Chiński cud? Prośba

 

Jak czas temu zgłosił się do mnie pan M.. Jedno płuco jest już usunięte. Drugie pracuje. Ale są przerzuty na inne organy po tej stronie gdzie było tamto płuco. Dołączył wyniki badań – te obecne gorsze niż te sprzed miesiąca. Dołączył też recepty po chińsku. Znane mi dobrze formularze, na których przyszpitalne apteki medycyny chińskiej mozolnie przepisują robaczki, które kilka pięter wyżej wypisał lekarz. I formularze z nazwami leków, gdzie lekarz zaznaczył około dziesięciu różnych leków, które będzie brał chory. Patrzę na pierwszy z nich – pastylki żuraw-ropucha. Ten żuraw to od “trawy długowiecznego żurawia” (to nazwa zioła). Ropucha – od ropuchy.  Suszona skórka ropuchy. Te składniki – oraz 6 innych elementów wchodzących w skład pastylek, według ulotki, która znajduję w sieci wzmacniają organizm chorego, pomagają zwalczać stan zapalny, oczyszczają krew, a w późnym stadium choroby wzmacniają skuteczność terapii. Według ulotki lek nie ma efektów ubocznych.

Patrzę na inne leki – fioletowy sezam, żenszeń. I “roztwór antyrakowy”. Pan M. leci do Chin już po raz drugi. Do szpitala, który specjalizuje się w nowotworach. Patrzę na stronę szpitala. Gigantyczny, nowoczesny budynek, sale do rehabilitacji, sprzęt diagnostyczny, psychoterapia, “rewolucyjne połączenie leków tradycyjnej medycyny chińskiej i zachodniej”. Pan M. leci już za dwa tygodnie. “Nasz model terapii efektywnie podnosi jakość życia chorego, wydłuża życie, a przypadku niektórych pacjentów w późnym stadium choroby nawet pozwala na całkowice wyzdrowienie”. I jeszcze o teamie – że pełny poświęcenia i ludzki, dla pacjentów “czyni cud życia”.

Odszukuje artykuł sprzed roku, który czytałam jeszcze w moim pekińskim mieszkaniu, a który zapadł mi mocno w pamięć: “Chiński cud” z GW. “Lekarze z Tianjin kładą Polaków na 14. piętrze. Miejscowi nie chcą na nim leżeć, bo cyfra cztery oznacza śmierć”- tak się zaczyna artykuł i w zasadzie tak już toczy się dalej. Pełni nadziei pacjenci i ich rodziny. Potem już same rodziny, gdy przy zdjęciu bliskiego opowiadają o pobycie w Chinach.  Polscy eksperci przedstawiają terapie obecne w Polsce: “I to wszystko pacjenci mają zagwarantowane bez żadnych kolejek”. I krytykują te chińskie: “Czary-mary, nic ponadto. Ale w Chinach wiele jest podobnych niekontrolowanych eksperymentów.”

To, co dla polskich ekspertów jest niekontrolowanymi eksperymentami, dla pacjentów jawi się często jako postęp medycyny nie blokowany np. przez kwestie etyczne: “Liderami w tej dziedzinie medycyny nie są wbrew pozorom kraje wysoko rozwinięte takie jak USA czy kraje Europy Zachodniej, gdzie kwestie etyki blokują wiele badań. Najwięcej w tym temacie dzieje się oczywiście w Chinach oraz w Meksyku i Peru.” – pisze Stowarzyszenie Razem w odniesieniu do terapii komórkami macierzystymi. Stowarzysznie pewnie miało na myśli głównie wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który w paźnierniku 2011 roku zakazał patentowania metody pozyskiwania komórek macierzystych, jeśli prowadzi ona do śmierci zarodka. Nie brakowało wtedy głosów, że wyrok ten spowolni a nawet zahamuje badania nad komórkami macierzystymi w Europie.

W Polsce badania nad komórkami macierzystymi (pozyskiwanymi z dojrzałych tkanek) są w fazie eksperymentu, traktowane są z nadzieją, ale ostrożnie: “Taka terapia musi być uregulowana, by zapewnić nam swobodne działanie, ale przede wszystkim bezpieczeństwo pacjentom” – przestrzegają eksperci. I opowiadają o pierwszych próbach wszczepiania komórek noworodkom z wadami serca.

Przy tych ostrożnych próbach (przedstawianych jako dość pionierskie w skali Europy), działania pewnego instytutu w Shenzhen muszą jawić się jako skok w przyszłość. 26 stronicowa, przetłumaczona na polski i umieszczana na różnych stronach zwiazanych z leczeniem np. raka a nawet stowarzyszenia na rzecz dzieci z zespołem Downa, ulotka reklamowa instytutu pokazuje uśmiechnięty personel uwijający się w strzelistym srebrnym wieżowcu nad kosmicznie wyglądającym sprzętem i nad jasnowłosymi pacjentami. Od 2001 pierwszego roku – jak informuje ulotka – przeprowadzono już 13 tysięcy przeszczepów komórek macierzystych (z krwi pępowinowej, jak pisze instytut). Najwięcej w przypadku uszkodzeń rdzenia kręgowego, ale i stwierdnienia rozsianego a nawet autyzmu. Instytut niestety nie pisze, ile z tych przeszczepów zaowocowało spodziewanym skutkiem.

