Polska. Typ idealny (?). Historia (z) jednego tekstu.

 

Odkad wydarzyla sie polska katastrofa, w swoim przegladaniu chinskiej prasy i sieci czekalam na czwartek – dzien w ktorym ukazuje sie Nanfang Zhoumo (Weekend Poludniowy – od Poludnia jako regionu). Dla Czytelnikow moze nieco mniej zorientowanych w chinskich mediach – Nanfang Zhoumo ma opinie gazety inteligenckiej, wszechstronnej i – przede wszystkim- niecentralnej. I doczekalam sie. Mozna by spokojnie powiedziec, ze to jeden z najwazniejszych tekstow o Polsce, jaki kiedykolwiek ukazal sie w chinskiej prasie. Tyle, ze ten tekst to jest cos wiecej, niz tylko tekst o Polsce. Ponownie – Polska jest tu sposobem mowienia. Ale jakiego!

Tak jak pisalam w poprzednim wpisie - szybko nam tutaj w Chinach urosla minilegenda “dobrego prezydenta, co starym gratem latal, zeby oszczedzac pieniadze ludu” i od razu bylo jasne o czym w rzeczywistosci mowi kariera tej legendy. Ale ten mit, a raczej “micik” powstal do celow doraznych, stal sie jeszcze jedna figura retoryczna pomocna w wyrazeniu pewnych uszczypliwych uwag zwiazanych z bolaczkami tutejszej codziennosci. Wielgasny tekst z Nanfang Zhoumo (Nanfang ma format starych gazet, nie takich, co to mozna w metrze przegladac, ale takich, dla ktorych trzeba sprzatnac stol, tekst zajmuje jedna szesciokolumnowa strone + poczatek na pierwszej stronie)  rozmachem, horyzontem i rodzajem wizji bije wszystko na glowe.

Ale od poczatku. Choc tekstow o katastrofie, o Polsce ukazalo sie od soboty tony, to juz pierwsze zdanie tego gigantycznego tekstu pokazuje, ze jest on pisany innym piorem, ze ma co innego na celu niz - troche sensacyjne - doniesienia z innych gazet czy dorazne uszczypliwosci internautow odnoszace sie do przywilejow wladzy. Tekst rozpoczyna sie cytatem z Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (cytaty z polskich poetow beda otwierac kazdy podrodzial) i zdaniem “Gdy cialo Mari Kaczynskiej, pierwszej Damy Polski  powrocilo do Palacu Prezydenckiego, jej  maz czekal na nia spokojnie od dwoch dni”. Czyli, ze nie bedzie zwykly tekst informacyjny, tylko opowiesc, narracja. A o czym? W jakim celu? A no wlasnie.

Z kazdym zdaniem tekstu mysl przewodnia autorow jest coraz bardziej czytelna. Widac ja w srodtytulach: “poleganie na prawie - nie ma najmniejszych oznak chaosu”,” “przewrot w ktorym nie zbilo sie nawet szklo”, “to czas w ktorym przejawi swa role konstytucja”, “od “szoku” do G20″ oraz “zatwardzialy patriota”. Widac ja w doborze cytatow. O Kaczynskim (zupelnie inaczej niz w innych doniesieniach, gdzie zal Polakow po jego smierci byl wiazany z tym, ze Kaczynski byl np. “ulubionym politykiem biednych”) wypowiadaja sie wylacznie osoby, ktore nigdy go nie poparly politycznie, ale pomimo tego teraz szanuja jego pamiec i obchodza zalobe “niezaleznie od pogladow politycznych”. Mowia: “moje serce jest w kawalkach”. Jak to jest mozliwe? Co za rodzaj wiezi ich wiaze z tym niepopieranym przez nich prezydentem? I co sprawia, ze pomimo katastrofy, warszawska gielda nadal notuje niewielki wzrost a zloty sie umacnia? Nanfang ze zdania na zdanie coraz wyrazniej udziela odpowiedzi.

