Mężczyzna powinien… (czesć druga)

 

Na szybach gęste kwiatki wymalowane mrozem, w drzwiach spłowiała zasłonka ze smokiem i feniksem. Mdła żarówka u sufitu. Na ścianie portret Mao i Zhou, na szafie plastikowe kwiatki. Gospodarz napalił nam w kangu. Leżymy na nim w kurtkach i czapkach pod kilkoma kołdrami, para bucha nam z ust i popijamy herbatę z…whisky i zastanawiamy się, czym byłaby pólnoc Chin bez kangu. Z iPhone’a SHL (SHL ma na sobie dwie czapki) lecą różne – sylwestrowe – hity. W tej drugiej, kuchennej izbie, pod ścianą sąsiadującą z kangiem, stos kapusty – żeby nie przemarzła. I niski piec na drzewo. Wody bieżącej nie ma. Zamarzła. Góry z czterech stron. Na nich ruiny Wielkiego Muru. Gwiazdy takie, że wydaje się, jakby to było jakies inne niebo. Za 10 dwunasta w całej wiosce gaśnie światło. Sylwester. Doswietlamy iPhone’m.

Jak nietrudno się domyślać, przeziębiłam się nieco, więc nagle znalazł się czas na kolejny wpis. Co powinien mężczyzna? Kto stawia mu te wymogi, kto ustala powinności? I czym to skutkuje?

W chińskich miastach coraz wyraźniejszy jest trend, który nigdy dotąd chyba się jeszcze w Chinach nie uwidocznił. Młodzi rodzice zaczynają preferować płeć żeńską potomka. Yanger fanglao – „chować syna aby pomagał na stare lata” zmienia się w “chować córkę aby pomagała na stare lata”. Dawniej córka przechodziła do rodziny męża i jej pomaganie na stare lata ograniczało się znacząco do pomagania teściom. To syn dziedziczył i odwdzięczał się rodzicom opieką na starość. Dziś narodziny syna nie tylko nie oznaczają zapewnienia opieki na starość, ale – przeciwnie – oznaczają ogromny wydatek, który na starość będzie trzeba ponieść. Coraz częściej rodzice zakładają fundusz już w momencie narodzin syna. Posag. W dzisiejszych Chinach mężczyzna, aby liczyć się na rynku matrymonialnym (przypomnijmy konkurencja jest duza, jako, że i dysproporcja pomiędzy liczbą kobiet a męzczyzn w Chinach jest poważna) musi mieć posag. I to nie byle jaki. Moja nauczycielka, ze stołecznej, profesorskiej rodziny : “co zrobić, muszę, inaczej nie mogłabym spojrzeć w oczy synowi, przeze mnie nie miałby żony”. Mężczyzna powinien wnieść do małżeństwa mieszkanie. Dla przytłaczającej większości młodych Chinek i ich rodziców wniesienie do wspólnego stadła (mieszkanie oczywiscie natychmiast musi stać się wspólne) przez przyszłego pana młodego mieszkania jest najbardziej podstawowym warunkiem zamążpójścia. Powstało nawet nowe pojęcie ekonomiczne – 丈母娘需求 zhangmuniang xuqiu - “potrzeby teściowych”, w tym ta jedna, fundamentalna. Chcący zdobyć żonę młodzi powinni uwzględniać także i ten rodzaj potrzeb.

xin_2811060515187341939545“Kochani, pobieramy się” – osoby niosące mieszkanie to oczywiscie rodzice pana młodego.

33df5c5b71f34b37800344bf7fbfded8

W020090908496020101793

Na mankiecie ręki z biczem napis “tesciowa”, Chłopak niesie na plecach mieszkanie w kształcie strzałki z napisem “ceny mieszkań”. Popularne jest tłumaczenie wysokich cen mieszkań nadmiernymi “potrzebami tesciowych”

20100920114708_41595

Jak mawial Makesi, byt kształtuje świadomość. Ceny mieszkań, dzięki działaniu ręka w rękę władz lokalnych i deweloperów, dzięki spekulacjom na rynku budowlanym, no i wreszcie dzięki ograniczeniom przestrzennym (jak chcieliby niektórzy, także i dzięki nadmiernie rozbuchanym “potrzebom tesciowych”), szybują do niebotycznych rozmiarów, stawiając kupno mieszkania zupełnie poza możliwościami młodych ludzi i czyniąc z niego prawdziwy fetysz. Rząd centralny ustami swoich najbardziej prominentnych przedstawicieli wielokrotnie zapewniał, że teraz już, za chwilę, ceny mieszkań spadną. Po tych deklaracjach działo się dokładnie odwrotnie, co tylko pokazało, w czyich rękach tak naprawdę leży władza, jeśli chodzi o rynek mieszkaniowy. Na moim osiedlu – ani dobrym ani złym, znosnym, w dobrym punkcie, ale bez luksusów, cena 60 metrowego mieszkania waha się w granicach 3 milionów yuanów (ok 1.4 mln złotych) i – jak wszystko przy obecnej inflacji – rośnie. Średnia pekińska pensja to niecałe 5 tysięcy yuanów, ale w mieście takich kontrastów nietrudno się domyślić, ile osób musi zarabiać grubo poniżej średniej, aby była ona właśnie taka.

Mieszkanie traktowane jest schizofrenicznie – jako dobro absolutnie poza zasięgiem, a jednocześnie i najzupełniej podstawowe.”Mieszkanie daje poczucie bezpieczeństwa”, “małżeństwo bez mieszkania to nie jest żadne małżeństwo” – powiadają zgodnie moje młodsze chińskie koleżanki. “No dobra, a mieszkanie na morderczy kredyt, które sprawia, że on staje się fangnu – niewolnikiem mieszkania, lub yinghang xiaolinggong – drobnym robotnikiem pracującym dla banku, też daje takie poczucie? Co w tym innego niż wynajmowanie, skoro dopóki kredyt nie jest spłacony, mieszkanie stanowi własnosć banku?” – pytam się WLY, która przyjechała do Pekinu na studia z pewnej południowej prowincji. “Daje. Tylko bardzo nowoczesne osoby są w stanie nie myśleć o mieszkaniu przy zamążpójściu”. I tyle.

fangnuSlimak i krab pustelnik – zamieszkujący opuszczone muszle- symbole dwóch rodzajów podejscia do mieszkania. Slimak – niesie ze sobą cieżar jakim jest dom i spłata kredytu, krab wynajmuje mieszkania. Slimak: “zestarzałem się a wciąz jestem niewolnikiem mieszkania”. Krab: “kupno mieszkania nie dorównuje wynajmowi!”

WLY nie kryje, że wcale nie jest i nie chce być super nowoczesną osobą, bo wie, czym to grozi. Studiuje na znakomitym uniwersytecie, ale nie będzie szukać pracy na świeczniku. Ideałem jest szeregowa praca w jednostce państwowej, z dużą ilością dodatkowych świadczeń, niekoniecznie w zawodzie. “Rodzice zawsze mi powtarzali, że dziewczyna nie może być zbyt ambitna, bo nie znajdzie męża” – mówi. Jak mówi, jej studia są po to, aby „dać rodzicom twarz”w niewielkim mieście skąd pochodzą i ewentualnie znaleźć przyszłego męża. Ale i tutaj dużo się zmienia. Na studiach niekoniecznie występują odpowiedni kandydaci. Bo idealny mąż powinien być starszy, z doświadczeniem, dobrze by było, żeby to mieszkanie, które wnosi w posagu, było dowodem jego faktycznej pozycji, a nie tylko “wyżyłowaniem” starych rodziców (ken lao – dosł. wyssanie starych, to dziś niestety dla większości jedyny sposób na sprostanie “potrzebom teściowych” i ich córek). No, chyba, że to nie żyłowanie biednych staruszków, ale gest dobrze postawionego taty. Wtedy to mieszkanie to tylko wstęp, gwarancja, że jako żona fuerdai - przedstawiciela drugiego pokolenia bogaczy, dziewczyna będzie mogła korzystać z przywilejów należnych takiej rodzinie.