To tam leczył się Pan Paweł: “Dziś miałem pierwszą iniekcje komórek macierzystych. Pierwsza jest zawsze dożylna, żeby lekarze zobaczyli, jak reaguje organizm. Siedem godzin temu w moje żyły popłynęło ileś tysięcy komórek. Powiem szczerze – nie oczekiwałem niczego po iniekcji dożylnej, a jest po prostu rewelacja! Czuję się kompletnie tak samo, ale koordynacja ruchowa, równowaga poprawiła się diametralnie. Skaczę po murkach, biegam po schodach, stoję na jednej nodze. Płakać mi się chce ze szczęścia! Dam znać za parę dni o moim stanie zdrowia….” – pisze na blogu  goryonline.com . Kilka dni później na swoim blogu pisze: “Na oddziale jest 9 par obcokrajowców, każdy z innym schorzeniem, każdy czuję poprawę. Wszyscy tutaj potwierdzą, komórki macierzyste to przyszłość medycyny.” Ostatnio, czyli dwa lata później po tym wpisie: “Rehabilituję się, przyszedł zapas leków z ameryki, śnieg powoli topnieje, jest chyba lepiej, myślę o kolejnym wyjeździe do Chin – ale brak kasy na takie rzeczy…”

Pani Agnieszka zwróciła się do mnie kilka dni temu. Choruje  na rdzeniowy zanik mięśni typu 2. Za kilka tygodni leci do jednego ze szpitali wykorzystujących komórki macierzyste tego instytutu. Pani Agnieszka nie ma wątpliwości, że w tej chwili tylko terapia komórkami macierzystymi może spowolnić rozwój choroby, która ostatnio sprawiła, że ma już trudności z poruszaniem rękoma i grozi jej respirator. Zebrała już gigantyczną sumę potrzebną na terapię. Szpital jest w Qingdao. Pani Agnieszka potrzebuje wolontariusza, który chociaż na początek jej leczenia (rozpocznie się najprawdopodobniej 28 kwietnia) pomoże zamówić taskówkę, jedzenie (w szpitalu nie ma wyżywienia), zaznajomi nieco z chińskim warunkami, zapewni – chociażby telefoniczną – pomoc.

Kontakt do Pani Agnieszki znajdziecie na jej blogu: http://agafilka.blox.pl/html  i na stronie http://www.pomozagnieszce.site40.net/

 

P.S. Szpital w Qingdao, który miał przyjąć panią Agnieszkę, nagle wycofał się z współpracy z instytutem dostarczającym komórki macierzyste. Przejmie ją szpital w Kantonie. Ponawiamy prośbę o pomoc i poświęcenie pani Agnieszce nieco czasu – tym razem w odniesieniu do Kantonu. Pani Agnieszka będzie tam 28 kwietnia

 

 

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

09

03 2012

9 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Miroslaw Nowak #
    1

    Czesc,

    Mieszkam na stale w Qingdao. Pracuje duzo, ale postaram sie pomoc jak najczesciej.

    Moj telefon:
    18653227559

  2. Andrzej #
    2

    @bxy

    Brawo, Waleczna!
    Przepraszam, ze tak pozno i, jak da sie wyczuc, z innej planety…

  3. ril #
    3

    Cieszę się, że blog powrócił do życia i nadal w sposób pogłębiony porusza ważne tematy.
    Kilka uwag mi się nasunęło po przeczytaniu tego postu:
    1. Czy w Chinach prowadzone są badania naukowe na temat skuteczności leków tradycyjnej medycyny chińskiej? Teraz, gdy ludzkość zna statystykę i dopracowała się metod sprawdzania efektów działania leków można by się przekonać, ile jest warta tradycyjna medycyna chińska. Czy może efekty takich badań byłyby zbyt niewygodne, aby je przeprowadzać? :) . W Europie też stosowana jest homeopatia, ale jednak większość lekarzy w nią nie wierzy, w Chinach wiara w tradycyjną medycynę jest pewnie większa, choć ona przynajmniej ma szanse działać, nawet jak przepisy brzmią jak składniki mikstury czarownicy.

    2. Leczenie stwardnienia rozsianego z komórek z krwi pępowinowej? Czyjej? Pacjenta? Były już pobierane?

    3. Na pierwszy rzut oka obiecująco wygląda ta terapia w Chinach, może jest rzeczywiście tak, że podejściu europejskim zasada “primum non nocere” skłania do zbytniej ostrożności. Ale te wszystkie dobre wyniki nie są zweryfikowane a trudno polegać tylko na danych usługodawcy i anonimowych blogerów. Zwłaszcza, że z artykułu w GW wyniika, że w zdecydowanej większości przypadków nie udaje się a szpital i tak zarabia . Czyżby największa innowacja była nie w medycynie a w zarabianiu pieniędzy?

  4. Andrzej #
    4

    @ril

    Nooo…, a jak z tym “Wiara twoja cię uzdrowiła”? :)

    Ja np. czuję się stanowczo lepiej, kiedy wierzę, że bxy znajdzie wreszcie tę, dłuuuuuuuuuuuuuuuuugoooooo nam obiecywaną “nową formę” (choć przeciw starej /formie, znaczy się/ nie miałbym żadnych zastrzeżeń…)

  5. bxy #
    5

    Andrzej, Andrzej. Wierz mi, że nowa forma się kroi. Z tego co mi wiadomo, teraz właśnie przechodzi przez korektę i wstępną obróbkę zdjęć :-)

  6. 6

    Trzeba przyznać że zapowiada się bardzo ciekawie :)

  7. Andrzej #
    7

    Dla tych, co przeżyli, szykuj… słodycze… :)

  8. bxy #
    8

    Andrzej, dla tych, co przeżyli mam coś, ale nie wiem, czy to słodycze czy nie bardzo: http://www.empik.com/za-chiny-ludowe-pawlak-katarzyna,p1068963753,ksiazka-p

  9. Andrzej #
    9

    Dożyć dożyłem… słodkiego upadku incognito bxy, a to już coś…
    Życzę Ci Kasiu sukcesu na premierze.
    Szpilki obowiązkowo 15.



Your Comment