Archive for October, 2010

Przejechać policjanta. Próba analizy językowej

Granice mego języka są, jak wiadomo, granicami mojego świata. Przy czym chodzi nie tylko o granice zewnętrzne, ale także i wewnętrzne. O kategoryzacje, klasyfikacje, stereotypizacje. To jest dziecko, to dorosły. To lud a to wróg. Albo współczesniej – kto lud a kto bogacz. Ostatnio towarzyszyłam delegacji z Polski. Zdziwili sie, gdy im powiedzialam, ze lao baixing – dosl. “100 starych nazwisk“, bynajmniej nie oznacza  żadnej szlachty, elity, ale zwykłych obywateli, chińskich Kowalskich. Chiny od czasu do czasu omiata oburzenie (wywoływane, nagłaśniane i skupiane w internecie tak, że osiąga nową jakość) na weiqu – niesprawiedliwość, krzywdę, jaką doznaje ktoś z laobaixing od przedstawicieli “wyższych warstw” społeczeństwa. Żona oficjela tratuje beemką niewielki motoro-traktor, jakich pełno na wsiach, jadące na nim małżeństwo rolników ginie. Luksusowy samochód bogacza zabija na przejściu dla pieszych ubogiego studenta ze wsi i nie zatrzymując się, odjeżdża. I co szczególnie wywołuje oburzenie – po wypadku, czy też lepiej, po złapaniu, sprawcy uderzają w ton: “nie wiesz, kim jest mój ojciec/mąż…” etc. W pazdzierniku tego roku te przypadki doczekały się wspólnego, hasłowego określenia. Zwane są teraz zbiorczo: “moim ojcem jest Li Gang”. Ów Li Gang to wiceszef jednej z jednostek policji w jednym z miast Hebei. Jego syn, autor tych słów, wjeżdzając z wielką predkością na uczelniany kampus potracił w bramie dwie studentki. Siła potrącenia jest tak wielka, że wyrzuca ofiary w powietrze, jedna ginie, druga jest ciężko ranna. Sprawca nie zatrzymuje się, jedzie  po swoją dziewczynę, potem idą się bawić. Gdy w końcu znajduje go policja, padają słynne już słowa: “Popatrzcie na mój samochód, jest uszkodzony. Moim ojcem jest Li Gang. Mogę was oskarżyć. “. Dziś, zaledwie 2 tygodnie po tym zdarzeniu, Baidu, główna wyszukiwarka Chin, wyrzuca 429,000 rekordów związanych z hasłem “moim ojcem jest Li Gang”. Oprócz oburzenia, te słowa wywołują i śmiech – z głupoty i buty “官二代”- guan er dai rozpieszczonych jedynaków drugiego pokolenia rodzin oficjeli. Śmieją się w Hebei, śmieją się w innych prowincjach, gdzie jakiś wiceszef jakiejś komórki policyjnej w jakimś mieście dalekiej prowincji, jest nikim. “Moim ojcem jest Wiesław Brzęczyszczykiewicz”. No i?

Fala w internecie każdorazowo rośnie, czasem trochę wody z tej fali gdzieś znika w jakimś zbiorniku retencyjnym, pojawiają się wtedy nowe wpisy: “och, mój wpis chyba przez pomyłkę zniknął, dam jeszcze raz”.

Gdy tym razem w Changchun na północy kraju kierująca samochodem terenowym młoda kobieta potrąca policjanta, historia ma trochę inny odcień. I nie chodzi o to, że policjant - nawet zwykły z drogówki – nie jest zwykłym laobaixing, ktoś za nim stoi. Chodzi o te słowa: “O, jak żyje to ok, będzie łatwiej to załatwić”. Słowa przedostają się do mediów i wywołują burzę. Słowa te wypowiada nie sama sprawczyni, ale jej ojciec, który szybko zjawia się na miejscu zdarzenia. Czyli butę prezentuje nie tyle “富二代” (fu er dai - drugie pokolenie bogaczy), tylko ci, którzy je wyhodowali. Ale na mnie osobiście mocniej działają inne słowa, a właściwie to cała masa słów - wypowiadanych następnie w mediach przez rodziców sprawczyni wypadku, ale i stosowanych przez same media. Ale po kolei.

