Opowiesć wigilijna

 

17 marca 2010 roku rano 17-letnia Tian Yu weszła na czwarte piętro dormitorium i skoczyła z okna. To był drugi z dwunastu przypadków skoku z budynku, które wydarzyły się tamtą wiosną w należącej do tajwańskiego Foxconnu (Fushikang) największej fabryce swiata (w chwili gdy Tian Yu skakała, fabryka w Kantonie miała blisko pól miliona pracowników). Srednia wieku skaczących 21 lat. Tian Yu jako jedna z dwóch osób, które skoczyły, przeżyła. W najnowszym, noworocznym, poswięconym w całosci opowiesciom dziennikarzy, pisarzy ale i “zwykłych ludzi” o ich ojcach, numerze Nanfang Zhoumo, Tian Yu opowiada o swoim ojcu. Kika dni wczesniej opowiedziała o swojej pracy w Fushikang i o swoim obecnym życiu dziennikarzowi 第一财经日报 – diyi caijing ribao – “Pierwszego dziennika finansowego”. Spróbuję odtworzyć z tych dwóch tekstów tę historię. Żeby nie było tylko o ojcu, ale i o córce.
Choć w szkole nie była dobrą uczennicą, ojciec nigdy jej nie karał. Ukarał tylko raz, gdy użyła jako dziecko brzydkiego wyrazu. Dostała po buzi tak, że aż poleciała krew. Młodszy brat Tian Yu jest głuchoniemy, jest jeszcze młodsza siostra. Rodzina mieszka na henańskiej wsi, ma trochę zwierząt (po tym, jak Tian Yu skoczyła z okna, czesć zwięrząt wyprzedali, żeby mieć na opłatę za szpital), zimą ojciec najmuje się do pomocy jako pracownik sezonowy. Tian Yu skończyła gimnazjum i nie ma co ze sobą robić. Marzy, że będzie miała sklep z butami w miasteczku. Ale póki co nie może siedziec w nieskończonosć w domu, postanawia jechać do Kantonu pracować. W artykule dla Nanfang (Tian Yu mówi, dziennikarz spisuje) opowiada o tym, jak ojciec bał się, że jako młoda, niedoswiadczona, będzie doswiadczać krzywdy i upokorzeń. Dla Caijing Ribao relacjonuje, jak przed wyjazdem rodzice uczyli ją, jak radzić sobie z ewentualnymi zniewagami – “wytrzymuj, znos w ciszy”. Pomimo nakazu tradycji, który mówi o tym, że dziecko powinno spędzać chiński Nowy Rok z rodziną, rodzicami, dwa dni przed Nowym Rokiem Tian Yu wsiada w pociąg i jedzie ze srodka kraju na wybrzeże – w kierunku przeciwnym niż wszyscy inni, wracający do domów na swięta robotnicy.

Pierwszego dnia (“miałam szczęscie, przyjęli mnie już po dniu stania w kolejce, bo to było tuż przed Nowym Rokiem i potrzebowali ludzi”) wytrzymuje, choć płyna jej do oczu łzy. Gdy podczas przeszkolenia pyta się, czy dobrze wykonała zadanie, nadzorczyni potwierdza, a potem, podczas kontroli, ta sama nadzorczyni publicznie ja wysmiewa i krytykuje za…źle wykonane zadanie. Najpierw nie musi zostawać dłużej przy tasmie, bo jest niepełnoletnia, ale wkrótce zostaje jak wszyscy. Kilkanascie godzin codziennie na stojąco przy tasmie, wykonując tę samą czynnosć. Wtedy po raz pierwszy wydaje jej się, że straciła czucie w rękach i nogach. Zanim nieopatrznie utopi kupioną przez ojca komórkę w wodzie, powie mu jeszcze i to.
W dormitorium mieszka ich 8 w pokoju, ale, ponieważ każda z dziewczyn pracuje w innym dziale (Tian Yu sprawdza zmontowane ekrany do Apple’ów) i na różne zmiany, zna imię tylko jednej z nich. Atmosfera jest zimna, nie ma z kim porozmawiać – nie to, co w domu, na wsi. Tian Yu ma tylko jedną koleżankę, z którą zapoznała się podczas stania w kolejce. Żeby 500 kuajów, które dał ojciec na dworcu, na dłużej wystarczyło, w ramach rozrywki przechadzają się po ulicach handlowych i do supermarketu. W tym ostatnim wkładają towary do koszyka, objeżdżają sklep, a później odkładaja rzeczy z powrotem na półkę.
16 marca zostaje już tylko 10 kuajów (czy 5, jak wspomina druga z gazet, nieważne, mało). Minął już miesiąc, a wypłaty jeszcze nie ma. Tian Yu pyta koleżanki z dormitorium, gdzie odebrać kartę z pensją. Nie wiedzą, kierują do kierownika działu. Ten odsyła do filii fabryki na drugim końcu miasta. Za większosc pozostałych pieniędzy Tian Yu kupuje bilet i jedzie godzinę autobusem. Zaczyna się kolejna porcja odsyłania. Z jednego budynku do drugiego, z drugiego do trzeciego i tak dalej w nieskonczonosć. “Nie wiem ile godzin tak chodziłam, szukałam i szukałam i szukałam, a miejsca, gdzie mam odebrać kartę nie było i nie było” – płacze Tian Yu reporterowi Jingji Ribao.