58a6d4eat79e11141fa52&690“Drugie pokolenie bogaczy wybiera konkubinę”. Mezczyzna jest ubrany w cesarskie szaty, siedzi na ceraskim tronie

fuerdai2“Mozna zaoszczedzic sobie tyle lat zmagan!” – mowia kandydatki do ozenku z fuerdai.

Jesli nie jest fuerdai, chłopak powinien mieć, oprócz mieszkania, chociażby plan życiowy. “No bo jakie ty tam masz wlasciwie stanowisko…pracownik działu kultury. Jaki masz plan życiowy?” – pyta sceptycznie jedna z uczestniczek Feicheng wurao, części, której już nie przedstawiłam, bo mi sił zbrakło. “Moim planem jest po prostu dobrze wykonywać moją pracę” – niepewnie broni się chłopak. “No nie, czyli nie masz planu” – różowe usteczka krzywią się. “Plan, czyli – wylicza na palcach z różowymi paznokietkami – za dwa lata zostaję wiceszefem działu, za cztery szefem, za sześć — dyrektorem departamentu”. Że też mu musi tłumaczyć takie podstawowe rzeczy.

Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że dla pewnej części młodych Chinek, jak dla mojej znajomej z Pekinu, MJ, chłopak nie musi mieć mieszkania (dla jej dobrze postawionej, inteligenckiej rodziny mieszkanie nie jest żadnym złotym cielcem), wystarczy, że jest ambitny, ma perspektywy, no i własnie plan życiowy. Dla zupełnej sprawiedliwosci trzeba dodac, ze są tu dziewczyny, które to wszystko przeraża, które pytane o to, co mężczyzna powinien, mówią: “powinien być kims takim, z kim będę dobrze się rozumieć”. Tak mówi SXY. SXY ma rodziców artystów chodzących w wyciągniętych swetrach i rozkochanych w literaturze. Sama jedździ po przedszkolach i robi dzieciom zajęcia plastyczne mające rozwijać ich wyobraźnię.

Jeszcze słowo o szukaniu męża na studiach i szukaniu w ogóle. Problem jest nie tylko z brakiem odpowiednich kandydatów na uczelni, ale z samymi studiami jako czasem na poszukiwanie męża. Bo łatwo powiedzieć – znajdź sobie na studiach męża. Za flirtowanie, tworzenie par w szkole średniej czekał donos do rodziców i kary od szkoły (miłość przeszkodziłaby w nauce), skąd nagle wiedzieć, co robić, jak się poznawać, jak być razem? “To jak znajdziesz tego męża?” – pytam się WLY. Zbliża się chiński Nowy Rok. Moje młodsze koleżanki wracają na święta do domów. Ona też. W rodzinnym miescie czeka kilka umówionych przez rodziców spotkań. “Rodzice mają znajomych, a oni synów, rodzice wiedzą, kto ma jaką pozycję, kto by się nadawał, wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej”. Kandydaci wpadną na niezobowiązujący obiad do “cioci i wujka”, przy okazji poznają ich córkę. “A jeśli polecany przez rodziców facet nie będzie Ci się podobał?” – dopytuję się. “Nie szkodzi – jeden znajomy więcej” – odpowiada WLY.

WLY, podobnie jak inne dziewczyny, również na pierwszym miejscu jako kryterium przydatności faceta na męża stawia mieszkanie i pozycję, ale, jak zaznacza, nie rozumie tych dziewczyn, które lecą na pierwszego lepszego, który ma odrobinę pieniędzy. “To sprawa wychowania, moja mama powtarza, że synów należy chować biednie, a córki bogato. Tak chowany syn będzie chciał się dorabiać, a tak wychowana córka nie poleci na pierwszego lepszego, kto jej coś zaofiaruje”.

W ubiegłym roku w telewizji rekordy bił serial pt. 蜗居 – woju, ślimaczy dom. W powszechnej opinii niezwykle adekwatnie pokazywał problemy życia współczesnych młodych ludzi, ich wybory, ich losy, nierozerwalne złączenie tychże z problemami mieszkaniowymi, a problemy mieszkaniowe z korupcją we władzach lokalnych. Tak adekwatnie, że został zdjęty z anteny, a dziś oglądany jest – wciąż tłumnie – w internecie bądź z pirackich płyt. Starsza siostra – Haiping, ma trzydzieści kilka lat, wyszła za mąż na studiach, z miłości. Zakochani nie patrzyli wtedy na to, że nie mają mieszkania, ważna była romantyczna miłość. Dziś, po 10 latach małżeństwa, nadal nie mają mieszkania, gnieżdżą się w mikroskopijnym pokoiku w którymś z szanghajskich nongtangów, ich córkę Rangrang od lat wychowuje babcia, bo, jak zaznacza Haiping “nie mamy warunków, a ja chciałabym dać jej wszystko co najlepsze – basen, zajęcia pozaszkolne, jasną, ładną przestrzeń”. Przez trzydziesci pięć odcinków serialu obserwujemy obumieranie romantycznej miłości Haiping i jej męża, ich miotanie się po klaustrofobicznym pokoiku, zatykamy uszy w obronie przed wrzaskiem Haiping: “co osiągnąłeś w życiu!? Po co się żeniłeś!? Nie masz zdolności, nie masz pieniędzy, nie masz pozycji, nie masz niczego!!” Haiping przychylniejszym okiem spogląda na męża jedynie wtedy, gdy ten rzuca przed nią (tak, on własnie nimi rzuca) koperty z zarobionymi po godzinach na dodatkowych zleceniach pieniędzmi. Liczy łakomie banknoty. Przekaz jest jasny – bez mieszkania, bez pieniędzy, bez pozycji męża, obumrze nawet najpiękniejsza miłość. Młodsza siostra Haiping, już z pokolenia 80, Haizao, obserwuje miotanie się siostry, słucha jej przestróg przed poslubieniem qiong guangdan – “biednego łysego jaja”, co zamiast konkretów będzie mamił romantyzmem. Choć chłopak Haizao – Xiaobei – jest ucieleśnieniem ideału współczesnej chińskiej romantycznej miłości – tej opiewanej w piosenkach idoli popkultury, tej wyzierającej z każdego piksela grafiki portalu społecznosciowego na QQ – masuje jej stopy, wysyła komunikatorem misie i królisie, nazywa “mała świnką”, chce z nią pielęgnować kwiatki na balkonie, czyści jej uszy i znosi każde jej humory, to jednak przegrywa z żonatym i dzieciatym sekretarzem rady miasta. Sekretarz sypie gotówką, robi prezenty, zaprasza do restauracji bez szyldu, „gdzie pieniądze już nie wystarczą, trzeba mieć odpowiednią pozycję”, za pomocą znajomości jak za dotknięciem różdżki rozwiązuje problemy nie tylko Haizao, ale i jej siostry. Haizao zostaje ernai („drugą babcią” – w starych Chinach okreslenie drugiej żony), a internauci w dyskusji pod serialem na chińskim odpowiedniku Youtube wpisują pochwały na jej temat: „dobrze zrobiłaś, co będziesz żałować tego Xiaobei!” Czasem trochę smutno, bo rodziny z tego nie będzie, ale, jak wyraziła się wiosną ubiegłego roku jedna ze sławniejszych uczestniczek Feicheng wurao, niejaka Ma Nuo: “lepiej płakać w BMW niż śmiać się na rowerze”. Haizao i Ma Nuo mają odwagę mówić na głos to, co myśli tyle dziewczyn z tego nowego pokolenia.

