Bracia

 

Czasem zdarza mi sie dac tutaj na blogu omowienie jakiegos ciekawego artykulu z chinskiej prasy (no dobra, dzis dodam od siebie zdjecia wlasnej roboty). Nie to, ze mam poczucie misji, tylko zdaje sobie sprawe, ze w naszym kraju raczej nie mozna za czesto liczyc na cos takiego (no bo przeciez, jak wiadomo “co moze niby byc ciekawego w takiej rezimowej prasie?”), a patrzac na Czytelnikow i komentujacych mojego bloga, mam dosc jasne wrazenie, ze odczuwaja brak takich informacji. Dzis – no tak, oczywiscie, wczorajszy Nanfang Zhoumo, czyli “Weekend Poludnia”. Artykul pod tytulem “释比兄弟”, czyli “Bracia shibi“.

Shibi? Czyli kto? Shibi to w jezyku narodu Qiang ktos, kto “rozumie sprawy duchow, swietosci, rozumie sprawy ludzi, odprawia czary, leczy choroby, czci gory, sprawuje kult”. Yang Guisheng (lat 65) jest shibi. Jego starszy brat Yang Shuisheng tez jest shibi. Jako nastolatkowie dostali przekaz od duchow we snie, odziedziczyli od starszych w klanie swiete przedmioty potrzebne do odprawiania obrzedow, leczenia – poczerniala ze starosci czaszke malpy i beben ze skory kozy. Tylko, ze swiete akcesoria mlodszego z braci, Yang Guishenga, plesnieja dzis na strychu nowego domu ze zbrojonego betonu. Akcesoria starszego z braci tez nie sa juz nikomu potrzebne. Ma 71 lat. Zostal w wiosce (a raczej w tym, co z niej zostalo) sam i czeka, zeby “polaczyc sie z przodkami”.

Wioske zmiotlo z powierzchni ziemi wielkie trzesienie z 12.05.2008, znane u nas pod nazwa trzesienia w Syczuanie albo trzesienia w Wenchuan. Prawie rowno 4 miesiace temu pojechalam do Wenchuan. Dotarlam tam nowiutka droga zbudowana posrod krajobrazu ksiezycowego – gory zostaly wynicowane przez trzesienie na druga strone. Do wioski braci Yang (a raczej miejsca gdzie byla) nie dojechalabym, nawet jakbym bardzo chciala. Nawet przed trzesieniem byla to jedyna wioska w prefekturze, do ktorej nie bylo normalnej utwardzonej drogi. Z “cywilizowania” (najblizszego miasteczka) dalo sie dojechac tylko koniem (oczywiscie wierzchem, nie wozem, lud Qiang jest drobny, czesto bylo tak, ze jechalo ich kilku na jednym). Nic dziwnego, ze wioska byla najbiedniejsza w regionie.

Najwiekszym szacunkiem cieszyli sie oczywiscie bracia Yang. To oni leczyli, sprawowali kult przodkow, kult przyrody, przekazywali wiedze o historii ludu. Tradycyjna religia Qiangow oparta jest na animizmie – jak zauwaza autor artykulu “nawet taboret ma swoja taboretowa dusze”. W czterech katach domow zbudowanych z lupka kamiennego ludzie Qiang rozmieszczaja cztery kamienie. Zeby okazac naturze wdziecznosc za podpowiedzienie ich praprzodkowi, ze ma pokonac wrogow za pomoca draga z kamieniem przytroczonym do jednego z koncow. Czyli – tlumaczac na jezyk antropologii – za pokazanie im jak wytwarzac narzedzia, czyli tworzyc kulture.

