Dolina tarasow

 

Od trzech dni siedze w malym gorskim miasteczku, co paradoksalnie oznacza duzo lepszy dostep do internetu niz w Kunmingu. Jazda trwala 7 godzin, a to co za oknem robilo przygnebiajace wrazenie. Dookola rozciagaly sie widoki cechujace sie roznym stopniem zdewastowania i wyjalowienia. Cale szczescie ze w autobusie bylo ciekawiej. Sklad osobowy stanowili  niemal wylacznie mieszkancy doliny + 3 laowaje. Te dwa pozostale jeszcze dziwaczniejsze, bo Australijka, jak sama przyznala, nie ma domu i wszyskie rzeczy ma ze soba, a drugi laowaj to Francuz, co oznacza ni mniej nie wiecej, ze zdecydowal sie na opuszczenie najlepszego, najwspanialszego naj, naj naj kraju, czyli Francji, czyli ze nie jest typowy. No ale mniejsza z nimi. 7 godzin konwersacji z pasazerami dalo mi niezly wglad w to, jakim tu sie chinskim mowi. Wspolpasazerowie dwoili sie i troili zeby mowic standardowym madrarynskim i juz po jakiejs godzinie zaczelismy osiagac porozumienie niezbedne do prowadzenia konwersacji. A raczej sesji pytan i odpowiedzi.

pasazerowie: u was sie grzebie czy kremuje?

ja: raczej grzebie

pasazerowie: a wykopuje sie po roku?

ja: nie

pasazerowie ( z mina “no tak, to jednak barbarzyncy”): czyli jak juz pogrzebiecie to juz was zmarly nie obchodzi?

ja: tlumacze, ze my tez mamy takie qingmingjie jak u nich, tylko kiedy idziej, ze palimy swieczki, kwiatki kupujemy

pasazerowie: uspokojeni, mozemy rozmawiac dalej.

Jazda dala mi tez niezly wzglad w tutejsze sposoby spedzania wolnego czasu. Wspolpasazer obok wiozl faje bambusowa wielkosci traby slonia i narzekal na bol glowy niewiadomego pochodzenia (niewiadomego, bo nie pamietal, co robil w Kunmingu ostatniego dnia pobytu).

No ale nic – szczegolnie degradacja za oknem – mnie nie przygotowalo na powalajace piekno tego miejsca. Owszem, widzialam w zyciu rozne pola tarasowe, zdjecia ogladalam, ale takiego poczucia przestrzeni, takiej trojwymiarowosci sie nie spodziewalam. Gdy wyslalam ojcu wlasnemu zrobione komorka na fali euforii zdjecie kilkusetmetrowego zbocza z tarasowymi polami myslal, ze to z samolotu.

Zdjec dam wiecej jak wywolam zdjecia z normalnego aparatu, na razie tylko kilka “malpek”:

DSC03213DSC03229DSC03318 DSC03352

DSC03347

DSC03540

Pierwsze dwa zdjecia (wschod slonca) z tarasiku dla turystow (na wschod slonca stawia sie okolo 30 osob,  Chinczykow, maja gigantyczne aparaty i wysokie wymagania: zeby slonce bylo na czerwono, zeby bylo 云海 “morze chmur” ale nie za duze, troche mgly bo to dodaje tajemniczosci, ale nie za duzo no i “odpowiednie” chmury etc.). Cala reszta z drogi, bo takie miejsca “z tarasikiem” staram sie mijac szerokim lukiem, po prostu tym razem ktos mi zaproponowal podwiezienie na miejsce atrakcji – czyli miejsca gdzie powinno sie obserwowac wschod slonca.

