Karaluch a sprawa pekinska

 

Budzi mnie dzwonek domofonu. A scislej mowiac, jego sielankowa melodyjka, ktora, jakby sprobowac przelozyc ja na slowa, brzmialaby: “och, juz teraz wszystko dobrze, przyszla ta osoba, dotarla szczesliwie po burzach i naporach swiata zewnetrznego, do przystani zawinela, witamy w domu, bedziecie sobie siedziec, pic herbatke z rozowych kubeczkow etc….” Wypelzam z loza, biore sluchawke. “Pani LL przyslala mnie tu do sprzatania” - mowi damski glos. Dobrze, zgadza sie mniej wiecej, LL, wlascicielka mieszkania, mieszkanie ma potrzebe bycia wysprzatanym, wejdzze, dobra kobieto.

Na korytarzu jest ciemno, na korytarzu jest ponuro jak w wiezieniu, na korytarzu na srodku psychodelicznie dynda opajeczona zarowka na kabelku. Pani od sprzatania weszla juz przez drwi wejsciowe, na ktorych wisi kartka z tekstem (tlum. bxy):

“Szanowny mieszkancze, gdy mieszkaniec szanowny bedzie wyprowadzal swego psa na spacer, niechaj baczy, aby pies ow nie siusial na opony, karoserie zaparkowanych na osiedlu samochodow, gdyz to je uszkadza”.

Ja szamocze sie z drzwiami wejsciowymi do mieszkania. Pani od sprzatania nacisnela juz guzik windy (przy guziku: “Szanowny mieszkancze, niechaj mieszkaniec usilnie stara sie nie wyrzucac niedopalkow przez okno, gdyz, spadajac na dachy zaparkowanych pod blokiem samochodow, niszcza one tychze samochodow karoserie, mieszkaniec wyrzucajacy bedzie pociagniety do opowiedzialnosci”. przyp. bxy: “tratatata”). Ja wciaz szamocze sie z drzwiami. Ona wysiadla juz z obskornej windy z…windziarka (polityka pelnego zatrudnienia, pani windziarka ma tam krzeselko, wentylatorek-wiatraczek i naciska takie normalne guziki jak to w windach i ladnie sie usmiecha), stoi pod drzwiami, z ktorymi ja sie mocuje. Wyobrazam sobie ja, jak stoi tam w egipskich ciemnosciach z kublem, szczotkami, szmatami i plynami do szorowania. Moze ma chustke na glowie? A ja glupi laowai, klasa prozniacza, do poludnia spiaca,  kilka dni wczesniej prozniaczo z Europy samolotem lecaca (jetlag), nie umiem nawet drzwi otworzyc. A czlowiek pracy stoi. Drzwi puszczaja. A mnie zatyka. Przede mna stoi pani w srednim wieku w bluzce z cekinami, spodniach w kancik, w sandalkach na obcasie. Ma pelny makijaz, koczek ze spineczkami i …lakier na paznokciach. Czego nie ma? Kubla, szmaty i w ogole niczego czym by mozna bylo sprzatnac cokolwiek.

Wchodzi do kuchni. Znajduje pod zlewem jakis martwy recznik, moczy w wodzie i wyciera leniwie stol, stannie omijajac zdechle pol ziemniaka lezace na blacie. Przecieram oczy. Na ustach pociagnietych czerwona szminka, w wytuszowanych oczach wyraz jakby to bylo…no jakby to bylo wszystko normalne.

Mieszkanie to znalazlam trzy dni temu. Zanim na nie trafilam, spedzilam poltora dnia chodzac po osiedlu wysokosciowcow, ktore z zewnatrz wygladaja jak apartamentowce, a w srodku maja rzeczone dydnajace lyse zarowki rzucajace cienie na obdrapane sciany i betonowe podlogi korytarzy. Naogladalam sie pokoikow wielkosci szafy, pokoikow ciemnych, pokoikow drogich, pokoikow tak brzydkich, tak przygnebiajacych, ze bezwiednie zaczynalam szukac zapadni w podlodze.  By obejrzec dwa z pokoi, wykurzylam z lozek lacznie trzy osoby. Jesli chodzi o te dwie ostatnie, chyba beda niestety mialy traume. Pod koniec dnia, gdy porzucilam juz wszelkie nadzieje, zaczelo sie przejasniac. Najpierw jasne, ladne mieszkanie nr 1. Zamieszkane jednakowoz przez 4 chlopa. Z Anglii, Niemiec, Szwajcarii i Austrii. “Uciesza sie, jak Cie zobacza” – powiada wlasciciel. Nie wiem czemu, ale zaczyna mi sie rysowac przed oczami obraz 4 blondynow w zielonych filcowych kapelusikach z piorkiem. Tak, juz, na pewno, poczekajcie tylko chwilke, chlopaki.

