O seksie i naukowosci

 

Przez ostatnie tygodnie jedynie kupowałam co ciekawiej wyglądające gazety i składałam je na stosik. Od wczoraj powoli przeglądam. Na wierzchu stertki tygodnik Kan tianxia – “patrzeć na to, co pod niebem” – czyli na swiat. O wprowadzaniu reform na Kubie (tygodnik wypisuje szczególowo, ku pokrzepieniu zmordowanych inflacją chińskich serc, z czego składa się kubańska racja żywnosciowa na osobomiesiąc), o “moim ojcem jest Li Gang” (jak zaznacza tygodnik, z “pewnych przyczyn” nie ogłaszano tego swiatu wczesniej, ale Li Gang i rodzice zabitej dziewczyny zawarli ugodę). I o edukacji seksualnej w szkołach.

Artykuł w sumie nic szczególnego (a tytuł posta dałam, rzecz jasna, w celu zwiększenia czytelnictwa bloga :-D ). Nasuwa natomiast jedno ważne pytanie. Ale po kolei. Chiny, jak i Polska borykają się z problemem edukacji seksualnej w szkołach, niby trzeba, ale nie wiadomo, jak się zabrać. Tygodnik przedstawia pewną pekińską podstawówkę i szkołę srednią, w których – w ramach eksperymentu, zdecydowano się wdrożyć lekcje wychowania seksualnego. Patronem i inicjatorem programu jest seksuolog Fang Gang, postać wielce tu kontrowersyjna. Parę lat temu swoje badania do pracy doktorskiej prowadził w klubie nocnym, co oburzyło wówczas media i czytającą artykuły w rodzaju “doktor z Uniwersytetu Ludowego szpiegując w shenzheńskim nocnym klubie pisze rozprawę” publikę. Gdy parę lat później pisał o związkach homoseksualnych, społeczeństwo “oskarżyło go” o bycie homoseksualistą. Teraz gorszy dzieci w szkole. Artykuł opisuje, jak grupa nauczycieli kierowana przez dr Fanga uczy, jak otwarcie mówi rodzicom i nauczycielom, że negacja, potępianie, ucinanie rozmów, nauczanie o “strzeżeniu ciała niczym jadeitu” i nakłanianie młodzieży do złożenia przysięgi dochowania czystosci do nocy poslubnej (a i takie pomysly na edukację seksualną pojawiały się w innych szkołach) nie mają już racji bytu. Nie mają np. wobec faktu, że 8% dziewcząt w wieku 15-19 lat przyznało się do przejscia inicjacji seksualnej, a 21.3% (!!) z tych 8% ma za sobą doswiadczenie zajscia w ciążę (zas 4.9 % zachodziło w ciążę już kilkakrotnie), a pekińskie prywatne szpitale (tylko w prywatnych placówkach ciążę może usunąć osoba niezamężna) po wakacjach zanotowały 50% wzrost liczby nieletnich chcących dokonać aborcji. Bo, chociaż młodzież oburza się, gdy zaproponować im edukację seksualną (“czy chcecie zasugerować, że jestesmy niemoralni?” – trudno w sumie, by inaczej reagowali w szkole, która szpieguje uczniów, by o tym, że np. tworzą związki, donosić do rodziców) i choć wydawnictwa pornograficzne czy strony o takich tresciach są nielegalne (strony są blokowane, rozpowszechnianie pornografii karalne), to jednak młodzież i tak zdobywa w drugim obiegu tego typu wydawnictwa czy płyty i z nich czerpie wiedzę. Albo poszukuje tzw. wiedzy podwórkowej.

Rodzice uczniów poddanych “eksperymentowi”, to w większosci osoby urodzone w latach 60-tych i 70-tych. Ich dzieciństwo i młodosc upłynęły w atmosferze negacji, całkowitego usunięcia sfery płciowosci z oficjalnego dyskursu (zstąpiła oczywiscie do podziemia, a może raczej “podławcza”, pod pulpitami ławek z wypiekami na twarzach przeglądano odpisywaną nieskończoną ilosć razy w szarych zeszycikach anonimową “powiesc erotyczną” pt.: “Serce dziewczyny”, za jej posiadanie były surowe kary, organa wychowawcze uważały, że kto przeczyta, ten własciwie niejako od razu skazany jest na popełnianie przestępstw na tle seksualnym). Milosć, uczucie, seks, były klasowo podejrzane, piesni miłosne spiewane do Mao zhuxi a nie do pięknych dziewcząt, czy przystojnych chłopaków, a związki niesformalizowane najscislej ukrywane. Odkryte, karane i piętnowane. Przez wszystkich. Od najmłodszych, rzucających w osoby z takiej relacji czymkolwiek, co pod ręką i wrzeszczących w kierunku takich “dzikich gołębi” “klasowe” hasła, poprzez rodziców robiących wszystko, żeby taki, mogący zagrozić całej rodzinie związek, przerwać, aż po organizacje i aktywy, które zmuszały do samokrytyki i urządzały takim osobom “wiece krytyki i walki”. Z obrzucaniem starymi butami (po xie – stary, znoszony but to okreslenie kobiety utrzymującej pozamałżeńskie relacje erotyczne) włacznie.