Do dormitorium wraca na piechotę, bo nie ma już pieniędzy na bilet. Idzie przez całe gigantyczne miasto. Kładzie się na łóżko, ale nie może spać, bo jest tak wsciekła. Płacze. Nikt się nie pyta, co się stało. Rano gdy sobie przypomina zdarzenia dnia poprzedniego, zalewa ją wsciekłosć. W tej wsciekłosci biegnie ledwie piętro wyżej i w 35-tym dniu pracy skacze.
Budzi się po 12 dniach i nie poznaje własnego ojca, który siedzi przy łóżku – 40-latek ma całkiem białe włosy. W swojej opowiesci o ojcu mówi, że ten ukradkiem gotuje w elektrycznym garnku kleik, bo Tian Yu, z wieloktornie złamanym kręgosłupem, sparaliżowana od pasa w dół, z połamanymi kończynami, uszkodzonymi narządami wewnętrznymi, ma problemy z trawieniem. Caijing Ribao przedstawia inny jeszcze powód – jedzenie w szpitalu jest zbyt drogie dla rodziny, pichcąc ukradkiem kleik, zaoszczędzają trochę pieniędzy. Ojciec podpisuje porozumienie z Fushikangiem. Rodzina dostanie 180 tysiecy yuanów, wypłacone w oparciu o “humanitarną postawę” (tak ujmuje to porozumienie) fabryki. Ojciec ani Tian Yu nie rozumieją, co znaczy to wyrażenie.

Za dalsze opercje Tian Yu trzeba płacić. W opowiesci dla Nanfang Tian Yu mówi, że to ona sama poprosiła ojca, aby nie jeździła już więcej na drogą rehabilitację, w drugiej z opowiesci to rodzice sami, widząc topniejące fundusze 5 osobowej rodziny, w której dwoje dzieci jest niepełnosprawne, a trzecie, młodsza siostra Tian Yu, rzuca szkołę, by pomagać w domu, decydują o zaprzestaniu kosztownych zabiegów. W opowiesci o ojcu ten kupuje córce komputer, żeby jej się nie nudziło i piecyk na zimę, “bo sparaliżowanemu zimno”, nigdy nie pyta o powodu skoku, nic nie wypomina, znosi to, co się stało cierpliwie. W opowiesci dla Caijing Ribao pan Tian Jiandang (można przetumaczyc jako “Budujący-Partię Tian”) stwierdza krótko: “dzieciak, to i nie rozumie”. Nie rozumie, że upokorzenia trzeba znosić, pochylać głowę i nic nie mówić. Że brak pensji to nie koniec swiata.

Nanfang Zhoumo pierwszy numer tego roku – Roku Królika – poswięca opowiesciom o ojcach. Pisze we wstępniaku, że znak “ojciec” zapisany tak, jak na najstarszych kosciach wrózebnych, wyobraża tego, który trzymając rodzaj drąga wychowuje dzieci. “Ojciec jest Niebem dla dziecka” – w tym sensie, ze to on nadaje prawa, karze, ustanawia porządek. Jest początkiem – tak jak początkiem jest chiński Nowy Rok (inaczej Swięto Wiosny). Czyli nie tylko w sensie chronologicznym, biologicznym, ale i moralnym. Co ciekawe, dla autora wstępniaka to typu stwierdzenie jest nie tyle okazją do przypomnienia synowskich powinnosci i cnót (孝 xiao), o których to tradycyjnych cnotach coraz większa grupa młodych przypomina sobie dopiero własnie na Nowy Rok (choć refleksja na temat, chociażby po przeczytaniu wypowiedzi Tian Yu, która przecież zrobiła cos, co najradykalniej zaprzecza 孝, jest nieunikniona), ale punktem wyjscia do podkreslenia… fundamentalnej równosci ojców. Każdy z nich dla dziecka znaczy – powinien znaczyć – to samo. “Ten, co ma w dłoniach motykę, ten z młotkiem, z nożem chirurgicznym i za kierownicą od dobrego samochodu” – pisze Nanfang – “urzędnik i nonmingong”. Ten, którego latorosl w zabawie “a mój tata…” zawsze wygrywa i ten, którego dziecko zawsze przegrywa. Li Gang (hasło “Li Gang” nie pojawia się w żadnym z tekstów wprost, ale i tak wiadomo, o co chodzi) i Budujący-Partię Tian. Ech, idealistyczny Nanfang Zhoumo.

