Hukou. Z reguły…

 

Nie lubię wymądrzać się na tematy, na których się nie znam. Na chińskim prawie, regulacjach nie znam się. Chińskie prawo i regulacje przerażają mnie. Każda reguła ma bowiem mnóstwo pod-reguł (i mówię tylko o tych oficjalnych, na-biurkowych a nie pod-biurkowych). Do tego, w myśl zasady zdecentralizowanego centralizmu, coraz więcej władzy w materii wyznaczania i egzekwowania regulacji przekazywane jest na coraz niższe szczeble – do władz lokalnych. To wszystko sprawia, że system prawa jest bizantyjski (chiński?) w swoim rozmiarze, zdefragmentowany, często niespójny, lub też zwyczajnie wewnętrznie sprzeczny. Jak bardzo, ukazują chyba najbardziej dobitnie konkretne historie prosto z życia – gdy to ostatnie próbuje się, znosząc niezliczoną ilość trudności, nagiąć, przetrwać w nieczytelnych regułach. Ale o tym za chwilę.

Tak więc nie znam się na prawie i na jego regulacjach. Ale zdaję sobie sprawę, że trudno opowiedzieć cokolwiek (chociaż kawałkami) dotyczącego dzisiejszych Chin bez wspomnienia o kilku regulacjach, które w wyjątkowo wysokim stopniu kształtują losy (obywateli) współczesnego ChRL. Jedną z nich jest system hukou. Hukou to system rejestracji ludności, ma bogatą tradycję sięgającą zamierzchłych czasów cesarstwa, systemy o identycznej nazwie działają i w Japonii i na Tajwanie, system hukou działał do niedawna w Korei. Jednak systemy te pozbawione są implikacji – o których za chwilę – charakterystycznych dla systemu hukou stosowanego w ChRL.

Gdy system hukou był wprowadzany w jego obecnej postaci (a liczy sobie już 50 lat) jasne było, że “darmową” opieką zdrowotną, dostawami, talonami, tym całym 福利 fuli, socjalem, który powinien być, bądź, co bądź wyznacznikiem “socjalistycznosci”, nie da objąć się wszystkich. Lepiej objąć tych, którzy przez życie w większej koncentracji, lepsze doinformowanie, wykształcenie etc. mogą stanowić ewentualne zagrożenie dla stabilności (jakkolwiek była ona rożnie definiowana) systemu, którzy mogą podnieść krzyk. Miejski, tzw nie-rolniczy hukou. Wies uznano za, bardziej niż miasto, zajęte głównie cięzką produkcją przemysłową, zdolną do samoutrzymania. No a jej mieszkańców za zbyt licznych, aby można było ich wyposażyć w przywileje. Rzecz jasna – i najważniejsza – rozproszoną, nieskomunikowaną, gadającą milionem dialektów wieś uznano za mniej zagrażającą porządkowi. Oczywiście o ile nadal.. pozostanie na wsi. Należało ograniczyć mobilność mieszkańców wsi, których przybycie do miast mogłoby zagrozić stabilności politycznej i stabilności centralnie planowanej gospodarki, dystrybucji dóbr i pracy. Hukou rolniczy, wiejski. System hukou – możesz pojechać na krótko do innego miejsca, ale za Twoje kartki na jedzenie (te akurat dostawali tylko mieszkańcy miast, ale ich przemieszczanie także należało ograniczyć) nic tam nie dostaniesz, służba zdrowia nie będzie cię leczyć, szkoła odmówi przyjęcia dziecka, oczywiscie nie możesz tam pracować – chyba, że zostałes przeniesiony z polecenia swojego danwei – jednostki pracy.