W mieszkaniu nr 2 wlasnie siedze.  Wielki, jasny pokoj, balkon (na hakach od stelaza na pranie zamontuje wkrotce TO:  no sami powiedzcie, ile osob w Pekinie moze miec TO na balkonie? He? Dzis zamawiam). W mieszkaniu nr 2 mieszka tajska Huaqiao (czyli Chinka urodzona tamze) i Koreanka. W mieszkaniu nr 2 mieszkaja tez karaluchy. “Ja nie moge zabijac, jestem buddystka” - powiada Tajka. “Ja tez nie moge, buddystka jestem” – mowi niewinnym glosikiem Koreanka. I wreczaja mi zabijacz, zebym ja sobie na odplate zarobila. O juz, na pewno. Drogie dziewczeta, co jest osia buddyzmu? Zrozumiec, ze kazdy skutek ma swoja przyczyne. Skutek to karaluchy w mieszkaniu. Przyczyna? Bo macie syf w kuchni. Idziemy we trzy do pobliskiego supermarketu, kupujemy plyny do mycia, chlory, rekawice i inne. Dziewczeta dziwia sie, ale nic nie mowia. To bylo wczoraj. W nocy, gdy bezsennie szwendam sie po mieszkaniu, widze jedna z buddystek w pizamce w misie z kubeczkiem z mydlinami w reku, chlapiaca na lezacego lapkami do gory i ruszajacego juz tylko jednym wasem karalucha. “Starsza siostra CLY (druga buddystka z pokoju obok) mnie nauczyla” - mowi niewinnym glosikiem. Gdy o 11:30 zwlekam sie z potwornym bolem glowy (jetlag!) i ide do kuchni, moj wzrok pada na druga z buddystek. “Dzis kupimy 硼酸 (kwas borowy) – oznajmia jeszcze bardziej niewinnym glosikiem, jakby masazystka prosila o rozluznienie, bo bedzie kark masowac – to taki proszek, posypiemy o tutaj przy rurze, za zlewem, przy kuchence i wszystkie beda – o tak” – buddystka robi gest lezenia na plecach z lapkami do gory. Dzis sprzatam living room. W przeciwienstwie do umalowanej sprzatajacej ayi z wczoraj, zamiast jezdzic szmata dookola stojacych tam figurynek Mile fo (Budda Maitreya) , podniose je i zetre kurz takze i spod nich. Pozdrowienia z Pekinu (tego zlego rekinu – jak dodawal Baranczak).

P.S. Moi drodzy stali Czytelnicy, wybaczcie, prosze. Po prostu. I dziekuje.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

02

09 2010

30 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Yao #
    1

    Bxy, to Twój domofon nie gra “Dla Elizy”???!!! To zaskakuje mnie bardziej niż dyskusyjne kompetencje pani przysłanej do sprzątania (jeden z ulubionych tematów narzekań przedstawicieli klasy próżniaczej w Chinach), choć opis sugeruje, że nie była to zawodowa “ayi”.

  2. 2

    Bxy… swietnie ze znow napisalas. Super sie ciebie czyta. Jak dlugo tym razem w Pekinie?

  3. Jarek #
    3

    Cześć Kasiu!
    przez jakiś czas tu nie zaglądałem i teraz widzę, że wiele zmian u Ciebie. Powodzenia w nowym miejscu.
    Jarek

  4. A. #
    4

    Jestem pod wrażeniem nowego podejścia do roztoczy. To chyba ten pekiński wenming ;-)

  5. YLK #
    5

    Pierwsze, co poczulem dzis wychodzac z terminala w Pekinie, to smrod powietrza. Potem zobaczylem to szare niebo przez brudne szyby szybkiej kolejki, a potem zrobilem trase pod Changping w tumanach pylu, przejezdzajac kolo stert smieci, gdy zmeczone popoludniowe slonce probowalo bezskutecznie przebic sie przez szarosc nieba.
    Wyrazy wspolczucia bxy.
    I zdradz prosze, co to jest TO, ktore bedzie wisiec u Ciebie na balkonie….