Jednokierunkową ulicą pod prąd jedzie terenówka. Policjant zatrzymuje pojazd. Za kierownicą młoda kobieta. Zaraz po zatrzymaniu kierująca pojazdem chwyta za telefon, gdzieś dzwoni. W tym czasie noga ześlizguje jej się z hamulca na…gaz. Terenówka rusza skokiem do przodu. O tym, że stojący przed pojazdem policjant znalazł się pod kołami, kierująca dowiaduje się od krzyczących przechodniów. Na miejscu zdarzenia stawia się niemal natychmiast ojciec kierującej (widocznie to do niego dzwoniła). Policjant leży na drodze i nie daje znaku życia. Ktoś z tłumu dzwoni po karetkę. Policjant odzyskuje przytomność. I wtedy padają słowa, które oburzyły Chiny. ‘没撞死就好办’-dosł. “nie potrącony na śmierć to będzie lepiej załatwiać”. Powiada ojciec i zabiera się do pocieszania jedynaczki.

Słowa. Mnie osobiście bardziej poraża sposób, w jaki się sprawę relacjonuje, jak buduje się medialnie wewnętrzne granice, w których umieszcza się to zdarzenie. “Według jednego ze świadków, dziewczyna nie potrąciła policjanta umyślnie,[...] dziewczyna widocznie była świeżo upieczonym kierowcą i nie była obeznana z regułami ruchu jednokierunkowego”. To jeden z portali. Pomijając przerażenie, jakie może wywołać przypuszczenie, że świeżo upieczony kierowca może być nie obeznany z zasadami ruchu jednokierunkowego (to co w przypadku ruchu dwukierunkowego??), cóż po moim tłumaczeniu, jak tego słowa, o które mi chodzi, nie da się dobrze przetłumaczyć na polski. 女孩 – nuhai- to nie jest dokładnie dziewczyna. 女 to kobieta, 孩 to dziecko. “女孩” w języku chińskim oznaczało do niedawna po prostu dziecko płci żeńskiej. Bambina. Osoby dorosłe zaczęto określać tym mianem najpierw na Tajwanie. Jeszcze kilka lat temu tutaj, na kontynencie, nazwanie młodej osoby, ale już nie dziecka, 女孩 nuhai czy 男孩 nanhai (chłopcem) wywoływało uśmieszki, posądzenia o uleganie zmiękczonej, wydelikaconej, ulukrowanej kulturze z Tajwanu. Dla mnie to wyrażenie do tej pory brzmi tak miękko (choć na Tajwanie spędziłam sporo czasu), że widzę się od razu nieśmiałą, delikatną buzię dziecka. Matka sprawczyni wypadku tłumaczy: “ona jest jeszcze dzieckiem, jest jeszcze mała i do tego jeszcze się uczy”. Media, choć nie kryją swojego oburzenia na postępowanie ojca, choć przestrzegają przed lekceważeniem zjawiska “moim ojcem jest Li Gang” , choć lamentują nad rozpieszczonymi jedynakami i ich moralnością,  to jednak wtórują rodzicom w udziecinnianiu sprawczyni: “nuhai cofała”, “ojciec nuhai natychmiast pojawił się na miejscu”. Za pomocą języka budują wrażenie, że mamy do czynienia z istotką małą, wątłą, nie dość jeszcze świadomą (która jakimś nieszczęśliwym zrządzeniem losu znalazła się jednak w potężnym aucie?…). A teraz pytanie – no, ile lat ma to niemowle, to dzieciątko, mała bambina? Odpowiedź: 22 lata. Pytanie kolejne: ile lat ma potrącony policjant? Odpowiedź: 25. Jest starszy o 3 lata. Ale nikt go nie nazywa 男孩 nanhai, tylko “potrąconym policjantem drogówki”.

Granica językowa pomiędzy 22-letnim dzieckiem, które ma prawo jazdy, jeździ terenówką, ale nie jest obeznane z zasadami ruchu drogowego, a 25-letnim”potrąconym policjantem drogówki” dobrze oddaje charakter bardzo istotnej granicy społecznej. To nie tak, że np. w wieku 23 czy 24 lat ona przestanie być 女孩 a stanie się młodą kobietą, czy po prostu kobietą. Że wystarczy tylko dać czasowi wykonać robotę i już. Nie jest też tak, że on 3 lata temu był 男孩.  Oni nie idą w tym samym kierunku.