Tak było – mniej więcej do reform Denga. Później sytuacja stopniowo zaczęła się poluźniać, wraz z radykalną przemianą gospodarki i związanym z nią urynkowieniem wielu sfer, problemy z kartkami, całkowitym brakiem pomocy medycznej (dzis jest inny problem – zapłacisz – leczą), edukacją odeszły (choć te z edukacją nie do końca, o tym za chwilę) wraz z epoką, której były czescią. Możliwosć pracy w miejscu innym, niż to podane w hukou spowodowała, że przez Chiny, głównie w kierunku wielkich miast przy morzu, płynie gigantyczna ludzka fala. Wstępne oficjalne szacunki związane z realizowanym obecnie spisem powszechnych mówią o około 200 milionach osób, ale… Kto przemieszcza się na jakis czas do innego miasta, musi starać się o pozwolenie na pobyt czasowy. Kto nie ma, żyje w gigantycznej strefie cienia.
Możliwosć pracy jest, co nie oznacza całkowitego uwolnienia rynku pracy od hukou – wciąż działają regulacje, które w niektórych rodzajach danwei faworyzują bądź wręcz nakazują przyjmowanie do pracy osób z lokalnym hukou. To, oraz preferencje pozostałych pracodawców, którzy, nawet jesli nie związani regułami, nie chcą problemów z jakimis czasowymi pozwoleniami, no i wreszcie charakter migracji (w ogromnej czesci ze wsi do miast) sprawiają, że przybywający najczesciej mogą się imać jedynie prac niskopłatnych, fizycznych, których nie podejmie się ludnosć z lokalnym, miejskim hukou.

No własnie. Lokalny hukou, hukou rolniczy…. Zmieniło się dużo, ale są rzeczy, które po dzis dzień nie uległy zmianie. W obrębie systemu hukou każdemu z obywateli przypisywane są dwie wartości z dwóch różnych kategorii: pierwszą kategorią jest zatrudnienie (może być rolnicze albo nie-rolnicze) a drugą jest lokalność (hukou lokalny i nie). Krzyżując kategorie ze sobą otrzymujemy 4 możliwe sytuacje (klasy…)- hukou nierolniczy lokalny, nierolniczy zamiejscowy, rolniczy lokalny, rolniczy zamiejscowy. Kolejność nieprzypadkowa. Każda kolejna kategoria oznacza mniej praw. Zmienić hukou – bardzo trudno. Układając plany życiowe, marząc, szukając pracy, partnera, trzeba uwzględniać kwestię hukou (czyli, zmieniając język, kwestię swojego urodzenia…), patrzeć realistycznie.

Partner życiowy z pekińskim hukou to marzenie milionów. Dostęp do niespotykanych nawet dla osób z nierolniczym hukou z innych miast przywilejów (bo przywilejami z reguły obejmowane są całe rodziny np. zatrudnionego w odpowiedniej jednostce, a kogo w niej zatrudniać, jak nie osoby z pekińskim hukou?). Ale gdzie ktoś z pekińskim nierolniczym hukou spojrzałby na kogoś z jakaś inną kategorią hukou ? No, ewentualnie może być hukou nierolniczy zamiejscowy, którym mogą się wykazać np. osoby przeniesione z polecenia państwowej jednostki pracy – danwei,, czy ogólnie osoby przenoszące się do Pekinu z bardziej nobliwych niż chęć zarobku, powodów (albo potrafiące nadać swym powodom taki nimb). “Zdobędę żonę z pekińskim hukou!” – odgraża się po pijaku Zhou Ziwu, przyjezdny do Pekinu handlarz fałszywymi pozwoleniami i dyplomami (ma licencjat z lokalnej szkoły wyższej ze swojego miasta, no ale kto weźmie do normalnej roboty przyjezdnego z takim hukou?), jeden z bohaterów powieści Pod niebem, pomiędzy ludźmi (czyli po prostu Ludzki świat) autorstwa Xu Zechena. Starszy o kilka lat kuzyn słucha pijanego z pijacką i braterską wyrozumiałością, ale i zdziwieniem: “ja w jego wieku nie byłem aż tak szalony, to chyba jednak rożnica pokoleń…”.

No więc trzeba patrzeć realistycznie. Także na swoją pracę, karierę. Jesteś z dajmy na to, Shaanxi, jedziesz do Kantonu. Pracujesz tam 10 lat. Przez cały ten czas masz obcy hukou, więc nie przysługują ci prawa, które przysługują Kantończykom. Ale obowiązki “przysługują”, jak każdemu pracującemu. Tak jak Kantończycy np. płacisz składkę ubezpieczenia społecznego. Po 10 latach wracasz do domu, gdzie hukou twój i rodzina twa. Składka jest nietransferowalna. Zostaje w kasie kantońskiej. Ty masz 10 lat mniej składki (ale w sumie i tak się ciesz, że w ogóle masz jakaś, ludzie z rolniczym hukou z reguły nie mają żadnej). Dzieje się tak na skutek wspomnianej już wyżej wysoce posuniętej decentralizacji centralizmu. Obie prowincje mają nieprzystający system ubezpieczeń. Obie prowincje muszą wykazać się generacją dochodu – bo to ich źródło legitymizacji w oczach Pekinu.