12176949_11n

Inna sprawa, gdy potencjalny kandydat nie zamierza wcale się BMW i innymi dobrami łatwo dzielić – jak przedstawiany dwa wpisy wczesniej uczestnik Feicheng wurao. Miał wszelkie dane, by wygrać (żonę) w tym, tak akuratnie oddającym transakcyjny charakter dzisiejszych związków, programie. Wnosił pozycję i pieniądze. Cóż z tego, jeśli nie chciał wykonać tego gestu ważniejszego niż najromantyczniejsze deklaracje – rzucić pieniądze do jej stóp bezwarunkowo. Jak sekretarz zakochany w Haizao – gdy ona mówi, że potrzebuje pieniędzy, on natychmiast wyciąga grubą kopertę i prosi z poważnym, pełnym uwagi wzrokiem: “jesli będziesz potrzebowała więcej, powiedz”, nie pytając się po co, na co. Bo w dzisiejszym chińskim społeczeństwie facet oprócz posagu powinien dać też dowód miłości. I coraz rzadziej jest to zainteresowanie, wspólna pielęgnacja kwiatów czy spacery. To dobre w piosenkach i jako temat graficzny w portalu QQ. Ale mężczyzna nie powinien narzekać.

Jesli narzeka publicznie, staje się sławny, tak jak internauta Dorian1007, który na jednym z forów “zlozyl przysiegę”, że nie poslubi dziewczyny, która “jest niewolniczką mieszkania” – jest skupiona wyłącznie na mieszkaniu, która wychodzi za mąż za mieszkanie, a nie za niego, która kocha mieszkanie, a nie jego, która jest skrajną materialistką, jest samolubna. Zyskał poparcie wielu rówiesników, równiez rozczarowanych perspektywą potwornych wydatków w imię celu, który ich nie satysfakcjonuje.

U4958P1032DT20101209143214Przysięga chłopaków z pokolenia 80 – nie poslubić dziewczyny, która jest niewolniczką mieszkania.

Na jednym z wieczorów spędzonych z innymi mieszkającymi w Pekinie cudzoziemcami słucham ploteczek. Facet, z pewnego europejskiego kraju, był tam, u siebie, z dziewczyną, mieszkali w wynajętym, odkładali na mieszkanie. I wtedy on wyjechał do Chin. Poznał Chinkę, zakochał się, chciał się żenić, został mu przedstawiony wymóg mieszkania i on je kupił. Pytany, czemu to zrobił, stwierdził: „ona nie ma wyboru, to jest taka kultura, ja to rozumiem”.


About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

08

01 2011

41 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. alus #
    1

    Piękny opis. Podobna kultura “realności” jest także w Indiach. Tam generalnie pieniądze są ważne. Bardzo ważne. Ludzie wiedzą, że uczucie jest albo go nie ma, ale bez pieniędzy nawet najgorętsze uczucie z czasem obumrze. Tak naprawdę to w Polsce też kult mieszkania jest istotny. Nie wiedziałem jednak, że proporcje cenowe w Chinach są już tak zachwiane. Myślę, że nie jest to do utrzymania na dłuższą metę i musi się skończyć albo rewolucją albo długoletnią depresją cenową…

  2. PC #
    2

    No – jest wpis! :]

    Jak nietrudno się domyślać, przeziębiłam się nieco, więc nagle znalazł się czas na kolejny wpis. => Hmm… z jednej storny ech…. no nie za przyjemnie… aczkolwiek z drugiej ma to… ehm ehm… swoje pewne plusy? (cii!) ;)
    Zdrowiej, zdrowiej Bxy :]

    Co powinien mężczyzna? Kto stawia mu te wymogi? => no jak to? to wszystko wina kobiet! xD

    O… dziś porcia rysunków
    Ciekawie, ciekawie… :)

    Hmm… jak tak sobie czytam o połączeniu demografii, kultury i psychologii, to sytuacja ta bardzo mi przypomina jakiś przypadek rynkowo-ekonomiczny… [w przełożeniu na decyzje / podejście ludzi]
    A “Feicheng wurao” przypomina mi hmm… targ?…

    “lepiej płakać w BWM niż śmiać się na rowerze” => hehf………… to jest właśnie świetnie skondensowany dylemat pt. “co ma czasem człowiek w życiu zrobić…” – pasuje nie tylko do stosunków międzyludzkich, ale też do różnych innych kontekstów / sytuacji… aż za bardzo niestety :/

    “Ale mężczyzna nie powinien narzekać” => jest ich więcej => tak czy siak zawsze się im w życiu oberwie bardziej…

    Alus: Tak naprawdę to w Polsce też kult mieszkania jest istotny => ano…… może i proporcje cenowe inne, może i nie przedstawia się tego tak wprost jako “kult”……. ale problem występuje – bardzo występuje…
    Jak to pisze Bxy: “dobro [...] poza zasięgiem, a jednocześnie i najzupełniej podstawowe. >>Mieszkanie daje poczucie bezpieczeństwa<<"
    Niestety przy polskich płacach sytuacja też jest bardzo odległa od normalności… i prędzej, czy później większość młodych osób – mimo tego, że będą się bardzo starać – zderzy się ze ścianą z napisem "Realia"…
    Smutne to…….

  3. YLK #
    3

    Hej, milo Cie znowu widziec z nowym wpisem – jakze aktualnym. Moj syn poznal dziewczyne chinke, z bogatego domu naczelnika sadu dzielnicowego jednego z bogatszych miast tutaj. Urzednik jezdzi starym passatem i stara sie nikomu nie rzucac w oczy. Za to jego malzonka jezdzi mercedesem, kupuje nieruchomosci za dziesiatki milionow yuanow, i lata z jedynaczka na zakupy do paryza i Helsinek. Moj syn mial pecha z ta ze jedynaczka poznac sie, i pytanie “你能不能为我的未来负责?” pojawilo sie po paru miesiacach chodzenia. Mysmy ostrzegali go od samego poczatku, ale milosc jest slepa. Na szczescie odzyskal wzrok, i mam nadzieje, ze po tym doswiadczeniu bedzie szukal dziewczyny z blizszego obszaru kulturowego…

    Pozdrawiam i wracaj szybko do zdrowia – pamietaj, duzo, duzo 开水 postawi Cie znowu szybko na nogi!