Jeżdżąca terenówka, nieobeznana z zasadami ruchu jednokierunkowego nuhai, (ale za to, jak dowiedzieli się reporterzy - dobra studentka), której tata zamiast zająć się leżacym na ulicy policjantem, kalkuluje, jakby tu uniknąć kary dla swojej jedynaczki, to przedstawicielka “富二代”czy“官二代” - odpowiednio “drugiego pokolenia bogaczy” czy “drugiego pokolenia oficjeli” (nie wiemy jeszcze kim są rodzice). Tak dobrze się uczy… No bo jej jedynym obowiazkiem jest się dobrze uczyć! Nie ważne czy ma 5 lat czy 22. Jeśli to robi, jeśli chłonie te wszystkie korepetycje, te kursy, te testy, ten angielski, to jest “dobrym dzieckiem, dobrą 女孩 ”, dzieciństwo jej się przedłuża. I okres rozgrzeszania też się przedłuża. Jeśli uczy się źle, albo w ogóle jeśli coś źle zrobi, to “ponieważ jest jeszcze bardzo mała” trzeba ją chronić, kryć, tak jak chciał to zrobić tata. Dorosła stanie się później, jak już się nauczy, czego trzeba. Jak dokładnie to będzie wygladać, ta dorosłość, nikt jeszcze nie wie, bo wchodzenie w dorosłość “pierwszego pokolenia” wyglądało zupełnie, zupełnie inaczej. Póki co, za bycie dobrym dzieckiem, nuihai dostaje nagrody. Komórki, laptopy, kosmetyki, torebki, buty, terenówkę do jazdy po mieście. Egzamin z angielskiego: 第一名. Pierwsze miejsce w klasie/grupie. A co dostanę w nagrodę? No co, no co? Może torebkę Gucci? Albo atrybut przedłużonego dzieciństwa – samochodzik właśnie. A 25-letni policjant? On chyba przestał być dzieckiem kiedy…przestał być dzieckiem.

P.S. Jest jeszcze druga, bardziej hardcore’owa wersja tej historii. Podobnie jak w przypadku pierwszej wersji, także i ta ma kilku świadków. Policjant zatrzymuje jadącą pod prąd Toyotę Rav4, zgodnie z prawem zatrzymuje prawo jazdy i dowód rejestracyjny. Próbuje udzielić pouczenia. “Dziecko” nie chce jednak słuchać – mówi: “skoro już zabrałeś dokumenty, to na co jeszcze gadasz?” Po czym rusza. Policjant upada. Dziecko wysiada. “No co leżysz? Przecież cię nie potrąciłam. Policja ludowa, a oszukuje. Nie zimno ci tak leżeć na ziemi? Może chcesz materac?” Policjant sięga po komórkę, wybiera jakiś numer. Dziecko chwyta komórkę i zaczyna do niej wrzeszczeć. Gdy odkrywa, że numer nie został jeszcze wybrany, ciska komórką w leżącego policjanta. Wreszczy dalej.

Czy tak było? Czy nie? Tatuś od terenówek, troskliwa matka-Chinka (“Ona w tym roku kończy studia i będzie szukać pracy, to zdarzenie z pewnością wywrze na nią wielki wpływ”), “łatwiejsze załatwianie”, świadkowie (z nimi pewnie teraz też gorączkowo się załatwia, co trzeba), 22-letnie bambiny dryfujące w dyskursie medialnym, internauci (czyli kto? Bardziej jak ona czy bardziej jak on?) i policjant (jemu też należy sie obróbka słowna – a po obróbce słownej to przecież młody człowiek, który naraża się w imię prawa i dla dobra kraju i ludu!). Innymi słowy zapowiada się więc ciekawe widowsko medialne z aktywnym udziałem i ważną rolą graną przez nowe media - internet. Ale czy także i coś innego?  Socjolog dla portalu 163.com: “Musimy dbać, żeby <moim ojcem jest Li Gang> nie wywoływało śmiechu, ale refleksję. Co sprawia, że takie słowa są możliwe?”