Najpierw jednak cofnie sie do okresu, ktory zostal przemilczany przez wszystkie inne gazety – do lat 80-tych. Inne gazety traktuja ten okres jak mine, ktora lepiej obchodzic z daleka, pisza co najwyzej, ze “Lech Kaczynski poczawszy od konca lat 70-tych wkracza na scene polityczna”. Od czego inni stronia, do tego Nanfang niemal z luboscia sie zbliza, operujac przy tym jakze odmiennym jezykiem. Padaja slowa, ktore w zadnych innych doniesieniach nie padly - “ostra walka”, “wiezienie”“delegalizacja Solidarnosci”. Walesa zostaje nazwany – uwaga! – “kapitanem statku” i “rewolucjonista”. Kaczynski – ten walczacy z systemem, siedzacy w wiezieniu pozniejszy prezydent -  “zatwardzialym patriota” (nie bede sie tutaj o tym rozpisywac, ale chyba kazdy ma swiadomosc jak bardzo wyjatkowe, w kontekscie tutejszym, jest to stwierdzenie). Na wszystkie gazety, jakie przeczytalam od soboty, zostanie po raz pierwszy powiedziane, ze dopiero co zmarly prezydent otwarcie walczyl z poprzednim ustrojem. I ze jego strona wygrala. Zostanie – jak najbardziej – przywolane miazdzace zwyciestwo Solidarnosci w, to kolejne niezwykle slowo,“wolnych wyborach”, ktore umozliwila “partia rzadzaca”. Jej rola jest chwalona – “pokojowy przewrot”, w ktorym “nie zostala stluczona nawet jedna szyba” byl mozliwy tylko za obopolnym porozumieniem. Inne gazety ten punkt w historii Polski kwitowaly jednym zdaniem: “nastapila pluralizacja”.

Autorzy z nieklamana fascynacja przygladaja sie polskiej drodze po 1989 – roku, ktory widza jako polski “lancuch gorski dzielacy wody” (分水山岭).  Przygladaja sie poroznieniu sie srodowisk Solidarnosci, terapii szokowej, zakonczeniu sie roli Walesy, rozdrobnieniu partyjnemu, sporom, roznicom. Choc przyznaja, ze “drobny chaos” byl w tych czasach stale obecny (小乱不断, 小打小闹), to jednak nie da sie go nijak porownac z czasem sprzed 1989. Czas przed tym rokiem byl, zdaniem Autorow, czasem nieustannych zakretow, rwanych zwrotow (波折隔三差五), protestow, strajkow i zwyczajnego ludzkiego nieszczescia (wodka!). Zaznaczaja jednak, ze w Polsce socjalizm i tak przybral forme lagodniejsza niz w innych krajach regionu, nie przeszedl tak ciezkich, jak gdzie indziej wielkich stalinowskich czystek,  “wielkich mordow” ani powszechnej kolektywizacji. System byl “cieplejszy”.

A po zmianie systemu co? Pojawil sie wspomniany “maly chaos”, ale cale to burzenie sie ludu, niepokoje, a nawet opijanie sie wodka jakby zelzaly. Dlaczego tak sie dzialo? Bo zostalo powolane panstwo prawa, w ktorym obywatele mogli brac udzial. Widzac te przemiany, tu autorzy nie uciekaja sie do cytatu, pisza wlasnymi slowami: “uprzednia wladza tez zrozumiala, ze nie trzeba sie bac demokracji, trzeba tylko szanowac wole ludu, bardziej polegac na sile urn do glosowania niz sile karabinow i palek a serce moze odetchac z ulga”.

To ono, panstwo prawa,  jest prawdziwym bohaterem tego tekstu.  Tekst pelen jest wypowiedzi typu “teraz, zgodnie z konsytucja”, “zgodnie z prawem”, “rzady prawa”, “wiernosc konsytutcji”. Cytowany jest Mazowiecki (“pierwszy wybrany przez lud premier”) mowiacy – a jakze-  o “ustanowieniu demokratycznego panstwa prawa”. Choc – jak zaznaczaja Autorzy – takze i Mazowiecki, podobnie jak inne postacie polskiej sceny politycznej, nie dokonczyl tego dziela, to jednak, dzieki stalym ramom prawnym wlasnie, mozliwa byla kontynuacja.