Dzis, patrząc na te czasy, starsi czują nostalgię, młodsi tęsknotę za romantyczną miłoscią, która pokonuje wszystkie przeszkody, a artysci natchnienie. Skończony cynik, nieodżałowany Wang Xiaobo, nieco nostalgiczną historią (ale jak opisaną! Dosc powiedzieć, że musiał ją wydać na Tajwanie, tu nie szło) takiego “nielegalnego” związku otwiera swoją zjadliwą “Złotą erę”. A ostatni film Zhang Yimou, “Shanzha shu zhi lian” (cos mniej więcej jak “Milosc drzewa głogu”) opowiadający historię ukrywanego młodzieńczego związku z tamtych lat zarobił z powodzeniem pieniądze 20-latków jak i ich rodziców. Główna bohaterka w wieku lat 17-tu w pamiętniczku, broniąc się przed uczuciem, zapisuje: “niegdy nie ulegać drobnomieszczańskim, kapitalistycznym pokusom!” Czyli miłosci i pociągowi fizycznemu własnie. I zamartwia się, czy mogła zajsc w ciążę poprzez przytulenie jej przez chłopaka. Dziedzictwem na dzis jest nie tylko nostalgia, ale i ten cały pokoleniowy brak wiedzy, wstyd, poczucie, że erotycznosc to cos złego, co może zniszczyć przyszlosć. Zjawiska te przełożyły się oczywiscie na relację tej generacji z własnymi dziećmi – sfera seksualnosci traktowana jest do dzis jako zupełne tabu a rodzice mają tylko cichą nadzieję, że pomijana w rozmowach, przynajmniej do czasu studiów, erotyka nie będzie dla dzieci istnieć. Powszechny jest strach, że raz przez młodą osobę odkryta, przesłoni jej cel, jakim jest dostanie się na studia i nauka. I co? Jesli wierzyć “Kan tianxia”, to własnie rodzice przeżywający swoje młode lata w takich czasach w przytłaczającej większosci (90%) zgodzili się, aby, ich uczeszczające do objętej eksperymentem szkoły dzieci chodziły na lekcje “edukacji seksualnej i genderowej” opracowane przez dr Fanga. Czemu?

Bohaterowie “Miłosci drzewa głogu” – nawet koszula założona na głowę w celu utrudnienia identyfikacji nie pomogła – w chwilę po jeździe para została złapana przez matkę dziewczyny, po czym wymuszono zerwanie

Jesli dalej wierzyć tygodnikowi, dr Fang i jego wspólpracownicy zdołali przekonać rodziców do tych nauk, chociaż metody i poglądy stosowane w raczkującej chińskiej edukacji seksualnej mogą uchodzić za kontrowersyjne w konserwatywnym obyczajowo społeczeństwie. Dr Fang postulował m in., aby w szkolnym gabinecie lekarskim znalazły się i prezerwatywy. Film, który dano do obejrzenia nastolatkom pokazywał nagie ciała, zas sam Fang przekonywał dzieci, że orientacja homoseksualna jest czyms całkowicie zwyczajnym i naturalnym. Niektóre z podejsc chińskiej seksuologii mogą wydać się kontrowersyjne w mniej konserwatywnych kręgach. Jedna z nielicznych na chińskim rynku książeczek dla młodszych uczniów dotycząca płciowosci definiuje dziewczynki jako nie mające xiao jiji i ukazuje chłopca, w którego oczach czyni je to w jakis sposób wybrakowanymi (o, Freudzie!). Wydawnictwo to ponadto chłopców prezentuje jako lubiących rywalizację i grę w piłkę brudaski, a dziewczynki jako preferujące zabawy w dom, lubiące warkoczyki i płacze przy byle okazji czyscioszki. Jesli dalej wierzyć tygodnikowi (można jednak przypuszczać, że ten celowo do pewnego stopnia pominął aspekt protestów rodziców, żeby nie dodawać kontrowersji, nie podkreslać tak tu nielubianego konfliktu), jedyne obawy rodziców dotyczyły wieku, w którym ich pociechy otrzymają edukację seksualną (dr Fang twierdzi, że im wczesniej, tym lepiej). Tak czy inaczej, edukacja seksualna w tej szkole jest. Jak więc to zrobili?
Cóż, dr Fang naprzmiennie szafował hasłami o naukowosci takich lekcji i cytatami z …. Zhou Enlaia.