31

10 2010

W i poza tlumem. “China is a …”

Wsiadam do metra. Drzwi sie zamykaja, rozlega sie glos: “Drodzy pasazerowie, witamy. To pociag lini nr 2 jadacy w kierunku Xizhimen, nastepny przystanek to…” Te komunikaty tak wchodza do glowy, ze czy chce czy nie, powtarzam je z glosem za kazdym razem, gdy jade metrem. Ale ten tutaj brzmi jakos dziwnie, niby podobny, ale dzwiek troche inny, no i przede wszystkim nie dochodzi z glosnikow nad glowami, tylko spod drzwi, gdzies na wysokosci kolan i  tobolow rozlozonych na podlodze przez 农民工 - nongmin gong. Nongmin gong to robotnicy (w ogromnej liczbie) migrujacy ze wsi do miast. Teraz, tym popoludniowym kursem linii numer 2 jedzie ich kilku – w wyswieconych granatowych marynarkach i wytartych, znoszonych tworzywowych butach z czubem. Zmarszczki dookola oczu na ogorzalych twarzach. I ten szczegolny jakby zawieszony wyraz twarzy, gdy widzi sie cos nowego, wielkiego i oniesmielajacego za razem.

Kieruje wzrok w kierunku, skad dochodzi glos. To chlopak na wozku, ma podreczny mikrofonik i glosnik na podporce na stopy (stopy w sandalach, zdeformowane, powykrecane). Troche sie dziwie, ale tylko troszke. W moim budynku, dosc zwyczajnym czternastopietrowcu z pierwszej polowy lat 90-tych, sa panie windzarki. Mlode dziewczyny, codziennie podczas osmiogodzinnej zmiany jezdza w gore i w dol, maja uniformy (uniform jest przeciez dowodem przydatnosci dla spoleczenstwa) i naciskaja te zwyczajne, najzwyczajniejsze przyciski, takie jak w kazdej windzie. No wiec moze ten chlopak jest tutaj w ramach jakiegos nowego planu bedacego elementem polityki powszechnego zatrudnienia? “Nastepny przystanek to Fuxingmen, a teraz zapraszam do wysluchania piosenki”. Palcami z wykreconymi stawami wybiera z fioletowej mp3 podklad muzyczny, mp3 tez jest podlaczone do glosnika. Spiewa piosenke o milosci, wszyscy maja miny takie jak zawsze sie ma w metrze, ale jak przyjrzec sie blizej, sa zasluchani. I panie na obcasach (rzucaja 5 i 10 kuajowki do tekturowego pudelka u stop wozka) i rozlozeni w przejsciu w otoczeniu workow z dobytkiem ogorzali nongmin gong.

Przypomina mi sie zakonczony w niedziele pierwszy sezon chinskiego “Mam talent” (中国达人 , Zhongguo Daren, chinski daren , czyli ktos biegly, majacy rozeznanie, profesjonalista, mistrz). Zadziwil mnie duzy odsetek niepelnosprawnych uczestnikow. W chinskim Mam Talent biora udzial: para gimnastykow – on bez nogi, ona bez reki, 25 letnia dziewczyna o wzroscie 6 latki, wreszcie chlopak bez rak, ktory gra na fortepianie stopami i spiewa. Jury zachwycalo sie kazdym z nich, malenka dziewczyne okreslilo “czystym aniolem”, gimnastykom rzeklo, ze “nie byliby piekniejsi i lepsi nawet z ta reka i czy noga, zreszta maja skrzydla”, chlopakowi bez ramion oznajmili: “masz wnetrze piekniejsze od kazdego z nas”. Wystepuje tez czlowiek-paw (zwany w programie starszym bratem pawiem), ktory, zeby dostarczyc rozrywki swojej chorej, poruszajacej sie na wozku zonie, domowym sposobem zmontowal migoczacy, barwny i ogolnie nieziemski stroj pawia . Zaklada go, tanczy – najpierw dla zony, zeby ja rozweselic, a teraz pokazuje  sie Chinom – zeby tez sie posmialy, ale i zeby pokazac, jak kocha niepelnosprawna zone. Starszy brat paw odpada, ale dostaje specjalne wyroznienie za bycie wzorem milosci. Zhongguo daren zostaje  chlopak bez rak. Pokonuje chinska Susan Boyle, tlusciutkiego chlopaka spiewajacego falsetem, niepelnosprawnych gimnastykow, imitacje Jaya Chou (pop z udawaniem rapowania pod smyczki) i 6 letnia dziewczynke – cudowne dziecko, kabareciarke. Para niepelnosprawnych gimnastykow obejmuje zwyciezce (ktory nie podniesie przeciez rak w gescie tryumfu ani nie odwzajemni uscisku). Blyszczace kurtyny, brawa i owacje, wzruszenia, a on stoi stoi posrodku w bialej wykwintnej marynarce i modnych okularach. Cos tak bardzo odwrotnego od kontekstow w jakich mozna zobaczyc niepelnosprawnego na co dzien w przestrzeni publicznej. Jesli w ogole mozna go zobaczyc – niepelnosprawnych nie widac w niej wlasciwie w ogole, jesli juz, to sa to osoby wykluczone – np. zebrzacy niewidomi starzy ludzie w metrze, stopy w materialowych butach niepewnie stapaja po podlodze wagonika, za pergaminowa reke prowadzi dziecko – moze wnuk?. Chinski niepelnosprawny jako chinski daren i nie taki zwykly daren, ale jako naj naj daren, w jakis sposob reprezentant wspolczesnego ChRL, to cos zupelnie nowego. To nie ofiara, ale czlowiek z pasja, o silnej woli i artysta. A teraz ten chlopak w metrze. Usmiechniety, ladnie ubrany, dobrze spiewa i przede wszystkim ma fajny pomysl. Dojezdzamy do stacji przesiadkowej, glos z glosnika w stopach wozka: “zblizamy sie do stacji przesiadkowej Xizhimen, prosze pamietac o swoich rzeczach” – i dodaje od siebie: “请慢走“ – dosl. “prosze wolno isc” – to zyczenie gosciowi spokojnego powrotu. Tak jakby metro nalezalo do niego.