No, już koniec wigilijnego smucenia –

żeby ten rok – Rok Królika – był faktycznie początkiem, ale tylko dobrych rzeczy!

P.S. Po serii samobójstw wsród młodych robotników (ale oczywiscie nie tylko to było powodem), Foxconn przeniósł czesć produkcji do srodka kraju. Rosnące koszty produkcji, kryzys, duże koszty społeczne (do dostrzeżenia czego te 12 skoków bardzo się przyczyniło) takiego systemu produkcji oraz plany rządu, aby rozwijać zachód kraju sprawiają, że robi tak nie tylko on.

P.P.S. Artykuły:

http://news.hexun.com/2011-01-24/126968840.html

http://www.infzm.com/content/55157

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

03

02 2011

18 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. PC #
    1

    a) hehf… Bxy znów tak subtelnie wprowadza nutkę melancholii… Ale ona tak chyba musi… albo i lubi?…… kto tam wie…
    Ale to taka potrzebna chyba raz na jakiś czas dawka…………………

    b) Nanfang again :) Powinni dać Ci etat ;) [ ale świetne te Twoje nawiązania / tłumaczenia / opowiadania są ! ]

    c) dziękujemy za życzenia!
    [ Czego tak właściwie się życzy w P.Ś. z okazji nowego roku? :) ]

    d) czekamy na zapowiadaną tajemniczą relację ;)

    e) pozdrawiamy? :P

  2. bxy #
    2

    PC:

    a) na swięta tak się jej robi, a w szczególnosci na wszelkie końce roków, zupełnie też nie rozumie, czemu ludzie się tak cieszą.
    c) no nie wiem, może cos z konkursu na sms noworoczny ogłoszony przez portal Sina.com?…

    二零一零中国行,世博精彩铸功名,嫦娥二号傲升空,亚运圆满华夏梦;玉树连起众志城,心系舟曲同胞情,多难兴邦国渐盛,兔年神龙再升腾!

    w wolnym tłumaczeniu: 2010 przeleciał już skory/ wspaniałe Expo zasłużyło na honory/ satelita Chang’e w kosmos się wzbiła/a Olimpiada azjatycka chińskie marzenia spełniła/trzęsienie w Yushu naród zjednoczyło/rodaków cierpienie współczucie wzbudziło/w czynieniu kraju kwitnącym trudzie/niech nam w Króliczym Roku smok swięty wzlatuje ku górze!

    poziom artystyczny mojego przekładu mniej więcej odpowiada poziomowi oryginału…

    d) chwila, no chwila

    e) pozdrawiamy!

  3. Andrzej #
    3

    @bxy

    Troszkę mi szkoda Ciebie…
    Przypuszczam, że nie bez ukrytego dla nas powodu, w dniu kiedy wszyscy się weselą, prezentujesz to, dawno już przebrzmiałe, choć smutne i tragiczne wydarzenie…
    A przecież wiesz, że bez bitew przegranych nie sposób wygrać wojny o prymat w świecie.
    Nie chodzi o to, że cel uświęca środki, lecz o to, że droga do każdego sukcesu jest drogą cierniową.
    Szi Njen Hao Bxy!

  4. PC #
    4

    Bxy =>

    a) Widzisz… bo my na tym końcu świata nie mamy punktu odniesienia (typu klucz kulturowy / klimat na ulicy, czy w RTV) i dlatego tak dziwnie się podchodzi do tego….
    Tu luty, a tu wpis na koniec roku… no taki pewien level abstrakcji ;)

    c) ciekawe, ciekawe…….

    d) no… niech Ci bęęęęędzie… ;)

    e) =]

    Mikroblog => Bxy – statystyk / korespondent klęsk żywiołowych ;) Jakie metamorfozy :P

  5. bxy #
    5

    @ Andrzej – wydarzenie nijak nie jest przebrzmiałe, bo ono jest jedną z manifestacji wielkiego problemu, jakim jest kondycja młodych nonmingongów. Faktycznie, dla obserwatora z zewnątrz, skupiającego się na łatwo obserwowalnych manifestacjach, chiński Nowy Rok może się jawić jako sama radosc – fajerwerki, lampiony, tańce lwów i lepienie pierożków. Natomiast wsród wielu ludzi (odzwierciedlają to niektóre media) oprócz nadziei, że jednak jakos to będzie, jest spora obawa, poczucie kryzysu, dojscia do jakiejs sciany, pojawia się refleksja nad tym, co w minionym roku było złe. Dla mnie to symptomatyczne, że Nanfang zamieszcza w tym pierwszym tegorocznym numerze nie zdjęcia radosnie tańczących lwów, ale własnie takie opowiesci (oprócz tej tutaj jest jeszcze np. relacja jednego z dziennikarzy, któy opowiada o tym, jak jego ojciec zginął z rąk “nieznanych sprawców”, gdy żądając równowartosci dotychczasowego domu, nie chciał się z niego wyniesc i zwolnić miejsca pod inwestycję budowlaną. Jest też opowiesc syna Wen Qianga, szefa wymiaru sprawiedliwosci w Chongqingu, na którym, z powodu malwersacji i osłaniania przestępczosci zorganizowanej, wykonano latem karę smierci).
    @PC – co do statystyk – w międzyczasie ilosc pożarów i poszkodowanych zdążyła już wzrosnąć kilkakrotnie, nie nadążałabym z raportowaniem. Są też i osoby, które następnego Nowego Roku już nie obejdą…