“czemu ja lubię szmaciane lalki, a on strzelanie z karabinu?” “czemu ja mam krótkie włosy a ona dwa warkoczyki?” Czy to dziecko, czy dorosły, nie jestesmy tacy sami. Zobaczmy więc w czym się różnimy…

“mają krótkie włosy, mają dużo siły i czasami są troche brudni…”

“chłopcy siusiają na stojąco, a dziewczynki na siedząco? Czemu tak się dzieje?…”

Cytaty z Zhou Enlaia (oczywiscie to nie te powyższe, powyższe ze wspomnianych ksiązeczek są) i ich rolę w przekonywaniu kogokolwiek do czegokolwiek zostawmy może na inna okazje. A naukowosc? W oczach kogos, dla którego wiara w “naukowosć” już dawno została zdemaskowana jako jeszcze jeden mit nowoczesnosci, jako iluzja stałosci i oparcia, tam, gdzie ich w rzeczywistosci nie ma, ta chińska wiara w naukę, naukowosć wlasnie, wiara, że sama nauka może stać się swiatopoglądem (naukowym!), że możliwa jest wiedza obiektywna, takze ta humanistyczna, dotycząca ludzkiego życia i ludzkich wyborów i że przyczyniac się moze ona do szczęscia (jak mówi dr Fang, celem jego edukacji jest zdrowie i szczęscie dzieci), musi zadziwiac.

Pamiętam, jak w zeszłym roku na jednych z zajęć na moim szanghajskim uniwersytecie wywiązała się dyskusja o tym, czym jest naukowosc. Nauczyciel i studiujący przescigali się w mówieniu czym ona jest – rugowaniem mixin - przesądu (tutaj “przesąd” jest drugim biegunem naukowosci), postępem, rozwojem, wprowadzaniem nowoczesnosci etc. W końcu nauczyciel wpadł na pomysł, żeby zapytać jedynego laowaja na sali. Gdy zaczęłam mówić, że o naukowosci czegos przesądza zastosowana metoda, a nie wynik, że kluczem jest falsyfikowalnosc i możliwosc kontrolowania warunków eksperymentu, na sali zapanowało zdumienie, zas nauczający podsumował: “patrzcie, jak inaczej, jak osobliwie myslą ludzie Zachodu”.

W naszych oczach ta chińska wiara, ze nauka i “naukowosc” naprawi społeczeństwo, przyczyni się do jego szczęscia, że to, co uznane za “naukowe” nalezy po prostu przyjąć, bo takie są “prawa postępu”, to wysokie zaufanie do szkoły jako pasa transmisyjnego “postępu” i “naukowosci” moze jawić sie jako niezły mixin. Pewnie tak samo jak tutaj jawiłyby się nasze różne widniejące na sztandarach “wartosci”, kłótnie o podręczniki, o “wychowania do życia w rodzinie” vs “wychowania seksualne”, walki o szkolne krzyże etc. No więc pewnie to wszystko jawiłoby się jako straszny mixin. Pod warunkiem, że w ogóle udałoby się wytłumaczyć Chińczykom, o co w tym wszystkim mniej więcej chodzi.

Na zakończenie kilka fantastycznych odpowiedzi chińskich rodziców na pytanie: “mamo, tato, skąd się wziąłem”, jakie usłyszeli w przeszłosci obecni czytelnicy Kan tiaxia, a którymi podzielili się w sondzie (dzięki nim ma się wrażenie, że lekcje wspólpracowników dr Fanga w sumie to przydałyby się nie tylko dzieciakom). No więc: “mamo, tato, skąd się wziąłem?”

“Wyciągnęlismy cie ze smietnika…”

“Znaleźli mnie za górą. Gdy uciekali ze mną, gonił ich wilk, tata z tyłu go bił, a mam uciekała przodem ze mną na rekach…”

“Pani w warzywniaku nie dawała rady dłużej mnie utrzymywać, więc mam wróciła z zakupów i z warzywami i ze mną…”

“Ukradli mnie innym ludziom. A jak to mówili, to jeszcze pokazywali mi zdjęcie, jak mama trzymając mnie gdzies biegnie, mówiac, że to robione w momencie, gdy mnie kradła…”

“Kupili mnie w sklepie…”

“Zabrali od złomiarza, bo zawsze jak szli do wujka, mijali tego złomiarza, mama mówi, że ten złomiarz i jego żona to moi prawdziwi rodzice”

“Mówi, że wymieniła mnie za porcje kiszonych warzyw…”

“Z ZOO, zabrali mnie z pobliża klatki z niedzwiedziami”

“Mikołaj wrzucił mnie przez komin…”