Wysiadaja takze i rolnicy-robotnicy. Z pradem plyna worki po ryzu, tlumoki z przescieradel, bokiem wystaje z nich jakis koc, jakis garnek. Ramiona w granatowych, wytartych marynarkowych rekawach, w roboczych sweterkach potrzymuja pakunki. Tanie plastikowe mokasyny z czubami podazaja w strone ruchomych schodow. Worki i tlumoki plyna w tym bezkresie glow ufryzowanych i ufarbowanych na kolor kafei (czyli kawowy), w morzu paznokci lakierowanych, rzes podkrecanych, bialych sluchawek od iPhoneow. Wlosy nongmin gongow sa jakby czarniejsze (nieliczne glowy niepofarbowane?). Odwrotnosc wodospadu – ruchome schody dwiema struzkami wynosza ludzi na gore, do kolejki naziemnej. Pakunki i tobolki – jak jakies klaczki bawelny czy liscie – unosza sie ponad te blyskajaca, pnaca sie do gory tafle. Wyciagam kieszonkowy aparat, pstrykam zdjecie. Ze strumyka obok dochodzi mnie glos: “China is a rich country”. Dyskretnie zerkam. Dziewczyna z ufryzowanymi “na koreansko” wlosami, z rozowymi ustami, tipsy, trzyma telefon z brylancikami, jedzie z kolezankami, jednak oczywiscie nie do nich mowi. “Don’t take pictures”. Robotnicy rozkladaja pakunki w wagonie naziemnej kolejki.

14

10 2010

Banka hutongowa, Przewodniczacy i piekne dziewczeta z Qinghai

Zaczyna sie tak, ze ide szukac tego:

hutongpaopao2

Hutong Bubble__MG_9981_by ShuHeRzecz nazywa sie 胡同泡泡32号 - hutong paopao 32 hao, czyli hutongowa banka numer 32 i jest pomyslem rozwijajacej sie w atomowym tempie pekinskiej pracowni architektonicznej MAD – tej od dosc znanego chyba takze i w Polsce projektu Sztucznych Gor , autorow pomyslu wiezowca Miejski Las (z dorobionym dosc ciekawym manifestem, polecam klikniecie w link)  czy wreszcie pomyslodawcow  zamienienia placu Tian4nmen na gesto zadrzewiony park (rowniez polecam klikniecie w link). Hutong paopao jest pomyslem na rewitalizacje i tym samym moze i uratowanie kwartalu tradycyjnej zabudowy i ukladu przestrzennego starego Pekinu – czyli wlasnie hutongow.

I jak to zwykle bywa w tutejszej sieci – kopiowanych wzajemnie od siebie z roznych portali opisow “baniek” jest na peczki, powielanych 4 zdjec na krzyz rowniez na peczki, a realnego, niewirtualnego adresu, pod ktorym banki mozna znalezc, nie ma. Na stronie MAD lakoniczna informacja, ze hutong paopao znajduje sie – niespodzianka, cos takiego – w Pekinie! W koncu na jednej ze stron udaje mi sie znalezc jakis adres. Wyglada wiarygodnie – strona jako miejsce lokacji baniek wskazuje jeden z hutongow 西城 - xi cheng - zachodniej czesci starego Pekinu. No to jade.