No wiec natura sprzatnela wioske z powierzchni ziemi. Dotarli ratownicy i zarzadzili ewakuacje tych, ktorzy przezyli. Niedlugo po tym, sto pare kilomentrow dalej (daleko od ducha kuchennego taboretu, daleko od czczonej gory, daleko od duchow przodkow) zbudowano dla nich osiedle w miasteczku w duzej czesci zamieszkalej przez Chinczykow Han – domy z pieterkiem, ze zbrojonego betonu, nie rozpadna sie w sekunde grzebiac ludzi w srodku, tak jak to stalo sie w przypadku domow z lupka.  Qiangowie z wioski musieli zaczac uczyc sie poslugiwac pieniedzmi. Jak mozna sie domyslec, nie zawsze dobrze to wychodzilo. To co bylo cenne, nagle stracilo wartosc. To, co powinno byc za darmo (np. przejazd w jakies miejsce) nagle zaczelo miec bardzo konkretna wartosc.

W zyciu Yang Guishenga, mlodszego brata, byl jeden szzcegolnie wazny moment. Na dwa lata przed trzesieniem dostal certyfikat, ze faktycznie dziedziczy przekaz shibi, ze jest shibi. Jego certyfikat dumnie wisi na betonowo-zbrojonej scianie domu. Czasem zagladaja sasiedzi Hanowie i pytaja: “dziadku Yang, a co to jest shibi? A co to jest dziedziczenie przekazu?” Mowi im, ze shibi to taki czarownik, choc slowo “czarownik” nie oddaje nawet ulamka znaczenia i roli jaka gra shibi.

W niepismiennej kulturze Qiang to shibi recytujac, potwarzajac opowiesc o mitycznych poczatkach, spiewajac historie ludu i jego zwiazkach z przodkami, dba o utrzymanie w nim nalezytej orientacji. Czesc Hanow smieje sie z niepismiennego, ledwie dukajacego po chinsku specjalisty od “przesadow” (czyli przeciwienstwa tak tutaj kochanego “swiatopogladu naukowego”). A wladze prefektury, widzac usychanie przesiedlonych Qiangow, siedzacych w betonowych domach i gapiacych sie w telewizory (ktore kazda rodzina dostala w prezencie na dobry poczatek) i – jednoczesnie – upatrujac w nich srodek do mozliwego podniesienia prefekturalnego GDP, znalazly sposob. Yang Guisheng, mlodszy brat, ma dla publicznosci odprawiac “obrzedy” – tanczyc, bic w beben, recytowac swiete poczatki ludu Qiang. Za stowke od kazdego turysty. Takie “centrum kultury ludu Qiang” to magnes dla turystow.

W tym momencie Nanfang Zhoumo wsadza swoja nanfangowa szpile, za ktora tak go lubie. Plynnie przechodzi od dzisiejszych wystepow do wystepow z przeszlosci, czyli do doswiadczen braci z czasow Rewolucji Kulturalnej. Naturalnie, zostali oni wtedy uznani za 牛鬼蛇神  – “krowie upiory i wezowe duchy” (co ciekawe, samo okreslenie pochodzi z buddyzmu), sily niosace szkode. Mlodziutkiemu wowczas Yang Guishengowi zawieszono na glowie 7 kilogramowa glowe boddishatwy i oprowadzano po ulicach. Wiele swietych przedmiotow nalezacych do klanu zostalo zniszczonych. Przetrwala czaszka malpy, ktora obecnie plesnieje na strychu dawnego “wezowego ducha”.

Po trzesieniu drugi z braci tez zostal przesiedlony. A po roku wrocil na miejsce apokalipsy. Tlumaczyl, ze chce umrzec razem z przodkami. Jego dorosle dzieci zostaly w nowym osiedlu. Wnuczki mowia plynnie po chinsku. Powrot to bylo jak zamieszkac na golej gorze, jakby nigdy nie bylo cywilizacji. Do miejsca gdzie kiedys byla wioska, oczywiscie nie dochodzi juz linia elektryczna, jest problem z woda. Nie ma juz zwierzat (Qiang to lud pasterski). Zostala kamienna wiezyczka ku czci przodkow, starszy brat Yang osiedlil sie na przeciwko niej. Gdy zapada gorski zmrok idzie spac. Rano wyrusza na poszukiwanie leczniczyh ziol i korzeni w gorach.