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

19

01 2011

31 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. szpak #
    1

    Przeszedłem taką edukację w szkole. Z perspektywy oceniam na równi z innymi mniej czy bardziej bezwartościowymi przedmiotami. Gość to nawet nie nawiedzony altruista tylko typowy bezczelny szarlatan. Ta rzekoma naukowość i cytaty z Zhou Enlaia niechybnie tego dowodzą. Wróżę mu dużą karierę.
    Dość szokujący jest poziom umysłowy na Szanghajskich uniwersytetach. Niby propaganda postępu i jego rzekomej naukowości jest ogólnoświatowa i chętnie wykorzystywana przez wszystkich polityków z lewicą na niechlubnym czele. Z nieustającymi i łatwymi sukcesami zresztą. Ale żeby aż tak tego nie dostrzegać i akurat o naukowości klepać aż takie dyrdymały, na poważnie, na zajęciach? Zgroza człowieka ogarnia. Ten szarlatan będzie kosił łatwą kasę. Szkoda, że człowiek ma jakieś zasady.
    Z drugiej strony, nie muszę luster w domu odwracać :)

  2. Andrzej #
    2

    :) Ubawiłem się serdecznie, bo zagrałem ze… sobą w zgadywankę, czyj jest pierwszy komentarz. Jakbym przegrał, znaczy, to też bym wygrał :)
    Zgadzam się, co do roli luster w wychowaniu seksualnym :)

  3. szpak #
    3

    No dobra, złapałeś mnie :) Chyba mam za dużo czasu albo za mało chęci do pracy :)

  4. A. #
    4

    Zwodniczy tytuł posta! czy jest szansa, że się kiedyś doczekam?

  5. PC #
    5

    Bxy => “tytuł posta dałam, rzecz jasna, w celu zwiększenia czytelnictwa bloga” => no nie… Ty i takie chwyty?! xD xD

    Szpak => “Z perspektywy oceniam na równi z innymi mniej czy bardziej bezwartościowymi przedmiotami” => hmm… podzielam opinię… w 110%…

    Prorok Andrzej => niach niach :P

  6. bxy #
    6

    @ Szpak – mnie to nieustannie zadziwiało. Cóz, swiatopogląd naukowy i nauka tout court nie zawsze idą w parze. Pamiętam, że nieliczne (bo z reguły interakcja na zajęciach była absolutnie zerowa) pytania do publiki w rodzaju “czym jest naukowosc”, “czym jest racjonalnosc” spotykały się własnie z tego rodzaju otchłanią.
    @ A. – nie wiem, po prostu nie wiem, co ja bym tutaj musiała napisać, żeby Cię zadowolić…
    @ PC – Nie zapominaj, żem socjologiem. Eksperyment się udał. Zwiększenie czytelnictwa w dniu publikacji o jakies 35% w stosunku do dni publikacji postów o jakimkolwiek innym tytułe :-)

    A propos młodych, ich pierwszych miłosci w czasach Rew Kult i nieco później i nostalgii. Własnie, w chorobowym łożu (znowu przeziębienie) obejrzałam “阳光灿烂的日子”姜文 (Jiang Wen, angielski tytuł filmu “In the Heat of the Sun”).W czasie, gdy wyprodukowany (1994) nie dopuszczony na ekrany, ludzie musieli się nieźle nastarać, żeby w tamtych czasach obejrzeć. Dzis można sobie oglądać do woli – i warto!

  7. Adam Izydorczyk #
    7

    Nie wiem czy wy macie tak samo, ale ja jeden tytuł potrafię zobaczy kilka razy i tak miałem w przypadku Chungking Express czy też kilku innych filmów :D
    A ostatnio oglądałem z żoną “if you are the one 2″
    bardzo przyjemnie się ogląda no może po za końcem filmu trochę smutny … ale piękne widoki San Ya nadrabiają wszystko !!

  8. Andrzej #
    8

    @bxy

    A jak z wprzęgnięciem kuchni seczuańskiej do walki z Twymi przeziębnięciami? Hunańska jeszcze lepsza!
    Szybkiego wyzdrowienia!

  9. ril #
    9

    Bardzo ciekawy jest ten temat wiary w naukowość. Czy to podejście do naukę wywodzi się z idei komunistycznych czy jeszcze innych. Jakoś mi się łączy z technokracją władz. Tak sobie myślę, że skoro trzeba wyznawać jakiś wiarę lepiej wierzyć w naukę i podstęp niż w te nasze wartości