Tak sie zaczyna. Placze sie po hutongu, zagladam. Ludzie siedza przed hutongami na malych stoleczkach, przez okna niskich, szarych domow widze stare szafy, pierzyny na lozkach. Jak to hutong – troche jak wies w srodku miasta, troche jak labirynt. Zaczyna chodzic za mna smieszny niski i dlugi pies z za duzymi uszami i za dlugim ogonem. Lasi sie, przymila, zacheca do zabawy. W ktora odnoge labiryntu nie skrece, stwor za mna. Ja w prawo – pies w prawo, ja do tylu i w nogi – zwierz pedzi wywijajac pozyczonym od jakiegos wiekszego stworzenia ogonem. Mowie do niego – “wybacz, nie zabiore Cie, nie moge”. Pies marszczy czolo. Obok przejezdza czlowiek – na oko szescdziesieciokilkuletni – na rowerze.  “On nie ma pana, moze jednak wezmiesz?” Patrze na psa: cieszy sie, skubany, na sama mysl. Placze sie znow po hutongu, baniek ani sladu. Obchodzimy z psiskiem ponownie caly kwartal i trafiamy ponownie do miejsca, w ktorym ruszyl za mna. Kiedy wyglaszam zwierzowi mowe, w ktorej podkreslam wage jego pozostania na miejscu (czyli na obgryzionym chodniczku pod sciana), wraca ten sam czlowiek na rowerze. Przystaje i zaczynamy rozmawiac. Najpierw o psie. A potem, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach – o Polsce. Schodzi na rok 1968. A potem na ten sam rok w Chinach. I wtedy czlowiek na rowerze zaczyna opowiadac tragiczne losy swojej rodziny w czasie Rew Kult. Obok zatrzymuje sie mezczyzna w czerwonej kurtce. Slucha. “No, co tam, nie masz nic do roboty?” – mowi pan Sun, czyli czlowiek z ktorym rozmawiam, do tamtego, widac, ze sie znaja. Czerwonokurtkowy odjezdza. To, co pan Sun mowi, nadaloby sie na powiesc, ale nie o losach pana Sun i jego rodziny w czasie Rewolucji bede tutaj opowiadac. Mysle, ze pan Sun chcialby bardziej, zebym opowiedziala o nim jako o malarzu, artyscie. Nie jako np. o synu ofiary.

Pan Sun mieszka w hutongu obok. Miejsce, w ktorym mieszka to dawny siheyuan. Wchodzimy przez czerwone, metalowe drzwi. Pies zostaje na zewnatrz. Idziemy waskim przejsciem wzdluz muru. Dawna rezydencja podzielona zostala na niewielkie mieszkania, na dziedzincu dobudowano niskie pomieszczenia, w tym wspolna toalete. Pan Sun zajmuje dwa pomieszczenia – jedno w oryginalnym budynku, jedno w dobudowce. Do mieszkania prowadza odrapane zielone drzwi, przez wielkie okno widac lozko a na nim ksiazki, obok krzeslo, stolik. Na scianie tez zielono:

Mao Lin
Zielony mundur Mao i zielony mundur Lin Piao. Lin unosi w reku czerwona ksiazeczke, a Mao mu klaszcze. Obraz jest ogromny, zajmuje niemal cala przestrzen nad lozkiem.

Obrazy stoja wszedzie. Nieraz warstwami po kilka. Zaludniaja je rumiane Tyb3tanki i wsciekli hongwejbini. Powykrzywiane twarze proletariatu i posagowe twarze strzegacego go wojska – bedacego czyms pomiedzy Armia Terakotowa cesarza Qin Shi (armia strzegla grobowca Qin Shi) i Armia Ludowo-Wyzwolencza. Od czasu do czasu jakis (ja mam wrazenie, ze bardzo konkretny, choc nie widac twarzy) duch (?) przeszlosci (?) maszeruje samotnie bojowym, zdecydowanym krokiem w strone – no wlasnie czego? Raz wychodzi z hutongow w strone nowych budynkow, raz przejdzie przez brame w strone Mauzoleum Przewodniczacego Mao.

