Archive for December, 2012

Pan Ambasador tańczy (w mediach)

Ambasadorski taniec doczekał się wzmianki we wszystkich właściwie najważniejszych mediach elektronicznych (i nie tylko), zaś w znakomitej większości tych doniesień jedynym źródłem informacji był MSZ przedstawiający filmik jako “element promocji kraju” i porówujący klip do przedsięwzięć innych polityków chcących dotrzeć do ludzi za pomocą nowych mediów (np. tu i tu).

Specjalnego komentarza do klipu udzielił w CSPAtv! Radek Pyffel. Radek przytacza kilka argumentów wysuwanych przez różne osoby “przeciwko”, wśród nich także i mój i udziela swoich odpowiedzi na te argumenty, zachęcam do obejrzenia:

 

A tutaj poniżej moja odpowiedź, co ją wkleiłam jako komentarz na stronie CSPA. A niech sobie będzie i tu, jak już się w grypie tyle napisałam. Jeśli kto chętny, serdecznie zapraszam do dyskusji:

“Dziękuję za nawiązanie do mojej wypowiedzi. Zgadzam się w pełni z tym, że Polska to marka, jak każda i jestem jak najbardziej za tym, żeby Polskę uznawać za produkt, który jest do wypromowania i sprzedania a w promowaniu Polski wręcz trzeba używać dobrodziejstw nowoczesnego marketingu wizerunkowego, który zna także tzw. działania niekonwencjonalne. I szczerze mówiąc myślę, że tańczący Ambasador, jako element internetowej marketingu wirusowego (zwłaszcza, jeśli dobrze tańczy, a tu chyba nikt nie ma wątpliwości!) byłby (oczywiście po rozważeniu, czy wpisuje się w wizerunek, jaki chcielibyśmy tworzyć, mówię tu zarówno o wizerunku Polski jak i Ambasady) do rozważenia.

Tylko nadal nie bardzo rozumiem, jak to się ma do ozdabiania wizerunkiem Ambasady i Ambasadora klipu chińskiego podmiotu prywatnego. Bo z tym mamy moim zdaniem po prostu do czynienia, o czym napisałam w swoim wpisie. I jeszcze raz chcę podkreślić: nie chodzi mi o to, że kreskówkowy ambasador tańczy obok kreskówkowego konia w stajni. Tylko, że robi to na logo prywatnego chińskiego klubu, nieco za analogonem szefa tegoż klubu a koń wypuszcza komiksowy balonik z nazwą klubu. Czym filmik jest w oczach samego producenta, czyli klubu Be My Guest, może świadczyć chociażby nazwa, pod którą został wypuszczony przez tenże klub: 企业大佬年底压轴巨献《江南Style》, czyli „Wielcy szefowie przedsiębiorstw na koniec roku wypuszczają Gangnam style” – nie ma słowa o Polsce, podobnie jak i podczas całego filmiku.

Cieszenie się tym, że w filmiku promującym jakiś chiński klub wystąpił także i nasz Ambasador, żywienie nadziei, że w przekazie o takiej formule chiński odbiorca rozpozna Polskę po balkonie Ambasady, krakowskim stroju i fortepianie Calisia (jeśli ktoś na serio chce uważać, że jest to jest popularyzacja Polski – to w końcu chcieliśmy popularyzować, czy wyłapywać tych, co rozpoznają po szczegółach, których nie wyłapałby przeciętny Polak?) nie ma nic wspólnego z marketingiem wizerunkowym i kampanią na rzecz Polski i jak dla mnie jest nieporozumieniem. Szkoda, że nie tylko media (wzmianka pojawiła się we wszystkich najważniejszych mediach internowych i w Faktach), ale i MSZ, który ustami swoich urzędników tłumaczy, że „Polski ambasador w Pekinie tańczący Gangnam Style to element promocji kraju” a „dotarcie do odbiorców za pośrednictwem tych [nowych - bxy] mediów jest jednym z kluczowych zadań w budowaniu pozytywnego wizerunku Polski w Chinach”, jakoś tego nie widzą. Pierwsze pytanie marketingu wizerunku – jaki wizerunek chcę sprzedać? – w najlepszym razie nie ma tu w ogóle zastosowania, bo tu po prostu nie ma wizerunki Polski. Albo odpowiedź jest dość nieciekawa – daliśmy sygnał, że Polska i jej Ambasador chętnie wystąpią jako ozdobnik reklamówki chińskiego podmiotu, wypiszą zamaszyście jego logo (swoją drogą część moich polskich znajomych myślała, że tak Ambasador zaprasza do Polski, smutne), zatańczą (ładnie, więc możemy być spokojni) na na tle logo hitowy taniec, jeśli tylko w tle przewinie się postać w naszym stroju ludowym albo mignie raz polski fortepian.