  10. szpak #
    10

    @ril
    Przypominam, że socjalizm radziecki, też był oparty o wiarę w postęp i miał rzekomo naukowe podstawy. Ponieważ nauka, której zręby powstały w Europie, odniosła spektakularne sukcesy, nie może dziwić fakt, że każdy sprytny szarlatan się pod nią podpina. I nie ma większego znaczenia, czy jest to gość sprzedający ścierki do naczyń opracowane w laboratoriach NASA, czy filozof, polityk bełkoczący o fachowości i naukowych podstawach swoich poronionych poczynań. Mechanizm oszustwa jest ten sam. Dziś już doskonale wiemy czym skończyły się naukowe podstawy ekonomii socjalizmu. I nie jest to nawet dyskutowalne. To nawet nie była katastrofa. To był cały ciąg katastrof w prawie wszystkich obszarach. Ekonomicznych, kulturowych, ekologicznych, technologicznych itp. Z całym ogromem ludzkich cierpień na dodatek.
    Nauka nie polega na ślepej wierze w naukowość i postęp, który oczywiście zawsze wymaga zaciekłej walki z zabobonami, przesądami, starym porządkiem i zastanymi wartościami. To już przerabialiśmy i dziwić może tylko, że ludzie dalej mogą się na to nabierać. Po takiej gigantycznej wręcz lekcji poglądowej.
    Z tego co pisze bxy wynika, że Chińskie władze doskonale zdają sobie z tego sprawę. Na szczęście dla Chińczyków.
    Nauka nie jest do wierzenia. To jest fatalny w skutkach nonsens i przesąd. Czego zresztą można w naukowy sposób z łatwością dowieść :) Materiałów jest aż nadto.

  11. Andrzej #
    11

    Miałbym prośbę do bxy o podanie angielskiego terminu, z którym ma ambicje korespondować „wytropione” przez nią chińskie pojęcie „naukowości”.
    Mianowicie, nasza „naukowość” jest, jak się to nierzadko zdarza w językach słowiańskich, daleko większym nieporozumieniem, pomieszaniem z poplątaniem, niż złość, podłość, włość i kość, razem wzięte.
    Jeżeli chodzi przypadkiem o „scientific character (nature) of sth”, to tu nie ma błądzenia, wszystko jest jasne, to jakieś „sth” oparte jest na badaniach naukowych, na metodologicznym podejściu do badanego problemu, jednym słowem jest rezultatem „of research work par exxellance”. Jak już raz bxy stwierdziła (i może dlatego podpadła), o „naukowości” decyduje metoda. Zła, lub błędnie zastosowana, kładzie wynik badań z kretesem.
    Trudno mi jest uwierzyć, że naród o naukowo udowodnionej, daleko bogatszej wyobraźni niż „nasz” Western World, mógłby kuleć z taką kulą u nogi, jak my kulejemy z naszym, niedorobionym, niedorozwiniętym pojęciem, reprezentowanym słowem „naukowość”.

  12. bxy #
    12

    @ Adam Izydorczyk – też tak mam z wczesniejszymi filmami Wong Kar Waia :-) A co do wspomnianego przez Ciebie filmu – jak widzę na plakacie Ge You – Nicolasa Cage’a i Bogusława Lindę chińskiego filmu (chodzi mi o to, że jak oni, jest wybitnym aktorem biorącym w przeszłosci udział w ambitnych przedsięwzięciach a teraz grającym w kinie czysto komercyjnym), to jakos nie kusi…z drugiej strony miło jest zobaczyć Shu Qi :-)
    @ Szpak, Ril – tak, jasne, że to typowy sposób legitymizowania władzy i obranego kierunku w socjalizmach. Ale jednoczesnie, w kontekscie Chin, należy pamiętać, że tradycja wiary w naukę, naukowosc, postęp, przekonanie, że na Zachodzie jest “naukowo” + pogarda dla “przesądu”, nie wzięła się tutaj wraz z ChRL. Wystarczy wspomnieć chociażby 新文化运动 – Ruch Nowej Kultury, w swojej nienawisci do tradycji (której filary uznane zostały za pęk zabobonów) i radykalizmie postulatów może chyba być tylko porównany do Rewolucji Kulturalnej. A ta dzisiejsza “naukowosc” – przypomnijmy, że “koncepcja naukowego rozwoju” to oficjalny wkład Hu w doktrynę Partii, jak mysl Mao, teoria Denga i 3 Reprezentacje w przeszłosci – Rilowi jak najbardziej słusznie łączy się z technokracją władz. Tyle, że na przestrzeni publicznej rzecz tkwi głównie jako hasła na poziomie “zdecydowanie trzymać się koncepcji rozwoju naukowego, czynić miasto lepszym miejscem”, więc nic dziwnego, że “naukowosć” kojarzy się np. z jakąs piękną a mglistą przyszłoscią, “cywilizowaniem” a nie np. metodologią. Gorzej że kojarzy się też tak i na uniwersytecie.
    @ Andrzej – ja tego słowa nie wytropiłam, ono się zewsząd na mnie rzuca. 科学性.科学 to nauka. 性 pełni tutaj funkcję jak nasze “-osć”. Mój słownik tłumaczy to jako “scientificalness”.
    “naród o naukowo udowodnionej, daleko bogatszej wyobraźni” :-) taaaak…. a co do kuchni syczuańskiej i hunańskiej – chyba nie dowlokę się do najbliższego przybytku…