jy7ooiIMG0775A

Wsciekle twarze hongwejbinow (czasami zdarza sie im byc bez spodni, juz nawet nie w tych tutejszych dzieciecych gatkach z peknieciem na pupie, ale wlasnie bez spodni), brzydkie twarze, brzydkie ciala ludu.

rvrvrvgngngnRumiane, zywe twarze, zielone mundury i puste oczy terakotowych wojakow.

dmdmdmd
tbtbtb

A bohater ludowy nagle ma cukierkowo, slodko pomalowane usteczka i takiz jezyczek:

mmmmmm

“To juz Reformy i Otwarcie” – tlumaczy pan Sun. Jeszcze w robociarskiej czapce, ale usta juz pomalowane, slodsze jakby. I jezyk tez juz inny.

Sierp i mlot podtrzymuja dwie rece – meska odziana w tradycyjny stroj przynalezny do “starych”, feudalnych Chin. I zenska, z jadeitowa bransoleta, z czerwonymi paznokietkami, jak z tych plakatow z lat 30-tych, z 老上海,starego Szanghaju (synonimu zepsucia, rozpusty i wielkich fortun),  gdzie takie raczki z paznokietkami w zalotnym gescie trzymaly papieroski. A tu trzymaja sierp. Cyk. A obok hutongi. Zima, jesienia. Pekinczycy mowia o tych swoich domostwach, ze nosza w sobie melancholie i smutek wsi. Na obrazach pana Sun ten smutek jest niemal namacalny, fizyczny. Hutongi na obrazach sie nie zmieniaja, zastygly, osiadly, zwarly sie w sobie (w rzeczywistosci tocza walke o przetrwanie, czsami tez w blizej niesprecyzowanym hutongu architekci z MAD stawiaja smieszne banki). Ale obrazy nasaczone sa staloscia, spokojem i specyficznym, tkankowo-kamiennym trwaniem hutongow przez setki lat. Na obrazach pana Sun nic sie zmienia, no moze tylko w pewnym momencie znikaja latarnie mieszczacych sie tam domow publicznych (” o tu dwie jeszcze sa, to bylo tutaj blisko”):

P1010983

ksssssKiedys zamieszkane przez gorne warstwy spoleczenstwa siheyuany dzis sa podzielone na male chaotyczne czastki, z masa dobudowek i zaulkow na dziedzincach, na ktorych niegdys rosly granaty (“obys mial tylu synow, co granat nasion”). I oczywiscie prozno szukac tam potomkow dawnych mieszkancow tych rezydencji. To co elitarne, zamkniete za czerwonymi drzwami ze zlotymi guzami stalo sie otwarte, wspolnotowe, powszednie, szeregowe. Pan Sun pokazuje mi jeszcze jeden obraz:

vbnjhg
To cesarskie zloto, cesarska zolc dachowki (zolty – byl kolorem cesarza, siheyuany choc nieraz mialy wymyslne i zdobne dachy, to jednak przeciez zawsze w szarosciach). “To jest bycie w sprzecznosci, plyniecie pod prad, smialosc i bezczelnosc w jednorodnej masie” – mowi pan Sun.

Pan Sun teraz juz malo kiedy maluje takie obrazy. Raz do roku bierze aparat i jedzie pociagniem do prowincji Qinghai, zamieszkalej w duzej czesci przez ludy tyb3tanskie. Wloczy sie po wioskach, po od namiotu do namiotu pasterskiego rozbitego gdzies na wyzynie, robi zdjecia, szkicuje, zapamietuje. Gdy wraca do hutongu, siedzi jesienia i zima w pracowni oswietlanej mdla zarowka, z wielkim oknem z odlazaca zielona farba, w tej plataninie domkow, domow, komorek, dobudowek, daszkow i maluje co widzial.

P1060645

P1070390

W kacie po kilkoma obrazami pieknych, barwnych jak ptaki Tyb3tanek stoi ten obraz:

rrrrrr

Ze co? Twarz Jiang Zemina i “Pilnie studiowac mysl o trzech reprezentacjach” charakterystyczna nerwowa kaligrafia z podpisem Mao? Jiang, jak wiadomo, przedstawil swoja “Wazna Mysl o Trzech Reprezentacjach” w 25 lat po smierci Mao. Trzy reprezentacje nazwano Wazna Mysla, w nawiazaniu do dorobku wielkich poprzednikow (“Mysl Mao”, “Teoria Denga”) zeby pokazac,  ze jest sa one filarem tego samego rozmiaru i zeby ukazac, ze tworza one kontynuacje, ciaglosc, etapy tej samej opowiesci. Pan Sun patrzy na wielkie, czerwone plotno. “Postmodernizm to taki stan, gdy fragmenty z roznych calosci, z roznych porzadkow skleja sie w jakas nowa calosc, gdzie jednoczesnie wszystko jest w jakis sposob kopia”.

