Spod granicy z Birma do Dali

 

Weszlam do czwartej z kolei kafejki w Dali. Poniewaz po tych kilku czy kilkunastu doswiadczeniach znam juz swoje miejsce w szeregu zapytalam z pokora, czy pomimo, ze jestem cudzoziemcem, to moge skorzystac z sieci. Moge (!!). Wiec korzystam (tyle tylko, ze dwa razy drozej niz normalnie, no ale przeciez znam miejsce w szeregu, wiem, jaki mam wybor) .

Do Dali dotarlam po nocy spedzonej w wopu 卧铺 (autokar-gigant z lozkami w srodku, moim zdaniem wspanialy wynalazek). Bilet na trase Jinghong-Dali zdobylam po awanturze na jinghongowym dworcu.

ja: dzien dobry, czy sa bilety na jutro do Dali?

kasjerka: nie ma.

ja: a na pojutrze?

kasjerka: nie ma (i zaczyna obslugiwac innych pasazerow)

ja: a na kolejne dni?

kasjerka: jeszcze nie sprzedajemy, ale w ogole to mozna bedzie pojechac za jakies 10 dni

ja: (widze szanse) a kiedy bedziecie te bilety na kolejne dni sprzedawac?

kasjerka: biletow nie ma

ja: no, to juz wiem, ale kiedy zacznie sie sprzedaz na nastepne dni, to przyjde, ustawie sie w kolejsce i moze kupie? Tylko musze wiedziec, kiedy zaczniecie sprzedaz

kasjerka: (macha rekoma, ze niby cudzoziemcowi pokazuje) ale biletow nie ma, teraz jest chinski Nowy Rok, to takie swieto, bardzo duzo ludzi podrozuje, bo oni chca do domow wrocic na to swieto

ja: no ale skoro jeszcze nie sprzedajecie, to znaczy, ze te bilety nie sa jeszcze wykupione, wiec mozna sprobowac je kupic, tylko trzeba wiedziec, kiedy zaczniecie sprzedawac. Inaczej przyjde i znowu bedzie to samo.

kasjerka: ale jest chinski Nowy Rok, (macha rekoma, cudzoziemcowi pokazuje przeciez) bilety jest bardzo trudno dostac, bo bardzo duzo ludzi….

i tak jeszcze pare rundek. W koncu:

ja: (wrzask): ja nie pytam sie o objasnienia, czym jest chinski Nowy Rok, tylko kiedy mam przyjsc kupic bilety na nastepne dni!!!!! Czy pani jest glucha!? Czy z pania jest cos nie tak? Skoro pani nie ogarnia, to ja chce rozmawiac z pani szefem !! I pare jeszcze innych rzeczy – trudno przetlumaczalnych. Az rozbolalo mnie gardlo od wrzasku.

Nagle okazuje sie, ze jest telefon, na ktory mozna dzwonic i sie pytac, ze sa zwroty, ktore mozna zamawiac, a w ogole, to, ze w sumie jest zwrot, ktory moge kupic . Tak wiec bilet udaje mi sie krwawica wyrwac. Chowam pognieciony swistek jak precjozum do najglebszej kieszeni plecaka. Po czym zycie szybko zaczyna mi rzucac klody pod nogi, wszystko po to, zebym w to nieszczesne 卧铺 relacji Jinghong-Dali  nie wsiadla: najpierw bezposrednio po kupnie biletu truje sie czyms tak, ze rano dnia w ktorym na nastapic wyjazd ledwo jestem w stanie wstac z lozka, a twarz mam koloru zielonego. Zwlekam sie do apteki, kupuje najsilniejsze srodki na zatrucie, jakie maja. Gdy chyboczacym krokiem pare godzin pozniej docieram jednak na dworzec, ide do informacji spytac sie, ile autobus bedzie jechal. Pani w informacji tylko rzuca okiem na moj bilet, macha energicznie reka i mowi, ze to nie z tego dworca. Pedze z bagazami do taksowki, jade na drugi koniec miasta, pokazuje tam bilet. A oni na to, ze to nie od nich odjazd, ze to z dworca….i tu pada nazwa dworca, z ktorego wlasnie mnie odprawiono. Pedze z powrotem, czas sie kurczy, jeszcze troche i moj z taka krwawica wyrwany bilet przepadnie. I cala meka od poczatku. Wpadam  z powrotem na dworzec.  Na szczescie mam jeszcze chwile czasu. Poswiece go na babe w informacji. Ta zas lypie na moja zziajana postac i z niewinna mina rzecze: “co, to jednak tutaj?”

