Ameryce Poludniowej a na pewno na Karaibach. Znajoma Kostarykanka z duma opowiadajaca o tym, jak to Chinczycy “zbudowali im stadion narodowy” (Kostaryka jeszcze niedawno byla panstwem uznajacym Tajwan), cieszaca sie 5-letnim stypendium, choc nie wiedzaca, kim byl Zhou Enlai, jest dla mnie modelowym efektem chinskiego soft poweru.

Jeden z plakatow Expo wyglada tak: na tle pawilonu chinskiego (przeklete) Haibao (maskotka Expo) prowadzi kolorowy pochod skladajacy sie z dzieci roznych nacji w strojach ludowych. Gdy na niego patrze nie moge nie skojarzyc go z innymi, popularnymi 40 lat temu plakatami, gdzie tez kroczyl podobnie barwny pochod (Afrykanow, Arabow, Latynosow, tez w strojach etnicznych), a na czele podazal Chinczyk z Czerwona Ksiazeczka wzniesiona ku gorze. Barwny pochod kroczacy za nim tez wymachiwal ksiazeczkami. W tle promienisty portret Przewodniczacego Mao. Idea przewodzenia barwnej, ale zaniedbanej (wykorzystywanej!) przez Zachod “reszcie swiata” – blizniacza. Zmienila sie za to zasada, podstawa, sposob mowienia. Kolonializm zmienil sie w “cocacolonializm” (czy tam inne dzwieczne i popularne w swiecie niezachodnim, choc nie tylko, idee). A same idee Mao zastapily kontrakty (a jeszcze czesciej ich obietnice), honory, salwy, towary, lagodny jezyk, unikanie bezposredniej konfrontacji i (choc to chyba jednak wciaz wizja przyszlosci) chinskie wytwory kultury popularnej (byla Japanese wave, byla Korean Wave, czemu nie Chinese Wave?). Swiat sie zmienia. Po cichu i bez rewolucji.

06

05 2010