Czerwone słońce, jasny księżyc

 

Koniec świąt. My, studenci (ale nie ja, bo znowu coś piszę) mamy jeszcze tydzień wolnego, ale “podwójne święto” (60-lecie ChRL + Festiwal Środka Jesieni) przeszły.

Jeśli chodzi o to pierwsze, to o wielkiej paradzie, Przewodniczącym Hu w maoistowskim mundurku, hasłach “Wielkie Chiny powstały” i “niech myśl Mao żyje 1000 lat” z pewnością jeszcze szerzej napiszę – pewnie przy okazji poruszania tematu, bez którego jak dla mnie ta opowieść nie da się zrozumieć – chińskiego nacjonalizmu.

Tutaj udekorowany świątecznie pasaż (oczywiście muszą być czerwone latarnie). Napis na słupach: “Święto narodowe, 60,  narodziny Chin” (można też rozumieć jako “wspaniałe narodziny”, 华 hua to, jak chyba już pisałam, i Chiny i “wspaniały”). Dekoracja sponsorowana przez pobliskie centrum handlowe (w tle):

skwerek

No właśnie, 60-lecie – ale czego? Tutaj to 60-lecie nie tyle ChRL, ale 祖国 – zuguo, ojczyzny. Dla mnie to trochę oksymoron, bo zuguo, poza tym, że oznacza ojczyznę, to tłumaczone dosłownie to “kraj przodków”. Jakoś jak sobie wyobrażam te dziesiątki setek pokoleń Hanów, te wszystkie dynastie, to 60 lat panowania obecnej dynastii – jak mawia jeden z moich tutejszych profesorów – jest jakimś ledwie błyskiem. Ten sam profesor mawia, że każda dynastia zaczyna od oddzielenia grubą kreską tego, co było kiedyś i przywołuje słowa z Czerwonej Książeczki – musimy wiedzieć, kto jest lud a kto wróg.

Może i każda dynastia i tak zaczyna, ale później następuje wielka synteza i wszystko ze wszystkim zaczyna się łączyć i nawzajem się legitymizować (szczególnie to, co już nie może mówić). Kong lao er („drugi brat Kong”-pogardliwe określenie Konfucjusza z czasów kampanii „zwalczania Konfucjusza i Lin Piao”. Miało pokazać, że nawet w swej rodzinie nie był najważniejszym synem) i jego myśl są dziś punktem, wokół którego tworzy się jeden z centralnych projektów dzisiejszych Chin – „harmonijne społeczeństwo”hexie shehui. Kto lud, a kto jego wróg? Dziś są sami przyjaciele – portrety Mao, Liu Shaoqi, Zhou, Denga po czasach Rewolucji Kulturalnej już zawsze wiszą obok siebie, a statut KPCh co kilka linijek podkreśla , że myśli tychże tworzą całkowicie spójny i nierozerwalny ciąg.

Konsumpcja, rynek, reklama też mogą pomagać w syntezie. Jak patrzę na tę witrynę sklepu z odzieżą:

DSC01248

…i na tę pierwszą datę – to przed oczami mam zgrzebne kufajki i słomiane łapcie, w których pozują do zdjęć w Yan’anie Mao i jego niedoszła Artystka. I scenę, która wydarzyła się 20 lat później: żona Liu Shaoqi, Wang Guangmei, stoi pośrodku wściekłego tłumu ze spuszczoną głową ubrana w “suknie” ze szmat i “korale” z piłeczek pingpongowych. Wiec ma na celu potępienie jej burżuazyjnego stylu życia, przejawiającego się m in. tym, że podczas wizyt zagranicznych, w których towarzyszyła mężowi, zamiast kufajki nosiła suknie i zakładała biżuterię (co nie dane było Artystce, której mąż, nie dość, że nigdzie nie wyjeżdżał, to jeszcze zepchnął ją ze sceny publicznej. No, ale potem się jeszcze na nią wepchęła).

No właśnie, zakupy. 60-leciu zuguo i Festiwalowi Środka Jesieni towarzyszyła gorączka zakupów nie gorsza niż Boże Narodzenie. Co prawda nie ma tej nerwówki, żeby kupić wszystko przed świętem. Tutaj święta, odwrotnie niż w Polsce, są powodem nie do zamknięcia sklepu, ale do jeszcze dłuższych godzin otwarcia.  Czasem wydaje się to już niemożliwe, jako, że życie niektórych sklepikarzy po prostu toczy się w sklepie – tam jedzą, wychowują dzieci, oglądają wieczorem w piżamach ulubione telenowele. Ja popołudniem Festiwalu Środka Jesieni kupiłam nową rurę do zlewu i odbiłam książkę na ksero, a młode chłopaki przesiadujące w swoim punkcie kserowo-drukarsko-piśmienniczym (piszą też różne podania na komputerze) bynajmniej nie zamierzali szybko zamykać i cieszyli się grą w którąś z tych MMORPG, gdzie to jest się ni elfem, ni wojownikiem z czasów Walczących Królestw i gdzie lata się po jakichś świątynnych podwórzach.