Cóż pozostaje mieć nadzieję, że jak najmniej chińskich odbiorców to zauważy i że wśród spostrzegawczych nie będzie zbyt dużo odbiorców wpływowych i decyzyjnych. Pocieszające jest oczywiście, że klip – jak zaznaczył Radek – nie jest zbyt popularny (w końcu to tylko jedna z tysięcy chińskich przeróbek Gangnam), choć oczywiście należy pamiętać, że treść cyfrowa raz udostępniona zaczyna żyć własnym życiem i odtąd może pojawić się już zawsze, wszędzie i u każdego.

Oczywiście, że wszystko jest na sprzedaż. Tylko, czy to znaczy, że sprzedaż, byle sprzedać, nie ważne na rzecz kogo, jest „fajna” i należy szumnie nazywać każdy akt sprzedaży „promocją kraju”? Co do zadania pytania Chińczykom o odbiór tego występu – jak przecież doskonale wiesz, Radku i ci z Państwa, którzy z Chińczykami mieli do czynienia – jak to oni, będą starali się nie zrobić nam przykrości i pozwolić zachować nam twarz.

I tak, mamy większe problemy niż ten. Ale fajnie by było, gdybyśmy nie zbywali problemów, nawet jeśli uznamy, że nie są śmiertelne, tylko analizowali je i uczyli się w oparciu o nie.”

P.S. z dnia 05.01.2013. Pan Ambasador jednak tańczy dla…mnie. I wszystkich nas. Tekst pod filmikiem w miejscu, w którym został wypuszczony światu przez By My Guest, został ostatnio zmodyfikowany. Teraz, oprócz tego, że “spotkali się, aby radośnie melodeklamować, energetycznie tańczyć i dzielić radością” doklejony jest apel, żeby inwestować w Polsce i zachęta do kontaktowania się z Ambasadą. “Cele promocyjne [filmiku - bxy] to zachęcenie biznesmenów chińskich do kontaktu z Polską i do odwiedzenia strony Ambasady w celu uzyskania informacji o Polsce. Film spełnił swą rolę” – ogłosiło MSZ i objaśniło nam: ” W nowoczesnej dyplomacji publicznej trzeba sięgać po takie metody jak obecność w mediach społecznościowych czy filmy wideo”. I podsumowało: “Tak wygląda nowoczesna dyplomacja“.

Korzystając z okazji, jaką jest Nowy Rok, chciałabym naszemu polskiemu MSZ-owi życzyć, aby cel wszystkich jego działań wizerunkowych – obojętnie czy tych bardziej udanych czy mniej  -  był świadomym  założeniem, leżącym u podłoża projektu, przyświecającym projektowi na każdym etapie jego realizacji. A nie, dajmy na to, naprędce przygotowanym opisem post hoc do gotowego już projektu, doklejanym nerwowo, kiedy robi się gorąco. Pewnie się mylę, ale wydaje mi się, że “tak właśnie wygląda” nie tylko “nowoczesna dyplomacja“, ale i dyplomacja jako taka. Serdecznie Państwa pozdrawiam – 新年快乐!