Narazie wystarczy doslownie zrobic jeden krok w bok drogi, aby swobodnie chodzic walami pomiedzy polami (jak labirynt, tylko w trzech wymiarach no i niezle cwiczenie na rownowage, raz oscylowalam w strone blota siedzeniem, raz twarza, ale skonczylo sie bezkolizyjnie), krazyc po tonacych w ciszy (no, poza odglosami odzwierzecymi)wioskach zamieszkalymi przez ktoras z tutejszych mniejszosci (ktore w przedstawianej tu dolinie sa wiekszoscia). Czasem tylko natrafia sie na znaczne (gabarytowo) przeszkody w ruchu:

DSC03274

Gdy w koncu zwierz oddala sie kolyszacym krokiem, oczom ukazuja sie np. takie widoki (w wioskach specjalnie nie fotografowalam, chyba ze nikogo nie bylo, albo nikt akurat nie patrzyl, wiec zdjec wioskowych nie mam duzo i nie sa specjalnie reprezentatywne):

DSC03593

DSC03034

DSC03596

W wioskach jest prad, ale nie jest za duzo uzywany, moze jedna zarowka na dom, woda biezaca jest na zewnatrz w postaci strumieni, toalety podobnie. Jako opal sluzy zbierani przez mieszkancow po gorach i noszony na plecach chrust i odchodzy zwierzat (na zdjeciu ponizej wlasnie sie susza)DSC03413

No ale oczywiscie najwazniejsi w tym wszystkim sa mieszkacy tych wsi i autorzy tarasow. Wioski sa zamieszkane przez trzy ludy: Hani, Dai i Yi. Niektore wioski sa wylacznie zamieszkane przez jedno “minzu” niektore przez kilka. Jest kilka wiosek gdzie mieszkaja Hanowie. Rozroznienie tych narodowosci nie nastrecza problemow, jako ze prawie dokladnie pol populacji kazdej z tych ludow nosi stroje etniczne. To pol populacji to po prostu jej kobiety (jako, ze moj snajperski obiektyw zostal w Polsce i przyjedzie do mnie wraz z rodzicem dopiero pod koniec marca, przeto zdjec ludziom tez specjalnie nie robie, chyba, ze nie widza, albo od tylu, ale tak sie sklada ze stroje tutejsze sa naprawde ladne od tylu…):

Lud Hani 哈尼族:

DSC03517

DSC03535DSC03052

Lud Yi 彝族:

DSC03045DSC03527Lud Dai 傣族:

DSC03037

Jak juz wspomnialam to kobiety stanowia sile pociagowa jesli chodzi o identyfkacje wizualna poszczegolnych ludow. Gdy wczoraj jechalam lokalnym transportem (trzykolowka ucharakteryzwana na samochod) pochwalilam piekno stroju prowadzacej pojazd dziewczyny (lud Yi). Byl rzeczywiscie piekny, czewony z “pawim ogonem”, dzowneczkami, srebrnymi aplikacjami. Kompletny tylko bez chusty, bo niewygodnie prowadzic. No wiec chwale, a ona na to, ze jej bardziej sie podoba stroj normalny i dodala z westchnieniem “ale nam nie pasuje”.

Faceci starsi ubieraja sie po roboczemu i wygladaja, gdy tak ida razem z kobietami, jak z innego swiata:

DSC03570

Mlodsi mezczyzni i nastolatki to z kolei pokaz farbowanych wlosow, fikusnych jeansow i innej meskiej proznosci.

Ogolnie to trudno oprzec sie wrazeniu, ze kobiety stanowia sile pociagowa tutejszych minzu takze w wielu inych znaczeniach. Powszechnym widokiem sa kobiety powyzszych ludow (drobniutkie, postura 13-latki) noszace cegly (slupek dlugosci i szerokosci wiekszej niz plecy), kamienie, pracujace przy reperowaniu drog. Oczywiscie wszystko nadal w strojach etnicznych:

DSC03049 A faceci? Fajka wielkosci traby slonia, ktora wiozl z Kungmingu moj wspolpasazer, to tutaj rzecz powszechna. Mezczyzn, przewaznie starszych, absolutnie pochlnietych jej paleniem mozna spotkac na wsiach…