    A tak w ogóle to widze, że mogłam w ogóle nie pisać o jakims tam seksie, skoro wszyscy i tak chcą gadac o naukowosci! :-)

  13. Andrzej #
    13

    @bxy

    Z tymi kuchniami to ja wyjechałem w sensie profilaktycznego odżywiania się ostrą papryką („la dżao”). Polecam jak… najgoręcej!
    Na poważnie rozpalone od przeziębienia gardło to już za późno, tylko antybiotyk pomaga
    Tą paprykę należy wcinać zawsze, całe życie, po prostu, żeby gardło było… rozpalone nieustannie, to choroba nie będzie miała na co usiąść, żeby sobie… pupy nie oparzyć, no i ucieknie gdzie… pieprz rośnie.
    Po tym krótkim wstępie, który się jakoś, przypadkowo… :) otarł o tytuł wpisu (let it be my modest contribution), pragnę z równą skromnością wyrazić moją opinię, iż jak coś wygląda podobnie jak nasza „-ość”, ością nie musi być, i, kto wie, czy pod burką nie chowa czegoś zaiste wielkiego, a w każdym razie od ości większego (a nuż Laszkę synową? :) ).
    A równie dobrze tego może nie być wcale, tak jak nie ma wcale jeszcze dużo, dużo tego co na język angielski jest nieprzetłumaczalne, z naszą nieszczęsną „naukowością” (”scientificalness”) włącznie…

    PS. Nie jestem pokłonnikiem Wikipedii, ale, na wszelki wypadek, sprawdzam w Wikipedii, a ona mi się uśmiecha, pytając: ”Did you mean ”scientific games”?

  14. ril #
    14

    “A tak w ogóle to widze, że mogłam w ogóle nie pisać o jakims tam seksie, skoro wszyscy i tak chcą gadac o naukowosci!”
    O seksie też miałem wspomnieć. Niedawno na pewnej dyskusji o Chinach jeden z rozmówców wspomniał, że w Chinach bardzo się zmienia moralność seksualna. Bywa, że młodzi ludzie nawet mieszkają ze sobą bez ślubu (!). Czyli rzeczywiście wygląda na to, że poszerza się rozdźwięk między oficjalną moralnością a praktyką, swoją drogą aż dziwi podobieństwo do Polski w tej wierze rodziców, że mogą uchronić dzieci przed seksem nie mówiąc o tym. Nasz Dziennik już nie raz pisał, że wprowadzenie edukacji seksualnej w Ameryce miało na celu i spowodowało znaczny wzrost swobody seksualnej.

    A co do naukowości – Chinom generalnie przydałaby się filozoficzna refleksja nad metodą naukową, bo nawet jeśli przejmą ideę falsyfikowalności i eksperymentu, to się okaże, że nie całą naukę można tak uprawiać, w socjologii jakościowej trudno o eksperyment czy nawet o reprezentatywną próbę, a teorie filozoficzne czy różne traktaty socjologiczne proponujące nowe podejścia nie są falsyfikowalne, ale niewątpliwie jest to część nauki. Ciekawe, jak wygląda filozofia w Chinach. I jak padania podstawowe, skoro podobno Chińczycy czy Japończycy są najlepsi w kopiowaniu.

    Obawiam się też, że wiara w naukowość kłóci się z antropologią i ciężko będzie Chińczykom poznać i zachować inne widzenie świata przez różne ludy mieszkające na terenie Chin, skoro jest jedno słuszne podejście. Trochę jak niszczenie starych domów pod wieżowce. Ale o tym już nawet pisałaś.

  15. Lalevi #
    15

    A oto i moje 2 grosze, może nie do końca na temat, ale co tam ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=eZQdydWtGis

  16. PC #
    16

    A tak w ogóle to widze, że mogłam w ogóle nie pisać o jakims tam seksie, skoro wszyscy i tak chcą gadac o naukowosci! => Rozwaliłaś mnie tym tekstem Bxy xD

  17. Andrzej #
    17

    @bxy
    „Traktowanie sfery seksualności jak zupełne tabu” bez najmniejszej wątpliwości nie pozostaje bez wpływu na rozwój bogatej wyobraźni :)
    To jest jeden, choć nie jedyny faktor, który wpłynął na rozwój wyobraźni bogatszej od naszej.
    Drugi, to poddawanie dzieci bardzo specyficznej gimnastyce wyobraźni opartej na zgłębianiu informacji zawartych w ideogramach, hieroglifach, od pierwszych lat ich samodzielnego myślenia. Nasze dzieci o tego rodzaju gimnastyce nie mają zielonego pojęcia.