Trzesienie spowodowalo w Chinach fale zainteresowania mniejszoscia Qiang. Jeden z pionierow badan tej mniejszosci znal starszego brata Yang wczesniej, czesto u niego bywal, zawsze na zasadzie czystej goscinnosci. Teraz starszy brat odwiedzajacym go naukowcom sugeruje zaplate za nocleg.

A mlodszy rzuca dziennikarzowi Nanfanga na odchodne: “mozecie od siebie zorganizowac jakas wycieczke? Stowa od glowy za pokaz i bedzie ok!”

Dwoch braci, dwie decyzje, jedna prefektura i – z niczyjej winy – brak dobrego rozwiazania. Folkloryzacja to rzecz jasna nie tylko domena Chin kontynentalnych. Nigdy nie zapomne wizyty w “wiosce aborygenskiej” na Tajwanie, gdzie facet przedstawiony nam jako “krol plemienia” byl w “wiosce” czyli parku tematycznym kierowca meleksa wozacego turystow. Naprawde nie wiadomo, co w takiej sytuacji powiedziec. Tak czy inaczej nie zdziwie sie, jesli w niedalekiej przyszlosci bedzie tak, ze zarowno ludowe ubrania tajwanskich Atayal jak i blekitno-granatowe stroje Qiangow szyte beda w tej samej fabryce gdzies w Jiangsu. Choc moze juz nie w Jiangsu, bo tutaj, na wybrzezu coraz mniej ludzi godzi sie na prace w fabrykach, rosna koszty. Fabryki trzeba przeniesc gdzies wglab Chin.

Zdjecia. Jakos dlugo nie moglam sie zdobyc, zeby pokazac zdjecia tych przenicowanych gor. To gory w dolinie rzeki Min, w drodze do Wenchuan (z autobusu, wiec kiepskiej jakosci). Szczyty maja ok 3 do 4 tysiecy metrow.

Po tej stronie doliny byla droga, w momencie, gdy nastapilo trzesienie, budowano tez autostrade:

DSC07373Nie wiem, jaka wysokosc moze miec to rumowsko:

DSC07386DSC07414Powyzej – teraz resztki mostu wystaja prosto z gory. Obok ruiny szkoly. Zdjecie ponizej – trzeba powiekszyc, zeby zobaczyc resztki trakcji elektrycznej powyzej rumowiska:

DSC07420DSC07427Powyzej: resztki mostu przez rzeke Min pozostawione jako pamiatka. Ponizej: tam byla droga i wioski:

DSC07443DSC07512Powyzej – Tybetanczycy i Qiang tworza razem prawie polowe mieszkancow prefektury. Jezyk Qiang jest jezykiem mowionym. Skrypt tybetanski mozna spotkac czesto, tak, jak na tej tablicy powyzej.

Ponizej: sklep ze strojami Qiang w Wenchuan:

DSC07526Ulica w Wenchuan. Kobiety Qiang przygladaja sie pracy ulicznego 拔牙 – wyrywacza zebow. Naturalnie na stoliku, jako reklama, leza juz wyrwane zeby:

DSC07470Kobieta z ludu Qiang:

DSC07549

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

02

07 2010

17 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. 1

    Folklor jakoś da się wtopić w nowoczesność. Z jednej strony trudno trzymać ludzi w skansenach. Ich mentalność na pewno się zmienia, nie można ich sztucznie utrzymywać przy starym. Ale jednak, jeśli tylko czują pozytywny feedback od reszty świata, to zachowują różne tradycje, np. stroje. Na Podhalu górale wkładają stroje ludowe w ważne święta, na śluby. W niemieckich i austriackich Alpach ludzie na codzień chodzą w strojach z co najmniej elementami ludowymi. A w Bawarii nawet miastowi kupują sobie stroje na Oktoberfest.

    Myślę, że chodzi o ten odzew reszty świata. Gdy góralszczyzna jest autentycznie modna i poważana, to się ją kultywuje. Gdyby była piętnowana jako wiocha, to by się nie kultywowało, żeby nie uchodzić za wsioka.