DSC03044

…i w srodku pola (tez mam zdjecie, ale jakos nie moge w tej chwili znalezc). Mlodsi faceci zajeci sa eksponowaniem fryzur i jeansow – najlepiej robi sie to siedzac calymi tabunami na drodze laczacej wioski na motorach i stukajac w komorki. To wszystko + wielkie ilosci sprzedawanego w wioskowych sklepikach alkoholu nie nastraja optymistycznie, jesli chodzi o przyszlosc rzeczonych minzu. Choc patrzac na te wszystkie olsniewajace kolorami i haftami stroje, widzac mlode energiczne kobiety i supersilne, choc drobniutenkie starsze, moze sie wydawac, ze tutejsze minzu przezywaja rozkwit (do tego na wiekszosci odzianych w barwne stroje plecach, jesli akurat nie ma na nich chrustu, cegiel, kosza z warzywami jest haftowane zawiniatko z niemowlakiem), to jednak schylek wisi w powietrzu. A jesli nie schylek to “wuzhenizacja” (od wioski Wuzhen calkowicie odtworzonej na obraz i podobientwo marzen turystow z Szanghaju, o ktorej pisalam w pazdzierniku). Na razie tarasow widokowych, ktore ”uturystyczniaja” piekne widoki jest chyba 3 (a widokow tysiace, wystarczy tylko zejsc i to nawet nie bardzo z glownej drogi). Rok temu zrobiono tez droge i wprowadzono “posterunek” koszacy bilety (na razie dziala tylko w porach najbardziej pozadanych przez chinskiego turyste – przy wschodzie slonca i jego zachodzie).

Wraz z gwaltownym rozwojem turystyki wewnetrznej przed tarasami niby rozciaga sie niezla przyszlosc biznesowa. Ludy zamieszujacy doline byc moze juz za pare lat moglyby zyc z samych biletow wstpeu. Jest tylko jeden problem: Wuzhen nawet bez mieszkancow bylo “ladne”. Ale tutaj, bez codziennej skrajnie ciezkiej pracy mieszkancow, ciaganace sie kilometrami wzdluz doliny (i w jej gore) tarasy, zmienia sie w zwykle zdewastowane zbocza gor, w niczym nie przypominajace ogrodu, ktorym sa teraz. Beda dokladnie takie, jak te wszystkie lyse zbocza ktore mijalam podczas jazdy autobusem.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

01

02 2010

6 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Witek #
    1

    Bardzo ciekawy opis. Milej dalszej podrozy!

  2. 2

    Dosc niezwykle wygladaja Ci wszyscy ludzie w strojach regionalnych na tle samochodow i tej wspolczesnej zabudowy. Podobne wrazenie mialem widzac mnichow w Wutai Shan lapiacych taksowke albo rozmawiajacych przez telefon komorkowy. Wyglada to tak troche jakby wszyscy Ci ludzie odbyli wycieczke w czasie; nawet wyraz twarzy maja taki jakis naturalny, “nieustawiany”, obecnie niezbyt czesto widywany.

    Czasem sie zastanawiam czy Chinczycy, zwlaszcza Ci na prowincji, sa szczesliwi (tak statystycznie). Tyle sie w koncu slyszy o tym czego doswiadczaja – jesli nie ucisku ze strony lokalnych wladz albo permanentnej rozlaki z rodzina, to trzesienia ziemi.
    Sam odnioslem wrazenie, ze tacy szarzy ludzie nie maja tam lekkiego zycia i sa czesto tak zapracowani, ze pewnie nawet nie maja czasu (i pewnie tez ochoty) na takie rozmyslania.
    Moze szczescia szukaja wlasnie w tych wszystkich towarzyskich “imprezach”: przy ptakach, madzongu, tanczac, spacerujac?

    Na koniec dodam, ze sledze tego bloga od kilku tygodni i juz nie moge sie doczekac kolejnego wpisu.

    Szerokiej drogi.

  3. 3

    Czy ta wioska to może Ping ‘An?

    Coś jest na rzeczy z tą dominacją kobiet. Z tego, co udało mi się dowiedzieć przebywając w Dali, gdzie także występują te mniejszości o których wspominasz we wpisie, kobiety odgrywają dominującą rolę na niektórych płaszczyznach. Płeć piękna dziedziczy na przykład majątek, jest też odpowiedzialna za sytuację ekonomiczną rodziny. A co za tym idzie, ciężej pracują.