  4. bxy #
    4

    Alus, PC – no wlasnie, pomyslałam o polskim kulcie mieszkania i zaczelam sie zastanawiac jak to jest ze stosunkiem ceny wynajmu do ceny mieszkania i wyszło mi, że w Polsce wynajem jest w stosunku do cen mieszkań droższy niż tutaj (co nie znaczy, że tutaj jest kaszka z mlekiem, bo w stosunku do zarobków to nadal bardzo dużo), więc u nas faktycznie po prostu mniej się opłaca, już lepiej płacić tę ratę. Tutaj, jesli chce się spłacić za własnego życia, rata jest taka, że kupno mieszkania staje się często niemalże jedyną formą konsumpcji, na jaką może sobie pozwolić spłacający a spłacaniu zostaje podporządkowane wszystko inne w życiu – człowiek staje się 房奴 “niewolnikiem mieszkania”. W wynajętym zostałoby jeszcze nieco na inne przyjemnosci.
    Inna, zasadnicza, różnica to jednak to, że u nas mieszkanie jest traktowane jako odpowiedzialnosć wspólną, a nie jako zobowiązanie na “dzień dobry” jednej ze stron. Chyba, że cos się zmienia podczas mojej nieobecnosci? :-) Mówicie…
    @ Alus – no wlasnie – rewolucja/depresja cenowa. Najciekawsze w tym jest w sumie to, że te ceny mieszkań to efekt uboczny scedowania tak dużej czesci władzy na władze lokalne w zamian za generację dochodu. Krótko mówiac, po prostu teraz to nie bardzo jest się jak z tym rozprawić.
    Tutaj teraz panuje spora inflacja. Choć media o tym tutaj nie piszą, ale np. doszło niedawno do sytuacji, gdzie rozwscieczeni studenci (w liczbie ok 1000) zdemolowali stołówkę uniwersytecką pewnej uczelni w złosci za podwyżkę cen jedzenia. Ciekawe czasy…
    @ YLK – Oj, wyobrażam sobie, że najedliscie się stracha…jej by się nie dało opędzić jakims małym mieszkankiem w byle bloczku :-) A ta 负责 – rozumiem, że to odpowiedzialnosc za dalsze, nieprzerwane zakupy w Europie… – można wręcz powiedzieć, że syn uratował Wam skórę! :-) Wodę piję, ale cos zaraza nie chce wyleźć.

  5. 5

    Ale się wciągnąłem czytając wpis, aż zapomniałem o tym gdzie się znajduję.

  6. Andrzej #
    6

    @bxy

    Za niski procent whisky w tej Twojej wodzie.
    Zaraza czeka na jeszcze i nie odejdzie, dopóki Ci serce… nie zmięknie :)

  7. YLK #
    7

    Wiecej wrzatku trzeba, wiecej + czosnek, sok z cebuli, wszystko to, co odstrasza zarazki, wirusy i najblizszych…;)

    Zakup vs wynajem – sprawa jest dosc prosta, szczegolnie biorac pod uwage szybujac coraz wyzej ceny wynajmu. Wynajmowac oplaca sie na krotka mete, na dluzej sensowniej jest jednak kupic wlasny kat. Koszt wynajmu nie jest wcale duzo nizszy – a czesto wyzszy – niz koszt rat (oczywiscie ten zalezy od kosztu mieszkania i okresu splaty). Wynajmujac placimy wlascicielowi, splacajac – bankowi, ale z kazda splata mieszkanie staje sie coraz bardziej nasze. Ceny mieszkan rosna – co najmniej 10% rocznie. Przy 5% oprocentowaniu kredytu (a tyle wychodzi, jesli dostalo sie kredyt z 30% znizka), i 5% inflacji mieszkanie trzyma wartosc pieniadza. W sytuacji, gdy mamy juz dosc splaty albo nie jestesmy w stanie dalej tego brzemienia niesc, zawsze mozna je sprzedac – nie jest to latwy proces, ale w duzych miastach nie ma z tym wiekszego problemu. Tak wiec kupno mieszkania jest tak naprawde sensownym wyjsciem – byle tylko zebrac odpowiednie srodki.
    W Chinach na rynku mieszkaniowym istnieje banka, bo stosunek ceny mieszkania to kosztu wynajmu jest znacznie wiekszy, niz progowe 160; niemniej wszyscy wierza swiecie, ze ceny spasc nie moga, bo bylby to zbyt wielki cios dla chinskiej ekonomii – bankow, lokalnych rzadow, producentow, ludzi, a jak tu budowac harmonijne spoleczenstwo, jesli ludzie sa niezadowoleni…

    NB kilka miesiecy temu rozmawialem z taksowkarzem w Sanya, z Fuyangu w Anhui, ktory – jako ojciec 2 synow – plul sobie w brode, ze ma dwoch meskich potomkow. Musi im zapewnic pieniadze na dom i slub, w sumie przynajmniej pol miliona yuanow na osobe – inaczej nie maja szans na znalezienie zony. Przypomne, ze Fuyang jest jednym z najbiedniejszych rejonow we wschodnich Chinach.

  8. szpak #
    8

    Kolejny świetny wpis o uniwersalności ludzkiej natury :)
    Po czym można poznać, że jest ostry kryzys? Po tym, że kobiety zaczynają wychodzić za mąż, z miłości.
    To był kawał oczywiście.
    Dziwnie się jednak czyta tą dyskusję o cenach mieszkań w Chinach, w kontekście tego co stało się na dzikim zachodzie. Też ceny mogły tylko rosąć. A jakoś nie chcą. I nawet ciągle spadają. Japonia też, zdaje się to przerabiała. Zdumiewająca jest ta uniwersalność i stalowa wiara, że tym razem będzie inaczej :)
    Ciekawe, że obecnie, głównym produktem eksportowym USA jest inflacja. I wszyscy starają się jak mogą, dotrzymać kroku. Ceny żywności biją kolejne rekordy a mieszkania i domy tanieją.
    Jeśli przerodzi się to w hiperinflację, to mieszkanie będzie można kupić za przysłowiową miskę ryżu i uncję złota. W rep. Weimarskiej ponoć, w apogeum hiperinflacji, można było kupić kamienicę w Berlinie za 2 uncje złota. Nie jestem więc pewien, czy kupno mieszkania w czasie takiego szaleństwa jakie opisuje bxy, jest najlepszym pomysłem. Szczególnie z taką długą perspektywą, w tym niezwykle dynamicznym kontekście. Ludzie zwykle zaczynają myśleć racjonalniej, gdy nie ma co do garnka włożyć. To też jest uniwersalne.

  9. Andrzej #
    9

    Chowali pewnego właściciela wystawnej willi na Lazurowym Wybrzeżu.
    Z początku szedł ksiądz z krzyżem, potem jechał katafalk z trumną, a zaraz za nim, a jeszcze przed konduktem żałobnym, ciągnęli na wielkiej platformie wspaniałą willę zmarłego…
    Jakoś mi jest łatwiej strawić chińskie marzenia o ciut przystojniejszym niż tradycyjne mieszkaniu, niż obsesje europejskie o posiadaniu, za wszelką cenę, własnego domu (nawet za cenę ograniczenia na całe życie wolności osobistej, bo dom to kotwica murowana).