  2. Jacek #
    2

    Smutna historia, stare narody w dzisiejszych Chinach…

  3. bxy #
    3

    Anuszka – no wlasnie – folklor da sie wtopic. Ale odmienna strukture spoleczna, odmienne postrzeganie swiata i jego porzadku niekoniecznie.
    Tutaj z calym tym naciskiem w skali panstwowej, narodowej na “kexuexing” czyli naukowosc (ktora swoja droga tutaj dopiero jest niezle zabobonna wiara) i “wenming” – cywilizowanie,dostepne opcje sa wlasciwie takie, jak przedstawil to Nanfang.
    Jacek – mi w Chinach zawsze sie wydaje, ze wlasnie widze ostatni egemplarz czegos, ze to juz koniec,ze zdazylam na ostatni moment. A potem bez konca jeszcze cos odkrywam. I tez mi sie wydaje, ze to juz ostatki. A moze jednak jest trzecia droga?

  4. ril #
    4

    Trzeba by dać im raczej zwierzęta niż telewizor. Zostawić tam gdzie mieszkali, pomóc w odbudowie dostarczając materiałów, jakie potrzebuję. Może stworzyć sztuczny popyt skupując tradycyjne przedmioty, które ten lud wytwarzał i sprzedając, ale już poza ich obrębem, aby pasterzy nie zmieniać w handlarzy. Tak, żeby warunki ekonomiczne, która też wyznaczaja styl życia zmieniły się niewiele. Ale czy to jest to, czego oni potrzebują, czy dla dzieci nie lepiej, aby stały się jak inni Chińczycy to już inna sprawa.

    Mam jeszcze poboczne pytanie co do 牛鬼蛇神, w artykule http://en.wikipedia.org/wiki/Simplified_Chinese_characters znalazłem tłumaczenie tego jako “ox-demons and snake-gods”. Ale pewnie granice między upiorem a demonem czy bogiem a duchem są nieostre.

  5. Jarek K #
    5

    przeczytałem – przemyślałem

  6. bxy #
    6

    @ Ril – no wlasnie, w tym nowym miasteczku nie da sie hodowac zwierzat, nawet nie moga hodowac zadnych warzyw, bo nie ma gdzie, bo to juz miasto jednak. Jesli chodzio materialy – ludzie pogineli przez te domy z lupka
    (no i przez lawiny, jakie byly, widac na zdjeciach). Ja rozmawialam z ludzmi z tamtad, oni sa bardzo zadowoleni, ze maja domy ze zbrojeniami, sami przeciez maja straszna traume. Mysle, ze trafnie zauwazasz, ze dla dzieci alternatywa wlasciwie jest tylko stac sie jak inni Chinczycy (no i czasem ubierac stroj etniczny na swieta).No wlasnie, jak dla mnie w kraju, w ktorym roznorodnosc etniczna zostala sprowadzona do roli barwnego folkloru, gdzie ogromna roznorodnosc zostala sprowadzona do “56 narodowosci”, gdzie odmiennosc etniczna kojarzy sie z wystepami, strojami, nie ma w tej chwili innej alternatywy. Inaczej trzeba by bylo zaczac rozmawiac o tozsamosciach, odmiennosciach postrzegania porzadku spolecznego etc.
    牛鬼蛇神. Poszukalam glebiej i okazalo sie, ze historia tego powiedzenia jest ciekawa. 蛇神 odnosi sie do Maharagi (weza, a raczej wezy, ktore sa jednym z 8 rodzajow bostw chroniacyh Dharme, zostaly przejete wraz z innymi atrakcjami z hinduizmu) – inna sprawa, czy ktokolwiek uzywajac tego wyrazenia dzis o tym wie, ze to o to bostwo chodzi? Ale Wiki w sumie dobrze tlumaczy. Samo powiedzenie pochodzi z komentarza, jaki wysunal poeta Du Mu wzgledem wierszy tangowskiego poety Li He, chcac podkreslic “nieziemski”, nieco dziwaczny, fantastyczny charakter jego tworczosci. Ze ani otwarta geba wieloryba, ani poruszenia legendarnego zolwia Ao (no, powiedzmy, ze zolwia :-) ), ani 牛鬼 ani 蛇神 nie dorownuja tej niestworzonosci, nieziemskosci, tej fantastycznosci jego wierszy. Wiec znaczenie w pierwotnym uzyciu bylo inne i bynajmniej nie negatywne, tylko bardziej opisujace klimat poetycki. Swoja droga wyrazenie w publikacjach polskich jest tlumaczone w utarty sposob, tylko nie moge sobie teraz przypomniec jak dokladnie (chyba krowie demony i wezowe duchy) – ale to wszystko raczej z angielskiego czyli ze spirit, stad pewna niescislosc.
    @ Jarek, Hospodi pomyluj, kto rozpetal te dyskusje o ascetycznych a powsciagliwych komentarzach? Czy ja mam tez zrobic w tym momencie wyznanie? No dobrze – ja tak bardzo lubilam te Twoje komentarze…no ale nie zmienia to faktu, ze jak zobaczylam jak wielce astetyczny a powscigliwy jest ten, dostalam ataku smiechawki :-)
    @ Andrzej – chociaz jeszcze nic nie napisales – mam nadzieje, ze nie dasz niczego w rodzaju: “to ciekawe”