Trzeba patrzeć realistycznie i na chorobę. Kto ma wiejski hukou, ten za leczenie płaci krocie, no bo nie ma ubezpieczenia. Gdy zachoruje na przewlekłą, wymagającą leczenia szpitalnego chorobę, jako, że na wsi brakuje odpowiedniej opieki, może się właściwie tylko udać do miasta i poddać leczeniu na własne pieniądze. Że jest to właściwie niemożliwe, o tym chyba nie trzeb nikogo przekonywać. I kiedys już pisałam o moim spotkaniu z taką sytuacją.

Trzeba patrzeć realistycznie i na starość. Kto ma rolniczy hukou, ten z reguły nie jest objęty ubezpieczeniem emerytalnym. Druga z wielkich regulacji, które jak żadne inne, wpływają na ludzkie losy, czyli tzw. jihua shengyu, znana u nas pod nie do końca trafną nazwą polityki jednego dziecka, dla nich, dla ludzi z rolniczym hukou, czyni jeden z, bardzo licznych zresztą, wyjątków: rolnik może mieć więcej dzieci. To one są jego polisą ubezpieczeniową na starość w myśl odwiecznej zasady 养儿防老 – yanger fanglao: chować dzieci by mieć opiekę na stare lata.

Dzieci. Też trzeba patrzeć realistycznie. Masz rolniczy, nielokalny hukou, pracujesz w obcym mieście. Twoim dzieciom, jeśli zabrałeś/zabrałaś je ze sobą, z reguły nie przysługuje edukacja. Z reguły – bo rzecz jest zasadniczo w gestii danego miasta – w Pekinie edukacja przysługuje – jak podkreślają z dumą Pekińczycy. Jednak mali obywatele na wstępie są segregowani – dzieci osób pozamiejscowych z rolniczym hukou, krótko mówiąc dzieci nongmin gongów uczęszczać mogą jedynie, o ile się bardzo słono nie zapłaci (a że się nie zapłaci, to też chyba jasne) do specjalnych, wydzielonych, często położonych w niedogodnych miejscach szkół, które oczywiście mają poziom daleko gorszy od “zwyczajnych” stolicznych szkół. Można też zostawić dziecko u krewnych, tam gdzie jego hukou i przyjeżdżać do niego w święta.

Trzeba patrzeć realistycznie i na śmierć. W wypadku samochodowym na ulicy Pekinu giną dwie młode kobiety, kasjerki z supermarketu. Rodzina jednej z nich dostaje mniej niż połowę odszkodowania, które dostaje rodzina tej drugiej. Powód: dziewczyna miała rolniczy hukou. Mieszkała w Pekinie od 7 lat, tutaj pracowała. Jedna z regulacji dotyczących odszkodowań stwierdza, że to hukou różnicuje wysokość odszkodowania. W telewizji siostra “wiejskiej” ofiary wypadku mówi zdecydowanym głosem: “wszyscy są równi w obliczu prawa!” i wymachuje Konstytucją, żeby to ona za nią przemówiła. Sąd drugiej instancji odrzucił odwołanie. Szansa na pójście do trzeciej, na wskóranie cokolwiek w takiej sytuacji, jest właściwie już tylko teoretyczna. Sędzia jednego z pekińskich sądów, który rozstrzygał podobną sprawę: “w tamtej sytuacji zarządziłem odszkodowanie jak po osobie z miejskim hukou, ponieważ ofiara od wielu lat żyła w mieście i prowadziła typowo miejski tryb życia”. Ale to nie jest regułą.

