Koreańska fala i samotność otaku

 

Koreańska fala (韩流 – hanliu, koreański – hallyu)to szał na koreańską kulturę popularną (głównie modę, seriale, muzykę), który od paru lat trzyma i nie puszcza Azji Wschodniej. Jak dla mnie hallyu/hanliu skupia jak w soczewce wszystkie wielkie tematy Azji Wschodniej (wojna, nienawiść i urazy do Japonii, wieczne dyskusje, kto co od kogo czerpie i co z tego wynika, strachy przed “westernizacją“, azjatyckie nacjonalizmy czy relacje rynek-państwo) i ukrywa je (niezbyt głęboko) pod warstwą kolorowej jak cukierki muzyki, mody, k-dram (seriali), na widok bohaterów których mdleją Japonki w średnim wieku. Ale o tym kiedy indziej, a może mocodawca zgodzi się, żebym tekst o hallyu, który właśnie skończyłam, umieściła także i tutaj (znajdzie się w materiałach edukacyjnych do gimnazjów i liceów wysyłanych do szkół, więc nie będzie jakoś specjalnie dostępny).

Ale jest jeszcze inna koreańska fala, której nie sposób przeoczyć zwłaszcza tutaj, w okolicach uniwersytetu. Na 6 tysięcy zagranicznych studentów mojej uczelni ponad 4 tysiące to Koreańczycy. Na ulicach są dwujęzyczne napisy, koreański słychać niemal równie często co chiński. Ja sama chodzę do koreańskiej szkoły na kurs przygotowawczy do zaawansowanego HSK (taki chiński TOEFL). Koreańscy szefowie, koreańskie napisy (sama już nie wiem, jak w ogóle mi przyszło do głowy że to szkoła i że na coś mi się przyda), koreańscy pracownicy piją z puszek koreańskie napoje. Chińska nauczycielka, jedna Polka i koreańscy uczniowie (chłopaki w wieku 19-23 lata).

Co tu robią? Czy dostrzegli ważność stosunków z Chinami? A może żywią specjalne zainteresowanie dla Chin czy chińskiego?

Oczywiście wielu z obecnych tutaj Koreańczyków tak. Tak jak moja znajoma Hana, która mówi świetną chińszczyną, skończyła w Korei sinologię, ma stypendium, jest tutaj na stosunkach międzynarodowych i jest wzorem pilności i sensu.

Jednak znaczna część jest tu z innego powodu – nie dostali się na studia w Korei, lub w miarę jak kończyli szkołę średnią coraz bardziej stawało się jasne, że projekt, któremu poświęcono mnóstwo pieniędzy, czasu, wszystkie ambicje i oczekiwania rodziców i właściwie całe dzieciństwo ucznia – czyli dostanie się na uniwersytet – nie ma szans powodzenia. Trzeba ingerować zanim młody człowiek upadając, roztrzaska się o bruk. Albo wysłać już rozstrzaskanego gdzieś daleko.

W zgodnej opini moich koreańskich znajomych nie dostanie się na studia oznacza po prostu śmierć społeczną, porażkę totalną, nieudany eksperyment. Nie tylko samej jednostki – oczywiście stanowi też plamę na wizerunku rodziny. Wysłanie takiego “nieudanego” dziecka tutaj jest jedynym sposobem na uniknięcie utraty twarzy, ale i szansą na uratowanie nieszczęsnego. Pozbiera się, nauczy się języka, wydorośleje. A pewnie i na uniwersytet dostanie. Zagranicznym (wnoszącym zupełnie inne stawki niż Chińczycy) studentom łatwiej (niż Chińczykom) się tu dostać na studia, no i można powiedzieć, że dziecko “studiuje za granicą”. Czyli sytuacja opanowana, największe niebezpieczeństwo jakoś zażegnane.

Patrząc na moich młodszych kolegów z kursu na HSK nie mogę jednak oprzeć się strasznemu wrażeniu, że oni (a może wraz z nimi znaczna część obecnych tutaj młodych Koreańczyków) i tak skazani są na porażkę, że zarówno to, co się stało w Korei, jak i życie, które prowadzą tutaj, to rana nie do zagojenia.

Ci 19-, 20-latkowie po raz pierwszy w życiu znaleźli się poza kontrolą rodziców – do tej pory organizująch im życie w najdrobniejszych szczegółach, wyręczających ich we wszystkim, aby tylko się uczyli, aby powiódł się “projekt uniwersytet”. Rodzice wysyłają pieniądze – nie tak wcale duże w porównaniu z tym, co (by) władowali w dziecko w Korei, ale wystarczające do rozpoczęcia życia bez żadnego zakotwiczenia, bez podziału na dzień i noc, obowiązek i rozrywkę. Moi młodzi koledzy z kursu balują w nocy, śpią na lekcjach, przydeptują niedbale nowiutkie buty za kosmiczne pieniądze, robią pracowicie dziury długopisem na wyświetlaczu komórki, spędzają kilka godzin dziennie na grach komputerowych. I rozwijają różne niepokojące nawyki.

