Estetyka protestancka i duch kapitalizmu (chińskiego)

 

To małe szwedzkie miasteczko  położone jest na północnych peryferiach Szanghaju. Dalej już tylko zakurzone drogi, ciężarówki, świeżo wykarczowane pola i magazyny zaorane pod jeszcze nie powstałe osiedla, a na końcu Jangcy.

Wsiadam w metro lini 3  (jest już 10, robią 11 tą),  jadę do końca. Oczywiście nie znam konkretnego adresu, wiem tylko, że to część osiedla Xin Luodian. Opisuję taksówkarzowi, to, co widziałam na zdjęciach (Mariusz, wielkie dzięki za te linki!):  no więc rzecz ma przypominać Skandynawię, ma być czerwona kościelna wieża z zegarem, kamieniczki z dachówkami. A taksówkarz nadal nie bardzo wie, gdzie to, więc jedziemy na czuja. Po 15 minutach kierowca skręca w drogę przez pola, mówi, że to pewnie tutaj, bo tam dalej wdłuż tej dróżki “są te wszystkie takie osiedla”. Mam nadzieję, że poszukiwana wieża z zegarem po prostu zaraz wychynie i będzie wiadomo. Tymczasem, gdy zbliżamy się do domniemanego celu  zaczynam rozumieć, dlaczego facet po prostu nie mógł mieć jasności.

“Wieża ceglasta? To to?” – pyta się taksówkarz:

DSC01955Nie, nie to. Fakt, nie mogę wymagać przecież od taksówkarza z dzielnicy Baoshan, żeby odróżniał kopię Europy od kopii kopii Europy, jak przeciętny Europejczyk też nie odróżnia.

“Z zegarem, europejskie? To to!” – wskazuje taksówkarz:

DSC01961

No nie, to to raczej Bund naśladuje. Po drodze mijamy jeszcze zamek krzyżacki:

DSC01958I ja też powoli przestaje się łapać w bogactwie kopii, kopii kopii i architektonicznych bajań na temat dalekiej Europy. No, ale jak już zamek krzyżacki, to znaczy w dobrym kierunku jedziemy. W końcu taksówkarz wypatruje baner reklamowy z napisem: “Żyj w stylu północnoeuropejskim! Sprzedaż mieszkań, atrakcyjne ceny!” Jedziemy w kierunku wskazanym przez baner, aż znajdujemy to, czego szukałam.

Osiedle ponoć zostało zainspirowane wyglądem najstarszego miasteczka Szwecji – Sigtuny. Pierwsze wrażenie, jak dla mnie, jest powalające (trochę jak omamy):

DSC01899Ide więc rączo w stronę fatamorgany, a tam tak:

DSC01898DSC01908DSC01915DSC01928Nie wiem, czy to rzeczywiście kopia Sigtuny (M. jeśli w końcu zdążyłeś wtedy na autobus do rzeczonego miasteczka, to weź się wypowiedz), ale to miasteczko to nie tyle kolejna chińska fantazja na temat stylów architektonicznych Europy, ale po prostu transplantacja – proporcji, kolorów, układu ulic i budynków.

Tylko, że ja znowu mam wrażenie, że znalazłam się, podobnie jak w przypadku Wuzhen, w miasteczku duchów. Wszystko się zgadza – jest jakaś z pietyzmem odrestaurowana/wybudowana na wzór przeszłości/europejskości do bólu spójna całość, wszystko jest dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, tylko jakoś życia nie ma. Tak jak w Wuzhen zaglądałam przez zmurszałe okiennice do pustych zamkniętych na głucho wnętrz kamiennych chatek, tak teraz zaglądam w okna budynków wzdłuż głównej jie gatan, do “kościoła” – wszędzie pusto, chyba tylko jedne okna sprawiają wrażenie, że ktoś tam mieszka. Osiedle ukończono w 2007 i ewidentnie tak do do tej pory stoi. Jak się bliżej przyjrzeć, na dobrą sprawę wymaga już remontu, barierki pordzewiałe, zacieki z rynien, framugi okien poczerniałe. “Bary” i “kawiarnie”, które pozakładano jako element europejskości pozamykane na głucho, witryny puste:

DSC01936odbicie budynków w witrynie sklepu do wynajęcia:

DSC01926

DSC01937

wszędzie nagie okna, i tylko reklama akupresury stóp działa (czyje stopy i kto tam masuje? Może ludzie z miasta przyjeżdzają specjalnie, żeby w okolicznościach skandynawskich stopy wymasować, bo mają takie wyrafinowane upodobanie?):