  10. Lalevi #
    10

    @Alus – Rewolucja? Depresja cenowa? Niekoniecznie.
    Moim zdaniem, Chiny i jego społeczeństwo jest na skraju potężnego przewartościowania moralno-duchowego. Być czy mieć? Miłość czy pieniądze? Kwiatki i rower czy raczej bmw?
    @Boxy – Ten wpis wypełnił mnie jakimś wielkim optymizmem w stosunku do przyszłości Chin. Nie potrafię wskazać dlaczego. Może to przez podobieństwo problemów z jakimi i my się borykamy? Syndrom Globalnej Wioski?
    (Odniosłem dziwne wrażenie bliskości z ludźmi, których dziś opisałaś)

  11. szpak #
    11

    @Lalevi
    Mam wrażenie, że przewartościowanie już się dokonało, jeśli kiedykolwiek miało miejsce. To jest raczej sprawa indywidualna zresztą, ta moralność i wybory. Na poziomie państwa, polityki, sprawa jest już zaklepana od dłuższego czasu. Ale to z kolei z moralnością ma mało wspólnego.
    Jeśli panuje taka psychoza mieszkaniowa jaką opisuje bxy i jeśli faktycznie są puste miasta, to urealnienie cen przyjść musi. Ceny jakie podaje bxy są z kosmosu przy cenie pracy. Im wcześniej tym mniej bolesne to będzie. Oczywiście nie dla developerów. Chyba, że średnie pensje są tylko jakimiś zaskórniakami przy realnych dochodach przeciętnego Chińczyka albo kredyty są dawane za jeden uśmiech. Ktoś w końcu musi kupować po takich cenach a żadne szaleństwo nie trwa wiecznie.
    Załamanie może nadejść nawet szybciej niż się wydaje.
    Wystarczy, że obecne trendy się jeszcze trochę pogłębią.
    A nawiasem, to Chińczycy są obecnie w dużo lepszej sytuacji niż my. I problemy są zasadniczo różne na poziomie nieodpowiedzialności,korupcji władz.

  12. Adam Izydorczyk #
    12

    Eeee znam to z autopsji O_o ale temat jest dłuższy niż tylko kwestia mieszkania i rodziców !!

    1) Zaręczyny …. czyli zaczynamy, a już 0,5 ct musi być oczywiście w platynie etc.etc. ( na szczęście za moich czasów było to 0,25 ct , 0,5ct to kupowałem na ślub :+)
    I te ciągłe kupowanie tych JEB…. torebek .. co wy kobiety z tymi torebkami robicie ?! Channel Furla tod’s i tym podobne …. ludzie, nie wiem kto jest bardziej kopnięty moja żona czy ja, że się na to zgadzam ?!

    2)Wesele… więc jak już mówiłem brylanty muszą być i teraz coraz modniejsze robią się 1ct => bo to już niby inwestycja … wszystko oczywiście w Platynie .. chociaż złoto z Chow Tai Fook’a też dobrze idzie :+)
    Wesele nie wiem dokładnie jakie są ceny dzisiaj, ale wiem jakie były w 2008 roku i wiem ile mnie kosztowało moje wesele ….. dobór hotelu ilość gości 3 sukienki zmieniane podczas imprezy … zdjęcia ślubne .. zdjęcia z dnia wesela … osoba prowadząca O_o wynajem 5 K…. Mać samochodów każdy 3000 rmb … zresztą nie chce już nawet pamiętać O_o bo mam migrenę tylko na samą myśl .. a potem w “czerwonych kopertach” masz nadzieję, że będzie przynajmniej połowa tego co wydałeś …i też tak faktycznie było … ale to dzięki 2 siostrom i rodzinie z HK, która przyjechała i dała więcej… bo reszta przeważnie po 500 rmb …
    Już w trakcie organizowania wesela masz wojnę z teściami ile osób musi być na weselu … ciotka kuzyna od strony ciotecznej córki wujka … czyli K…. KTO ?! Dla mnie nikt, ale na wesele muszą przyjechać .. i tak liczba gości rośnie w tempie wykładniczym .. ale i tak się pocieszam bo byłem na 2 weselach koleżanek z pracy mojej żony gdzie było po 600 osób O_O
    Oczywiście kwestia mieszkania to priorytet bo gdzie mieszkać, ale na szczęście znam takie osoby, które mieszkają z rodzicami.. bo np. rodzice Pana młodego mają mieszkanie 120 m^2 to po kij sprzedawać i dzielić kasę 50/50 .. ?! po co, aby kupić 2 małe klitki już gdzieś za minhang .. bo wiem, że ceny na Long Bai już teraz latają po 25 000 rmb za 1 m^2
    A wynajem .. hmmmm to i tak wydatek od 3000 rmb do 6000 rmb …. zależy oczywiście od powierzchni gdzie etc.etc.

    YLK San Ya ?! no stary to kurort jak się patrzy .. takie hotele, że głowa mała … tylko rozbraja ta ilość floty i żołnierzy.. podobno to do celów zwalczania przestępczości zorganizowanej.

    A wracając do cen mieszkań .. de facto cała ta akcja zaczała się w 2003 roku .. do tego momemtu ceny mieszkań były normalne .. a potem powoli powoli .. jeszcze w 2007 nie było tak tragicznie, ale ostatnio to już ewidentnie .. ekspancja kredytowa bańka etc.etc.
    szczególnie, że wszystko opiera się na 6 największych miastach … w CD dalej idzie kupić mieszkania za 5000 rmb metr kwadrat

  13. Adam Izydorczyk #
    13

    i jeszcze moje prywatne problemy … moja żona ma brata .. i teraz ten koń już ma 28 lat i oczywiście musi się hajtać .. już pomijam ten dobór swojej życiowej partnerki .. bo tutaj ma K… rozrzut jak ruska pepesza .. raz żonata z dzieckiem .. potem jakaś z Cheng Du w jego wieku co jest sprzedawczynią w sklepie i to po znajomości przez 2 miesiące O_o i mówię temu ……. chłopie leci na HUKOU i tego, że jesteś z SH, kto kur .. mać chce się hajtać po 2 miesiącach znajomości ….. i tak już wyszedł na swoim bo na CNY ma się pojawić ze swoją nową miłością !!!
    i teraz kwestia rodziców mojej żony … ich pomysł a de facto jego pomysł …. mieszkanie sprzedać .. bo on potrzebuje 1 mln RMB na starcie na mieszkanie ( reszta kredyt będzie spłacał) a rodziców do nas …. LUDZIE kur…. czy to jest normalne ?!

    I teraz wracając do tematu dzisiejszych chłopów w Chinach … to właśnie są takie mamisynki bez jaj trzymane pod koleszem co sobie w życiu niepotrafią poradzić !!! Dlatego rozumiem rodziców, którzy wolą mieć córkę niż takiego idiotę, którego trzeba subsydiować do 50 roku życia !! DRAMAT DRAMAT !!!

  14. Adam Izydorczyk #
    14

    a co do poznawania przyszłych partnerów życiowych .. zauważyłem, że coraz częściej do tego aktu dochodzi w pracy !! są osoby już po studiach … gdzieś tam na stanowisku junior .. spędzają ze sobą prawie 9 godz dziennie, dorabiają się razem, mają pewne wspólne zainteresowania i tak też dzień po dniu jakoś stają się sobie bliżsi. Znam przynajmniej takie 2 historie gdzie takie związki po 3-4 latach przemieniły się w małżeństwa i sytuacja jest następująca : osoby te doceniają niejako wartość pieniądza bo wiedzą jak ciężko muszą pracować,aby zarobić te 3000-4000 rmb a to potem przekłada się na przyszłe decyzje i kwestie kupna mieszkania.