Jeden z nich po tym, jak i tutaj dwukrotnie nie udało mu się dostać na uniwersytet (biedny chciał zetrzeć winę i dostać się na Beida – najlepszy uniwersytet Chin – nie mogło się udać) stał się 宅男 (chn. zhainan, z japońskiego otaku) - osobą, która nie wychodzi z domu/pokoju przez kilka miesięcy, a nawet lat. Gdy wreszcie wyszedł, był (i nadal jest), patologicznie otyły, nie wygląda na swoje 23 lata, tylko na 33. Teraz chodzi na ten kurs, mówi dobrą chińszczyzną, widać, że jest inteligentną osobą, ale jego główne zajęcia to nadal jedzenie i oglądanie telewizji.

Drugi, 19-latek, wiecznie śpi na lekcji i tylko od czasu do czasu budzi się, żeby powiedzieć coś nie na temat (najczęściej, jak zepsute radio, wypluwa z siebie jakieś strzępki sensacyjnych wiadomości, typu “a wiecie, że urodziło się dziecko z zarodkiem swojego syjamskiego brata bliźniaka w brzuchu?” po czym dodaje sam do siebie z tym super silnym koreańskim akcentem “naprawdeaeaeae” i ponownie zasypia. Po czym po kilku minutach budzi się i pyta nauczycielki: “Czy mąż jest dla ciebie dobry?”). Dziś poczułam bezmiar jego nieszczęścia, gdy trzeba się było wypowiedzieć na temat: “Czym jest stres i jak z nim walczysz?” (HSK ma to do siebie, że ocenia się tam zdolność gadania i pisania banałów). Chłopak, gdy już go dobudzili, pomilczał chwilę i powiedział: “Obcinam włosy, albo je farbuję. Nawet 5 razy w tygodniu”. Oczywiście po tym nastąpił dziki wybuch śmiechu zgromadzonych i pytania o powody. A on wtedy odpowiedział: “wtedy wyglądam jak ktoś inny”.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

23

09 2009

8 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. pieprz #
    1

    Jeszcze załapię się do pierwszej trójki komentarzy! Świetny blog, naprawdę. Nigdy nie interesowałem się krajami azjatyckimi, ale to co piszesz jest naprawdę ciekawe. Powodzenia!

  2. bxy #
    2

    Dziękuję z całego serca i zapraszam. To zupełny debiut i
    bardzo się cieszę, że podoba się nie tylko (niejako z urzędu;) najbliższym znajomym. Ciekawa jestem skąd się o blogu dowiedziałeś?

  3. Jarek #
    3

    Cześć Kasiu, dziękuję za info o blogu. Czytam w wolnych chwilach. Świetne teksty. Tylko tak dalej. Pozdrowienia od Małgosi.
    Jarek

  4. bxy #
    4

    Jarek, jak będziecie mieli jaką większą wolną chwilę, to po prostu przyjedźcie, na własne oczy zobaczycie, co się święci!

  5. pieprz #
    5

    O blogu dowiedziałem się dzięki Lan, która prowadzi bloga lanooz.net, swoją drogą bardzo polecam. Subskrybowała twój blog w czytniku RSS, poleciła jeden z wpisów i tak przeczytałem wszystkie, które dotąd były.

  6. Jarek #
    6

    Był plan teraz w październiku ale musieliśmy przłożyć. Przyjedziemy napewno ) Pozdrawiamy serdecznie

  7. 7

    Ale to przypadkiem nie jest tak, ze jak maja po 19-20 lat, to chodzi o cos wiecej jak nie dostanie sie na studia? Moze chodzi o koreanska armie? zdaje sie, ze jak sie juz dostaniesz na studia, to studiujesz tylko rok a potem dwa lata spedzasz goniac demonstracje w Seulu, kierujac wojskowa furgonetka albo robiac inne rownie pozyteczne z punktu widzenia twojego curriculum rzeczy. Slyszalem od znajomych, ze czesc rodzin chce po prostu uchronic swoje pociechy od tego przykrego obowiazku.

  8. bxy #
    8

    To moze faktycznie tez byc sensowny trop, choc przyznam sie szczerze, ze nie wiem nic o woju w Korei. Musze sie spytac znajomych Koreanczykow – tzn. nie tych chłopców wyzej opisanych, tylko ludzi, co zaczynali studia w Korei. Jesli chodzi o osoby przedstawione we wpisie – w miedzyczasie sie im pogorszylo – teraz np. wychodza w polowie lekcji i juz nie wracaja, piorniki i zeszyciki zostaja w klasie. Ostatnio na lekcje przychodza tez znienacka znajomi tychze, rzucaja sie im w ramiona, po czym wychodza bez slowa. Choc jeden wychodzac rzucil do nas po chinsku, ze “to wina robaka, ktory ma w glowie”. To nie jest film.


2Trackbacks/Pingbacks

  1. Papierowy Tygrys » Blog Archive » Uderzenie koreańskiej zarazy 10 11 09
  2. Uderzenie koreańskiej zarazy | POSTAZJA 05 04 15

Your Comment