Zakupy każdy zdążył zrobić. Gorzej z dostaniem miejsca w restauracji na uroczystą środkowo-jesienną kolację. Dzięki nadzwyczajnej zapobiegliwości moich znajomych, dostaliśmy w jednej z wielgaśnych restauracji w lokalnym centrum handlowym wspaniały stolik (a raczej potężny stół-laboratorium z kuchenkami do przyrządzania gorącego kociołka) i z miękkich kanap, topiąc w naszych zupach różne cuda donoszone przez pracowitych kelnerów, mogliśmy obserwować świątecznie ubrany tłum czekający w kolejce, aż się coś zwolni. Akurat się zwolni.

A później – i ci głodni i ci najedzeni – wychodzą przed mega centrum handlowe i zaczyna się – jak dla mnie – najfajniejsza cześć święta. Wszyscy spacerują, podziwiają pierwszą jesienną pełnię księżyca (wczorajsza była wręcz oślepiająco jasna i nie było nawet najmniejszej chmurki), jedzą księżycowe ciasteczka (wcześniej je kupili np. tutaj, te całe stosy to właśnie ciasteczka, pani na reklamie na ostatnim zdjęciu to Chang E 嫦娥, bogini księżyca).

ciasteczka3DSC01245

DSC01254

My wytoczyliśmy się na placyk przed centrum handlowym (tylko na tyle było nas stać po 4 godzinnym…sama nie wiem, jak to nazwać), gdzie świątecznie ubrani ludzie przynieśli magnetofon, głośniki i tańczyli do starych piosenek, do argentyńskich tang, do muzyki ludowej w nowoczesnej aranżacji. Nie jest to bynajmniej wyłącznie świąteczna aktywność, bo tańczących można spotkać w wielu miejscach w każdy weekend, ale wczoraj wyglądali wyjątkowo elegancko, no a wprost nad nimi świecił ten oślepiający księżyc. Muzyka grała, dzieciaki i pofarbowane na różne kolory pudelki radośnie biegały (a teraz, w nocy, te różowouche i zielonołape stworzenia wyją strasznym głosem do tego anormalnie jasnego księżyca). Do naszych rozmów na tematy świąteczne (to święto rodzinne, celebracji zebranych plonów – także życiowych, a nam jakoś zaczęło wychodzić, że nie za dużo zebraliśmy) przyłączyli się w pewnym momencie wyraźnie zaintrygowani dośc egzotycznie wyglądającą, acz dyskutującą po chińsku grupką, siedzący obok starsi państwo. I tak stoczyliśmy chińsko-koreańsko-tajsko-polską rozmowę na różne kluczowe w święto o tak rodzinnym profilu tematy jak: „czy lepiej mieć męża bogatego czy biednego?”, „Czy lepiej się rozwieść czy utrzymywać w sekrecie kochankę”? itd.  O tym, „czy lepiej mieć męża bogatego czy biednego”i jaki los czeka jednych i drugich (marny) w tym strasznym mieście, oraz o tym, jak rozpoznać, że dana kobieta jest czyjąś kochanką, jeszcze napiszę. To powinno zaspokoić na jakiś czas pragnienie skandalu, które, jak się ostatnio dowiedziałam, jest dość silne wśród niektórych czytelników tego bloga (chodzi mi o tę grupkę, której podobał się głównie i zdecydowanie i właściwie tylko wpis pt.”Wykrzycz głośno swoją miłość”) :-)

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

05

10 2009

2 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Jarek #
    1

    wiesz co Kasiu, zazdroszczę trochę Tobie. Ja wiem, żę z dala od domu, bliskich. Sama w walce z pękniętą gazrurką, pleśnią i innymi plagami, o których nam tu w stareńkiej Europie się nie śniło. Ale jednak dotykasz tego wszystkiego, widzisz, analizujesz, syntetyzujesz i podajesz nam zainteresowanym w ciekawy sposób. Myślę, że nie tylko w swoim imieniu powiem – D Z I Ę K U J E M Y
    Jarek

  2. bxy #
    2

    Jarek, 谢谢 z całego serca. Ja sobie wypisałam flamastrem na wielkim lustrze, które wisi na ścianie na wysokości twarzy: “Doceniaj i ciesz się, że tutaj jesteś”. Chociaż jeśli byś miał mi jeszcze czegoś zazdrościć, to zajrzyj na ostatni wpis pt.: Upupianie. :-) Tak, czy inaczej, pozdrowienia dla różnych osób – dziś głównie dla Szymka :-)



Your Comment