    Oto przykład: chiński znak dla wyrażenia naszego pojęcia „oczarowany” („enchanted”) składa się historycznie z dwóch elementów, z których jeden jest ideogramem figury ludzkiej (takie tam uproszczone ciałko – tułów, nóżki, rączki), a drugi to ostry zarys szczytu górskiego. Złożone razem te znaki wnoszą do małego mózgu taki oto przekaz myślowy: „Człowiek zamknięty wewnątrz góry siłami nadprzyrodzonymi”….
    I tak dalej, i tak dalej, 30 000 razy…

    Drugi przykład: Dlaczego ja podejrzewam, że „na początku” nie było słowa.
    Według mnie był obraz.
    Otóż, po moich Chinach jestem przekonany o tym na podstawie analizy ich słowa „wyobraźnia”:
    xiang xiang – pierwsze xiang wymówione w tonacji horyzontalnej oznacza „myśleć” (think) drugie, niemalże identyczne (choć ideogram całkowicie odmienny), tylko, że wymawiane w tonacji wzrastającej, oznacza „obraz”.

    Fakt, o seksie można nieskończenie… :)

  18. ril #
    18

    @Andrzej Co do drugiego – chodzi Ci o 想象 xiǎnɡxiànɡ. Ale co do “oczarowany” – masz na myśli 仙? To słowo znaczy nieśmiertelny. Możesz tutaj http://www.nciku.com narysować znak, który widziałeś i go wkleić

  19. PC #
    19

    Lalevi => Filmik genialny – PADŁEM xD

    ril => o… ciekawa strona do rysowania krzaczków

    Przez ciebie zacząłem przeglądać wszystkie metki od produktów w poszukiwaniu danych testowych :]

  20. szpak #
    20

    @ril
    To, że coś jest stylizowane na naukę, jeszcze nie oznacza, że to coś ma cokolwiek wspólnego z nauką jaką znamy. Czyli tą jaka odniosła te wszystkie sukcesy. To starałem się przekazać. Być może konfrontacja na tym poziomie percepcji będzie przykra dla np. filozofów, ale w końcu nic dobrego ani wartościowego z ich działań jakoś nie wynikło w ostatnich co najmniej 400 latach. Rzeczy niedobrych a nawet potwornych wynikło za to sporo. Dla mnie np. to zwykli szarlatani, lansowani przez usłużne media. Takich ludzi i dzieła lansuje się z powodów politycznych i socjologicznych. Jest zapotrzebowanie to się pojawiają. Być może wywołam tutaj jakieś święte oburzenie ale moim zdaniem współczesna filozofia, z nauką to ma tyle wspólnego, co
    układanie horoskopów. Jest zapotrzebowanie na bzdury to się pojawiają. Z tą drobną różnicą, że horoskopy czynią o wiele mniej szkód.

  21. ril #
    21

    @PC – uważaj sprawdzanie znaczków wciąga
    @szpak Czy ja dobrze rozumiem , że wg. ciebie jakbyśmy cofnęli się z poziomem filozofii do stanu sprzed 400 lat (sprzed np. Rozprawy o metodzie Kartezjusza z 1637 roku) to byśmy nic nie stracili?

  22. szpak #
    22

    @ril
    Akurat od Kartezjusza chciałem liczyć wiec lekko przesadziłem z tymi latami, co słusznie wytknąłeś.
    Tym samym zresztą potwierdzając chyba moją tezę :)
    Mam nieodparte wrażenie, że współcześni filozofowie zwykle nie rozumieją zbyt wiele ze współczesnej fizyki. Chyba, że jakiś naukowiec zechce się parać filozofią w ramach dodatkowych zajęć. Jakoś mało chętnych a jeszcze mniej, jeśli w ogóle, jakichś sukcesów. Pomijając oczywiście te polityczne i medialne.

  23. Andrzej #
    23

    @ril

    Próbowałem narysować, ale wydaje mi się, że nie tędy droga. Bo informację odnośnie “enchanted” zaczerpnąłem od profesora historii chińskiego języka, który demonstrował na tablicy metamorfozę chińskich znaków na przestrzeni dziejów.
    Cóż to była za fascynująca podróż w głąb 想象!
    Pozdrawiam!

  24. YLK #
    24

    Sliczna fraszke napisalas w miniblogu. Tak sie zastanawiam, czy przypadkiem nie probowalas wejsc na to wzgorze z pagoda widoczne z Palacu Letniego…
    Zdradz plany wakacyjne!