No więc życie gnie się, nagina i ugina w konfrontacji z regułą. Z reguły nie krzyczy przy tym, nie protestuje. To znaczy może i cos tam mówi, może i trochę protestuje, ale kanały którymi niesie się po kraju głos, tych słów z reguły nie niosą (albo sami krzyczący nie wiedzą jak dobrać się do głośnika – patrz zjawisko 信息鸿沟 – digital divide). No, chyba, że, coś się dzieje i potrzebny jest element przyciągający w programie publicystycznym – jak ta siostra z Konsytucją. Albo, ostatnio – gdy pożar wieżowca w Szanghaju wygasł, po kilku dniach przypomniano sobie, ze oprócz tego, ze przyniósł śmierć kilkudziesięciu Szanghajczykom, przyniósł smierć i pracującym przy feralnej konserwacji nongmin gongom, obojętnie, czy przestrzegali czy nie przepisów bhp . I to była historia medialna na parę dni. Artykuły krzyczały: “nongmin gongowie to ofiary takie same jak wszyscy inni!”

No ale dlaczego o tym wszystkim piszę? Narzekać, żeby narzekać? A nie. W ostatnim Nanfang Zhoumo, na pierwszej stronie, wpadł mi w oczy wielki tytuł: “Reforma hukou w Chengdu”. Chengdu jest obecnie w trakcie procesu, który zakończy się zniesieniem dualnosci jaką pociąga za sobą system rolniczego i nierolniczego hukou. Niby w Chinach w ostatnich latach kilka miast i obszarów podjęło starania na rzecz zniesienia tego podziału, ale, sądząc po tym, co przedstawił czwartkowy Nanfang, nikt jeszcze nie poszedł tak daleko. Bo – jak zaznacza tygodnik – słowa w dokumentach obywateli zmienić łatwo, ale dobrać się do tego, co jest esencją hukou – czyli do dramatycznej różnicy pomiędzy wsią a miastem – trudno. Chengu poszło o wiele dalej, niż tylko zaoferowanie przyjeżdżającym do Chengdu-miasta z jego wiejskich rejonów opieki zdrowotnej i społecznej, niż danie im prawa do kupna mieszkań i do prowadzenia innych działań, które mają na celu stałe, pełnoprawne zadomowienie się w mieście. Chengdu zajęło się wyrównywaniem poziomu życia na wsi i w mieście – nie tylko poprzez regulacje prawne znoszące przeszkody w leczeniu, edukacji, pracy, ale i poprzez inwestycje na wsi – budowę wiejskich przychodni, szpitali, odnawianie szkół, dofinansowywanie uprawy ziemi, które dla rolnika stanowić ma jednocześnie fundusz emerytalny. Żeby ludzie, bez strachu o starosć, o chorobę, mogli wybrać, co i gdzie chcą robić (co oczywiscie jest rodzajem inwestycji, jako że Chiny obecnie np. rozpaczliwie potrzebują, żeby obywatele przestali sciubić na czarną godzinę i zaczęli konsumować).

Oczywiście, jako, że mówimy o Chinach – poszerzenie obszaru wolności wcale nie kłoci się z rożnymi formami centralizmu. Tygodnik kilkakrotnie podkreśla, że tak dogłębna i dobrze zaplanowana reforma mogła być wprowadzona w dużej mierze dlatego, że od początku do końca był za nią odpowiedzialny jeden człowiek, Sekretarz Li Chuncheng. To on mówi urzędnikom: “Jeśli nie widzisz, co mógłbyś zrobić dla unifikacji systemu hukou, to znaczy, że nie nadajesz się na urzędnika”. To on odwiedza wioski i na wyrywki pyta tamtejszych urzędników: “Jakby pan w 8 słowach określił, czym jest dla pana idea unifikacji systemu hukou“. Gdy wiejski urzędnik stoi z otwartą buzią, bo nie wie, jak odpowiedzieć wielkiemu Sekretarzowi z miasta, ten bez słowa odwraca się na pięcie i odchodzi. Jak podkresla – idealistyczny jak zawsze – Nanfang, jeden z tak zapytanych wiejskich urzędników, najpierw ze strachu, że Komisarz spowoduje jego zwolnienie, a potem z autentycznego przejęcia, studiuje idee i pomysły reformy i powoli odkrywa nie tylko korzyści dla wioski i jej mieszkańców, ale także odkrywa w sobie wyższą, urzędniczą świadomość. “Do tej pory byłem zwykłym chłopem ze wsi, od tamtego momentu zacząłem się przemieniać w prawdziwego, świadomego urzędnika” – podkresla. Wkrótce sam wysunie pomysły, jak udoskonalić reformę wdrażaną w jego wiosce.