  6. Andrzej #
    6

    @bxy

    „oprócz nadziei, że jednak jakos to będzie, jest spora obawa, poczucie kryzysu, dojscia do jakiejs sciany…”
    Coś mi to za bardzo przypomina pewne scenariusze, oględnie mówiąc, europejskie…
    Najnowsze badania wskazują tymczasem, iż mało który naród na świecie spogląda w przyszłość z takim optymizmem jak Chińczycy.
    Jakkolwiek nie pozbawione konkretnych podstaw ekonomicznych:
    http://beforeitsnews.com/story/298/654/China_1%2C_United_States_2_25_Facts_That_Prove_The_Transition_Is_Really_Happening.html
    takie spojrzenie wielkiego narodu chińskiego jest oczywiście bardzo subiektywne.
    No, ale przecież nic nie jest bardziej subiektywne od szczęścia :)
    Nieszczęście też.

  7. szpak #
    7

    Wiem, że to absolutnie nic nie da, ale moim skromnym zdaniem, Nanfang nie jest pismem, które bym czytał bez cholernie dużej porcji rezerwy. Właściwie to chyba w ogóle byl tego nie czytał. Problemy są zawsze i wszędzie.
    A tak jednostrone ich przedstawianie zwykle włącza mi wszystkie lampki ostrzegawcze.

  8. Andrzej #
    8

    Już myślałem, że w moim ostrożnym “buncie” (in buona fede) pozostanę tutaj osamotniony jak pies z kulawą nogą…
    A jednak “Ima Boga”, jak powiadają Prawdziwi Słowianie. (Południowi, ma się rozumieć, a więc ciut poturczeni, ale za to zbawieni od naszych wielowiekowych fobii bedemu pseudo-chrześcijaństwa.)

  9. bxy #
    9

    Andrzej, Szpak – oczywiscie, wszystko nalezy czytac z ostroznoscia (wyniki badań społecznych robionych tutaj też, ale nie chcę się w to wgłębiać). Przypominam, że artykuły były jeden o ojcu (te artykuly, co chyba jest jasne, powstaly jako glos w dyskusji o zdarzeniach w rodzaju “moim ojcem jest Li Gang), a drugi o życiu dziewczyny, a nie np. o “dokonaniach ekonomicznych Chin”. Mysle, że Nanfang, jaki by nie był (a wiele razy podkreslalam, że jest idealistyczny i w wielu oczach pewnie mocno naiwny), nie traktuje mimo wszystko swoich czytelników jako dzieci we mgle i dlatego po każdym artykule, który pokazuje cos np. smutnego czy trudnego, nie dodaje np. “no, ale każdy kraj ma swoje kłopoty”, albo “no, ale na Zachodzie to dopiero jest” czy “ale to nieunikniona cena marszu ku xiaokang”. Swoją drogą, ciekawe, czy ludzie by czytali mojego bloga, gdybym każdy artykuł o ewentualnych problemach pojawiających sie tutaj kwitowała czyms takim. Albo po prostu, zamiast pisać o jakims problemie, czasami tylko wzdychała “każdy kraj ma swoje kłopoty”. Takie stwierdzenie niczego nie wyjasnia, nic nie dodaje do wiedzy. To by była dopiero lampka ostrzegawcza.
    Pozdrawiam i idę na ulicę antykwariatów (od jakiegos czasu poluję na książkę o swego czasu głosnej aferze HIV w Henanie, ale jako, że została wycofana z obiegu, więc to własciwie marzenie sciętej głowy). Oczywiscie, moglabym przestac szukac i powiedziec: “a u Was to Murzynów biją” :-)

  10. Andrzej #
    10

    @bxy :)