  7. YLK #
    7

    To nie jest kwestia nowoczesnosci vs tradycji, ale pieniadza i dobrobytu materialnego vs bogactwu duchowemu. Niestety obecne Chiny od momentu przejecia wladzy przez Deng Xiaopinga poszly droga skrajnego materializmu. Zaczeto budowac nowa kulture – zniewolono ludzi przywiazujac ich do dobr materialnych; nie bylo potrzeby nawolywania do burzenia starej kultury, walki ze starym, wystarczylo dac szanse bogacenia sie i udzie sami z siebie slepo podazyli za swiecaca mamona gubiac cala reszte. No ale moze na zgliszczach starego narodza sie nowe wartosci, miejmy nadzieje…

  8. ril #
    8

    Tylko, czy nawet w sprzyjających warunkach, przy przychylności władz, odmienne postrzeganie porządku społecznego da się utrzymać, zwłaszcza wobec zmiany relacji społecznych (w Wietnamie też synowa niekoniecznie zajmuje się domem teściów, bo np. pracuje zawodowo – rzecz dawniej niebywała). Na ile w ogóle da się zachować tożsamość wobec upływu czasu i wpływów innych kultur? Zastanawiam się, co my mamy wspólnego jeśli chodzi o sposób myślenia z naszymi przodkami sprzed 400 lat. Oni się nawet Polakami nie czuli, rozumowali w zupełnie inny sposób. Czy łatwiej byłoby, pomijając język, się nam dogadać z mieszkańcem Polski sprzed 400 lat niż z mieszkańcem Francji w tego okresu? Koreańczycy, Japończycy zachowali (chyba) swoją tożsamość mimo wpływów zachodu. Ale czy to zachowanie tożsamości nie polega raczej na ciągłości? Japończycy obecnie myślą podobnie jak ci przed 10 lat, którzy myślą podobnie jak ci sprzed 20 lat, itp., ale to nie znaczy, że zachodzi podobieństwo między współczesnymi Japończykami a tymi sprzed wielu wieków jeśli się pominie folklor i język.

    A taki malutki 200 tysięczny lud Qiang – czy on ma się szanse nie roztopić w społeczeństwie złożonym głównie z Han? Trzeba by ocenić na co się składa tożsamość współczesnych Indian w USA – co im się udaje zachować.

    Dzięki za wyjaśnienie 牛鬼蛇神, ja to znałem właśnie jako negatywne określenie pisma chińskiego: 牛鬼蛇神的文字, wtedy gdy rozważano na serio rezygnację z niego.