Dlaczego Chengdu? Nie jest ani najbogatsze, ani problemy wynikające z dualizmu hukou nie są tam najbardziej palące. Dlaczego? Bo centralizm jest zdecentralizowany. Parę lat temu rząd centralny zaczyna rozważać reformę. China Daily daje tytuł: “Mieszkańcom wsi zostaną przyznane takie same prawa jak mieszkańcom miast”. Zachód podchwytuje i pisze, że Pekin już niebawem zniesie w Chinach system hukou. Tak jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy, jakie koszta w skali kraju niesie za sobą to, co stanowi o istocie zniesienia: ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, emerytalne, budowa szpitali etc. I ile i jakiej władzy leży w gestii władz lokalnych.
Kiedy i w jakim zakresie dualizm zostanie zniwelowany w skali kraju, nie wiadomo. Jedno jest pewne – Pekin niewątpliwie chce poznać lepiej korzyści i zagrożenia wynikające z ewentualnej reformy, zrobić (kontrolowaną a nie chaotyczną) burzę mózgów. Wyznaczył więc kilka “ważnych terytoriów i kluczowych obszarów”, które mają opracować szczegóły i zacząć wdrażać reformę, pośród nich właśnie Chengdu. Od tej chwili staranne przygotowywanie, aktywność, pomysły, kreatywność, staną się częścią legitymizacji władz Chengdu w oczach Pekinu. Na terytorium Chengdu wytypowane zostaje kilka wiosek, które mają zacząć wprowadzać nowy system opieki zdrowotnej, emerytalnej, dopłat do uprawianej ziemi etc. Postępy sledzą media, w tym i Nanfang.

Patrząc na to, nie sposób nie mieć skojarzeń z innym wielkim eksperymentem, sprzed trzech dekad. Reformy ekonomiczne Denga, które wprowadziły elementy gospodarki rynkowej (dzięki którym możemy dziś obserwować m in. właśnie zderzenie systemu hukou i olbrzymich ruchów migracyjnych w obrębie kraju), choć u nas kojarzą się głownie ze specjalnymi strefami ekonomicznymi i fabrykami, też zaczęły się tak naprawdę na wsi. Wybrano wówczas w tajemnicy jedną wieś, Xiaogang w prowincji Anhui, rolnikom, zobowiązanym do dotrzymania tajemnicy, pozwolono za zawieranie kontraktów na dostawy produktów rolnych, z których dochód miał iść bezpośrednio do domów (tzw. 家庭联产承包责任制). Wprowadzenie pewnego obszaru wolnosci ekonomicznej, gigantyczne zwiększenie plonów, wzbogacenie się rolników objętych sekretnym planem w końcu wyszły na jaw i stały się pierwszym przykładem nowej ery wielkich zmian. Dziś, przy uwadze mediów, na oczach wszystkich, odbywa się eksperyment w Chengdu. Jak mówi (używając 8 słów, tak jak chciał Sekretarz Li) w podsumowaniu artykułu jeden z ekspertów, spytany przez Nanfang o prawdziwe znaczenie reformy: “还权赋能, 农民自主” – zwrócenie praw, powierzenie możliwości, samodecydowanie rolników.

P.S. i koniec i bomba a kto czytał…temu bardzo dziękuję, bo to chyba jak dotąd najdłuższy artykuł na tym blogu.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

04

12 2010

15 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. 1

    Oj bardzo wciągający wpis, tak się wczułem, że mi obiad prawie wystygł. Polecam lekturę bo warto!

  2. PC #
    2

    Się człowiek naczekał na kolejny wpis, ale warto było :P

    zdecentralizowany centralizm => hehf xD

    Hukou => pokręcone to wszsytko niemożebnie… i w zasadzie jak system klasowy społeczeństwa niemal…
    Przeczytać o tym można, ale będąc wychowanym w innej kulturze ciężko sobie uświadomić to tak do końca…

    Hm… co tu dużo mówić…
    Bardzo ciekawy wpis Bxik – czy najdłuższy to ja nie wiem, ale podkreślam jeszcze raz bardzo ciekawy :]
    To ja dziękuję za wciągającą lekturę a nie !
    Pozdrawiam gdzieś spośród zwałów śniegu za oknami :)

  3. Andrzej #
    3

    @bxy – Serdeczne dzięki i gratulacje za poważne potraktowanie tematu!