    Ja w Chinach żyłem, pracowałem, uczestniczyłem od przypadku do przypadku w życiu Chińczyków, z ich rozrywkami włącznie i wiem z własnego doświadczenia, że jest tam czym szczerze się zachwycić.
    I nie tylko dlatego, że Chiny pozostały do dziś „Ludowe”, ale przede wszystkim dlatego, iż one nigdy nie przestały być sobą, Chinami (tak, jak Rosja nigdy nie przestała i nie przestanie być Rosją, a Polska Polską).
    Stanowczo odradzam sformułowań w stylu „A u was Niegraw bijut!” i protestuję jak najgoręcej przeciwko próbom takiej interpretacji mych wypowiedzi.
    Wydaje mi się jedynie, że za pośrednictwem tak subtelnego i wyczulonego pióra jak Twoje, pewne nasze krajowe cienie i mroki, nacjonalne fobie itp., itd można by świadomie i skutecznie rozświetlać światłem szczególnym, napływającym do nas z Dalekiego Wschodu, a z Chin w szczególności, z pożytkiem dla naszej Ojczyzny, a bez… cienia obawy o los własnej kariery.
    Chociażby na wigilię Święta Wiosny!
    Wywiązania się z honorem z takiej oto wzniosłej i ambitnej misji intelektualnej szczerze i z uznaniem Tobie życzę w Roku Swawolnego Króliczka :)

  11. szpak #
    11

    @bxy
    Ja to doskonale rozumiem z Twojego punktu widzenia. Ale z mojego punktu widzenia, jeśli artykuł tyczy się indywidualnego przypadku z ewidentną próbą ekstrapolacji na szerszy kontekst, to ma bardzo wyraźne braki. I to nie w warstwie ogólnej, typu “każdy kraj ma jakieś problemy”, tylko w bardzo indywidualnej właśnie.
    Psychologicznej wręcz. Dodam, że rażące braki.
    Oszukańcze epatowanie jednostkowym nieszczęściem ma bardzo długą i bardzo mroczną tradycję. Mroczną z powodu celów jakie takim działaniom nader często przyświeca. Nieświadomość tego, jakiś rzekomy idealizm, nie jest tutaj żadnym usprawiedliwieniem. No chyba, że Nanfang jest tabloidem. Ale zakładam, że kreuje się na coś wręcz przeciwnego, więc to odpada. Tak więc coś mi tutaj mocno i nieładnie pachnie. Szkoda chyba jednak czasu, na roztrząsanie celów takich produkcji. Bo są one powszechne na całym świecie. Założę się natomiast, że nie są one tak piękne, jak wydają się na pierwszy rzut oka. Bo to też powszechna polityczno-biznesowo-medialna choroba. Może zresztą źle to oceniam, bo jeśli powszechna to nie choroba, tylko właściwość.
    Obłuda jest ukłonem występku wobec cnoty. I jedną ze stałych metod sprawowania rządów oraz uzyskiwania korzyści. To są moje lampki ostrzegawcze. Zbyt wiele razy się naciąłem by je lekceważyć. Oczywiście wiem co robi nakład i jak działają media. Ale do szewskiej pasji doprowadzają mnie obrońcy uciśnionych, którzy takimi produkcjami gotowi są poświęcić pieniądze i małą stabilizację milionów, by wyeksponować (w najlepszym przypadku) swój rzekomy idealizm.

  12. ril #
    12

    Smutna historia, ta książka Pun Ngai, na której spotkanie promocyjne prowadzone autorkę zapraszałem też jest o 打工妹 (dǎgōngmèi) – młodych robotnicach najemnych i ich trudnym życiu w chińskich fabrykach.

  13. bxy #
    13

    Szpak – “artykuł tyczy się indywidualnego przypadku z ewidentną próbą ekstrapolacji na szerszy kontekst” – tu się głównie różnimy. To, że przedstawiana osoba jest niedojrzała, że działa w szoku, to jest oczywiste. Natomiast kwestia tego, że osoba niepełnoletnia wykonuje taką pracę, że tego rodzaju praca wykonywana jest głównie przez osoby, których dotychczasowe życie nijak nie wyposażyło w mechanizmy pozwalające na poruszanie się w takiej sytuacji (kto ich ma nieco wiecej, np. z racji wychowania się w miescie, w dzisiejszych Chinach masowo ucieka z fabryk w usługi) jest kwestią ponadjednostkową, pokoleniową, systemową. Nie chodzi nawet o oskarżanie, tylko o dostrzeżenie konkretnego, chińskiego wymiaru stwierdzenia “każdy kraj ma swoje problemy”. A jednym z nich są dziesiątki milionów młodych nonmin gongów.
    Inna sprawa, myslę, że chiński czytelnik tego i podobnych tekstów rozpatruje go w nieco innych kontekstach niż li tylko jakies oskarżanie. Np. w tych opowiesciach oczywisty jest kontekst refleksji nad dzisiejszym stanem cnoty xiao – tzw. cnoty synowskiej. 不孝有三,无后为大…” – wykroczeń przeciwko xiao jest trzy a największe z nich to umrzeć bezpotomnie”. No i to dzieci powinny opiekować się rodzicami na starosć, pomagać im poruszać się wzmieniającym się swiecie. A one same go nie rozumieją, są słabe, potrzebują pomocy. Oczywiscie, jest tez konteskt refleksji nad równoscią i prawami jednostki – stąd to całe mówienie o ojcach – dla Ciebie może to naiwne, podejrzane i dawno przerobione tematy, ale tutaj własciwie nigdy takich rozmów na szeroką skalę nie było, problem nierównosci społecznych jest widoczny dla kazdego, ale brakuje aparatu, kategorii – jesli chodzi o temat równosci, w przestrzeni publicznej spotkasz albo ogólnikowe, puste, systemowe hasła, albo sensację i wsciekłosć. Tak np. było przy sprawie Li Ganga, o czym pisałam. Próby mówienia o nich w jakikolwiek inny sposób nie są łatwe (np. z powodów o których już pisałam kiedys przy okazji moich spostrzeżeń z chińskiej uczelni wyższej – nie wiadomo, na jakim aparacie budować jakąkolwiek refleksję, oficjalny i tak już z góry wiadomo, do czego doprowadzi, “konfucjański” mało kiedy jest płodny poznawczo, każdy inny jest “obcy”) i mogą nam, którym takie dyskusje już się przejadły – wydawać naiwne i wtórne. I wreszcie jest też tutaj w tych artykułach próba skłonienia do zastanowienia się, w jakim swiecie żyją różne pokolenia z różnych miejsc, czym jest Nowy Rok dzisiaj. A jesli chodzi o “obroncow ucisnionych”, których tutejszym przedstawicielem jest niewątpliwie Nanfang i pare jeszcze innych osrodkow medialnych – pamiętaj, że oni działają w oficjalnym systemie medialnym, nieraz podpadają, ale są rodzajem tolerowanego czy wręcz uznanego za potrzebny zaworu bezpieczenstwa. Moze i pewnego rodzaju eksperymentem. A jesli chodzi o zagranicznych, salonowych “obrońców uciesnionych” to nimi nie warto się przejmować, bo ich wpływ na to, co jest tutaj, jest znikomy, a jesli juz, to często wręcz odwrotny od zamierzonego.