  6. Andrzej #
    6

    Coś się obawiam, że, jak na razie, TO co Jej wisi na balkonie, i nam nie łopocze. Na wietrze…

  7. PC #
    7

    Noooo…. moze wybaczymy… trzeba sie zastanowic ;)

    To to mieszkanie 2 to to docelowe? Czy się mylę się i to jakieś tymczasowe?
    Hamaczek PRO! =]

    Długo Cię nie było, ale w końcu… ! No!! :D
    3m się!

  8. 8

    Bxy, wiem o czym mówisz z tym poszukiwaniem 4 ścian. Ja sam tyle miałem przejść z mieszkaniami w Chinach i niekompetentnymi agentami, że pewnego dnia postanowiłem otworzyć własną agencję nieruchomości w Szanghaju…

    A teraz kilka porad co do karaluchów (miałem je dwa czy trzy mieszkania temu):
    1. Najlepiej się z nimi zaprzyjaźnij bo całkowicie się nie da tego dziadostwa wytępić. Chyba, że do akcji przyłączą się wszyscy sąsiedzi z bloku…
    2. Da się za to mocno ograniczyć ich populację:
    - zdezynfekuj i dokładnie wyczyść w szczególności kuchnię i łazienkę
    - podpal bombę dymną. Coś jak kadzidło, zabija wszystko co oddycha więc trzeba wyjść z domu na parę godzin.
    - kup trutkę / domki na karaluchy i przyklej w miejsca gdzie się pojawiają
    - można też użyć specjalnej kredy na progach itp. Przykleja się ona do karalusich nóżek a one padają po ich oblizaniu. Nota bene została ona zakazana w USA i innych krajach po tym jak ją pare dzieci zjadło…
    - po gotowaniu trzeba wszystko od razu wymyć, a resztki jedzenia szczelnie zapakować by nie wydzielały zapachu
    - trzeba też sprzątać padłe karaluchy. Raz mi się nie chciało i rano miałem kolonię kilkudziesięciu maluchów na podłodze…

    Gdyby mieszkanie było na własność, poradziłbym uszczelnienie wszystkich dziur i szpar. A tak w ogóle to się nie przejmuj, szczurza rodzina w podsufitce to jest dopiero wojna ;)

  9. aolan #
    9

    czyżbyś mieszkała na wang jing w Pekinie – tam to jest plaga karaluchów… mieszkałam tam jak studiowałam na pekińskiej ‘asp’, mini Seul :P dobre knajpy z koreańszczyzną – polecam. gdybyś była w pobliżu to polecam koniecznie zwiedzenie tzw ’798′ (qi jiu ba) – dzielnicy artystycznej (stare hale przemysłowe przerobione na galerie)

  10. bxy #
    10

    @ Yao – w nas jest jeszcze troche ducha, bo od tej pory wzielysmy sprawy we wlasne rece. Np. Koreanka juz 3 dzien znosi jakies butle z plynami i proszkami o milusich nazwach: 硼酸,甲酚。。。mam nadzieje, ze jak sie to polaczy z tym, co ja znosze, nie nastapi cos niefajnego.
    @ Witek, PC – ja nie wiem, na ile ja tutaj, ale mieszkanie docelowe
    @ Blunatik – ad. punkt ostatni Twych (cennych, dziekuje!) rad – wiesz co, ja do tej pory myslalam, ze martwiaki lepiej zostawiac, zeby wzmagaly groze u tych jeszcze zyjacych, ale po tym, jak przeczytalam Twoj komentarz poszlam do kuchni- a tam, a jakze, z martwego karalucha wlasnie wychodzi okolo 20 malych. Niesamowite – bardziej jakby w stylu osmego pasazera. Wiesz, ja sie ich nie brzydze,mam trening po Tajwanie i Azji Poludniowej gdzie sa wielkosci zaby i lataja, troche moze byc, ale tutaj robily sie zuchwale…
    @ YLK, Andrzej – TO hamak, no hamak, juz do mnie jedzie
    @ aolan – nie, nie, ale wybieram sie…
    @ A. poprzedni pasazerowie byli Harbinczykami i to oni wyhodowali te farme…
    @ Jarek – mocne sciski dla Was wszystkich!