  9. bxy #
    9

    @ YLK – najpierw to by musialy istniec jakies alternatywne style zycia, alternatywne wzroce, pluralizm – tak, zeby te tzw. “tradycje” mozna bylo w ramach takiego pluralizmu zredefiniowac. Moim zdaniem tylko wtedy jest mozliwe to, o czym napisala Anuszka o Niemczech.
    Ja ja mowie moim kolezankom (badz co badz z elitarnego uniwersytetu) ze dla mnie nadrzednym warunkiem zamazpojcia nie jest to, ze on ma mieszkanie i ze prawde mowiac mnie to malo obchodzi, to robia miny jakbym powiedziala cos absolutnie niestworzonego albo cos, o czym SIE nie mowi. Ja nie widze tutaj dla rozwijania sie alternatywnych wzorcow zbyt szerokich ram – nie tylko ze wzgledu na uklad calosciowy, ale wlasnie na to, ze np. studenci zatracili w duzej mierze jakiekolwiek zainteresowania, pasje (nie ciagnijmy moze tematu studentow i ich alternatywnych wartosci, bo jest cos grzaski;-)), ktore moglyby sie stac podstawa do ksztaltowania sie innych nurtow.
    Ale fakt faktem np. chrzescijanstwo tu notuje dosc gwaltowny wzrost wyznawcow. Nie mowiac juz o rodzimych systemach (widzialam niedawno ksiazke pt. :”Czytamy Lunyu z Mao”). Ale co z tego wynika i jak to sie ma do wartosci (pewnie po duzej czesci tak sie ma, ze legitymizuje te obecne, ale z pewnoscia nie tylko to) to juz inna kwestia.

    @ Ril – ja osobiscie Japonie i Koree i ich tozsamosc widze bardziej w perspektywie nowoczesnego nacjonalizmu, czyli czegos wlasnie wynajdywanego, zrekonstruowanego, budowanego, redefiniowanego za pomoca bardzo nowoczesnych srodkow (te wszystkie koreanskie centralne osrodki promowania wlasnych gier komputerowych, komiksu, animacji, pokazujace, ze duma z bycia Koreanczykiem moze obejmowac np. dume z koreanskich gier komputerowych i grafiki). Ale za tym stalo panstwo (wyznaczajac projekty, sypiac kasa, nawet, a zwlaszcza, w czasach kryzysu 1997, czego teraz zbieraja wielorakie plony) jako ten, ktory wyznacza kierunek nowoczesnoci i pokazuje jaka “tradycja” i w jakich proporcjach ma sie w niej znalezc (tak przeciez wygladalo i Meiji, tak tez robil KMT na Tajwanie). A projekt nowoczesnosci, w ktorym pluralizm etniczny i tozsamosciowy (nie oparty na kolorowych strojach) bylby podstawa, to jest wyzwanie jeszcze trudniejsze. Tylko chyba nie takie, jakim Chiny bylyby zainteresowane. Dzieki za bardzo ciekawe wypowiedzi.

  10. Andrzej #
    10

    A co, przestraszyłaś się, że milczenie członków CAC, to ich cichy protest za wzięcie ich pod
    lupę obserwatora? Fakt, że tacy nierzadko padają ofiarą obserwatora…

    “co moze niby byc ciekawego w takiej rezimowej prasie?” —To, to, to! To lubię!
    Rezimowa, to u nas.
    Rezim głupoty, powierzchowności i pozostałych, tradycyjnych elementów tzw. „zachodniej cywilizacji”, jej wybryków w rodzaju demokracji nie wspominając.
    Dziękuję Ci, że próbujesz to naszym rodakom wyjaśniać.

    A Ty tu tymczasem, ze struny nostalgicznej zabrnęłaś wręcz do mrocznego lasu przemijania.
    Chiny nie mogą być wyjątkiem natury, choć wielu przedstawicieli naszej „cywilizacji” próbuje je wynaturzyć na siłę, wg klucza: „naturalne jest trzymać się za ręce, spacerując po ulicy, a więc naturalni to my, a nie oni”.