 

30

12 2012

Pan Ambasador tańczy

 

Dla niezorientowanych: na powyższym filmiku Ambasador Polski w Chinach, J.E. Tadeusz Chomicki tańczy w takt koreańskiego megahitu “Gangnam Style”.

Spoglądam na Facebook, spoglądam na fora. Części się podoba – “ale fajny, wyluzowany ambasador!”, “tak należy Polskę promować!”, “Panie Ambasadorze, chapeau bas – marketingowy majstersztyk. “. Części nie: “kicz”, “pajacowanie”, “niepoważny wizerunek Polski”. A niektórzy podejrzliwie dociekają: za czyje to pieniądze?

Spoglądam raz jeszcze na filmik i w pełni do mnie dociera, co mnie w nim tak naprawdę poruszyło. I nie jest to bynajmniej kwestia, czy Ambasadorowi przystoi tańczyć Gangnam czy nie, czy to jest fajne czy niefajne, czy ambasadorski taniec to dobry sposób na promocję ojczyzny czy nie.  Jeśli coś spowodowało moje szybsze bicie serca, to to, że ten filmik to w istocie reklamówka dwóch chińskich podmiotów (a konkretnie jednego towarzystwa i jednej firmy), których szefowie przedstawiani są na początku filmiku i w których towarzystwie Pan Ambasador tańczy. Nazwę towarzystwa (angielską – “By My Guest”), tego, które wyprodukowało filmik (tak więc spokojnie, nie za nasze, uff…), nasz Ambasador w jednym z ujęć klipu pięknie wykaligrafuje. Tak, “By My Guest” to wcale nie nowe hasło do promowania Polski w Chinach, za pomocą którego teraz mielibyśmy zapraszać chińskich gości do siebie.

Jak możemy się dowiedzieć ze strony Be My Guest – 尚客私享家 – jest to jednostka, która zajmuje się organizowaniem eventow dla high society – “zagranicznych polityków, dziennikarzy, ludzi sztuki”. Co miesiąc By My Guest organizuje ekskluzywna imprezę, w której udział “może wziąć jedynie 30 do 40 najwyższej rangi ludzi polityki, sztuki czy mediów – zarówno z Chin, jak i z zagranicy”.  Ujęcia z wnętrza jakiejś europejskiej ambasady, roztańczonego ambasadora egzotycznego kraju (może nie potęgi, ale zawsze) i dziewczyn w europejskich strojach z pewnością dodają przekazowi wiarygodności. Przekazowi towarzystwa 尚客私享家 . Po angielsku Be My Guest. Mówiliśmy “zagraniczni politycy”? Lepiej po prostu popatrzcie, jak się z nami bawią!

Druga z jednostek zajmuje się obróbką kamieni szlachetnych, jej szef zostaje też przedstawiony jako prezes fundacji I Do, działającej na rzecz dzieci z grup nieuprzywilejowanych. Dzieci i szkoła pojawiają się w filmiku, natomiast próźno szukać gdziekowiek informacji, że filmik w jakikolwiek sposób jakiekolwiek dzieci wspomaga. Oficjalny podpis pod klipem: “zebrali się, aby radośnie melodeklamować, energetycznie tańczyć, jedynie po to, aby cieszyć się i przekazywać dalej swoją własną radość”.  I szef tej firmy, podobnie jak i szef Be My Guest, wywija radośnie w takt koreańskiego hiperprzeboju. Oni mają powód – reklamują swoje produkty i usługi.

A nasz Ambasador? Nasza Ambasada? Nasze tańczące dziewczyny? Oni są ilustracją do przekazu reklamowego. Dwóch chińskich podmiotów. Tak jak kiedyś białe twarze sączące drinki w witrynie chińskiego klubu?

Faktycznie majstersztyk. Szkoda tylko, że nie nasz.

Deser.pl: “Póki co, nie wiemy, kto i w jakim celu nagrał ten filmik. Ale pan ambasador prezentuje się w nim wyjątkowo godnie.“[podkreślenie jak w oryginale]

 

28

12 2012