  11. Jacek #
    11

    @ Bxy: bo Koreanka zdobyła Die Wunderwaffe na karaluchy ;-)

  12. Niamey #
    12

    Pekin może i jest brudny, może i zadymiony, ale to taka moja pierwsza miłość, więc zazdroszczę bardzo, bo wystarczyło, że wczoraj wyrwałam się na jeden dzień do Pekinu i jakoś tak mi lżej i weselej na duchu się zrobiło :)
    A swoją drogą, to chyba bym wolała rodzinę szczurów niż karaluchów

  13. bxy #
    13

    Sytuacja zmienila sie. Po tym, jak zlalysmy z Koreanka cale mieszkanie odkazaczem, ktory przytargala, wolalabym karaluchy, szczurza rodzine, a nawet karaluchy i szczurki tanczace razem w koleczku. Wszystko, tylko nie ten straszny, potworny wrecz smrod
    @ NIamey – a skad sie wyrwalas?

  14. Niamey #
    14

    Z Tianjinu, więc nie miałam jakoś szczególnie daleko.

  15. PC #
    15

    Widzisz… ciężki jest żywot odpluskwiarki i deratyzatorki…
    Na opakowaniu chemikalium nie było nic o efektach ubocznych? xD

    Nie martw się – może znajdą się gdzieś jakieś maski gazowe pod kolor oczu? ;)

    [A tak serio to się nam nie zagazuj, bo nie będzie nam miał kto opowiadać o Pekinie i by było szkoda...]

  16. Niamey #
    16

    Koleżanka mówiła, że u niej jeszcze przez 10 lat ciągnęło tymi antykaraluszymi środkami, ale nikt się nie zatruł, więc bądź dobrej myśli :)

  17. Andrzej #
    17

    Każda miłość kosztuje…

  18. Jarek K #
    18
  19. Andrzej #
    19

    @Jarek K

    Warto pójść tym śladem.
    Może to jeszcze jeden argument dla uznania wyższości “brudnego” Wschodu nad “czystym” Zachodem?

  20. Jarek K #
    20

    Własnie – w zeszłym tygodniu jechałem samochodem przez niemieckojęzyczną Szwajcarię i zastanawiałem się co jest nie tak z tym co sie przesuwa za oknami – wreszcie mnie olśniło – te wariaty ostrzygły kosiarkami i swoimi nestle-krowami całą trawę – zbocza gór, leśne polanki, pobocza dróg, nasypy widuktów, wszystko. Po doprowadzeniu do klinicznego porządku swoich miast i domów zabrali się za przyrodę popaprańcy. Mając wybór pomiędzy teutońskim porządkiem i mieszkankiem Bxy w pakiecie z karaluchami (nie wspominając o azjatkach) :) wybieram to drugie (oczywiście nie wymuszam zaproszenia – to czysta spekulacja – nothig more)

  21. YLK #
    21

    @Niamey – wiesz, wszystko zalezy od tego, z czym sie Pekin porownuje. Nie dziwie sie, ze przy Tianjinie niezle sie prezentuje. Ja mam nieco inne odniesienie.
    Tobie tez wspolczuje…;)

  22. bxy #
    22

    @ Jarek K – jesli dobrze zrozumialam idee artykulu, to nie ZYWE karaluchy przyniosa wybawienie…ale substancja wyekstraktowana z karaluszych mozdzkow. Ktotko mowiac mam zaczac kolekcjonowac glowy (skalpy?)…
    @ Jarek K po raz drugi- w Chinach czasem jest jeszcze gorzej – te wariaty powycinaly cale wzgorza lasow, tak, ze wsrod pienkow widac tylko tabliczki “chron lasy” i pozawracaly kijem rzeki…
    a propos mieszkania – od paru dni mamy jeszcze…Madagaskarke. Piekna dziewczyna!
    @ Andrzej – wlasnie sie zastanawialam, na jakim etapie jest obecnie moja milosc do Chin i czy ja je w ogole jeszcze postrzegam jako OBIEKT.
    @ wszyscy – chyba musze tu dolozyc jeszcze mikrobloga. Na takie rozne blyski: np. na jednej trzykolowce z ktorej sprzedaje sie ksiazki “mein kampf” (po chinsku). Trzy metry obok, na innej trzykolowce – dziennik Anny Frank – tez po chinsku.