    Andrzej – dziękuję, ale nie mam aż takich ambicji ani mozliwosci… Co do “swawolnego króliczka” – cos mnie tknęło i przeczytałam horospokop dla mojego znaku na ten rok – wynika z niego, że własciwie najlepiej zrobię, jak na rok zakopię się w łóżku i nakryję poduszką. Króliczek to dla teraz mnie zwierz budzący przerażenie i obawę

    Ril – a miałes napisać, jak było….

  14. Andrzej #
    14

    @bxy
    Z tego wynikałoby, że króliczek jest Twoim znakiem. Bo nie ma gorszego roku, niż ten we własnym znaku. Czyżbym się mylił?
    No,ale światełko w tunelu jest! Bo zagoniłem, króliczka, czy żmiję, do czytania horoskopów! Juuuuhuuuu! :)

  15. bxy #
    15

    Andrzej – nie, nie jest moim znakiem, marchewka mu w oko. I lepiej tam w ogóle nie zaglądać

  16. szpak #
    16

    @bxy
    Nie będę udawał, że mnie przekonałaś :)
    Jestem pewny, że ludzie z Nanfang doskonale wiedzą co mogą i co im się opłaca. Jeśli natomiast spełniają rolę zaworu bezpieczeństwa, czy systemu wczesnego ostrzegania, to raczej nieświadomie. A przynajmniej nieoficjalnie.
    W kwestii niewątpliwych różnic można rzec tylko tyle, że pewne zjawiska są zaskakująco uniwersalne. W kwestii problemu, który ten przypadek miał sygnalizować, to by go nie było (problemu), gdyby nie fabryki i związane z nimi, nowe możliwości. Nowe możliwości dla młodych oglądaczy telewizyjnych randek w ciemno, które tak smacznie opisywałaś. Wystarczy dodać dwa do dwóch. I już wiadomo, że problem będzie/jest. Z czego natychmiast wynika, że pojawią się obrońcy uciśnionych, którzy problem ujawnią, nagłośnią, wyolbrzymią i ochoczo zabiorą się do naprawiania. I znowu jest oczywiste, że będą to tylko, albo karykaturalne pozory, albo administracyjne wymogi, skutkujące w dłuższym terminie faktyczną likwidacją problemu. Niestety poprzez likwidację tych fabryk. Ale to już obrońców uciśnionych zupełnie, ale to zupełnie, nic nie obchodzi. Podobnie jak koszty takich, koniecznych przecie, prób likwidacji problemu. Oprócz oczywiście ich apanaży.
    Przypomina to jako żywo, zabijanie muchy na nosie łopatą. Z konieczną dygresją. Dobroczyńca z łopatą, zwykle nie odnosi bezpośrednich korzyści i szkody są nieporównywalnie mniejsze.
    To faktycznie są ograne scenariusze w naszej części świata. Grane do znudzenia, zarżnięcia gospodarek i domowych budżetów. Ale uporczywie aplikowane bo zawsze doskonale się sprzedają. Ten żartowniś seksuolog, o którym wspominałaś, działa na dokładnie tym samym schemacie. Tworzy problem i go rozwiązuje. Tadaaam. Kaska i sława dobroczyńcy spływa sama. To w sumie proste jak budowa cepa :)
    Prawdziwym problemem jest problem z nadmiarem obrońców uciśnionych, wykluczonych itp. Ale on nie jest medialny i mile widziany na salonach. Bo w imię obrony nabijanych w butelkę, można się narazić potężnym i bardzo licznym grupom interesów, które z tego żyją i z których te salony się składają przecież :)
    Rozumiem, że w Chinach ten “biznes” dopiero raczkuje.
    Jest zatem szansa by nie dopuścić do jego rozwinięcia.
    Potem będzie już za późno by go ruszyć bez jakiejś krwawej rewolucji albo kompletnego załamania gospodarczego.
    U nas właśnie, z powodu braku kasy, wpisano do budżetu po stronie przychodów, znacznie zwiększoną pozycję z tytułu kar i grzywien. Nie trzeba być super intelektualistą by wiedzieć co to oznacza.
    Będzie polowanie i czepianie się przecinków, tysiące ludzkich nieszczęść i być może samobójstw.
    Wzrosły stawki ZUS i dzisiaj straszyli, że jeśli ktoś omyłkowo wpłaci po starej stawce to dostanie 5000 zł grzywny, odsetki i podwójną stawkę. Dwa do dwóch.
    Czy jakiś obrońca uciśnionych o tym chociaż wspomni?
    Oczywiście nie. I problemu nie będzie bo go nie ma w mediach :) Tak niestety działa świat i nie dam się tak łatwo przekonać, że bajki są rzeczywistością :)

