ogloszenie drobne 3

 

Kochany pamietniczku,

Na wstepie przepraszam, ze tyle nie pisalam. Nie to, ze nie chcialam. Chcialam i to wiele razy. W kafejce w Pekinie, gdzie za kazdym razem trzeba wstukac numer paszportu i dac sobie zrobic mugshota, w kafejce gdzies w Shangdongu, gdzie zeby dac mi pouzywac sieci, uczynny chlopak z obslugi zalogowal mnie na swoj dowod osobisty (bo pamietniczku,sa takie miescja na ziemi, gdzie trzeba miec chinski dowod osobisty, zeby Cie dalej pisac, tudziez robic inne fajne rzeczy, typu grac w 7 godzin w Jinwutuana). A teraz – prosze – siedze w pustym mieszkaniu. Zostala juz tylko walizka i podreczny – przekladam z jednego do drugiego, moze cos od takich przekladanek zelzeje albo sie rozplyplynie w przestrzeni i bagaz zacznie sie miescic w limicie. Jutro rano przyjdzie jeszcze pan smieciarz i zabierze te kilka workow z rzeczami, ktore mu przygotowalam. Przyjdzie punktualnie, tak jak sie umowilismy, zabierze rzeczy bogatego laowaja na swoj recznie ciagniety wozek.

Mam nadzieje, pamietniczku, ze Aeroflot poprawil sie nieco od mojej pierwszej podrozy do Azji. Wtedy nie mieli jeszcze Airbusow. Mieli za to pasazerow, ktorych poalkoholowe problemy zoladkowe skupily sie w obrebie jedynego okienka dostepnego dla mnie, przez ktore mialam zamiar ogladac wschod slonca w Himalajach.

O tym wszystkim, co bylo, gdy mnie nie bylo, rzecz jasna napisze - tylko, ze juz lezac w hamaku w ogrodzie rodzicow, glaszczac od czasu do czasu posiwiala gebe psa, ktorego sama kupilam, sama przynioslam (byl wtedy kuleczka z oczami), a ktorego od 7 lat regularnie porzucam uciekajac do Azji.

Krotko mowiac, w nastepnych, pisanych pod lipa, odcinkach o:

a) lazeniu po zamknietym dla turystow odcinku chinskiego muru i napotkaniu ducha Mingow

b) lazeniu po starym cmentarzu w Qufu w trawie po kolana, wlazeniu na swieta gore Tai w pocie po kostki i o wstrzasajacym odkryciu poczynionym na szczycie tejze gory

c) naglym i niespodziewanym pojsciu w kalesonopodobnych gaciach i w koszulce od joggingu na spotkanie z wicedziekanem pewnej uczelni w Hebei i o rozowej jedwabnej koszulce nocnej z karczkiem, z falbankami, guziczkami (tak, to jest jedna ta sama opowiesc…)

d) o prawdziwym duchu Expo, o pawilonie polnocnokoreanskim, iranskim… (reportazo-esej)

e) o pekinskich hutongach karmiacych swoich oprawcow najlepszym makaronem swiata

O hutongach, pekinskosciach i innych polnocnosciach bedzie zreszta wiecej. Gdy wstane z hamaka, odloze talerzyk z pierogami ruskimi, blog zmieni troche profil. To bedzie moje pekinskie zycie. I inne niezrecznosci.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

30

07 2010

9 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Jarek K #
    1

    Jak jedziesz do domu, jako etatowy zaśmiecający ten blog – coś na drogę.Niedawno zupełnie przypadkiem natknąłem się na coś co mnie poruszyło dwadzieścia lat temu i chyba dalej tak jest. http://www.youtube.com/watch?v=gZ2tluarzZs

  2. Jarek K #
    2

    I dobrze, że jesteś – zapomniałem dodać – chyba się uzależniłem od słowa jakiegoś od Ciebie co parę dni.

  3. Niamey #
    3

    Nie mogę się doczekać pekińskiej odsłony :)

  4. PC #
    4

    [ a jednak bxik żyje ;) ]

    CZEKAMY !!!

  5. Andrzej #
    5

    Z uszami spuszczonymi do ziemi, potulnie pozdrawiam!

  6. YLK #
    6

    Szczesliwej podrozy, milego pobytu w kraju, i wielu wrazen na polnocy! Juz sie ciesze na wpisy o Pekinie, pewnie porusza ta wrazliwa strune i odezwie sie nostalgia – a moze nie…
    A tego hamaka zazdroszcze – swoja droga moze sie jeszcze na kwitnace lipy zalapiesz…?

  7. Andrzej #
    7

    Jeszcze nie rzuciłaś się na pierogi, a już, w powietrzu tęsknisz za Chinami?
    Skąd ja to znam…

  8. Jacek #
    8

    ;-)

  9. Witek #
    9

    Czekam na wiecej. Pozdrawiam.



Your Comment