    OKOK koniec dzisiejszech terapii wygadałem się trzeba wracać …. pozdrawiam

  15. bxy #
    15

    Lalevi, Szpak – te wybory “rower czy BMW”, “byc czy miec” to wlasnie sprawa mocno systemowa. Tak jak na Zachodzie – pojawiła się kontrkultura z jej “być” i “rowerem”, wtedy, gdy system nie potrzebował już wszystkich rąk do pracy. Żeby dalej mógł trwać, konieczne było pozwolenie na istnienie, “dowartosciowanie” alternatywnych do zasuwania w białym/niebieskim kołnierzyku 8 godzin tygodniowo sposobów życia i spełnienia. A tutaj – jakos na razie nie mogę sobie wyobrazić, żeby np. tzw. mrówki (najczesciej absolwencji wyzszych uczelni, po studiach zostali w wielkich miastach, maja niskoplatna prace, zeby oszczedzac gniezdza sie po kilkoro w malenkich mieszkaniach, stad nazwa) utraciły do tego stopnia wiarę, że w ramach tego porządku, co jest, będą mogły zrealizować to, czego pragną (a czego pragną, mniej więcej opisałam), albo żeby “fu er dai” tak się przejadło, co mają, żeby chcieli szukać jakiegos innego systemu wartosci.
    @ Andrzej – sama nie wiem, wydawalo mi się, że ja własnie napisałam o “obsesji o posiadaniu, za wszelką cenę, własnego domu”, a nie o “marzeniach o ciut przystojniejszym niż tradycyjne mieszkaniu”, ale jak widać, i pisząca i czytający znalezli tutaj cos dla siebie :-)
    @ Adam Izydorczyk – swiadectwo bezcenne. Dziekuje w imieniu swoim jak i Czytelników. Próbując odpowiedzieć na pytanie: “co wy kobiety z tymi torebkami robicie ?!” …częsć z nas, szczególnie ta urodzona nad Jangcy, używa ich jako markerów statusu społecznego i – ewentualnie – jako miejsca, gdzie można schować komórkę, klucze i szminkę.
    Jako, że już rozmawiamy o tzw. życiu, mam nadzieję, że nie będzie to paux pas, jesli się spytam – na ile, przed slubem, zdawałes sobie sprawę z tego, że tak to będzie wyglądać? Tzn., że małzeństwo tutaj do tego stopnia oznacza wchodzenie w relację z rodziną partnera/partnerki, że są pewne dosc stałe wartosci, “stawki” (te karaty etc.), którym trzeba podołać, aby zyskać “legitymizację”? Pozdrawiam serdecznie, trzymam kciuki, żeby jednak rodzice jednak Was nie zaszczycili wspolnym mieszkaniem.

  16. Adam Izydorczyk #
    16

    @bxy
    Wiesz, że nie ma większego cwaniaka niż Polaka !! Polak jest twardy i zawsze sobie poradzi nawet w najgorszych sytuacjach :+)
    co do torebki .. czasami czegoś tam szukałem, a właściwie szukałem to złe słowo … przekopywałem jak hajer przodowy na pierwszej szychcie !! :+)
    Teraz już wiem dlaczego moja żona zawsze kiedy gdzieś idziemy prosi mnie ” Adam czy możesz wziąć tę torebkę”
    Adam ” no oczywiście kochanie” a w głowie sobie myślę … to po ch… zapakowałaś tam połowę naszego mieszkania .. !? a jak np. chcę coś tam schować jak kluczyki od samochodu … dokumenty z auta .. to zawsze słyszę, że nie ma miejsca !!!

    kolejna sprawa ..”Jako, że już rozmawiamy o tzw. życiu, mam nadzieję, że nie będzie to paux pas, jesli się spytam – na ile, przed slubem, zdawałes sobie sprawę z tego, że tak to będzie wyglądać?”

    Ja wiedziałem jak to będzie wyglądać od dawien dawna ..
    i normalnie to zaakceptowałem .. co się robi dla miłości czyż nie ?! Zresztą rodzice od mojej żony są naprawdę bardzo mili i życzliwi, ale nie do tego stopnia, że mam z nimi mieszkać pod jednym dachem ..
    Zresztą bxy znasz obiegową opinię o kobietach shanghainese han ? :) wiesz kto w domu rządzi ? wiesz, że tutaj jest jedna zasada oddaj żonie całą swoją wypłatę .. a dostaniesz wydzielone pieniądza na paliwo i papierosy :) AMEN
    Stawki są jakie są, ale i tak jest lepiej niż w przeszłości i dzisiejszym TW … podobno tam dalej jest wykup żony .. i płaci się i to słono :) czyli to jednak tradycja .. szczególnie, że jedna część mojej rodziny od strony teścia to rodzina z tradycjami z tego co słyszałem pradziadek mojej żony miał 2 żony i kochankę + własną manufakturę w SH … pierwsze wesele czerwone potem różowe .. a kochanka tak do obrobienia na boku :D
    Tylko potem im się grunt pod nogami zaczął palić bo jak przyszły komuchy to nawet wmurowywanie złota w ściany nie pomogło !! i tak i tak czerwone hieny wiedziały gdzie szukać :+)
    A zresztą co do tych pieniędzy karatów etc.etc. ?! czy ja będę żyć wiecznie i tak za 40 lat mnie zjedzą jakieś robaki lub mnie spalą .. to jeden pierścionek więcej czy też mnie :+)
    P.S bxy tutaj jest też taka tradycja, że biżuteria mamy przechodzi na córkę .. więc tyle złota mamy po teściowej, że hoho :D mogę zakładać salon i robić konkurencję dla Chow Tai Fook’a :)

  17. Andrzej #
    17

    @bxy – Zgoda, Ty pisałaś o chińskim wydaniu uniwersalnej obsesji posiadania. A ja odskoczyłem przy okazji w bok od tej obsesji, w obsesję wolności totalnej, której dom własny (tzw. chałupa, czy dworek, wsio rawno’) jest zawsze zaprzeczeniem.
    Jak wszyscy Chińczycy “dorobią się” domu, to będzie koniec chińskiej wolności.
    Europejska już zaczyna robić bokami i jakoś nikt (oprócz mnie :) ) tego nie widzi…

  18. Adam Izydorczyk #
    18

    bxy jeszcze raz bo widzę, że komentarz się nie dodał O_O
    Ludzie zawsze dobrze wspominają tutaj lata ’90 szczególnie kwestie związane z mieszkaniem … bo jeśli mieszkałeś u rodziców lub było za mało miejsca (osoba/m2) to można było podzielić HUKOU iść do zakładu pracy i prosić o przydział na mieszkanie za FRAJER …. i tak wiele osób dostawało tutaj mieszkania z zakładu pracy …. ludzie nawet te osoby urodzone w latach ’80 pamiętają tę DOBROĆ władzy i tak jak u nas za komuny myślą, że wszystko jest za darmo i im się należy !!

    Druga sprawa wszyscy wspominają jak tanie były mieszkania w latach ’90 i przeliczają swoją pensję na 1 m2 i mają już dość inflacji i ekspansji kredytowej

  19. 19

    @Adam Izydorczyk napisał “Tylko potem im się grunt pod nogami zaczął palić bo jak przyszły komuchy to nawet wmurowywanie złota w ściany nie pomogło !! i tak i tak czerwone hieny wiedziały gdzie szukać :+)”

    Komunizm powstał z potrzeby zaspokojenia potrzeb najsłabszych. Tak, można powiedzieć że kosztem TYCH wrogów klasowych, historia pokazuje ze ludzie którzy byli dobrymi pracodawcami, dbali o swoich pracowników byli później pod ich opieką. Lecz II wojny światowej pokazuje ze informacje o ukrywanych kosztownościach były podawane przez najbliższych z otoczenia. Co do Komunizmu, sam w sobie zakłada dobre idee, lecz ludzie nie zawsze są na niego gotowi. Niema systemu bez wad, lecz całe szczęście każdy z systemów podlega ewolucji. Demokracja w obecnym wydaniu U.S.A. staje się systemem kontroli przypominającym słynne „1984” Orwella. Wydaję mi się ze demokracja jaką znamy w wydaniu Europejskim czy też U.S.A. będzie źle leżeć na Chinach.