DSC01913No właśnie. Kto? Oprócz mnie na osiedlu zauważyłam chyba  jeszcze tylko dwie modelki w sukniach, parę ślubną i fotografów tychże. Kilku chłopaków, chyba z wioski, którą mijało się w drodze do metra, gra w siatkówkę. Jeszcze jeszcze pan pucujący uliczne rzeźby. Czyli, że na zdjęcia ” w stylu europejskim” to tak, ale żeby tak mieszkać, to już nie? Jak jechaliśmy, taksówkarz mówił, że to dojazd fatalny (do centrum będzie ok godziny metrem+ 20 minut samochodem) i ceny bardzo wysokie.

Ale myślę, że to nie tylko to. Gdy wracam na piechotę do drogi głównej (nie ma taksówek na tym pustkowiu, poza tym wreszcie piękna pogoda, powietrze świeże, więc idę) z biednego porzuconego, zanim na dobre zajętego, chińskiego skandynawskiego miasteczka, mijam po drodze różne osiedla – tym razem nie wierne kopie, ale lokalne wariacje na temat zachodniości. A tam domy zamieszkane, samochody na podjazdach, a dojazd do miasta dokładnie ten sam, po prostu 400 metrów dalej:

DSC01957Mijam  ponownie “Bund” w szczerym polu. Obok niego wre praca, powstaje gigantyczne osiedle w stylu “art deco-wiktoriańskie rokoko-modernizm-pałac francuski-kamienica angielska”, pierwsze z brzegu już ukończone (polecam powiększenie):

DSC01964Wcale nie bliżej centrum, pewnie jeszcze drożej, no bo tyle kolumn, rzeźbień, to wszystko drogie. A praca wre, “gargamelki” poustawiane w kilka rzędów:

DSC01965Czy znowu inwestor się przeliczy? Nie sądzę. Mam wrażenie, ci, którzy mogą sobie pozwolić na drogie mieszkanie za miastem, to zwyczajnie ostatni w kolejce do poszukiwań purytańskich, prostych wzorów, umiaru i skromności. Szukają czegoś dokładnie przeciwnego – wyrażanego przez kolumny, marmury, rzeźbienia. I czy te marmury i złote lwy to kopia dokładna, czy wariacja na temat obrazów luksusu Europy, to  nie ma dla nich najmniejszego znaczenia. W sumie brzmi i wygląda to wszystko trochę znajomo, nie?

P.S. Jeśli luksus mierzyć ilością kolumn (coż, miara to znana z polskich przedmieść, wsi i miasteczek), to wygrywa (chyba i międzynarodowo) ten dopiero co wykończany budynek na Pudongu (Pudong – dzielnica-symbol chińskiego odrodzenia ekonomicznego). W takich przypadkach naprawdę nie wiem, co artysta miał na myśli. Czy to próba zdyskontowania napakowanego zachodnią architekturą Bundu po przeciwnej stronie rzeki? Czy próba pokazania, że jest się bardziej, więcej i lepiej niż Ateny i Rzym razem wzięte? A może odwrotnie – hołd europejskiej architekturze (coś jak powtórzenie 1200 razy “niech żyje”)? W każdym razie mnie takie wyrwania z kontekstu (żeby jeszcze, jak przewiduje teoria hybrydyzacji, te nieszczęsne kolumny lądowały w jakimś innym, twórczym kontekście…) nie przestaną chyba nigdy zadziwiać. Polecam kliknięcie celem zbliżenia :

DSC01120

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

21

11 2009

31 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. v. #
    1

    O cholera, jestem w ciężkim szoku !

  2. bxy #
    2

    V., ale po Szwecji, czy po gargamelkach?

    Dla mnie spacer po szwedzkim osiedlu spowodował szok poznawczy, bo już od dawna nie miałam do czynienia z takim układem ulic, typem zabudowy, po prostu wrażenie bardzo realnego snu, albo teleportacji. I to jakiejś pomieszanej – jakby mnie teleportowało do Europy, ale i z drugiej strony jakby teleportowało (tyle, że bez mieszkańców i całej kulturowej otoczki) na południowy brzeg Jangcy jakąś małą europejską mieścinkę.

    Do tego rzecz momentami kojarzyła mi się i kolorami i rozkładem przestrzennym z naszym Mariensztatem – bądź co bądź też kopią i też rekonstrukcją.