    @PC i “pa wsiem”:

    Jako że Chiny nie są innym państwem, w porównaniu z krajami europejskimi, ale raczej innym kontynentem (niż Europa), jeżeli już nie zupełnie innym światem, musimy zdawać sobie sprawę z faktu, że hukou podziały społeczeństwa chińskiego należałoby raczej odnosić do bezgranicznego mnóstwa podziałów welfare w organizmie „zunifikowanej” Europy, które przeżyły jakoś bez wielkiego problemu „upadek granic wewnętrznych UE”.
    Gdyby nie te europejskie hukou, dwa miliony Polaków nie znalazłyby się „raptem” na zmywaku w Londynie…

  4. ril #
    4

    Bardzo ciekawy wpis. A czy w czasie wojny domowej były postulaty likwidacji Hukou w ramach realizacji idei równości (rozumiem, że wtedy wyglądało to inaczej, ale tradycja była)?

  5. aimier #
    5

    [Dziki Aplauz!]

    PS Moglyby sie tam pojawic dwa slowa o losie zwierzat takich jak mrowki (蚂蚁)i slimaki (蜗牛), ktorych los (bedacy wpadkowa m.in. oddzialywania hukou) ostatnimi czasy jest nieco gorszy od losu nongmingow, ale… w ograniczeniu dopiero znać mistrza :D

  6. bxy #
    6

    @ Aimier – czytasz w moich myslach – szykowałam na następny wpis – z wykorzystaniem wypowiedzi osób realnych (znajomi i nieznajomi) jak i fikcyjnych :-)
    @ Ril – przy Twoim pytaniu uswiadomiłam sobie, jak bardzo przesiąkłam tutejszą propagandą – musiałam się sekundę zastanowić, co to za wojna, o której mówisz :-) Nie wiem, czy były takie postulaty, choć szczerze mówiąc, nie sądzę. Wtedy inne rzeczy na wsi jawiły się jako prawdziwe ograniczenia praw chłopów. Poza tym dopiero wystąpienie paru czynników m in. pojawienie się jakiegokolwiek socjalu, potrzeba i możliwosć moblinosci ukazują, że system jest czyms więcej niż systemem rejestracji.
    @ xthelem, PC, Andrzej – dziękuję. Wpis starałam się faktycznie potraktować poważnie. Ale co tam jakis wpis. Mógłby kto, jesli umie, sagę narodową napisać z motywem hukou.

  7. Andrzej #
    7

    @bxy

    A gdyby tak o zakłamaniu wewnętrznym hasła Egalite’, tudzież odwiecznej, naturalnej potrzebie podziałów (Wschód-Zachód, Male-Female, moje-twoje, niebo-ziemia, Zhang-Shui…), bez której nie ma mowy o zarządzaniu (Divide et Impera)…
    Tych 20 milionów milionerów, którzy zabierają się do rządzenia resztą świata…
    Może jakiś wywiad z milionerem bardzo niepolskim?
    Przepraszam, że pozwalam sobie na sugestie, ale już taki jestem, zimny drań :)

  8. alus #
    8

    Rewelacja. Oby jak najwięcej wpisów. Coraz więcej osób jest zainteresowanych kulturą tego kraju i językiem. Jest tak odmienny od tego co znane, że warto się w to na pewno zagłębiać jak najwięcej…

  9. szpak #
    9

    Super wpis. Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy z takich “regulacji”. Nie bardzo natomiast rozumiem przesłanie tego artykułu w Nanfang Zhoumo. I odebrałem go, być może błędnie, jako wołanie o równość. Z dość jednoznacznym podkreśleniem dobrodziejstw płynących z państwowych regulacji odnośnie emerytur, szkolnictwa i służby zdrowia. Dobry żart. W kontekście tego co się właśnie dzieje na całym niemal świecie. Czyli obserwowanego właśnie upadku tych państwowych “dobrodziejstw”, opartych głównie na zasadzie “płacisz teraz i coraz więcej, a dostajesz figę z makiem okraszoną nieustanną troską polityków o Twoje dobro”. Być może w Chinach obecnie tego jeszcze nie widać. Ale w końcu po intelektualistach można by się czegoś więcej spodziewać. Za parę lat będzie to jeszcze bardziej oczywiste. Nie sądzę jednak, by to czegokolwiek nauczyło pięknoduchów. Jeśli oczywiście to płynie z serca, a nie z polityki. Z rozumu z pewnością nie, bo w tym artykule go jak na lekarstwo, mam wrażenie.

