Daktyle i trud wiecznego powrotu

 

Nie będzie chronologicznie, w kolejnych postach będe po prostu próbować odtworzyć moje spotkania z Chinami z ostatniego miesiąca. Zresztą chronologia nie ma już żadnego znaczenia. Jestem tutaj, w Polsce, dostają mi się jakieś kawałki mojego polskiego życia, z różnych jego etapów. Jestem w domu rodziców – mój w wynajmie. Patrze na obrazy i obrazki, które malowalam jako nastolatka, kiedy wszyscy wierzyli, że bedę artystką. Wiszą, stoją, leżą zrolowane zakurzone w moim starym pokoju. I tam już zostaną.

Podróż jest jak seria błysków. Błysk: przychodzi pan śmieciarz, zabiera resztę moich rzeczy i z wrażenia zaczyna nazywać mnie “cioteczką”. Błysk (dziwny, w moich oczach). Przechodzi mu na szczęście i znowu nazywa mnie xiao guniang. Błysk. Znosi moją walizkę. Błysk (jak by to piórko było). Sąsiadka z dołu, typowa szanghajska aiyi, czuje potrzebę pokazania mi, jak odnowiła mieszkanie. Kasetony jak u Ludwika XIV. Do nich tęczowe światło. Błysk. Sąsiad toczy moją walizkę. Kilka “do widzenia”, kilka uśmiechów, kilka “kiedy wrócisz”. Ostatni naleśnik szantuński, ostatnie mleko sojowe są za darmo. Sasiedzi i sprzedawcy machają na pożegnanie. Błysk. Dociera do mnie, że jednak, choć było to czasem tak trudne, to żołtowłosa laowajka wychodząca co czwartek po gazetę w piżamie i gadająca do wszystkich psów w okolicy w jakimś dziwnym narzeczu, była w jakiś sposob cześcią tego małego światka składającego się mniej więcej z:

a) kilkunastu obdrapanych blokow z milionem ohydnych dobudówek + mieszkańcy

b) targu, gdzie można, oprócz warzyw, przypraw, tofu, kupić żywą kurę, żywego gołębia, można też poprosić o zabicie ich na miejscu

c) pana sprzedającego żywe żaby w worku z żyłki (rano skaczące dynamicznie, później mniej dynamicznie)

d) pana sprzedającego nie-wiadomo-co, bądź świadczącego nie-wiadomo-jakie usługi (zawsze jak przechodziłam, w pojemniku obok niego nic już nie było, ulica przed nim spływała krwią, a on trzymał w ręku krwawe ostrze)

e)  Rady Ulicy i Hutongu (tak ich nazwałam, wymiennie z Radą Gerontów – siedzą na głównym skrzyżowaniu alejek i czuwają – siwe włosy, piżamy, karty do gry, “a tamten to od niej rano wyszedł, choć ślubu nie mają”)

f) pasiastej kotki (która podobno jak sasiad, pod którego drzwiami miauczała 2 dni, w końcu wpuścił do środka, natychmiast urodziła tam 6 kociąt). Błysk.

Lotnisko Pudong. Błysk – tym razem zwłowrogi – ważą i podręczny. Włożone na wagę wszystko razem waży o 10 kilo za dużo. Życzy sobie pani 1200 yuanów dopłaty? Czy wyrzucanie rzeczy? Wyciagam pudło darowanych daktyli (wielkości futerału na karabin), które wlokłam pociagiem z Hebei, czyli przez kilka prowincji. I tajwańskie czekoladki z galaretką. Mama by lubiła. Minus 3 kilo. Gdy wyciagam pierwszą książkę – traf chce, że o języku szanghajskim i kulturze z nim zwiazaną – i pytam, czy będą czytać, czy mam dać do kosza, obsługa się poddaje. Przechodzę z 7 kilo nadbagażu. Pesymista powie: no i na darmo żeś wlokła to straszne pudło daktyli i tak kto inny zje. Optymista: dobrze, żeś je miała, inaczej musialabyś zacząć od razu od ksiażek.

