Plaster “psia skóra”

 

Przydałaby mi się jakaś forma pośrednia pomiędzy blogiem a mikroblogiem. Bo np. to poniżej jest za krótkie i jakieś nie takie jak na wpis (przynajmniej w moim wyobrażeniu i zwłaszcza po takim temacie jak poprzedni) a za długie na mikroblog, ale za to, (równiez w moim wyobrażeniu) treściowo bardziej mikroblogowi odpowiadające. Tak czy inaczej, poniższy dialog miał miejsce w aptece obok mojego domu, tam gdzie zawsze kupuję leki.

Ja: dzień dobry, poproszę plaster z mrówkami (plaster na bolący kark i inne niedowłady, zawiera esencję z mrówek, rozgrzewa i łagodzi ból)

Farmaceutka (młoda, sympatyczna, uśmiecha się, podaje plaster z mrówek): bardzo polecam jeszcze wziąć ten tutaj, to plaster “psia skóra”.

Ja, tzn. mi: (miga przed oczami koszmarne wyobrażenie pluszowego, kilkunastocentymetrowego ucha mojego ukochanego beagle’a przylepionego do mojego karku, a dalej wyobrażenia wesołych, machających ogonami psiaków, które w nagrodę za wierną służbę, są odzierane z wierzchnich warstw swego jestestwa, a jeszcze dalej, tej miłej aptekarki jak ze świecącycmi oczami oprawia jakiegoś kundelka i trzyma w ręku jego jasnobrązową psią skórę)

Farmaceutka (nadal miła, nadal młoda, nadal się uśmiecha, widząc, że się zawiesiłam): to jak, dodać tę psią skórę?

Ja, tzn. mnie: (przebiegają przez głowę myśli typu – no tak trzeba być zawsze czujnym, nigdy nie wiadomo, gdzie się natrafi na to, czym się różnimy, ciekawe, czym ma w domu pieska, młoda, pewnie pudelka albo chihuahua i jeszcze – nigdy tutaj nie będę się czuć jak w domu, zawsze coś wylezie i jeszcze – czemu moje wychowanie sprawiło, że obłudnie nie wezmę nic z psa, a kuraka to owszem zjem…)

Farmaceutka: to jak?

Ja: (zbieram się w sobie, spinam, z pompą i zadęciem): obawiam się, że nie mogę go kupić, widzi Pani, ja bardzo kocham psy, nigdy bym czegoś takiego…przepraszam, ale nie mogę, nie wezmę, tak kocham psy, no…

Farmaceutka (patrzy nierozumiejącym wzrokiem): Hę?……

Ja: (nierozumiejąc, czego ona nie rozumie): Hę?…. mówię, że ja nic z psa nie wezmę, bo bardzo lubię psy i….

Farmaceutka (oczy na wierzchu): Jakie psy? Przeciez tu nie ma nic z żadnego psa, to tylko taka nazwa, prosze popatrzec na skład, same ziółka…(pokazuje)

Ja (odkrywam, że same ziółka): bo w plastrze “mrówki” była esencja z mrówek, nawet po mrówczemu pachniało, więc myślałam, że i ten plaster, z psa, psiej…

Farmaceutka: nie, nie, psa i psiej nie ma tam…

Ja: Przepraszam, poproszę dwa, przepraszam (za ten moment, gdy w myślach zapaliłam jej ogniki w oczach na widok kundelka)

Farmaceutka: (pewnie myśli, że ja myślę, że ona jest takim Chińczykiem, co to z psów łupi skórę, takim klasycznym Chińczykiem z wyobrażeń laowajów, czyli pewnie i moich)

Kurtyna, wyjście z apteki z plastrem z prawdziwych mrówek (biednych) i plastrem “psia skóra”

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

06

05 2011

19 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Andrzej #
    1

    @bxy
    Chińczyk potrafi sprzedać, a jak piesek w ziółkach dobrze zamaskowany i razem z nimi drobniutko zmielony, to teraz już najważniejsze, żeby Ci pomógł! :)

  2. 2

    Fajnie, ale ta nazwa nie wzięła się chyba z Zachodniego Raju, tylko pewnie z medycyny ludowej. A w niej na pewno mieli jakieś preparaty oparte na pism smalcu, skórze i czym tam jeszcze. U nas też leczą psim smalcem, a znajomy Ukrainiec opowiadał mi, że jak się człowiek kiedyś na wsi skaleczył, to dawał ranę pieskowi do polizania. Psia ślina ma chyba własności antybakteryjne…?

