重新启动 -restart i brzydka córka cesarza

 

Podniosłam się po uniwersyteckiej zniewadze (wcześniejszy post). Powiedzieć, że się cieszę, że nastąpiła, to może za dużo, ale już widzę, co mi, m. in. dała:

…应该先头弄清楚什么是人民,什么是敌人  (Trzeba najpierw się zorientować, kto jest lud, a kto wróg) .

Nie wiem, czy słyszeliście kiedykolwiek o Mao Zedongu (proszę się nie denerwować za to pytanie, bo nie trzeba się denerwować, tym, że nie słyszeliście, bo pouczycie się u nas trochę, to usłyszycie. Nie mogłam się powstrzymać, upupianie jest jak fala w wojsku :) ). To uniwersalne zdanie pochodzi z “Czerwonej książeczki” będącej – pewnie nie wiedzieliście, bo niby skąd – zbiorem cytatów Wielkiego Sternika i po raz kolejny pasuje mi jak ulał.

Sytuację, którą opisałam w poprzednim poście oprócz tego, że zabiegałam na bieżni w moim ulubionym klubie sportowym (któremu zresztą należy się następny post), to jeszcze zaczęłam opowiadać, wyrzucać z siebie. I efekt jest taki, że teraz mam znacznie lepszy pogląd, kto z otaczających mnie osób jest lud. Moja nauczycielka chińskiego-koreańskiego (pochodzi z maleńkiej wioski w Heilongjiangu, czyli północnego Wschodu) jak mnie zobaczyła (musiałam mieć chyba wyjątkowo skwaszoną minę), to zmusiła niemalże do powiedzenia, co się stało, potrafiła wysłuchać, doradzić. I nawet moi przebywający zazwyczaj na innych orbitach młodzi, zakapturzeni i zajęci grą w bejsbola na konsolach koreańscy koledzy z klasy zdobyli się na współczujące pomruki i zgodny komentarz: “ci ludzie do niczego się nie nadająoąoąoą. (To na końcu to marna podróbka arcybogatego w nieistniejące w chińszczyźnie głoski i modulacje akcentu koreańskiego, który ułatwia zrozumienie w podobnym stopniu jak akcent francuski w angielskim). Pozostałe osoby (oprócz cudzoziemców i tajwańskich tongbao), które nie udawały, że nic nie widzą, albo nie raczyły mnie psychologicnzymi rewelacjami w rodzaju “nie powinnaś sie złościć, bo oni chcieli dla Ciebie dobrze”, pochodzą – podobnie jak Xu Wei, owa nauczycielka – również z z miejsc możliwie dalekich od Szanghaju np. Mongolii Wewnętrznej i Jilin. Albo należą do mniejszości etnicznych – np. Hui – chińskich Muzułmanów. Ja wiem, że oni wszyscy po prostu do pewnego stopnia dzielą mój los obcego w Szanghaju, ale  przy okazji nabieram ponurych podejrzeń.

Szanghaj w Chinach jest nielubiany jeszcze chyba bardziej niż Warszawa w Polsce. Od ludzi np. z Guangxi, prowincji dość ubogiej, ale z której mam wyjątkowe dobre wspomnienia, jeśli chodzi o spotkane osoby, nasłuchałam się, jak to Szanghajczycy udają, że nie rozumieją ich puntonghua. Tylko, że ja, laowai, rozumiem ich bez problemu, a tych bardziej wiejskich i starszych po lekkim treningu, ale akurat takich osób nie podejrzewam o jazdy do Szanghaju. Sąsiedzi z prowincji Anhui wypominają Szanghajczykom skrajny materializm i skąpstwo. Ci z Anhui, którzy tu są (migracja z tej prowincji do Szanghaju jest masowa) na pytanie o Szanghaj najczęściej machali tylko ręką, trzyma ich tu tylko praca i brak perspektyw w ich rodzinnych stronach.