Gdy wchodzilam z panem Sun przez metalowe drzwi siheyuanu slonce swiecilo jeszcze wysoko, gdy wychodze, jest noc. Pies z za dlugim ogonem zrezygnowal, poszedl, pewnie na swoj wytarty chodniczek pod murem. Pan Sun odprowadza mnie po ciemnej plataninie uliczek oswietlanych zasniedzialym, zielonkawym swietlowkowym swiatlem bijacym przez okienka i cmiacym przez pouchylane gdzieniegdzie drzwi. Przypominam sobie o hutongowych bankach. Czy one tu sa gdzies w poblizu? Widzial je pan? Slyszal pan o nich? Pan Sun kreci glowa – banki? Srebrzyste? Nic takiego tutaj nie ma. Musieli sie pomylic z tym adresem. Wychodze na “normalna” ulice. Rzeka samochodow, sklepy, restauracje.

Pan Sun Yirong zgodzil sie, abym zamiescila na blogu zdjecia kilku obrazow i opowiedziala o nich. Zazwyczaj rzadko sprzedaje. “Kiedys wyslalam jeden obraz do Stanow. Obraz wyslalem, pieniadze nigdy nie nadeszly” – usmiecha sie i rozklada rece. Ale gdy pytam sie, czy jakby komus z Czytelnikow jakis obraz sie spodobal, bylby zainteresowany kupnem, czy by sie zgodzil sprzedac, pan Sun usmiecha sie niesmialo. “No, nie wiem, moze?”

P.S. Dochodza do mnie glosy Czytelnikow, ktorzy stanowczo zadaja wiecej pieknych dziewczat z Qinghai(…ale ze nikt jakos nie zada wiecej mas rewolucyjnych…). Prosze:

P10701190

P1030078P1070863

05

10 2010

Szescdziesiata pierwsza

Przepraszam, ze dopiero dzis, trzy dni po fakcie, ale dzis dopiero mam chwilke. I przepraszam, ze badziewnym aparatem.

Wielki ekran na placu Ti4nanmen, a na nim wytyczne:

blogDSC00509

“紧持科学发展观” – scisle trzymac sie koncepcji rozwoju naukowego:

blogDSC00517

…i wspomnienia z szescdziesiatej:

blogDSC00492

blogDSC00463

…i piekne widoki z poszczegolnych (nieodlacznych) czesci Chin:


blog1DSC00532

毛主席纪念堂 – Maozoleum. Dzis zamkniete. Polecam powiekszenie:

blogDSC00397

blogDSC00369

blogDSC00421

blogDSC00628

Portret Mao zmienia sie na nowy raz na trzy lata. W tym roku zmieniono tuz przed rocznica

blogDSC00636

blogDSC00553

2 logo:

blogDSC00625

Cesarze:

blogDSC00565

Cesarze:

blogDSC00549

blogDSC00620

Czapka!

blogDSC00571

blogDSC00563

Doktor Sun i dziewczyna (dr Sun jest dokladnie naprzeciwko portretu Mao)

blogDSC00470

blogDSC00579

W stylu feudalno-imperialno-kawaii-popularnym (z chinska charakterystyka):

blogDSC00603

blogDSC00608

blogDSC00656

blogDSC00676

“Wszystko” to za malo:

blogDSC00697

blogDSC00706

blogDSC00712

blogDSC00650

Dwoch cesarzy powitac – czyz to nie radosc?

blogDSC00756

Koronacje:

blogDSC00773

blogDSC00786

blogDSC00779

blogDSC00790

blogDSC00859

blogDSC00722

Byc widzem i uczestnikiem:

blogDSC00734

blogDSC00525

Byc widzem i uczestnikiem:

blogDSC00407

Sun Yat-sen, pomnik bohaterow ludowych, Maozoleum, pare samochodow wyprodukowanych pod Szanghajem i “nieustraszone wprowadzanie 中国特色社会主义” – socjalizmu z chinska charakterystyka

blogDSC00616

03

10 2010