  20. Adam Izydorczyk #
    20

    Jacek błagam nie pisz takich rzeczy szczególnie w moim otoczeniu !! Komunizm bynajmniej nie powstał po to, aby coś dać biednym .. patrz przykład Rodezji a dzisiejszego Zimbabwe gdzie rządzi niestrudzona czerwona menda zwana Mugambe !! Komunizm z samego założenia jest sprzeczny z teorią ekonomii prawem naturalnym i wszelką logiką jaka na tym świecie istnieje
    a zresztą wystarczy ekonomia i brak możliwości kalkulacji ekonomicznej w socjalizmie/komunizmie !! co doprowadza ten system do nędzy !! kto chociaż ma pewne pojęcie o Rachunkowości/Rachunku kosztów ten wie o czym mówię, a jeśli nie odsyłam do prof. Kostur na AE Katowice :) ( jedna z bardziej sensownych prof. która jako jedna z nielicznych czytała prace Rothbard’a i nie raz kłóciłem się z nią na tematy związane z teorią kapitału, która faktycznie przez marksistów została podjęta, tylko wnioski były błędne :+)

    P.S aby była jasność jestem za autokracją ekonomiczną patrz Hongkong/Singapur :+)

  21. bxy #
    21

    @ Adam Izydorczyk – system antyspamowy zharmonizował Twój komentarz (słowo “FREE” zazwyczaj występuje w otoczeniu słów “porn pictures”)… przepraszam. Ech, “czerwone hieny”. Nie pisz tak niemiło, bo…. własnie czekam na przedłużenie wizy! :-p …….niby trochę ratuje mnie komentarz Jacka, ale…..

    a co do lat 90-tych i mieszkań “dystrybuowanych” a nie kupowanych, to tę tęsknotę to mają, oj mają, ale rodzice obecnych 80 hou… dziewczyny 80 hou marzenia o dobrym państwie, które obdarowywuje, zastąpiły marzeniami o dobrym mężu, który obdarowywuje (chociaż, fakt, nie do końca – te marzenia, żeby pracować w państwowym danwei, bo tyle socjalu), a chłopaki, o dobrym tacie, który obdarowywuje, a tata…

    @ Andrzej – mysl Andrzeja szeroka…. :-)

    P.S. Moje osiedle nie jest jednak tak przeciętne jak pisałam, wczoraj, po kilku miesiącach mieszkania, odkryłam, że ma…osiedlowy basen i saunę (co i tak nie usprawiedliwa nijak tych strasznych cen mieszkań), no więc idę, pozdrawiam miłych Czytelników

  22. 22

    @ Adam Izydorczyk – masz racje, ze wszystkich systemów właśnie autokracja ekonomiczna sprawdza się najlepiej. Wyniki nie kłamią, jeśli miałbym wybrać system dla siebie to właśnie ten :-)

  23. szpak #
    23

    @bxy
    Słusznie prawisz. Oczywiście, że nie utracą. Chyba, że Chińczycy pozbędą się śr. masowego przekazu, tak jak zrobiło to wiele krajów. Ciągle mnie zaskakuje siła propagandy systemowej. Właściwie oprócz krótkich, rzadkich, acz gwałtownych, okresów utraty kontroli, władze zwykle całkowicie panują nad emocjami, celami i wyobrażeniami społeczeństwa. I to czasami, do bólu prostymi środkami. Trochę to dołujące jest, ale nie ma się co kłócić z rzeczywistością. Widać zmysł krytyczny jest dość rzadką przypadłością. Człowiek to zwierzę stadne. Nie dziwota więc że bańki były, są i będą.
    @Adam Izydorczyk
    Czy to nie dziwne, że wymienione miejsca mają parę wspólnych cech? Wśród których, polityczne cele byłych i obecnych metropolii pięknie współgrają z możliwościami takich wolnościowych i ekonomicznych fanaberii?
    Rothbard jest demode, zawsze był i będzie. Nawet jeśli austriacy w 100% mają rację. Obecnie Keynes święci swoje triumfy. Chyba największe. Przynajmniej w sensie dodruku. Zakończy się to totalną katastrofą? Nie szkodzi. Keynes dalej będzie święcił triumfy. Może nie na taką skalę ale zawsze. Powód jest oczywisty i nieusuwalny.

  24. Adam Izydorczyk #
    24

    @szpak
    Keynes już został pozamiatany w 1974 roku kiedy Hayek dostał Nobla … zresztą ile można eksploatować tego Keynesa .. to już zaczyna się robić nudne !!
    Wchodzę na NYT i czytam wpis Krugman’a o tym, że podaż pieniądza nie powoduje inflacji …. i teraz zastanawiam się jak ten człowiek mógł dostać nagrodę nobla jak pie… takie rzeczy ?!

  25. szpak #
    25

    @Adam Izydorczyk
    Widać Noble są przyznawane z klucza politycznego, w którym wartość merytoryczna jest najmniej ważna. Krugman albo kłamie albo jest idiotą. Tertium non datur. Obstawiam to pierwsze, bo po to m.in. właśnie jest ten klucz. Żeby wypromować tuby propagandowe prowadzące lemingi w odpowiednim kierunku. Austriacy gadają rzeczy, których politycy nie chcą słyszeć. Keynes odwrotnie. Sprawa jest więc oczywista niezależnie od tego czy Hayek dostał Nobla czy nie.
    Wystarczy sobie uświadomić, że obecnie “kapitalizm” zachodni zmierza szybciutko do “centralnego ustalania cen”. Czyli podstawowej rzeczy, co podnosił Hayek, z powodu ktorej socjalizm nie mógł przetrwać. Paradoksalnie za pomocą giełd towarowych i tzw. inżynierii finansowej. Srebro np. jest tu w ostatnich dniach, pięknym przykładem.
    Ponoć kto kontroluje ceny srebra, kontroluje ceny złota. A kto kontroluje ceny złota, kontroluje wartość dolara. Kto zaś kontroluje wartość dolara, kontroluje świat.
    Piękny przykład kolejnych durni, którym się marzy kolejny totalitaryzm. Tylko tym razem pod inną przykrywką.

  26. Adam Izydorczyk #
    26

    @szpak
    Tak jak mówisz .. kontrola cen oraz produkcji już teraz obejmuje w UE prawie 50 % wszystkich towarów … więc jest problem i to duży …
    Co do złota pamiętasz na pewno kryzys w Argentynie 10 lat temu … co było chodliwe ?! złoto, jedzenie oraz broń :)
    Po 3 pamiętasz też na pewno “Gold Commission” za Reagana .. gdzie jest złoto USA .. zastawione w FED .. widać każdy wie co się święci :+)
    Dlatego alleluja, że tutaj w Chinach biżuteria jest próby 999 :+) 10 uncji na wszelki zwyczaj to PODSTAWA :)
    Po 4 system obecny to 3 droga jak wiesz :)
    Dlaczego kraje w Azji lepiej się trzymają bo mniej pieniędzy jest przepuszczanych przez budżet państwa … koronny dowód potwierdzający słowa Rothbard’a, który sam to postulował

  27. szpak #
    27

    @Adam Izydorczyk
    Cieszy mnie, że przynajmniej niektórzy wiedzą co się święci :) Nie sprzedawaj tylko tego złota teściowej, w tym salonie, ze zbyt małym spreadem :) Wygląda na to, że wartość kruszcu i jego “giełdowa” cena rozjadą się niedługo, tak jak ceny dolara, oficjalna i czarnorynkowa, w PRL. Ja bym jeszcze dokupił zresztą :) Szczególnie srebra. Wygląda na to, że srebro jest tym kanarkiem w kopalni.
    Swoją drogą, spora ironia w tym, gdy kraj nominalnie komunistyczny jest bardziej kapitalistyczny niż kraj będący symbolem kapitalizmu do niedawna. I znak czasu.