    Wypatrzyłam, że po drugiej stronie miasta jest jeszcze “miasteczko” 泰晤士 taiwushi – czyli “Thamestown” – styl wiktoriański, katedra, trawniki i inne brytyjskości. Wybiorę się, ale chyba nieprędko, bom strasznie zajęta, a to będzie ode mnie pewnie z 3 godziny drogi w jedną stronę

  3. jk #
    3

    Budynek na Pudongu powala. Aż dziw, że w rodzimej stolicy estetyk wszelakich na to nie wpadli.
    A pozostając w temacie i ku uciesze polecam http://raider55.blox.pl/html

  4. bxy #
    4

    A zamek krzyżacki to niby nie powala? Tyle tylko, że nie czyni tego, w przeciwieństwie do kolumniaka, w środku miasta, tylko w polu kapuścianym czy tam ryżowym. A blog z tego linka – nieprawdopodobny – ciekawe, czy przyjmują też kandydatury cieżkich przypadków zagranicznych?

  5. YLK #
    5

    Mnie to juz nie dziwi, ale nie bede ukrywal, ze np. takiego “dziwolaga” – ale w chinskim stylu – chetnie bym zobaczyl w naszym kraju… NB bedac w Yangzhou i Suzhou widzialem nowe osiedla zbudowane na wzor klasycznych 庭院 – otoczone bialym murem, z niewielkim klasycznym ogrodkiem z przodu, 3 pieterka. Samo osiedle z kanalkami, mostkami, pawilonikami. Znajomy kupil taka wille, urzadzil ja fantastycznie – ciemne drewno, stare meble, kaligrafie i stare lutnie na scianach, kilka 盆景, zrobilo na mnie wielkie wrazenie. Szkoda tylko, ze klime zapomnial zainstalowac…

  6. m. #
    6

    No tak, wywołany do tablicy wypowiem się z radością. Do Sigtuny nie dotarłem, transport zwiał mi po raz trzeci i ostatni, więc poddałem się i wróciłem do kraju. Nie żebym chciał ale staż się kończył i musiałbym spać na dworcu. Swoją drogą pewnie łatwiej by było złapać pociąg do Sigtuny…
    Tak czy siak ten gość od którego brałem linki był totalnym Szwedem także chyba wiedział co robi…

  7. bxy #
    7

    M., dziękuję za prawidłową (acz nie w pełni konkluzywną, tak to bywa) odpowiedź. Szwedom nie wierzę – przed Potopem tez pewnie coś konfabulowali, że będzie ok etc.

  8. bxy #
    8

    YLK, nawet szukałam, że znajdę takie coś i że Cię uraczę zdjęciem, ale faktycznie chyba nie ma.
    Co do znajomego i klimy – to może to celowe działanie pozwalające w pełni eee…oddychać atmosferą przeszłości?
    A może mieli złego/brak speca od fengshui i dom, pomimo, że wygląda odpowiednio, jest źle ustawiony?

  9. YLK #
    9

    Mysle sobie, ze brak klimy byl zwiazany z tym, ze znajomy sam robi nowe 古琴, i kolekcjonuje stare, a klima jest najwiekszym wrogiem drewna (oprocz kornikow oczywiscie…:).
    Moj tesc po intensywnej wizycie w Chinach, podczas ktorej bylismy kilkanascie razy w Suzhou i zwiedzilismy ok. 30 tradycyjnych ogrodow, zapalil sie do zrobienia czegos podobnego w kraju. Po powrocie na lono ojczyzny idea umarla niestety powolna smiercia gdy szara rzeczywistosc zadusila fascynacje…Szkoda.

  10. bxy #
    10

    Ciekawe z tą ideą klasycznego ogrodu w Polsce. Ostatnio w ramach wyrabiania normy na mojej tutejszej uczelni, musiałam popełnić tekst o percepcji fengshui w Polsce (panu profesorowi, temu od pytań o to, czy wiem, kim był Sun Yat-sen etc. nie przyszło nawet do głowy, że mogłabym się wypowiedzieć na temat inny, niż polska zagródka, a mi się nie chciało dawać sprostowań, bo i tak mam dość roboty). I jak przeglądałam (z konieczności na ogległość) wydawnictwa na temat fengshui, to pokaźną część tych (najczęściej niemających z chińskim fengshui za wiele, oprócz nazwy, wspólnego)książeczek, stanowiły poradniki dotyczące zakładania i pielęgnacji ogrodów “zgodnych z fengshui” – ciekawe, co to w ich przypadku oznacza. A w sieci sporo jest poradników, jak założyć “ogród w stylu chińskim”. I chyba troche osób amatorsko “dłubie” w stylu chińskim. W każdym razie firm specjalizujących się w zakładaniu ogrodów chińskich (tudzież kojarzących się z Chinami), w przeciwieństwie do trudniących się ogrodami japońskimi, jeszcze chyba nie ma, ale to akurat, to chyba tylko kwestia czasu