  10. Jacek #
    10

    bxy: czekam na ciąg dalszy!

  11. Andrzej #
    11

    @bxy – @Mikroblog

    Mnie tak raz urządziła jedna fryzjerka w Changsha.
    “Zagadała się”, a później usprawiedliwiała słowami:
    “no bo… ja nigdy takich delikatnych włosów w ręku nie miałam, no to chciałam i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze…”

  12. bxy #
    12

    @ Andrzej – nie mam w sobie zapędów programowego demaskatora wszystkiego i wszystkich… co do włosów – fryzjer “się zaciął”, bo “nie wiedział, że z laowajem można tak miło pogadac”. Miły komplement, a schodek na włosach już trochę odrósł.
    @Alus – dziękuję bardzo, chciałabym więcej pisać, ale zwyczajnie nie mam kiedy…
    @ Szpak – jesli chodzi o “dobrodziejstwa” – obecnie wprowadza się w Chinach nowy rodzaj ubezpieczenia zdrowotnego dla rolników, które wygląda tak, że płaci się 10 yuanów rocznie i w zamian otrzymuje się prawo zwrotu połowy kosztów leczenia szpitalnego. Tylko, że…nawet ta połowa, jesli chodzi o poważne choroby wymagające hospitalizacji najczęsciej jest poza zasięgiem finansowym rolników, poza tym ten “kontrakt” nie rozwiązuje największego problemu – poziomu i dostępnosci leczenia “pierwszego kontaktu” – a w konsekwencji i diagnostyki. Entuzjazm Nanfanga odbieram jako podziw dla patrzenia na problem hukou całosciowo, “od podstaw”. Cóż, ja tam myslę, że psioczyć na system ubezpieczeń łatwo, gdy…się go ma. My tutaj mówimy o sytuacji w której człowiek ubogi nawet nie próbuje zdiagnozować choroby, jedyne co może zrobić – i robi – to położyć się i czekać. Nanfang jest idealistyczną gazetą -to jest jasne. Natomiast wprowadzający reformę kierują się ekonomiczną kalkulacją – Chiny potrzebują uwolnić ludzi od chociażby czesci lęków, a w konsekwencji uwolnić ich oszczędnosci ku konsumpcji.

  13. Andrzej #
    13

    @bxy

    Dopóki dasz ponownie znak życia, mógłbym spóźnić się z życzeniami świąteczno-noworocznymi.
    A to by była dla mnie strata niepowetowana…
    Życzę Ci końskiego zdrowia oraz….(a Ty sobie podopisuj do woli, bo nie ma nic gorszego od narzucania komuś naszych gustów, śmiechów, uśmiechów, cnót i grzechów…).
    A wszystkim z naszego towarzystwa wzajemnej adoracji, aby nam jakoś wyszedł ten nadchodzący 2011-ty…

  14. bxy #
    14

    Andrzej, bardzo dziękuję, to dobre życzenia, Tobie też życzę, żeby się spełniało, to, czego chcesz. A co do pisania, to chyba niezadługo napiszę, bo jak się powiedziało 1 to trzeba powiedzieć i 2

  15. szpak #
    15

    Dołączam się do życzeń. Końskie zdrowie to solidne życzenia :) Wszystkim nam się przyda, zupełnie niezależnie od tego czy się czeka na cud, lżejszym o przymusowe składki zdrowotne, w niekończącej się kolejce, czy też bez tego “przywileju” i bez kolejki. W sumie to podobne trochę do totolotka. Masz rację. Chodzi, jak zawsze o sprzedaż iluzji czyli nadziei. 10 yuanów na rok to pewnie niezbyt wygórowana kwota i zapewne zdecydowana większość ją chętnie zapłaci. Problem w tym, kto do tego dopłaci :) Ale rozumiem, że to problem na później, czyli pod dywan. Chińczycy szybko się uczą :)



Your Comment