    Życie to ciągłe przemijanie.
    Młodość tego nie rozumie, a starość, dzięki poszerzeniu horyzontów i zapłynięciu na głębię, nie tylko się godzi z tym zjawiskiem, ale potrafi w nim używać jak w starym winie…
    Polecam Twemu zainteresowaniu antyczną muzykę chińską, dla której na dobre 10 lat zdradziłem nasz Barok, aby, tak wzbogacony, powrócić do niego z jeszcze większym przekonaniem.
    Nie ma to jak być rozkrzyżowanym między wielkimi kulturami (powiedziałem kulturami, nie łajdakami!)

    Jak mnie nauczysz, jak się załącza pękające ze śmiechu słoneczka, to się „na przyszłość” poprawię. Jestem… analfabetą (chińskim, ale to nie zmienia faktu).

  11. 11

    Świetny tekst i prowokuje do wielu przemyśleń. Trudno powiedzieć jak bardzo powinno się ingerować w “naprawę” rozbitej kultury by jej nie zniszczyć. A przy okazji robić to tak dyskretnie by nie zrobić z ludzi kukiełek. Kto wie, być może doczekamy się kiedyś repliki wioski Qiang, gdzie będzie można wziąć lekcję haftowania, posłuchać śpiewów shibi lub chociaż wydoić sztuczne owce. Już nie jeden taki disneyland w Chinach wybudowano.

    Patrząc na to z innej strony, dzisiejsi, w szczególności miejscy Hanowie nie mają zbyt wiele wspólnego z tymi sprzed kilku pokoleń. O dalszych już nie wspominając. Przemiany najczęściej idą po linii
    najmniejszego oporu.

  12. Jarek K #
    12

    Ja też mam swój lud Qiang – to moja babcia,do której jeździłem jako pachole na wakacje, jej ręce spękne od pracy, słońca i kurzu, które odwijają z liści chrzanu chleb wypieczony w wielkim glinianym piecu, to zapach tego świeżo rozkrojonego chleba, posmarowanego masłem wyrobionym w drewnianej masielnicy, pachnącym łąką nie znającą nawozów i ziołami nie znającymi herbicydów. To smak zimnego mleka wyciągniętego ze studni, które leczyło nasze wyschnięte gardła. To zapach spoconej grzywy mojego konia zgonionego na oklep powracając z wodopoju ( czytałem wtedy powieść wschodnioniemieckiej prowieniencji o Winnetou – wielkim wodzu pólnocnoamarykańskiego ludu Apaczów – to apropos koszulek z pinup-girlsami ),to widok mojego dziadka jak wraca z lasu ciągnąc za uszy zająca – chodził na nie z kijem – stąd, trawestując innego bohatera wspomnianej powieści – ukuliśmy dziadkowi wdzięczną ksywę Oldthunderhand. Pamiętam chłód kamiennego domu latem i pomalowane mrozem okiennice zimą, zapach słomianych sienników i grubych na pół metra pierzyn z kaczego puchu, pod którymi zawsze było ciepło nawet gdy gdzieś nocą gasł kominek i rano para buchała z ust. Nie umiem o tym opowiedzieć – to jest właśnie dla mnie Nostalgia.Widziałem wiele różnych ludów i kultur, a raczej to co z nich pozostało i zawsze wtedy przypominałem sobie mój świat z dzieciństwa, którego już nie ma.
    P.S. – wybudowaliśmy dziadkowi i babci nowy domek – pamiętam jacy byli szczęśliwi i dumni, kiedyś przyjechałem do nich i zastałem dziadka myjącego ręce i twarz w misce – pytam : dlaczego nie pójdziesz do łazienki – masz tam prysznic i umywalkę? – Oj Jarek – Helenka(babcia) posprzątała – tam jest tak ładnie – co będę brudził i chlapał – pomyślałem sobie – na cholerę poprawiać coś czego poprawiać nie trzeba – chcemy dobrze a wydzie jak zwykle.