  11. Yao #
    11

    Eee tam… słaby ten zamek krzyżacki. Przy jednym z głównym placów Dalian wystawiono cudo w stylu Ludwika II Bawarskiego, które dopiero wywołuje silny szok estetyczny… zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę, że to… Muzeum Muszli

    http://pic.nipic.com/2008-03-13/2008313225816702_2.jpg

  12. bxy #
    12

    Lomatko!….Teraz widze nedze tego malego, polnego krzyzaka, z ktorym sie tu wyglupilam. I co, sa tam rzeczywiscie jakies muszle? Nie wiem, jakie/z jakiego zwierza musialyby byc, zeby choc troche zrownowazyc wrazenie, jakie robi budynek.
    Ja w tym stylu widze tez lekki wplyw klasycznego socrealizmu (typu Uniwersytet Moskiewski) – te okieneczka, ta monumentalnosc…

  13. Yao #
    13

    Czy są tam jakieś muszle, nie wiem, gdyż w środku nie byłem. Widziałem budynek z odległości kilkuset metrów.

  14. YLK #
    14

    Pozwole sobie powtorzyc za autorka – LOMATKO!!!
    To jest dopiero prawdziwe ucielesnienie dalekowschodniej estetyki i dazenia ku harmonii…

  15. Yao #
    15

    Najgorsze jest to, że Dalian ma warunki do bycia pięknym miastem – położenie jest krajobrazowo wręcz fantastyczne. Niestety, architektura skutecznie psuje krajobraz… Wiemy jednak skądinąnd, że w Chinach nawet najbardziej uroczego krajobrazu nie można pozostawić samemu sobie, tylko trzeba uczynić go jeszcze “śliczniejszym” dodając a to fioletowe światełka (jakże znakomicie komponujące się ze wszelkimi formami geologicznymi w jaskiniach), a to jakiś pawilonik (coby góra nie była taka łysa).

  16. YLK #
    16

    Jesli chodzi o zepsucie krajobrazu, to chyba nic nie przebije windy widokowej w 张家界…
    http://news.sohu.com/93/11/news212351193.shtml

  17. bxy #
    17

    a, winda – po szwadronie bramek do 张家界, które skanują odciski palców (nie wiem, może potem, jak zobaczą te odciski palców na papierku wyrzuconym nie do kosza albo ułamanej gałązce, to ścigają?), byłam gotowa na wszystko, więc winda już nie zrobiła na mnie takiego wrażenia – raczej potraktowałam ją jako specyficzną formę kolejki linowej.

    Jeśli chodzi o wznoszenie ludu na wyżyny na pomocą mechanizmów ułatwiających, bardziej byłam oburzona na ruchome schody na zboczu wzgórza do 雷峰塔 (a raczej jej atrapy, która zresztą też mieści w sobie głównie windy) w Hangzhou, jak kto nie był, a ciekawy: http://images.xooob.com/20081025/2008102514510521.jpg

    A upiększanie i “dodawanie klimatu” – ja tam szczególnie lubię pstrzenie różnych miejsc z klimatem/przeszłością w celu edukacyjno-ozdobnym różnymi atrapami i plastikowymi ludziami, kukłami etc. Kilka razy zdarzyło mi się z rozpędu powiedzieć onym “dzien dobry”.

  18. Yao #
    18

    Mnie się wydaje, że te wszystkie schody ruchome i windy to nie tyle próba “upiększenia” krajobrazu, co raczej efekt uboczny swoistego “uprzemysłowienia” chińskiej branży turystycznej. Każdy chiński 景点 jest bowiem obudowany niespotykaną nigdzie indziej infrastrukturą: owe bramki na odciski palców, wożące turystów busy, schody ruchome i windy, o sklepach, sprzedawcach pamiątek i dostawcach wszelakich możliwych do wyobrażenia usług nie wspominając… No i to niesamowite zdzierstwo – jakoś nie wyobrażam sobie, żeby np. w Polsce kasowano 200 złotych za wstęp do Tatrzańskiego Parku Narodowego (choć oczywiście infrastruktura zupełnie nie ta). Może to jednak jakaś próba uporządkowania i wzięcia w karby tych gigantycznych tłumów turystów, które każdy taki 景点 odwiedzają.