  23. Jarek K #
    23

    Wiem, że to okrutne ale chyba lepiej dla nas czytelników, gdybyś nie jeździła do Ojczyzny. Wpisy z Niej i bezpośrednio po powrocie sprawiały wrażenie jakbyś własnie wróciła z kolacji z Jadwigą Staniszkis, ale widzę że chińska Bxy wraca w wielkiej formie. Co do zwiększającej się populacji różnokolorowych współmieszkanek – i tak wolę oko z obrazka , pójdę się przejść z moim chińskim psem, żeby wyobraźnia przestygła.

  24. Jarek K #
    24

    Przepraszam za być może nie uzasadnioną krytykę i za zbyt osobisty wpis – zawsze powinienem przeczytać co napiszę – czasem przydałaby się korekta – obiecuję poprawę

  25. Jarek K #
    25

    zwłaszcza, że nie z przymiotnikiem powinienem połączyć :) – ale mojej okropnej dysgrafii już pisałem – przepraszam

  26. Andrzej #
    26

    No to ja się przyłączę do deprawacji bxy sugerując niniejszym, iż, zamiast tracić czas w Ojczyźnie, przy następnej okazji podrzuci ją, całą i kwitnącą, pingwinom na pożarcie, w jakimś Parku Ludowego Wniebowzięcia.
    Chińczycy się budzą, a tu… Pingwin Biały w godle.
    W rogatywce.
    Czegoś takiego to im nawet CIA nie wymyśli…

  27. Niamey #
    27

    @YLK nie ma mi co współczuć, przyjechałam tu na własne życzenie. Poza tym ja jestem z tych, którzy na przestrogę “nie jedz mięsa ze straganów, bo jest z robakami” odpowiadają: “eee tam, ogień wszystkie zabije”;) Wszystko zależy też pewnie od tego jak głęboko akceptuje się, bądź odrzuca uniwersalną prawdę “Chiny śmierdzą”. Zawsze miałam dużą słabość do stoicyzmu, a to zdecydowanie pomaga.
    @bxy – z tymi książkami to pewnie chodzi o to, że przecież trzeba znać argumenty obu stron :D
    Swoją drogą, poczucie największym różnic kulturowych wcale nie budzą we mnie Chińczycy, ani nawet małe chichoczące Japonki, tylko dziewczęta z Gwinei Równikowej – mam wrażenie jakby tworzyły jakąś osobną przestrzeń mentalną, do której nie mam dostępu.

  28. Romek #
    28

    Nareszcie kolejny wpis :) Nie mówię tego z wyrzutem, a raczej z nadzieją, że jak już wróciłaś do tych naszych ukochanych Chin to będziesz pisać tak często, jak w zeszłym roku.

    Ja sam niedawno zacząłem chińskie studia o profilu biznesowym w Rotterdamie i nie mogę się doczekać przyszłego roku i przeprowadzki do Chin :]

    Powodzenia z Pekinem!!

  29. bxy #
    29

    Jarek K – jak to – kolacja ze Staniszkis?? Czy ja powiedzialam cos w stylu: “nomadyzacja frakcyjnosci wladzy sieciowej”? Wiesz, w czasach studenckich zdawalam u prof. Staniszkis egzamin. I poniewaz nie bardzo rozumialam, o co chodzi w jej wykladach (ona stoi tylem do ludzi, kresli na tablicy jakies kolka i kreski i np. rysyjac romboid z krzyzykiem w srodku mowi: “no i wlasnie przeniesienie algorytmizacji sieciowosci w kierunku…” – kresli linie falujaca nad romboidem – “…niestabilosci tranzycyjnosci, tutaj prosze zwrocic uwage na pewne relacje ze sredniowieczem…” – i rysuje kwadrat obok) to poradzono mi, zebym na egzaminie, zaraz po uslyszeniu pytania, jakkolwiek dziwnie by nie brzamialo, powiedziala: “no wlasnie, nasuwa sie tu interesujaca paralela z Wietnamem, z ktorego wlasnie wrocilam”. I dalej rozmawia sie juz normalnie o Wietnamie. Podzialalo!
    @ Romek – powiedz cos wiecej o tych swoich studiach!

  30. Jarek K #
    30

    Bxy – :) :) ;) – jak wyżej – wróciłaś w wielkim stylu



Your Comment