恭喜恭喜发财!

 

新年快乐!Niech Wam Tygrys przyniesie zdrowie, optymizm, wspaniale plany i rownie dobre ich realizacje!

No i mamy Tygrysi Rok. Na poczatek musze sie pochwalic – otwieram po kilku dniach skrzynke a tam list od profesora Daya Thussu (wybitny znawca mediow azjatyckich), ktory mnie informuje, ze moj referat zostal przyjety na signapurska konferencje poswiecona nowym mediom chinskim i indyjskim. Mnie przyjeli – mnie, na cudownej shanghajskiej uczelni traktowanej jak przyglup, mnie, ktorej nie dano napisac artykulu do uczelnianego pisma, z gory wiedzac, ze ”wymagania sa za wysokie”. No wiec po powrocie czeka mnie cyzelowanie moich “rewelacji”, zeby przybraly prezentowalna forme. Echhhhh, media chinskie w teorii i praktyce. Mam po tym opisanym dwa posty wczesniej taki uraz, ze nawet nie zachodze do kawiarenek (zreszta tu, gdzie teraz jestem, ich nie ma). Na szczescie fantastyczny szef hoteliku w malutkim Shaxi usadzil mnie na recepcyjnym komputerze (i tak hotelik jest pelen, wiec nie trzeba przyjmowac nowych gosci) i powiedzial, ze moge sobie korzystac ile wlezie. To opisze moja Wigilie chinskiego Nowego Roku.

Moj tegoroczny chinski Nowy Rok bija na glowe wszystkie konce roku, jakie przeszlam do tej pory – czy to chinskie, czy zachodnie. Wszystko dzieki wyjatkowym ludziom. Ciekawe ile z Was zastanawialo sie, co by zrobilo, gdyby w Wigilie Bozego Narodzenia rzeczywiscie zapukal wedrowiec. I to egzotyczny. Czy zaprosilibyscie do srodka? Ugoscilibyscie? No, ale po kolei.

Wigilia chinskiego Nowego Roku to cos jak nasza Wigilia.  Swieto rodzinne, oczekiwanie na przyjscie Nowego. W wigilie Nowego Roku bylam w Jianchuan – gdzies posrodku Dali i Lijiangu, ale przy “starej” drodze,  nie przy autostradzie. Gdy laduje sie w Jianchuan, sprawia przygnebiajace wrazenie – ot miasteczko jednej, i to do tego zakurzonej, drogi. Gigantyczny hotel, w ktorym sie zatrzymalam jest kompletnie pusty. Ale wystarczy pojsc 50 metrow w bok – i zegar zaczyna tykac inaczej. Uliczki ciasno napakowane piekna stara architektura – nawet z srodkowych Qingow. 

DSC05540

DSC05517

Domy pochylone ze starosci, omszale, pociemniale, ale zywe, zamieszkale. Przed kazdym domem ogromne noworoczne kadzidla, trwa wlasnie naklejanie na drzwi 春联 chunlian – ozdobnych paskow z wierszami – zyczeniem na Nowy Rok. I to nie takich miastowych chunlianow produkowanych masowo, ale pisanych recznie. Czesto towarzysza im jeszcze recznie malowane obrazy o tematyce noworocznej.

DSC05401

Duza czesc chunlianow jest biala – to znak, ze w minionym rok ktos z domownikow zmarl. Tam nie ma radosnych zaproszen szczescia do wkroczenia do domu, nadziei na lepszy czas, tylko smutne wiersze w rodzaju “ptasi spiew jak placz, strumien smutno szemrze, dziekujemy przechodniu za zrozumienie naszego bolu” . Mysle, ze takie chunliany, takie memento mori, to wartosciowy sposob oswajania ludzi ze smiercia, obudowywania jej w kulturowe ramy, pokazywania, ze jest czyms tak zwyczajnym, jak drzwi do sasiedniego domu. No, ale nie mialo byc smetnie, mialo byc o Nowym Roku!