  19. YLK #
    19

    Oczywiscie schody, windy, zamki, pawiloniki, etc. nie maja “upiekszac” krajobrazu, ale spelniac konkretne funkcje; “upiekszenie” jest najczesciej nieprzemyslany, efektem ubocznym do ogolnego robienia kasy – najczesciej na turystyce. NB nie mozna zapominac o zasadzie tortu – wszedzie tam, gdzie robi sie jakies inwestycje publiczne i zainwestowane sa jakies pieniadze, czesc z nich idzie do prywatnych kieszeni. Im wiekszy tort, tym wiekszy jego kawalek trafia do rak funkcjonariuszy panstwowych, ktorzy sa odpowiedzialni za jego realizacje i dysponowaniem pieniedzmi. Chyba nikt nie ma watpliwosci, ze wielki boom na budowe infrastruktury w Chinach jest miedzy innymi zwiazany z drenowaniem pieniedzy z kasy centralnej i kas lokalnych rzadow do kieszeni prywatnych. Tu maly wtret – poluje wlasnie na aparat foto. Okazuje sie, ze aparaty poszly w gore, bo konczy sie rok, firmy panstwowe maja jeszcze czesc srodkow finansowych niewykorzystanych, wiec musza je wydac na cos – np. na drogie lustrzanki. Jesli by ich nie wydaly, wowczas w przyszlym roku dostalyby mniejsze dotacje. Jeden z kwiatkow tutejszej ekonomii.

  20. Yao #
    20

    YLK, wydawanie na gwałtu-rety pozostałych jeszcze w budżecie na dany rok pieniędzy w grudniu nie jest akurat chińskim kwiatkiem. W Polsce też się to powszechnie praktykuje, dokładnie z tego samego powodu: jak nie wydasz wszystkiego, znaczy, że nie potrzebujesz tyle pieniędzy i w przyszłym roku dostaniesz mniej.

  21. YLK #
    21

    A myslalem, ze to bylo charakterystyczne tylko dla Polski sprzed 1989, a potem wszystko sie zmienilo…
    Dzieki za oswiecenie mnie w tym temacie, niezbyt jestem na biezaco.

  22. bxy #
    22

    YLK, to faktycznie chyba nie tyle nie system, a po prostu uroki wysoko rozwiniętej biurokracji i planowania, jakiejkolwiek by proweniencji nie były. Swego czasu dość często bywałam w Górnej Adydze/Południowym Tyrolu – pólnocnym skrawku Włoch zamieszkanym w większości przez ludność pochodzenia germańskiego, jednym z najbogatszych regionów Europy. Region dostaje ogromne dotacje z kasy centralnej – celem pielęgnowania odrębności czy tam stworzenia wieloetnicznego raju na ziemi. I pamiętam jak jednego lata zrywali drogę, którą położyli rok wcześniej – z podobnego co wyżej opisany powodu.
    Jestem bardzo ciekawa Twoich obserwacji co do lustrzanek – czy możesz powiedzieć o ile i co skoczyło?

  23. YLK #
    23

    Dzieki za wyjasnienia, za dlugo nie bylem na Starym Kontynencie (ostatni raz w 2006). Jesli chodzi o lustrzanki, to od jakiegos roku mysle/myslalem o Canonie 5D Mark II. Wchodzac na rynke kosztowal (body) Y16500, potem cena skoczyla do 19200, od jakiegos czasu waha sie miedzy 18500 i 18800, w kazdym razie jakies 2tys wiecej, niz na poczatku. Ostatecznie mysle, ze jednak kupie najtansza (i najlzejsza) – 500D (body Y4800). Jak chcesz, to moge Ci polecic dobry sklep – nie musisz placic za rachunek, a jak Ci sie aparat zepsuje, to dziewczyna wystawi Ci rachunek, zebyc mogla naprawic aparat na gwarancji. Potem mozesz ten rachunek zwrocic…

  24. 24

    a ja, tak troszkę z innej beczki, proponuję żebyś zgłosiła swojego bloga do konkursu “Blog roku 2009″, bo jest naprawdę świetny! Gorączka sesyjna w pełni, książki wokół się piętrzą a ja nie mogę się oderwać od lektury :)

    Dla ułatwienia podaję link
    http://www.blogroku.pl/

  25. bxy #
    25

    @ YLK, na razie zostanę przy analogu, jak już kupować, to coś naprawdę dobrego, tylko, ze oczywiście, jak zawsze, jest jeden problem (no a w sumie dwa, bo pewnie żadna normalna cyfrówka, chyba że wzmocniona, reporterska, kuloodporna by chyba nie przeżyła tylu upadków, obić, podtopień, co mój analog).