Dalej rozgrywa sie dialog, ktorego nie przytocze, dosc powiedziec, ze baba nie dosc, ze nie mnie przeprasza, to jeszcze zaczyna wrzeszczec, ze ona jest informacja ogolna i nie musi wiedziec, o co chodzi z autobusami, po co w ogole do niej podchodzilam i teraz jeszcze na nia krzycze. Na to co mowie, (jakies bzdury typu, ze jak nie wie, to po co mowi) reaguje pogardliwym usmieszkiem i udaje, ze zajmuje sie czyms innym. Krotko mowiac jakis laowaj wywoluje juz druga awanture na dworcu. Pewnie mysli, ze jak z Zachodu, to mu wszystko wolno. Po tym wszystkim ponownie boli mnie gardlo, a w koncu podjezdza upragnione 卧铺. Pasazerowie zapakowuja do niego zawartosc wielkosci malej wioski i odjezdzamy. Jako, ze – tak jak pani w kasie w chwili geniuszu wieszczyla – faktycznie zbliza sie chinski Nowy Rok, na drogi wyjezdzaja nawet te niegdys odprawione na spoczynek pojazdy. Nasz wyglada na znoszony, choc ma tylko 5 lat. Ale nic dziwnego – to piec lat spedzone na gorskiej drodze, gdzie 320 kilometrow pomiedzy Jinghongiem a Dali robi sie w 15 godzin.

To byl pierwszy raz, gdy widzialam korek na gorskiej drodze w nocy. Nasze biedne wopu wlecze sie za innymi podobnymi autokarami noga za noga, lezac na mojej pryczy obserwuje superjasne gwiazdy, ciemne gorskie szczyty, wdycham spaliny jadacych przed nami wopu i wopu naszego, ktory ledwie dyszy z wysilku takiego podjezdzania i ruszania pod gorke. Po drodze oczywiscie kilka patroli policyjnych. Policjanci – trza przyznac, ze bardzo grzeczni – przeszukuja bagaze tylko dwoch osob – moj i chlopaka o wybitnie ujgurskim wygladzie (nota bene jedynej chyba osoby ze wszystkich pasazerow, ktora wlada poprawnym mandarynskim). U mnie po glebokich i starannych poszukiwaniach znajduja bulke z nadzieniem z fioletowego ziemniaka, u mlodego Ujgura puszke orzeszkow. Probuja otworzyc, ale jest fabrycznie zamknieta. Mojej bulki na szczescie nie krzywdza, wtykaja z powrotem do plecaka. Nie wiem, czego szukali, w sumie to trasa z Birmy, moze prochow. Jesli tak, to radze im przejsc sie glowna ulica Dali. Sukces gwarantowany - zeby znalezc, nie trzeba byc wcale super glina – trzeba po prostu isc ulica  w mundurze i patrzec kto ucieka w boczne uliczki. Albo puscic – niczym lep na muchy – kontrolnego laowaja i patrzec kto sie do niego przykleja.

No, ale kontrolujacy nasz autokar patrol przepytuje jeszcze kilku pasazerow. Rozmowa z sympatycznie wygladajacym kolesiem z lezanki obok przebiega tak:

Policjant: jak zawod pan wykonuje?

Sympatycznie wygladajacy koles: sai cai 塞菜 ( “zatykam warzywa”)

Policjant: patrzy nierozumiejacym wzrokiem

Kolega sympatycznie wygladajacego kolesia, widzi, ze jest problem komunikacyjny na lini policjant-kolega, wiec tlumaczy: ta xiu cai 他修菜 (“on naprawia warzywa”)

Policjant: niewyrazna mina, pelna dezorientacja

ja: wyobrazam sobie tego kolesia, jak siedzi pochylony nad miska z pietruszkami i doszywa im natki albo cos w tym stylu

W koncu okazuje sie, ze facet w rzeczywistosci ani nie zatyka marchewek szczypiorkiem, ani nie dorabia zadnych natek, tylko xiuche 修车 — naprawia samochody.

No wiec po tym wszystkim jestem w Dali (ktore po ryzowych tarasach i wioskach Xishuanbanna jest sporym szokiem poznawczym, cos jak zobaczenie po wyjsciu z lasu skrzyzowania ruchomych schodow, spa, centrum handlowego i hotelu 5 gwiazdkowego). Chcialam wczesniej opisac moje rowerowe jazdy po wioskach i wioseczkach pograniczna birmanskiego, jedyny rower w wiosce na ktorym siedzac nie obijalam kolanami kierownicy, byc moze pamietajacy jeszcze Mao yongjiu pai 永久派 (kultowy rower Chin, niegdys najwiekszy obiekt marzen milionow), pozyczony mi przez wujka sasiada pana naprawiajacego rowery w jednym z miasteczek, mniszeta (wiek 8-16) radosnie biegajace po swiatynnych podworzach, swiatynie (swiezo odbudowane po latach nieistnienia, jako, ze wiekszosc zostala zniszczona podczas Rewolucji Kulturalnej) w ktorych – doslownie w kazdej – wisi wielki portret Mao Zedonga (mozliwych przyczyn takiego wiszenia w nich Mao widze co najmniej trzy, ale mniejsza z tym), domy na palach wznoszone przez mniejszosc Dai…No wiec, bardzo chcialam to wszystko opisac. Tyle, ze kiedy chcialam to wszystko zrobic, zabroniono mi dostepu do sieci. Wiec beda tylko fotograficzne reminescencje:

 dajskie domy i wsie:DSC04444

 DSC04475

DSC04587

DSC04919

swiatynie:DSC04577

DSC04907

taka “mikrostupe” z piasku robi sie w intencji kogos chorego, nastepnie “podlacza” sie ja nitka do oltarza – tu nitka idzie przez drzwi do wnetrza swiatyniDSC05079

obok swietych tekstow mnisia proca, ponizej mnisia koszykowka (w powiekszeniu – wymalowany mnisia raczyna napis ”NBA”):DSC04603