Jak patrzę na widniejące wszędzie hasło Expo: “Miłość do Szanghaju zaczyna się ode mnie” (tutaj na samym dole, pod brzydactwem, na górze kolejna ze złotych myśli publicznych: “Uśmiechnięte miasto, szczęśliwy Ty”)….

milosc do Szanghaju

…to myślę, że może być trudno. I nie chodzi mi tyle o mój udział (ja przecież też mam tu miejsca, czy rzeczy które łatwo mi było polubić, będę o nich jeszcze pisać). Chodzi np. o to, że przybysze, którzy stanowią ogromną część mieszkańców miasta (jaką, to nie wie nikt, jako, że nawet kilka milionów osób może przebywać tu nielegalnie), mają poczucie wykorzenienia, tymczasowości, pogłębiane jeszcze przez efemeryczny charakter większości stosunków pracy. Nie czują z miastem związku, poza czysto ekonomicznym, nie mówiąc o miłości. Zresztą historia miasta jest tak porwana, a zmiany tak radykalne, że sprecyzowanie, z czym tu konkretnie czuć identyfikację, co tu kochać, może być trudne także dla kogoś, kto tu się urodził.

Ten brak identyfikacji, ale i wspólnoty, przejawiany np. pod postacią tratowania przez młodych starszego pana, aby dorwać się do wolnego miejsca w metrze, czy wysadzaniem dziecka na kupę na środku chodnika historycznej ulicy Fuzhou, sprawia, że miasto robi sie jeszcze trudniejsze do pokochania.

I jak patrzę na ten plakat poniżej:

DSC01457“Zwracajmy uwagę na maniery, bądźmy cywilizowanymi Szanghajczykami”, to mam wrażenie (oprócz tego, że znowu jest tam to wstrętne Haibao), że problem “bycia cywilizowanymi Szanghajczykami” to także problem ”bycia Szanghajczykami” i tego, co miałoby to dziś oznaczać.

P.S. Wracając jeszcze do przyjezdnych – ich rotacja jest zawrotna. Jak bardzo, uświadomiła mi m. in. taka sytuacja: gdy tylko tu przyjechałam (koniec lipca, a więc wakacje), gdy szłam ulicą przy uniwersytecie, co chwilę słyszałam nieszczęsne “aaa laowai” (nie chcę już o tym pisać, kto ciekaw, niechaj czyta wpis poprzedni). Tymczasem początek roku akademickiego uświadomił mi, jak wielką część studiujących stanowią tutaj ludzie z Zachodu – poza wakacjami na laowaja można natrafić średnio co kilka minut. Wraz z nastaniem roku akademickiego nieszczęsne “aaa laowai!” tu w rejonie uniwersytetu skończyło się jak nożem uciął. Słychać je co najwyżej w wykonaniu dzieci. Krótko mówiąc, ci którzy w wakacje na mój widok wydawali okrzyk zdumienia, nigdy jeszcze tutaj nie spędzili roku akademickiego. I sądząc po częstotliwości tych zawołań, stanowią niezłą armię.

P.P.S. “Brzydka córka cesarza” to oczywiście określenie Szanghaju.  Historyczne, ale dziś pasuje chyba jak ulał. Paskuda, ale i tak każdy chciałby być wybrany.

P.P.S. Jadąc metrem można rzucać okiem na ekrany, na których wyświetlają się różne ciekawostki, informacje i reklamy. Tym razem po informacji o hodowli aksolotla meksykańskiego (六角恐龙 – “sześciorogi dinozaur”, chińskie nazwy różnych stworzeń sugerują prostą i uroczą wizję świata fauny – “mysz sosnowa” to wiewiórka, “mysz kieszeniowa” to kangur etc.) pojawiła się najpierw ośnieżona droga, później ośnieżony drewniany, spiczasty fronton, który już nasunął mi niejakie skojarzenia, a potem to już po prostu pojawiła zielona tabliczka z napisem Zakopane spowita w wielką czapę śniegu. Tak dowiedziałam się o wielkiej śnieżycy.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

16

10 2009

3 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. 1

    O co chodzi z tym Zakopanem?
    Ci z Szanghajskiego metra użyli zdjęcia Zakopanego?

  2. bxy #
    2

    Tak, a w oknie właśnie widać było wieżowce Pudongu (bo to linia naziemna)

  3. 3

    Ecmniooes are in dire straits, but I can count on this!



Your Comment