Błysk. Tym razem geniuszu różnorakiego: “proszę państwa tu kapitan Walerij X…… Wyruszymy z około godzinnym opóźnieniem. Niestety podczas naszego oczekiwania samoliot nie budet mial klimatyzacji, bo…, no bo…yy, on tak ma”. Chiny. Mongolia, Rosja, rudy dym nad Moskwą. Błysk. Błysk.

Dokładnie siedem lat temu wyjechałam po raz pierwszy do Azji. Też Aeroflotem, dużą, wesołą grupą (cześć z tych osób podobnie jak mnie wtedy, połknęła Azja, jedna z nich prawie dwa lata temu w Azji zginęła). Gdy tym razem Airbus (już nie Ił-86) Aeroflotu spóżnił się o tę nieszczęsną godzinę, przez co nie zdążyłam na mój samolot do Polski, usiadłam w tym samym miejscu na lotnisku, co wówczas, podczas naszego 11-to godzinnego oczekiwania na Iła do Hanoi. I co? Przez te 7 lat na Szeremietiewie nic się nie zmieniło. Tak jak wtedy – łatwiej było kupić wódkę i perfumy niż wodę. Tak jak wtedy, nie było wózków do bagażu podręcznego, które przy takim nadbagażu jak mój są koniecznością. I tak jak wtedy, były tylko 4 krzesła przy gate transferowym. Nowością była awaria klimatyzacji. Ot, witamy w Jewropie. Przed zemdleniem z wrażenia ratuje mnie butelka wody bez ceny (kto pyta po angielsku, ile w końcu kosztuje woda i czy mozna zapłacić w euro, płaci w nich słono) i wachlarz, z wypisanym ręcznie klasycznym wierszem pasującym do sytuacji (tzn. nie do siedzenia bez klimy, ale do pożegnania), który dostałam od koleżanek – Chinek wieczorem dnia poprzedniego (wtedy pomyślałam – rany, gdzie ja to wetknę?). Siedzę na moskiewskiej podłodze, rysuję z nudów innych siedzących przy ścianie ludzi. Chińczyków, Rosjan, Polaków. Czyli, że na coś sztuki plastyczne się nieoczekiwanie w życiu przydają. Mniej więcej jak daktyle.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

04

08 2010

41 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. 1

    Teraz jak już wróciłaś, to i ja coś tu skrobnę – czytam Cię od dawna, może któryś z pierwszych wpisów tutaj, i cholera, jak Ty to przeżywałaś ten powrót z Twojego małego światka, tak i ja przeżywam to, że jeszcze trochę, i się Twoje wpisy skończą. A rękę do pisania pamiętników masz niczym Tuwim do wierszy ;)

  2. Jarek K #
    2

    Miałem znów nie na temat – jestem zdruzgotany po obejrzeniu migawek z Krakowskiego Przedmieścia – ale przypomniałem sobie jak bardzo nie chcę stracić okazji do przyzwoitego zachowania i daruję sobie – nie znam zbyt wielu osób, które malują – ale wszystkie są wrażliwe i delikatnie ekscentryczne – czego winszuję sobie jako Twój nałogowy czytelnik, a zastanawiałem się z czego wynika ten szczególny dar obserwacji,umiejętność przykucia uwagi (sądząc po komentarzach nie tylko mojej) pisz Bxy pisz – Jarek będzie czytał

  3. Jarek K #
    3

    Pomyślałem – choć raz dodam coś od siebie – napociłem się pisząc parę zdań o Rosji, gdzie przystanęłaś po drodze, ponieważ na temat Chin wypowiedzieć się racji braku doświadczeń nie umiem. I tak zgrabnie przycisnąłem dodaj komentarz, że cały misterny plan zachwycenia czytelników poszedł … , no poszedł sobie.