  17. bxy #
    17

    Szpak – tylko parę uwag, bo naprawdę nie chciałam wchodzić w tego typu dyskusje:
    Chyba nie mówisz na poważnie, że tak nielubiane przez Ciebie nagłasnianie problemów doprowadzi ostatecznie do zamknięcia daijiagongów (OEM). Ten model produkcji przeżywa w Chinach kryzys, bo kryzys przeżywa dotychczasowy model eksportu, bo trochę zmiejsza się przepasć pomiędzy wsią a miastem (mówię o poziomie życia zwykłych ludzi żyjących w jednych i drugich) – na wsi i w mniejszych miastach wraz ze wzrostem konsumpcji otwierają się przed młodymi nowe możliwosci, za to życie w miescie przynosi nowe zagrożenia (płynące np. z cen mieszkań), bo produkcja na wybrzeżu przestaje być opłacalna, bo rząd bardzo premiuje przenoszenie produkcji na pólnoc czy zachód a nie dlatego, że jedno czy drugie medium opisuje jakąs historię. Oczywiscie w gre wchodzą też rosnące koszta społeczne wynikające ze stłoczenia produkcji w kilku miejscach. I tak, także obawa przed mediami – ale przed nimi nie ma ucieczki, one dotrą wszędzie, z powodu, o którym poniżej.
    No własnie – zapominasz, że media się zmieniły. “Szukanie kosci w jajku” jak mawiają Chinczycy – nie odbywa się tylko li na “salonach”, ale przede wszystkim możesz znaleźć je na forach, blogach i ma formę masową (podobnie zresztą jak wpisy “parti 5 mao”). Internetowe nagłasnianie tego, co akurat wydarzyło się niefajnego, dokonywane jest głównie przez tzw. fenqing – “młodych gniewnych” – ludzi należących do pokoleń 80 i 90, wylewających w ten sposób z siebie różne żale i frustracje. I możesz być pewien, że to nie “salonowcy” i inne Nanfangi zawróciły w głowie dobrze ułożonej, grzecznej młodzieży, bo bo oni w ogóle pism nie czytają, a grzeczni to nigdy nie byli :-) . Gdy cos się dzieje, pojawiają się natychmiast wpisy, które, pomimo usuwania ich na bieżąco, kiełkują zawsze w jakims innym miejscu. Gdy jakis guanerdai przejezdza kogos na przejsciu, zdjecie robione komórką przez przechodniów trafia do sieci jako pierwszy sygnał o sprawie. To już nie taki czas, żeby, jak to mówisz – była “…szansa by nie dopuścić do jego (czyli ) rozwinięcia”. Rząd centralny znakomicie sobie zdaje sprawę, że powszechny internet z jakims (jakim?) zakresem wolnosci jest konieczny, by pchać legitymizujący obecnie władzę program “rozwoju naukowego” do przodu, by prowadzić Chiny w kierunku urzeczywistnienia nowego modelu pracy i wytwórczosci, poza tym rynek mediów jest w pewnym zakresie uwolniony i jest na nim ostra rywalizacja. Na takim rynku np. przegrywa Renmin Ribao, dlatego, że to co i jak pisze nie jest medialne ani ciekawe, ale i dlatego, że jest dalekie albo wręcz przeciwne w stosunku do tego z czym spotykają się na co dzień ludzie. Więc musze Cie rozczarować, szansy, że nastąpi powrót do systemu medialnego z czasów Rewolucji Kulturalnej, gdzie nie było jakichs salonów, co bawiły się w wymyslanie jakichs problemów :-) raczej nie ma…
    W ogóle to sobie myslę, że patrzenie na cos tak zlożonego jak Chiny monoprzyczynowo, przez ogólniki a nie konkrety, patrzenie dualistyczne (dobre Chiny – zły “Zachód”, dobry “Zachód” – złe Chiny) po prostu nic do wiedzy nie dodaje a wręcz utrudnia jej przyswajanie.
    Dzis spróbuje dodać kilka zdjęć pierwszego sniegu w Yuanmingyuan – zapraszam do zerknięcia. Pozdrawiam. bxy