    W Polsce jest taki przysmak “pańska skórka”. Zawsze jak słyszę tę nazwę, to mam przed oczami Jakuba Szelę i chłopskich powstańców, którzy zdzierają sobie pańską skórkę :)

  3. bxy #
    3

    @ Papierowego Tygrysa W Polsce jest taki przysmak “pańska skórka”. Zawsze jak słyszę tę nazwę, to mam przed oczami Jakuba Szelę i chłopskich powstańców, którzy zdzierają sobie pańską skórkę :)
    A mi wtedy w aptece, gdy tłumaczyłam tej pani, że skoro tam były mrówki na pudełku i były mrówki w środku, to byłam pewna, że jak “psia skóra” na pudełku, to i psia skóra w środku, przemknęła przez głowę taka historyjka z zajęć z antropologii, jak wśród jakiegoś plemienia zaczęto rozprowadzać puszki z rybami, na których był rysynek ryby i puszki z jedzeniem dla dzieci, na których był rysunek dziecka, no i co owo plemię sobie pomyślało, to pomyślało…

    Co do skór psowatych – to przypomniało mi się jeszcze z “Wilczego totemu”, że podobno ciepłu jakie daje wilcza skóra nie dorówna absolutnie nic i kto ma wilczą skórę, ten nigdy nie zamarznie nawet w najzimniejszą mongolską noc…

    @ Andrzej – nic tak nie pomaga na bolący kark jak 16 igieł

  4. Andrzej #
    4

    @bxy
    Taki kark to bogactwo!
    U mnie by się 5-6 zmieściło (igieł znaczy…)

  5. 5

    Ciekawe, jak daleko jesteśmy w stanie odejść od tego, co nam wmówiono? A może raczej – jak daleko chcemy odejść, i czy w ogóle chcemy…? :) Zdecydowaną większość Chińczyków zemdli na widok najzwyklejszego tatara, chociaż jadałem niemal identyczną potrawę z Koreańczykami w Dongbei, a Bajowie z Yunnanu jedzą surową wieprzowinę (szkoda, że młodsze pokolenie coraz częściej traktuje to jako rodzaj barbarzyństwa – bo smakuje wyśmienicie, zwłaszcza z dużą ilością papryki i popite dobrym baijiu ;) ).

  6. bxy #
    6

    @ Andrzej – dziękuję za zręczne nakreślenie portretu autorki bloga, tego karczastego monstrum.
    @ Sebastian – co tam tatar, większość można zapewne równie dobrze przestraszyć białym serem… A co do odchodzenia – mną na bazarze dajskim przy granicy z Birmą obgotowany pies nie wstrząsał, bo choć serdeczni i mili, to jednak “Dajowie mają zupelnie inne zwyczaje” (tak, “egzotyczne”…). Ta psia skóra mnie przeraziła chyba głównie dlatego, że zaproponowała mi ją osoba (wstępnie rozpoznana jako) zbyt podobna do mnie. Tak więc, przynajmniej w tej kwestii, nie odeszłam daleko (bo ja naprawdę bardzo lubię psy… :-) ), a do tego, w samoobronie i w “jego obronie”, orientalizuję nazbyt innego Innego…

  7. Andrzej #
    7

    @monstrum – kto się czubi, ten się lubi! (jak by to Chińczycy powiedzieli?) :)

  8. ril #
    8

    Problem z jedzeniem psiego mięsa nie polega na tym, że psy to “przyjaciele” w przeciwieństwie do świn tylko na sposobie uboju. Żeby mięso psa nie było twarde – musi być zmiękczone adrenaliną. Jak najłatwiej wprowadzić adrenalinę – tłukąc psa na śmierć pałką. Śmierć musi być długa i bolesna aby mięso dobrze smakowało.