    Ja również zwróciłem uwagę na ten fenomen, który objawił mi się lekko ekstremalny :)

    http://www.youtube.com/watch?v=cgXECT7dokQ
    od 2:23
    Kobiety dźwigające ciężkie kosze pełne kamieni i idący za nimi mężczyzna z małym kamyczkiem! Robi wrażenie.

    @bxy – jeśli nadarzy Ci się okazja, fajnie by było, gdyby udało Ci się zweryfikować te informacje.

    Czekamy niecierpliwie na następne wpisy!

  4. YLK #
    4

    Czasy sie zmieniaja, i trudno oczekiwac, zeby ludzie zyli tak, jak setki lat temu tylko dlatego, ze to przyciaga turystow. Nie wiem, czy bylas w Longshengu pod Guilinem – tam miejscowa ludnosc ma nakaz dbania o tarasy i utrzymywania ich w dobrym stanie, a za to moga budowac prywatne hostele i czerpac z nich zarobek. Ciezka praca przy tarasach ma zapewnic magnes dla turystow, ktorzy sa glownym zrodlem dochodu. Przypuszczam, ze i tak bedzie – lub juz czesciowo jest – w Honghe (gdzie przypuszczam jestes teraz). Mam rowniez wrazenie, ze stroje dziewczat to rowniez w duzym stopniu wymagania lokalnych wladz – choc moge sie mylic. Tak czy inaczej dobrze, ze turystyka w jakis sposob – chocby skrzywiony – pozwala na przetrwanie pewnych elementow kultury w tych szybkich czasach.

  5. bxy #
    5

    Wielkie dzieki za mile i ciekawe komentarze – oczywiscie bede pisac dalej – niedlugo z pogranicza laotanskiego i birmanskiego.
    YLK – nie bylam w Longshengu bo pachnialo z daleka skansenem. To co mowisz o tym miejscu bardzo mi przypomina model…wloski z Gornej Adygi, gdzie mniejszosc (a tam wiekszosc) niemiecojezyczna dostaje gigantyczne dodacje aby tylko dalej robili to, co kiedys, czyli wypasali bydlo, wytwarzali speck, hodowali jablonie etc.Z ta roznica ze tam nikt nie mowi “请说意大利语“, a przeciwnie, kaze sie calej reszcie uczyc niemieckiego, zas kto nie mowi dobrze w obu jezykach nie dostanie zadnej pracy w sektorze publicznym. No i tam sie doslownie spi na kasie. Tutaj (poza miasteczkiem osrodkiem – czyli Yuanyang) jest bardzo, bardzo ubogo.
    Tutaj na razie poza Yuanyang (i dwa pensjonaty w najwiekszej z wiosek, Shengcun) nie ma zadnych hoteli. I z wyjatkiem jednej wioski nie ma nawet specjalnie jakichkolwiek sklepow, najwyzej jeden maly sklepik z podstawowymi artykulami (oczywiscie do nich sie zalicza i wodka) , do kilku wiosek nie ma drog ktore daloby sie przejechac samochodem. Ale podobniez zmiany nastepuja blyskawicznie (np. ostatnio wybrukowano glowna droge prowadzaca w gore) i mam wrazenie, ze to kwestia najwyzej 5 lat, aby bylo jak w Longshengu.
    Romek, bardzo chcialabym sie czegos dowiedziec o ukladach panujacych wsrod tutejszych minzu, w szczegolnosci o sprawach wlasnosci (bo wiele wskazuje na to, ze jest w duzej mierze wspolnotowa), tylko niestety nie mam sie jak dogadac, a poza tym niekoniecznie by mi powiedziano.

  6. YLK #
    6

    Kasia, Twoja powyzsza odpowiedz jest bardzo zachecajaca do odwiedzenia tego miejsca… Trzeba tylko koniecznie zdarzyc w ciagu tych 5 lat.
    Przyjemnej podrozy! (a w Szanghaju chlodno i ponuro mowiac oglednie…)



Your Comment