    @ Romek: bardzo się czuję mile połechtana! Dziękuję! Ja też mam różne koszmarne prace semestralne a jednak piszę i tutaj. Cóż robić….加油!
    Co do Bloga Roku, tam zdaje się najpierw głosują czytelnicy, nie? Byłam świadkiem jak naprawde superdobre blogi, o długim stażu, czytelnictwie nieporównanie wyższym od mojego zajmowały jakieś ogonowe miejsca – nie wystaczyło głosów. A mój blog ma wciąż ma niezaduże czytelnictwo (choć przecie i duża liczba czytelników wcale nie gwarantuje głosów), więc nawet go do wyścigu wystawiać nie będę, żeby nie patrzeć, jak się smutno wlecze w ogonie.

  26. 26

    No cóż… może to wynikać z faktu, że organizator konkursu chce na nim porządnie zarobić – w końcu głosuje się wysyłając smsa a nie po prostu klikając. Zawsze to jakaś bariera.
    Ty też 加油, z tego co czytam potrzebujesz “dolać oleju” :P zdecydowanie bardziej niż ja. Dla mnie napisanie strony tekstu po chińsku to nie lada wyzwanie (szczególnie ręcznie), więc tym bardziej Cię podziwiam.

    Przy okazji rzucam pytanie – Ulubiony znak? Wiem, że może być wiele, ale w kategorii “bardziej skomplikowane które sobie skrobię na marginesie na nudnych zajęciach” ostatnio u mnie dominuje 鸞i 戴 :)

  27. bxy #
    27

    @ Romek: ja wszystkie znaki kocham ;-) Nawet już do uproszczonych się przyzwyczaiłam. Super, że piszesz wytrwale znaki, ja długo ręcznie nie pisałam i efekt jest taki, że jakbym miała moich nieszczęsnych prac chociaż kawałek ręcznie napisać, to by raczej było krucho. No i do tego zawsze mi był bliższe znaki nieuproszczone i teraz jak się jakiegoś znaku uproszczona z nieuproszczoną wersją się różnią, to muszę najczęściej napisać kilka wersji gdzies na marginesie i dopiero wybrać odpowiednią. A jak wróciłam parę lat temu z Tajwanu, to w pracy robiłam notatki po chińsku, żeby się nie nudzić! :-( wstyd…

  28. ril #
    28

    Mi się swego czasu podobał 箭, ustawiłem go sobie gdy sobie w oszczędzaczu ekranu 3D Text. A potem napisałem sobie program, który co pół godziny zmienia mi napis w oszczędzaczu na losowo wybrane wyrażenie z moich notatek i ustawiłem oszczędzacz na Marquee (napis 2d przesuwający się po ekranie). Dobry sposób na powtarzanie sobie słownictwa, a że i tak nikt nie zna chińskiego to się nie zdziwi widząc np. “一盘电线” czy “你干吗看我?” :)

    A do robienia notatek chińskie znaczki mi się czasami przydają, część znaczków się pisze szybciej niż słowa. No i do zapisywania haseł są nieocenione :)

  29. 29

    Ewentualnie do szybkiego skomentowania na marginesie, co się myśli o wykładowcy :P

    W moim zeszycie od hiszpańskiego zdecydowanie więcej jest chińskich znaków niż liter, łącznie z wielkim 幸福 na całą stronę A4 i gdzieś powciskane nowe słówka hiszpańskie pomiędzy :)

    @bxy: Ja zdecydowanie nie. Weźmy sobie takie 女 czy 好. No ile razy bym nie pisał tego jakże prostego znaku, to nigdy do końca ta kobitka mi się nie podoba, coś tam brakuje.

    Jak człowiek trochę popracuje nad tymi znakami, to (według mnie) wykształca się pewnego rodzaju chińskie zboczenie, żeby znaki były “harmonijne”. Np. 腻, no ciacho po prostu!! :D

  30. 30

    Hello!

  31. 31

    Hello!



Your Comment