  18. szpak #
    18

    @bxy
    Nie mówię poważnie, bo nic takiego nie napisałem :)
    To nie jest układ zero-jedynkowy.
    Oczywiście, że to czy dana fabryka będzie w tym miejscu czy w innym (nawet w innym kraju), zwykle bardzo silnie zależy od opłacalności. A na opłacalność ma wpływ bardzo dużo czynników, z których koszty pracy (jak pokazały Chiny) są jednymi z najważniejszych. Z kolei te koszty dość łatwo podwyższyć poprzez nagłaśnianie i zwalczanie takich właśnie problemów. Nawet bez podwyżek płac. Zwykle jednak, “idealistyczni myśliciele” nie zaprzątają sobie głów problemem czy lepiej mieć coś co dostarcza małe płace i generuje (z całym szacunkiem, ale również małe) problemy, czy nie mieć nic i mieć duży problem.
    Rząd z kolei, może chcieć, promować itp., ale bez zapewnienia opłacalności, zwykle nic z tego chcenia nie wychodzi, oprócz dużych strat.
    Głównym czynnikiem tego, że Chiny się tak dynamicznie rozwijają i przejęły de facto światową produkcję, jest tania siła robocza. Nic jednak nie trwa wiecznie i nadchodzi etap, gdy wyższe płace mogą zapewnić dalszy rozwój w oparciu o własny rynek konsumpcyjny.
    Niestety, zwalczanie takich problemów, jak właśnie omawiany, zawsze przynosi bardzo konkretne straty i bardzo rzadko jakiekolwiek realne korzyści dla społeczeństwa i tych pokrzywdzonych. Jedyne realne korzyści zwykle uzyskują “idealistyczni myśliciele” lub ci, którzy korzystają z ich dziecinnej naiwności.
    Tak więc, nie potrzeba wcale systemu medialnego z czasów Rewolucji Kulturalnej, żeby nie mieć zgniłych salonów. To nie jest tak, że albo mamy to, albo to i innej możliwości nie ma. Co zdajesz się sprytnie sugerować :) Swoją drogą dość często stosowany zabieg. Tuszę, że nieświadomie :)
    Co do internetu, to faktycznie zwiększyły się drastycznie możliwości, ale grubą naiwnością byłoby sądzić, że władcy, których podstawą istnienia i utrzymywania władzy jest od wieków manipulowanie społeczeństwami i ich percepcją rzeczywistości, nic z tym fantem nie robią. Robią i to sporo, i nie ma tu, od pewnego poziomu czy dziedziny, specjalnie miejsca na kurtuazję czy jakąś konkurencję. Liczne przykłady o tym świadczą doskonale. Ostatnie wyłączenie internetu w Egipcie to tylko akt desperacji, pokazujący świetnie oczywistą świadomość zagrożenia ze strony władzy.
    Młodzi, gniewni, mogą być zarówno zagrożeniem dla władzy jak i narzędziem w jej rękach. Czego wspomniana rewolucja (i nie tylko ta) bezlitośnie dowiodła.
    Wszystko zależy od tego kto przejmie rząd dusz. Czyli kto tych młodych, gniewnych lepiej zmanipuluje.
    A to już nie zależy do słuszności, racji itp. idealistycznych fanaberii, tylko od środków, możliwości i aktualnych uwarunkowań.
    Owszem, zdarzają się spontaniczne wybuchy. Ale rzadko i spontaniczne są zwykle bardzo krótko.
    Jak widzisz staram się nie patrzeć dualistycznie :)
    Moje kibicowanie Chinom, jest oparte o całkiem spójną, w mojej ocenie oczywiście, analizę obecnego układu zagrożeń i szans dla mnie osobiście, dla moich dzieci, dla Polski, dla wolności itp, itd. Wiem, brzmi głupio i megalomańsko ale jeszcze głupsze jest zawierzanie w rzeczy, które media dają ludziom do wierzenia.
    Stokroć wolę sam wyjść na idiotę, niż pozwolić by ktoś ze mnie takowego zrobił. Kwestia szacunku dla samego siebie, jako ludzkiej, myślącej istoty :)



Your Comment