  9. bxy #
    9

    @ Andrzej, wlasnie, ze mi zadne przyslowie ani powiedzonko w tym duchu nie przychodzi jakos do glowy, co oczywiscie nie znaczy, ze nie go nie ma, choc moze jednak tu sie nikt, lubiac, nie czubi?… A moze komus z chinskomowiacych sie cos analogicznego do powiedzonka naszego nasuwa?
    @ Ril – ja sie nie znam na tematyce, ale czy np. w Korei tez jest stosowany ten sposob? Bo o tym slyszalam w Wietnamie (pewnie podobnie jak i Ty)

  10. Andrzej #
    10

    @bxy
    Ja jestem zafascynowany wyobraźnią Chińczyków, która ich dowiodła do sformułowania naszego, trywialnego: “Kto bliżej dziewczyny temu dziewczyna” w sposób następujący: “Księżyc przypadnie temu, czyj dom znajduje się bliżej jeziora”.
    Może rozpytaj się bezpośrednio u Chińczyków, przecież potrafisz im wytłumaczyć zjawisko ogólnoludzkie, na które Polacy prawa własności nie mogli dostać od… Nikogo.
    Umieram z ciekawości :)

  11. YLK #
    11

    @bxy i Andrzej: moze 打情骂俏?

  12. Andrzej #
    12

    @YLK
    Podejrzliwy jestem jak Chińczyk… bo chińskiego, niestety, nie znam.
    Czy Waszmość nie raczył podrzucić “nam” tutaj jakiegoś kukułczego jaja?
    (Polacy są znani kawalarze!)
    Co by to miało znaczyć po przetłumaczeniu na jakiś z języków zrozumiałych (o ile to jest, hmmmm…, przetłumaczalne w dobrym towarzystwie)?

  13. YLK #
    13

    Andrzej, znaczenie nie niesie niczego niestosownego, powiedzenie oznacza przekomarzanie sie kochankow.

  14. Andrzej #
    14

    @YLK
    Serdecznie dziękuję, widzisz, że miałem nosa co do Twoich “nieczystych” intencji? :)
    @bxy
    Pogłębiaj badania w przedmiocie, bo “nam” chodziło o zjawisko infantylnego (przyznaję, mea culpa!) “czubienia się”, od której to kategorii do tracenia głowy, to jak… od Ełku do… Wąbrzeźna! :)

  15. bxy #
    15

    to ja już nie wiem… o ile polskie podrostki wrzucały sobie robale za kołnierze i kopały się po kostkach, to, przynajmniej w moich wyobrażeniach, kontakty ich chińskich rówieśników sprowadzały się do obiegania przez chłopca na koniku-kiju bambusowym dookoła dziewczynki bawiącej się gałązką śliwy…. zupełnie bez czubienia, a potem to już było jak pisał YLK, albo tak harmonijnie, że on i ona traktowali się wzajemnie jak szacownych gości, tudzież ona tak go kochała, że podnosiła tacę z jego jedzeniem na wysokość własnych brwi (klękała podając mu poczęstunek), albo jaskółki odfruwały w dwa różne kierunki……

  16. Andrzej #
    16

    No to jak to bez czubienia!?
    Czyż chińskie dziewczynki nie różnią się od chłopczyków tym, że na głowie mają dwa ogonki, dwie kitki do pociągania, a chłopczycy są po prostu ostrzyżeni na krótko i nie mają nic porównywalnego, za co by one złapać mogły?

  17. 17

    Od paru dni narastają u mnie problemy z wchodzeniem na te strony z domenami niechińskimi, z których korzystałam ostatnio najczęściej – w tym i oczywiście domenę mojego bloga (inne, niepotrzebne mi, działają bez problemu). Ostatnie moje komentarze i wpisy mikroblogowe były dodawane po żmudnych próbach zalogowania się (często kilkadziesiąt razy z rzędu). Dziś udało się wejść już tylko przez pr0>

    @ Andrzej – kiedy tutaj to wlasnie chlopcy mieli na glowach kitki do pociagania…

  18. 18

    Ja zaś, całkiem niedawno, miałem podobną przygodę. Bolało mnie gardło i poszedłem do apteki. Mówię: “Boli mnie gardło” i w odpowiedzi słyszę litanię nazw handlowych jakichś leków, więc mlaszczę rozgłośnie i mówię “takie mi dajcie”. Wydawało mi się, że otrzymam tabletki do ssania, dostałem jednak zhongyao, w składzie mające perły i bezoar. Takie małe kulki dwa milmetry średnicy, chyba trzeba ssać pod językiem. W każdym razie teraz boli mnie język i ból gardła przestał być dokuczliwy.

    Pozdrowienia od wiernego czytelnika z Harbinu :)

  19. Andrzej #
    19

    Conducator, bierz z miejsca antybiotyk, dopóki ci jeszcze język nie odpadł!:)



Your Comment