  4. Andrzej #
    4

    Śao gunja, Ty jesteś artystką…
    Żeby Cię czytać, człowiek muzykę wyłącza.
    Od siebie, jak od Chin, nie uciekniesz nigdy.
    Jak mi ktoś jeszcze do Chin podskoczy, powiem:
    „Nie ruszaj mi kraju, który zaszczyca swą obecnością bxy”

  5. PC #
    5

    “kiedy wszyscy wierzyli, że bedę artystką” => produkcja bloga to też sztuka! :)

    “rano skaczące dynamicznie, później mniej dynamicznie” => padłem xD

    “zawsze jak przechodziłam, w pojemniku obok niego nic już nie było, ulica przed nim spływała krwią, a on trzymał w ręku krwawe ostrze” => może zabijał czas :P

    Dawno ostatni raz byłaś w PL?
    Heh… teraz dla odmiany wrażenie lekkiego wyobcowania na ziemi rodzimej?…

    Pozdrawiam! :)

  6. Jarek K #
    6

    Tak sobie nieśmiało marzyłem, że ktoś kiedyś doktorat, albo choć magisterską na kanwie Bxyowych przypadków napisze i proszę – pierwsze wprawki mamy :) – mam nadzieję, że jak każdy szanujący się literat Bxy dorobi się porządnego stadka bałwochwalców jak ja, krytyków literackich i oby jak najmniej talibów wszelkiej maści, którzy zaglądali tu czasem w poprzednich odcinkach

  7. szpak #
    7

    Witaj w domu Bxy. Jaki by on nie był. Dzięki za relacje.
    Nie rwij nici, buduj kładki, mosty. Napisz coś. I nie mam na myśli tylko bloga. Nie jestem też bałwochwalcą, o czym doskonale wiesz. Nostalgia powinna być tylko takim błyskiem.

  8. 8

    Od dłuższego czasu czytam twoje wpisy (zapewne jak większość komentujących, bo kto tutaj raz trafi – zostaje), dzięki Tobie całkiem zmieniło się moje spojrzenie na Chiny (trzeba przyznać, że wcześniej było baardzo powierzchowne). Bardzo Ci za to dziękuję. Piękne, przepełnione tym szczególnym trochę smutnym, trochę gorzkim, ale niepozbawionym nadziei klimatem są twoje posty. Z ostatnich wpisów najbardziej poruszył mnie “Tu przejścia nie ma” – naprawdę wyjątkowy tekst. Mam nadzieję, że tych błysków-wspomnień będzie nawet więcej niż na rozpisce z wcześniejszej notki :) i że niedługo Azja znów Cię porwie, a z Tobą nas czytelników :)

  9. Romek #
    9

    No prosze – jaki ten świat mały. Dzisiaj w konsulacie stałaś w kolejce za moim znajomym. Jak tylko powiedział “taka zwariowana ‘sinolożka’ to już wiedziałem, o kogo chodzi :P

  10. Witek #
    10

    Bylo swietnie czytac twoje refleksje o Chinach, mam nadzieje ze bedziesz jeszcze pisac na blogu.

  11. Adam Izydorczyk #
    11

    bxy no ja niewierze O_O miałaś nad kilka kg i upychałaś to do walizki ?? Ja to zawsze wszystko wysyłam pocztą (pierwszy kg 150 rmb) a każdy następny 56 rmb
    ostatnio w kwietniu jak wracałem do Polski to za 12 kg zapłaciłem o ile dobrze pamiętam 7xx rmb czy coś takiego

    P.S i tak wrócisz do SH … WSZYSCY WRACAJĄ MUHAHAHA :+)

  12. Andrzej #
    12

    To prawda, kto tam raz wdepnie, zawsze wraca.
    Choćby myślami.

  13. Jacek #
    13

    prawda jest taka że jak tu siedzimy to każdy z nas będzie miał swoje zdanie o SH, dla jednych to super miejscówka na imprezy dla innych do nauki a jeszcze dla innych bardzo drogie miasto w którym ciężko się odnaleźć..

  14. YLK #
    14

    Ciezko pokochac Szanghaj, ale odnosze wrazenie, ze tak jest niestety z kazdym wiekszym miastem w Chinach. Zgadzam sie z Jackiem, ilu ludzi, tyle opinii. Tylko chinskie media nastawione na cudzoziemcow tworza wizje przyjaznego miasta, w ktorym sie przyjemnie zyje. Tka nawiasem to mnie nudnosci nachodza, jak slysze piosenke hymn Expo o ludziach przepelnionych miloscia i widze te sztuczne usmiechy…
    @Adam Izydorczyk – co sie stalo z portalem Radka? Od wczoraj nie moge wejsc na niego, wciaz wyrzuca jakis blad…

  15. Andrzej #
    15

    Kocha, nie kocha,
    kocha, nie kocha…
    Nikt nie pokochał
    miejsca na świecie,
    w którym nie kochał.