  25. PC #
    25

    Bxy’owy Mikroblog => 2 ostatnie wpisy mnie rozwaliły :P

    A…. popieram postulat YLK ! :P

  26. bandicota #
    26

    Dzis z niesmakiem uczestniczylam w spotkaniu zakladowym. W tym przypadku tresc “naukowa” (czyt. metodologiczno-filozoficzna) znienacka ustapila tresci “naukowej”(powiazanej z nauka zinstytucjonalizowana, a wrecz polityka). Przewijal sie tez, a jakze, watek „wielkiego (i sedziwego) uczonego- mistrza”. W obydwoch naszych doswiadczeniach, droga bxy, wazna role pelni niedostosowanie sie do kontekstu z powodu naszego baconowsko-popperowskiego wychowania (a wlasciwie uznawanie wyzszosci tegoz). Z perspektywy procesu adaptacji do lokalnych warunkow jak i procesu pozbawiania sie zludzen co do nauki w jej realnym, miedzynarodowym wymiarze, postanawiam nie wartosciowac zadnej z powyzszych opcji uprawiania nauki. Powiem tylko, ze Chinczycy juz od zarania wykazuja sie daleko posunietym pragmatyzmem odrzucajac problemy dlawiace od wiekow filozofie Zachodu. Do dzis nie odczuwaja Chinczycy potrzeby dyskusji na temat sposobow istnienia. To, paradoksalnie, znacznie ulatwia uprawianie nauki (a mu musielismy czekac na te Gadamery i inne Radamery,a w sumie to dalej czekamy…) Etos “naukowca” wazniejszy niz metoda jest rowniez powiazany z tradycja i historia- wszak wspolczesni chinscy naukowcy to spadkobiercy zdajacych cesarskie egzaminy urzednicze uczonych. Na egzaminach tych, jak wiadomo, wystarczylo wkucie na deche klasykow i lekki pedzel. Metoda badawcza jako temat byla-z tego co wiem- nieobecna. Wydaje sie, ze trudno walczyc z tradycja, ktora okazala sie, niestety, w pewnych miejscach zbiezna z naszym etosem badacza. Bycie „naukowcem” jest wspolczesnie podobnie swietnym pomyslem na kariere i osiagniecie wysokiej pozycji spolecznej, co w czasach Tangow- Gdyby chodzilo o bardziej antytetyczne, latwiejsze do spolaryzowania pojecia- byc moze dzis rano nie mellabym w zebach obelg pod adresem wszystkich ksiazkologow Tajwanu.
    Mam przykre wrazenie, ze rola moich studiow jest w duzym stopniu nauczanie przyszlych “naukowcow” darmozjadztwa i radzenia sobie z poczuciem elitarnosci. Polowa czasu trwania seminariow poswiecana jest zagadnieniom typu kto jest kim kogo oraz przedstawianiu ostatnich ustalen rzadowo-ministerialno-szkolnych komisji do spraw niewiadomoczego

    Idealizm jest bardzo zly na watrobe
    Zycze Ci duzo zdrowia, bxy!

  27. Andrzej #
    27

    @bandicota

    E cosi (finalmente!) Budda parlo’…

  28. bxy #
    28

    Bandicota – a wracając do konkretów, Ty po tych studiach będziesz się nadawać do leczenia ludzi? …………

    YLK – no oczywiscie, ze to ta pagoda, ta góra :-D Podejrzanie to wyglądało, ale i tak musiałam sprawdzić…

    A co do planów feriowych są to no…te…ferie w miescie. Przyjelam zasade, ze bede jezdzic w takie miejsca, do ktorych da sie dojechac uzywajac pekinskiej karty miejskiej. Z ostatniej wyprawy wlasnie wrocilam – relacja juz wkrotce. W srodkach transportu spedzilam lacznie prawie 4 godziny, ale bylo ze wszechmiar warto. No moze zrobie jeden niepekiński wyjatek (choc caly czas trzymajac sie zasady, ze ma byc blisko) – http://www.iouter.com/n23190c91.aspx . A YLK gdzie?

  29. YLK #
    29

    Ja uwierzylem tym, ktorzy mnie ostrzegali…
    Miejsce fantastyczne, musze tam kiedys trafic, pozazdroscic tylko Pekinowi i jego mieszkancom:) mozliwosci wypadow w takie miejsca – czekam niecierpliwie na relacje.
    A YLK w Linhai, od jutra bedzie – jak zwykle – tropic niesmiertelnych. Pozdrawiam cieplo!

  30. bandicota #
    30

    Bxy,
    Z punktu widzenia wymagan prawno-rynkowych w polszy, szumny tytul naukowy “master of chinese medical science” powinien wystarczyc w zupelnosci.
    Jesli zas rozpatrywac poziom zaawansowania w medycznym rzemiosle, to…gdzie tam… moze za kilka lat.
    Teraz to moze sie czasem sama gdzies nakluje albo znajomemu zadam jakiegos paskudztwa. Znam sie troche na przeprowadzaniu “作月子”

  31. Andrzej #
    31

    Szi Njen Hao to all fallen in love with China!



Your Comment