  13. Jarek K #
    13

    Patrzę na ten swój tekst – wygląda jak landszaft z Cepelii – przypomina trochę te sklepiki z pamiątkami na Twoich zdjęciach – trudno tak to czuję

  14. Jarek K #
    14

    @blunatik – byłem tam – proszę o więcej zdjęć – a co do ,,as known as”- może powinieneś sięgnąć do innego Quentinowego źródełka, – ale to tylko sugestia – wybór zawsze należy do Ciebie

  15. 15

    @bxy
    “Tutaj z calym tym naciskiem w skali panstwowej, narodowej na “kexuexing” czyli naukowosc (ktora swoja droga tutaj dopiero jest niezle zabobonna wiara)”

    Czy miałabyś możliwość napisać o tym szerzej? Ogromnie mnie zainteresowała ta sprawa promocji światopoglądu naukowego!

    Prowadzę bloga http://mlodyfizyk.blox.pl , który w pewnym sensie propaguje “światopogląd naukowy” ;-) . Mówię to z przymrużeniem oka, bo w tym blogu chodzi mi nie tylko o zwalczanie zabobonów za pomocą nauki, lecz może nawet w większym stopniu o zwalczanie zabobonnej wiary W NAUKĘ. Czy ta chińska “naukowość”, o której piszesz, to jest właśnie coś w tym rodzaju?

  16. bxy #
    16

    @ Andrzej – no przeciez ja mialam juz samokrytyke przygotowana…
    “wielu przedstawicieli naszej „cywilizacji” próbuje je [Chiny] wynaturzyć na siłę”. Dokladnie. A orientalizm, jak wiadomo, zawsze mowi nam wiecej o nas, niz o egzotyzowanym Innym.
    Muzyka – niedlugo jade do Nankinu i jak zawsze pojde do swiatyni Konfucjusza posluchac mlodzezy ze szkoly muzycznej grajacej na instrumentach “z epoki”
    @ blunatik – zeby choc jeszcze byly porzadne badania na ten temat…ech.
    @ Jarek K – dziekuje i za tekst i za sposob. Wiesz jak czytalam ten tekst w Nanfangu, to tez od razu pomyslalam o odchodzacej Polsce, np. o Podlasiu i ze to tutaj to taki archetyp (choc oczywiscie nakladaja sie na niego i inne sprawy i inne skale) odchodzenia i wyborow, ktore mu towarzysza.
    @ Anuszka – coz, wierz mi, ze chcialabym napisac o tym caly wpis :-) Poki co anegdotka – w poprzednim semestrze profesor daje nam do przeczytania ksiazke, ktorej autor usiluje czytelnika przekonac, ze ksiega Yi Jing jest “naukowa”. Dowody: bo akuratnie ukazuje rzeczywistosc, bo jest dokladna, bo mowi cos zblizonego do “dzisiejszej nauki” etc. Mamy napisac o swoim wrazeniach. No to napisalam mini esej o tym, czym jest “naukowosc” – o falsyfikowalnosci, metodzie etc. Potem o tych esejach rozmawialismy na zajeciach. Gdy przedstawilam swoj, odpowiedzia bylo bezgraniczne zdziwienie, wiekszosc studentow tego elitarnego kierunku nie rozumiala slowa “falsyfikowalnosc”, myslala, ze to znaczy, ze cos jest nieprawdziwe. Na koniec stwierdzono, ze “punkt widzenia ludzi Zachodu jest naprawde oryginalny”

  17. Andrzej #
    17

    @Anuszka (& bxy)

    Zabobonnej wiary w naukę nie zwalczysz, bo jej nie ma, to nie o to chodzi, zabobon to zupełnie inna para kaloszy.
    Na bóstwach, do których nauka in stato nascendi niewątpliwie należy, żerowali zawsze i będą żerować kapłani wątpliwej proweniencji i to im, a nie nauce jako takiej zawierzają stada naiwnych owieczek.
    Nauka płynie obłokiem ponad bagnem prymitywizmu, cwaniactwa, łatwizny, powierzchowności, zachowań kryminalnych, które by jednak bez odżywiającego go deszczu informacji naukowych wyschło.
    Zwalczanie zła pasożytującego na nauce jest równie szlachetne jak nauka sama.
    Że też chce Ci się nurzać w tym bagnie…
    To robota dla świętych i męczenników…
    Św. Anuszka Subito!



Your Comment