    Miłość bawi się nami
    i naszymi miłościami…

  16. bxy #
    16

    Chłopaki, dziekuje! Refresh, Leon – witajcie, piszcie! Będzie więcej, nawet nie wiecie, jak mi sie chce pisać, tyle, że mam karnawał spotkań, gadań, siedzień z moim polskim życiem, które tak naprawde też było od wielu lat i jest wciąż chińskie…I zdjęcia z aparatu analogowego wywołałam, galerię może uaktualnię?…
    @ Romek – a co we mnie niby takiego zwariowanego?? choć wiesz co, byłam jeszcze raz w ambasadzie i oczywiście miałam nie tak wypełniona i na ksero nie odbitą “karte zdrowia”, co ją trzeba mieć na wyjazd. Na słowa, żebym jeszcze raz poszła do lekarza, żeby coś tam dopisał, no i ksero zrobiła, zadeklarowałam, że zrobię trzykrotny ketou przed okienkiem, żeby tylko nie kazali mi stac drugi raz w tej kolejce. I wiesz, że pomogło? :-) Dziekuję, miła osobo z okienka!
    @ Adam Izydorczyk – w walizce miałam + 2. reszta była w podręcznym, który niestety zdecydowali zważyć. Poza tym w noc przed wyjazdem dostałam kilka drobnych i lekkich rzeczy typu porcelanowy imbryk, metalowe pudło czekoladek, metalowa pucha z herbatą etc…
    @ Andrzej – oj tak

  17. Adam Izydorczyk #
    17

    @YLK
    za kilka dni wszystko wróci do normy ( jakieś problemy natury technicznej)

  18. Jarek K #
    18

    @Bxy – dosyć lenistwa – proszę natychmiast opublikować cokolwiek – nie mam co czytać

  19. Andrzej #
    19

    @ Jarek K
    …Reszta cierpi w milczeniu… no bo Ona nas krótko trzyma…

  20. PC #
    20

    Andrzej => ja tam popieram Jarka :P
    Halo halo Bxy…?

  21. 21

    chleba i igrzysk => Bxy i notek ;x

  22. Jacek #
    22

    @ Bxy – jak znajdziesz czas to napisz coś bo nawet mnie tęsknota…

  23. bxy #
    23

    Ludzie miłe, wybaczta. Ja nie mam kryzysu twórczego. Ja mam – jak się okazało – jakieś…polskie życie. I masę innych niezręczności. A może nawet więcej niż niezręczności. No bo wczoraj tak:
    Matka: “widzę, że żeby sie z tobą spotkać, trzeba sprawić, żebyś zapisała imię tego kogoś w swoim kalendarzu przy którejś z dat. Czy możesz przy sobocie zapisać mnie i tatę?”

  24. Andrzej #
    24

    Będzie gorzej.
    To jest dopiero pierwsza, najdalej druga generacja rodziców, która tak cierpi…

  25. PC #
    25

    Bxy => możesz zapisac nas w kalendarzyku w okolicach niedzieli/poniedziałku? ;)

  26. Jacek #
    26

    jeśli chodzi o poniedziałek to z tego co mi wiadomo Bxy ma już kogoś w kalendarzu ;-D

  27. PC #
    27

    Bxiiiiiik!!!
    Prosimyyyyyyyyy!!!!! =] =] =] =] =]

  28. 28

    Bxy, czujesz się jak laowai w Polsce? I co ważniejsze, jakie masz dalsze plany na Chiny?

  29. YLK #
    29

    Dajcie dziewczynie dojsc do siebie po dlugim locie i zadomowic sie w nowych pieleszach, a na pewno wkrotce obdarzy nas kolejnymi ciekawymi wpisami.