 No wiec zagladam ciekawie do swiatynki przytulonej do budynkow. Co ustawia mi calkowicie caly dzien. Pojawia sie usmiechnieta, wysoka kobieta w wieku okolo 60 lat, na glowie ma bialy kapelusz – znak rozpoznawczy kobiet narodowosci Bai, po tym, gdy wiekszosc z nich zarzucila noszenie bialych, puszystych koron. Zaczynamy rozmawiac o swiatynce, po czym pani Zhao – czyli owa osoba – niemal sila mnie ciagnie do siebie do domu, po drodze serdecznie zapraszajac do spedzenia Nopwego Roku razem z jej rodzina. Po chwili – mieszkaja tuz obok swiatynki – jestem juz w obsadzonym doniczkami z warzywami i ziolami podworzu. Na wprost wzdluz jednego ramienia podworka niewielki dom – ganek z czerwonymi kolumnami, pokoj centralny, dwa po bokach. Na drugim ramieniu ogrodu budynek kuchenny, kuchnia weglowa – w srodku krzata sie corka pani Zhao – gdy wchodze pozdrawia mnie jak starego znajomego. Corka pani Zhao przyjechala wraz z rodzina – mezem i 9 letnia coreczka z Kunmingu.  Poniewaz sie zmierzcha, za chwile rozpoczna sie obchody. Narodowosc Bai ma swoja wlasne, unikalne obrzedy. Obie kobiety przygotowaly juz cos dla bajskich obchodow naczelnego – pieczona swinska glowe, czy tam swinski ryj- zhutou 猪头. Zhutou ten ma smutne spojrzenie, ryj zastygniety jakby w niezrecznym usmieszku. Obok niego w misce jest tez swinski ogon. Zeby wszystko mialo poczatek i koniec – zeby kazdy z domownikow tak jak doswiadczyl poczatku tego roku – byl tez i swiadkiem jego zakonczenia. Zhutou, ogonek jak i ryba (wymawia sie tak samo jak dostatek – yu), tofu (fu - jak szczescie), ryz i 2 filizanki herbaty wynoszone sa przed wejscie i stawiane obok wielkich dymiacych kadzidel. Panie domu rozrzucaja swiezo sciete siano, na ktorym zaraz przyklekna. Herbata wylewana jest dla duchow, wszystkie ofiarne produkty ustawiano kolejno na wszystkie strony swiata, kobiety skladaja poklony.

DSC05418

Swinska glowa wjezdza z powrotem do domu – mozna juz jesc. Ryj je sie rekoma, miska stoi na ziemi. Pan domu “przeszukuje” ryj na okolicznosc smaczniejszych kaskow (policzek ryja jest w smaku zupelknie inny niz np. podniebienie), podtyka gosciom najlepsze kaski. Jak sie pozniej dowiem, to jedzenie rekoma, ta miska na ziemi, ma to wszystko bardzo gleboki sens. “Naszymi przodkami sa malpy” – tlumaczy mi pani Zhao, ktora w miedzyczasie prosi, by nazywac ja mama Zhao – “jedzac rekoma jestesmy jak nasi przodkowie, dopiero pozniej stajemy sie ludzmi” (i stad tez i to klekanie na sianie, ze to jeszcze nie cywilizacja). No wlasnie – podczas bajskiego Nowego Roku czlowiek nie tylko przypomina sobie o porzadku rzeczy, poczatkach i koncach, ktore napotyka we wlasnym zyciu, przypomina sobie takze, – niby banalna sprawa – ze bycie czlowiekeim jest procesem, stawaniem sie, nie jest dane raz na zawsze. Gdy juz sobie przypomnimy, nastepuje regularna kolacja wigilijna. Panie wnosza na stol goracy kociolek – huoguo - gotowany na szyszkach i galazkach sosnowych, ktore same uzbieraly w gorach. Kociolek jest gotowany na rosole z prosiaczego ryja, ma w srodku niebotyczna liczbe roznych warzyw – symbolizuja obfitosc i roznorodnosc rzeczy , ktore beda sie przytrafiac uczestnikom kolacji. Oczywiscie najpierw dwie miseczki dla duchow – rzucone w powietrze. Rodzina ta jest tak serdeczna, bezpretensjonalna i sympatyczna, ze czas mija blyskawicznie, rozmawiamy, pokazuje im zdjecia, ktore wlasnie przyslal na komorke moj tata (gora sniegu przy domu rodzicow, osniezony dach, swierki z czapami sniegu, moj niemaly przeciez pies wygladajacy przy haldzie sniegu jak szczurek), w telewizji Hu Jintao z gospodarska wizyta podajze w Wenchuan, tam gdzie bylo wielkie trzesienie. Tuz przed polnoca mama Zhao – zarliwa buddystka – wezmie kadzidla i pojdzie do pobliskiej swiatyni. Pomodli sie pewnie za swoja zmarla w tym roku matke – na drzwiach przykleila juz biale chunliany. Gdy tylko sie sciemnilo, rozpoczelo sie szalenstwo fajerwerkow – to, co chinski (takze i bajski)  lud wytacza na ulice z okazji Nowego Roku to nie tylko rakiety, ale pelny arsenal militarny. No wiec jest cos w rodzaju bazuk, granatow, sa dzialka szybkostrzelne. Wszystko w rekach podrostkow i dzieci. Lataja po waziutkich oswietlonych czerwonymi latarniami uliczkach i strzelaja tym do siebie. Choc ”moja” bajska rodzina usiluje mnie zmusic do nocowania u nich, czuje, ze to za duzo – dom jest niewielki, musi pomiescis 5 osob, jeszcze ja na dokladke, to juz troche za duzo. Na droge dostaje caly plecak walowki (przyda mi sie nastepnego dnia, gdy pojde do swiatyn w gorach), zostaje wysciskana, mama Zhao odporowadza mnie na skraj miasteczka, tam gdzie zaczyna sie zakurzona droga – teraz tonaca w czerwonych papierkach po ”strzelajacych bambusach”. Sciskami sie jak serdeczne przyjaciolki, zyczymy sobie wszystkiego co najlepszego w Tygrysim Roku, jest mi trudno rozstawac sie z ta prominiejaca dobrocia osoba.