  28. Andrzej #
    28

    @bxy

    Dzięki za szerokość. Jak Ci nie dadzą wizy, to ja tę………………………..wersji “Wesela” Wyspiańskiego…………………….

  29. bxy #
    29

    @ Andrzej: nawet całkiem ładnie wygląda po zharmonizowaniu :-D

  30. Andrzej #
    30

    @bxy

    I would call it “real enjoyment”, kiedy jednemu różową (do kwadratu) me.dę wybaczają, a drugi kończy za nią na “Golim otoku” /Zivio drug Tito!/, jako że twemu gościowi nie wybaczył wiejskiego wesela…
    Byłu nas taki, któremu wystarczało wykrzyknąć “To lubię!”, gdy się koło u bryczki, za sprawą uroczej wiedźmy, łamalo… – i bryczka, jak karawana, szła dalej…

  31. PC #
    31

    Wow… ale się w tym wątku ilość liter zwiększyła :)

    Bxy => “Próbując odpowiedzieć na pytanie: “co wy kobiety z tymi torebkami robicie ?!” …częsć z nas, szczególnie ta urodzona nad Jangcy, używa ich jako markerów statusu społecznego i – ewentualnie – jako miejsca, gdzie można schować komórkę, klucze i szminkę.” => e… a kieszenie?… :P

    Adam Izydorczyk => “How do you tell a Communist? Well, it’s someone who reads Marx and Lenin. And how do you tell an anti-Communist? It’s someone who understands Marx and Lenin.” / R. Reagan

    Bxy => “system antyspamowy zharmonizował Twój komentarz (słowo “FREE” zazwyczaj występuje w otoczeniu słów “porn pictures”)…” => hehe… no tak… “the internet id for…”

    Jacek => ” Demokracja w obecnym wydaniu U.S.A. staje się systemem kontroli przypominającym słynne „1984” Orwella. Wydaję mi się ze demokracja jaką znamy w wydaniu Europejskim czy też U.S.A.”
    jeszcze trochę to będzie trzeba w końcu nazywać to się dzieje tam i owam demosocjalizmem…

    szpak=>
    Ja myślę czy te diamenty z pierścionków to nawet nie lepsza inwestycja niż złoto… w końcu ceny im mniej skaczą w razie baniek :]

    Bxy => mikroblog => bomba xD

  32. bxy #
    32

    @ Andrzej – wybaczcie. Ja to ja. Ale nie wszystkie oczy widzą ironię, i co ważniejsze, nie dla wszystkich ma znaczenie, z jaką intencją kto co pisał. Naprawdę, nie chcę wchodzić publicznie w tłumaczenia. Po prostu 不好说… Może to też i dobra okazja, żeby prosić Komentujących o pamięć, że tutaj internet rządzi się nieco innymi regułami.

    @ PC – tak, słowo “bomba” pasuje tu jak ulał! :-) A Ciebie też wrzuciło do spamu, bo – co by nie było – napisałes “porn pictures” :-)

  33. Andrzej #
    33

    @bxy

    Ja nie jestem cz.m.
    Ale poddam się dopiero wtedy, jak Izydorczykowi również wymażesz cz.m. przy Mugabie.
    Po prostu zachciało mi się wierzyć w Twą obiektywność.
    Pozdrawiam! :)

  34. bxy #
    34

    Andrzej, Andrzej, przecież tu nie chodzi o obiektywnosć! Naprawdę, chyba nie trzeba tłumaczyć… Przy Mugabe wymażę, jak będę się wybierać do Zimbabwe :-)

  35. Andrzej #
    35

    No niech Ci będzie. Wiedźma zawsze górą :)

  36. YLK #
    36

    @Adam Izydorczyk i Szpak – Panowie, dzieki za ksztalcaca dyskusje!

  37. bxy #
    37

    YLK-a też wsadziło do spamu, nic już nie rozumiem…

    @ Andrzej – nawet nie górą, chodzi tylko o to, żeby unosić się jednak na powierzchni…

  38. szpak #
    38

    @PC
    Tu bardziej chodzi o płynność niż o wycenę jubilerską.
    Złoto i srebro dalej jest pieniądzem. Można za nie kupić potrzebne rzeczy wszędzie na świecie i w każdym czasie. Chyba, że akurat w danym kraju jest zakaz jego posiadania, tak jak to było w USA do 1974 r bodajże.
    Z diamentami już tak łatwo nie jest w niespokojnych czasach.
    @YLK
    Tylko nie traktuj tego jako porady inwestycyjnej. Ja za nic nie odpowiadam! Każdy musi sam decydować :) Jeśli wierzyć reżymowej prasie na zachodzie, złoto to ponoć barbarzyński relikt i nie można go zjeść. Tak naprawdę ma inną poważną wadę. Nie można go dodrukować w dowolnej ilości. A właściwie w żadnej ilości. Dlatego m.in. właśnie stało się pieniądzem. A nie dlatego, że się ładnie świeci. Te przesłanki nigdy nie ustały a nawet robią się jakby, coraz bardziej aktualne :)
    A jeśli weźmiesz rady A.Izydorczyka poważnie to nie zapomnij o sporym zapasie amunicji do tej broni :)
    Ponoć po zamieszkach, na tle rosnących cen żywności, w krajach Płn.Afryki, podobne rzeczy szykują się w Laosie.
    A tak w ogóle to życzę sobie i innym, żeby to były tylko takie strachy na lachy.

  39. YLK #
    39

    Szpak, nie za bardzo mam srodki na inwestycje, ale Wasza dyskusja rzucila – dla mnie przynajmniej – swiatlo na wiele zasad i procesow, z ktorych istnienia w swojej naiwnosci nie zdawalem sobie sprawy. Co do inwestycji, to caly czas dzwiecza mi w uszach slowa mojej sp. babci, ktora mowila, ze trzeba kupowac zloto i ziemie, i wszystko wskazuje, ze ta rada jest wciaz aktualna – Wasza dyskusja tez to potwierdza.

  40. 40

    Gdy to czytałem, przyszedł mi do głowy nowy refren do piosenki Rodowiczki “Damą być” i szło to tak:
    To już lepiej konia bić, ach konia bić,
    niż z pazerną na pieniądze laską
    wciąż na kredyt pić…

  41. 41

    Nie wiedziałem, że chińczycy mają tak ciekawe podejście do tych spraw. Również mają duży dystans do siebie. Ogólnie bardzo ciekawy tekst, prawdziwy i pisany fajnym językiem.


1Trackbacks/Pingbacks

  1. Chińska wydmuszka | Doxa - Przemysław A. Słomski 22 02 11

Your Comment