  30. Jacek #
    30

    @YLK masz 100% rację ;-)

  31. 31

    @blunatik:
    “czujesz się jak laowai w Polsce?”
    To może w zastępstwie gospodyni bloga odpowiem od siebie – pierwszych kilka tygodni po powrocie do Polski z długiego pobytu w Chinach to odwrócony szok kulturowy. Osobiście czułem się nie tyle może jak laowai, ale jak przybysz z innej epoki, bo w przeciwieństwie do laowaia nie wzbudzałem zainteresowania tubylców, ale za to wszystko to, co niby moje (to w końcu ojczyzna!) zdawało mi się jakieś cudze. A konieczność kupowania biletów w kioskach by następnie kasować je w autobusach uderzyła mnie na odlew swoją absurdalnością ;-)

  32. Jacek #
    32

    @d.juraszek:
    Nie wspominając już o naszych robotach budowlanych, do tej pory nie przestawiłem swojego spojrzenia na warunki Polskie..

  33. PC #
    33

    konieczność kupowania biletów w kioskach by następnie kasować je w autobusach => na szczęście już nie wszędzie ;)

  34. 34

    Podczas moich ostatnich odwiedzin w Polsce nie raz się poczułem nieswojo. No bo dlaczego na najbiższym skrzyżowaniu nie ma baraniny na patyku od Ujgurów o 2 nad ranem? Albo chociaż chao mian. I dlaczego tak się na mnie patrzycie? Przecież tylko odplułem coś na stól… Bilety, rozkopy, pustki na ulicach, kierowcy zatrzymują się na czerwonym – długo można wymieniać :)

  35. Jacek #
    35

    dokładnie a to i tak nie wszystko ;-)

  36. 36

    @ blunatik, Jacek
    Ja siedzę w Polsce już od czterech lat – i nadal nie mogę się pozbyć tego typu myśli… :D

  37. bxy #
    37

    Chlopaki, jeszcze raz przepraszam. Blunatik – jakie mam plany, to chyba juz widac…ale wiesz co, dziwna sprawa, tym razem nijak nie czulam sie jak laowaj (no moze tylko wtedy, jak szukalam miejsca na karte zblizeniowa w warszawskim metrze przy wyjsciu), chyba dlatego, ze przez te trzy tygodnie poruszalam sie w mikrokosmosie zwiazanym scisle z Chinami a takie warunki sprawiaja, ze inaczej swiat zewnetrzny dociera. No i jeszcze jeden raz kopnelo mnie poczucie laowajskosci. Nie chce zaczynac wiadomo jakiej dyskusji – ale wlasnie takie poczucie mialam, gdy ze starym przyjacielem (ktory rowniez po latach zjechal z Chin do Pl na wakacje) poszlismy do wiejskiego kosciola (poniewaz kosciol ma mega wzmocnienie dzwieku, przeto wybieglismy z owego przyjaciela sielskiego domu na wsi ku kosciolowi jak tylko zaczelo sie kazanie). I co? Ksiadz opowiadal wiernym, ze nasz kraj dzis nie jest wolny, a dowodem tego sa spisy powszechne, ktore, jak wiadomo robia tylko okupanci i zaborcy, o braku wolnosci swiadczy tez proba narzucenia obcej waluty. Etc. Nie to, ze chce ciagnac dyskusje w tym kierunku. Ale to byl ten moment.

  38. Yao #
    38

    Ojej… mnie przed kilkoma dniami “spisali” rachmistrze spisowi w moim mieszkaniu w Pekinie… Chiny najwyraźniej też pod okupacją – a myślałem, że Qingów obalono sto lat temu

  39. bxy #
    39

    “wspierac spis powszechny – korzysci dla calego ludu”. Wolnosc to uswiadomiona…korzysc

  40. Yao #
    40

    No toteż wspierałem spis powszechny i to bardzo 积极, czyli aktywnie i pozytywnie zarazem, wykazując nie tylko 支持, ale i należne w tej sytuacji 配合. Chciałem nawet dać spisać plastikową rybę, poroże jeleniowatego i misie pluszowe sztuk dwa, ale okazuje się, że zliczają jedynie pogłowie inwentarza żywego gatunku homo sapiens sapiens…

  41. bxy #
    41

    @ Yao – no i zapisali,ze w mieszkaniu przebywa laowaj o postawie ironicznej, kpiacej, zepsutej!



Your Comment