Nie wiem jakim cudem Jianchuan – male, niemal calkowiecie zamieszkale przez ludnosc Bai, lezace w koncu na trasie pomiedzy dwoma hipercentrami turystycznymi - Dali a Lijiangiem – miasteczko, zdolalalo zachowac swoj charakter. Ja naprawde w ten Nowy Rok bylam chyba jedyna tusrytka w tym wspanialym miejscu. A co bedzie potem? Co sie stanie, gdy na drzwiach mamy Zhao  jeszcze dwa razy (oby jak najpozniej) pojawia sie biale chunliany? Corka mamy Zhao mieszka w Kunmingu, wyszla za Hana, jej coreczka – ku smutkowi bajskich dziadkow – nie mowi ani slowa po bajsku.   “U dziadkow jest ladnie i milo, szkoda tylko, ze  nie ma sie gdzie myc i nie ma ubikacji” – mowi mi mala meimei, wnuczka mamy Zhao. Faktycznie – jest milo i slicznie jak malo gdzie, ale wychodek jest 3 ulice dalej. Zeby sie wykapac, mieskzancy jezdza do pobliskich goracych zrodel. Wode do umycia rak trzeba grzac na weglu i nalewac do miednicy z termosu. Potem wylac w kwiatki. Przeciez nastepne pokolenia (a przy domach w Jianchuan stoja samochody z rejestracjami z Kunmingu – dzieci przyjechaly do rodzicow na swieta) juz tu nie wroca. Biale chunliany sa chyba niemal na co trzeich drzwiach. Co potem? Ogrodzenie “atrakcji”, przerobienie slicznych domow na kawiarenki, sprzedawanie biletow wstepu? Ja, korzystajac z okazji, zycze “mojej” bajskiej rodzinie, mieszkancom Jianchuan, jak i temu calemu wspanialemu miasteczku, aby jak najdluszej byli tacy, jak sa teraz.

DSC05442

P.S. Poniewaz na recepcyjnym komputerze zdjecia laduja sie jak z laski na ucieche, wkleje wiecej (miasteczko zasluguje na osobna galerie)  jak tylko dobiore sie do szybszego polaczenia (co predko nie nastapi, jak ze jutro z calymi gratami wspinam sie do skalnego…klasztoru)

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

15

02 2010

7 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. szpak #
    1

    Dzięki za piękny wpis i gratulacje w związku z artykułem. Nie mam pojecia jakie są chińskie media ale mam nadzieję, że niepodobne do naszych.
    Miałaś dużo szczęścia. Doświadczyłaś trochę świata, który powoli odchodzi. I wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Jak zwykle jest czego żałować i pewnie ta nostalgia zaowocuje jakimiś mniej czy bardziej komercyjnymi przedsięwzięciami. Ważne, że Chińczycy mają wybór i nieważne, że oczywisty i nieunikniony.
    Ich kraj się bardzo zmienia i najprawdopodobniej zmiany te w znakomitej większości będą na lepsze. I z tego też pewnie wszyscy zdają sobie sprawę. Z wyjątkiem naszych, durnowatych mediów piszących w większości dla osób mających kłopoty z kojarzeniem podstawowych faktów.
    Niestety, o taką bezpośredniość, bezinteresowność, gościnność i serdeczność jest coraz trudniej na tym, coraz bardziej skomercjalizowanym, świecie. Obawiam się, że spotkać ją można jeszcze tylko, właśnie na takich “zadupiach”. Ale ona tkwi w ludziach. Jak widać pod każdą szerokością geograficzną. I będzie trwała i czekała na sposobność ujawnienia.

  2. YLK #
    2

    Wpis przesympatyczny, porownujac z wczesniejszymi az sie boje, zebys nie spadla z tej emocjonalnej hustawki…:)
    Gratulacje jesli chodzi o referat – juz widze miny kolesiow w Szanghaju…:)))

  3. Lalevi #
    3

    Wszystkiego najlepszego w nowym roku!
    Co do kawiarenek. Może metoda na Cejrowskiego – tupet niebotycznych rozmiarów była by skuteczna?
    To niesamowite ile mądrości ma w sobie daleki wschód i ludzie którzy tam mieszkają. Coś czego tutaj bardzo bardzo brak..
    Życzę bezpiecznej drogi i jeszcze raz szczęścia i spokoju w nowym roku.
    PS. Pokornie czekam na wpis z klasztoru.

  4. Vic #
    4

    My dear friend,新年快樂~~~

    這是我第一次造訪妳的部落格,
    覺得妳的文章很有趣(尤其是買車票那部分 XD),
    有時間的話我會常來這裡逛逛,
    給你加油打氣~

    Vic

  5. bxy #
    5

    Vic,多谢!Jesli chodzi o bilety, pewnie bedzie jeszcze pare gorzkich wpisow, bo wlasnie sie dostalam w bezposrdenie pole razenia Nowego Roku, co sprawia, ze kupowanie biletow staje sie koszmarem, 祝你百事可乐。。。:-)

  6. 6

    Zazdroszczę! Gdzież te czasy, kiedy to ja spędzałem Święto Wiosny w Dali i okolicach…

  7. 7

    Gee wieilklrs, that’s such a great post!



Your Comment