DSC04904

dajski skrypt w swiatyni – teksty, sutry, plan dnia – wszystko w skrypcie dajskim:DSC04633

gra w skrzyzowanie bilarda i bouli przy swiatyni:DSC04562

 Mao swiatynny:DSC05028

 Mao dajski (trza kliknac na zdjecie) – niczym Tiananmen:DSC04482

 Ofiary dla duchow:DSC04544

Ofairy dla duchow – zblizenie:DSC04535

stupy…..DSC04763

DSC04835

DSC04988

Jongju pai i stupa przydrozna:DSC04887

drzewa kauczukowe:

DSC04485

droga:

DSC04891

uklad kierowniczy Jongjiu:

DSC05049 

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

12

02 2010

7 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Witek #
    1

    Kolejny ciekawy opis. Pozdrawiam!

  2. 2

    Bardzo mi przypadło do gustu przedostatnie zdjęcie, ładne kompozycyjnie :) Ahh, zazdroszcze Ci tych podróży, u nas w kraju leżą zaspy śniegu, zimno brudno i nieprzyjemnie

  3. YLK #
    3

    Ja zawsze mialem problemy z zakrecaniem jadac na Forever – kolana mi przeszkadzaly. Taka dziwna konstrukcja, ze nie mozna za bardzo podniesc ani kierownicy, ani siodelka.

  4. szpak #
    4

    Ciekawe obserwacje. Babska (bez urazy :) ) złośliwość jest uniwersalna. Takoż policyjne rutyniarstwo. A wszystko podlane chęcią zabawienia się cudzym kosztem by urozmaicić codzienną nudę. No i ten wymóg posiadania chińskiego dowodu osobistego by skorzystać z sieci. Też klasyka z elementarza kontroli nad społeczeństwem i prawdopodobnie rutynowa reakcja na amerykańskie próby wywołania zamieszania. Ale jak piszesz, nie jest to ściśle przestrzegane, więc chińskie władze prawdopodobnie nie traktują całkiem poważnie tych amerykańskich wygłupów z googlami itp. Gra toczy się zresztą na zupełnie innych poziomach a to są tylko mało znaczące odpryski. Niestety, takie mało znaczące odpryski mogą czasami kosztować o wiele więcej niż kłopoty z dostępem do sieci. Nie ma się więc co żołądkować a pomysł z kajecikiem YLK jest, w tej sytuacji, całkiem rozsądny moim zdaniem :)
    Ciekawi mnie to zjawisko świątynnego Mao. Czy to zjawisko powszechne? W sensie różnych wyznań i obrządków? Czy raczej lokalne inicjatywy? W sensie całych Chin oczywiście. Szkoda, że nie napisałaś o powodach, ale mniejsza, bo każdy może się chyba domyśleć.

  5. szpak #
    5

    Eeee, tak mi się jeszcze nasunęło. Co z obowiązkiem szkolnym tych mnisząt z procami? Bo nie jestem pewny czy dobrze rozumiem to zjawisko odbudowy świątyń. Czy, oprócz portretów Mao, jest więcej różnic w tej odbudowie?

  6. Yao #
    6

    Dali nie bez przyczyny nazywane jest (a przynajmniej było) “stolicą chińskich hippisów”. Jest łatwo dostępne zioło, to są i 喜皮… Ja pamiętam sprzed 6 lat, jak handlowano nim na głównych ulicach miasteczka.

    A co do autobusu sypialnego (którym owe 6 lat temu jechałem z Lijiangu do Kunmingu) – wynalazek fajny, ale obawiam się, że konstrukcja wnętrza w połączeniu z poziomem zagracenia bagażami pasażerów gwarantuje, że w razie wypadku nikt nie wyjdzie stamtąd żywy.

  7. 7

    Jak patrzę na ten rowerek to aż mnie coś boli. Nie da się ukryć, że pamięta odległe czasy :-) .
    A z tym Mao na świątyni niczym z Tiananmen to rzeczywiście śmiesznie wyszło. Jak to właściwie jest z tym kultem Mao? Czy władze faktycznie w jakiś sposób się nim interesują czy raczej jest im wszystko jedno i po prostu z przyzwyczajenia, wygody nie chcą naruszać status quo?
    I jeszcze jedno – czy drzewa kauczukowe są dalej wykorzystywane do pozyskiwania … kauczuku?
    Na zdjęciu widać wprawdzie jakieś instalacje zamontowane wokół pnia, ale wydawało mi się, że już nikt się współcześnie nie para eksploatowaniem kauczukowców.



Your Comment