Dla Autorow prawdziwym zwienczeniem przemian byl rok 1997 – zmieniono konstytucje i zwykli Polacy poczuli jakby “droga sie nagle wyprostowala”, jakby “poruszali sie lekkim wozem po znanej drodze” (驾轻就熟). Choc partie zmienialy sie jak w kalejdoskopie, wskazowka poparcia biegala od lewicy do prawicy i z powrotem i raz po raz powracal “maly chaos”, to ludzie dopiero wtedy poczuli, ze dopiero to jest im znajoma rzeczywistosc, ze ten “maly chaos” nie jest straszny, bo jest ujety w ramy prawne, ktore daja nadrzedna stabilnosc, ujarzmiaja go. Majac te ramy poczuli sie tak spokojni o losy panstwa prawa, ze – uznawszy ze sprawy przyjely wreszcie dobry obrot – przestali chodzic na wybory.

Wedlug Autorow praworzadnosc nie tylko uspokaja nastroje, osadza konflikt w stabilnych warunkach brzegowych i prowadzi do sukcesu ekonomicznego (a za jego przyklad uznaje Polske). Praworzadnosc jest tez kluczem do zrozumienia, dlaczego nawet przeciwnicy polityczni zmarlego prezydenta sa dzis w stanie odczuwac autentyczny zal i ze nikt nie niepokoi sie o dalsze losy Polski, “czekajac ze spokojem na wprowadzenie zapisow konsytucji”. I ta stalosc prawna, przejrzystosc regul i wybor, ktory gwarantuja - a nie przywiazanie do jednego czy drugiego przywodcy (Walesa przedstawiony jako “odprawiony z powrotem do stoczni” gdy spelnil swoja role, Kaczynski ukazany jako ktos, kogo konserwatywne poglady w warunkach integracji z Unia w nieuchronny sposob musialy stracic poparcie spoleczne) jest – wedlug Autorow - recepta na stablilnosc i sukces (Polski). Zeby ten polski sukces zmierzyc, autorzy wychodza od dochodu PKB w 1989 i porownuja z dzisiejszym, chwala “stabliny” poziom bezrobocia i wzrost w dobie kryzysu, ktore sprawiaja “ze Polska wywoluje zazdrosc w Uni Europejskiej”.

Osob zasluzonych w opisywanej ”walce” nie gloryfikuja, nie brazowia. Wrecz przeciwnie, nie uznaja “wyslania Walesy z powrotem do stoczni”, zmierzchu popularnosci Kaczynskiego czy protestow przeciwko jego pochowkowi na Wawelu za niewdziecznosc ludu (Nanfang pisze, ze protestujacy nie chca pochowku na Wawelu, bo to jak “to przyznac, ze Kaczynski byl krolem”, czyli de facto wyrazaja przedstawiany w artykule etos demokratycznej republiki). Wrecz przeciwnie, uznaja takie przemijanie postaci w historii panstwa,  w ktorym rzadzi prawo za rzecz naturalna, potrzebna, malo wazna, a konflikt za rzecz normalna. To nie te – nawet wybitne – jednostki i powszechna zgoda (az by sie tu chcialo wpisac inne slowo, tak tu popularne), ale prawo, wybory, “wiernosc konstytucji” zapewniaja prawdziwa ciaglosc. Autorzy pisza nawet, na koniec artykulu wracajac do poetyckiego stylu z poczatku tekstu: “Kaczynski w wielkiej rzece historii jest tylko malym odcinkiem jej biegu”. Zas wody rzeki nie znaja odpoczynku - 河水不息 . Tekst konczy sie cytatem: “Nikt z Polakow chyba nie zaprzeczy, ze byl on wielkim patriota i ze wywarl wielki wplyw na praworzadna i sprawiedliwa przyszlosc tego kraju”.

Wiem, ze Polakowi ten tekst moze wydac sie bardzo idealistyczny i idealizujacy.  Czasem moze  nawet nieco zabawny, np. gdy uzdrowienczym mocom panstwa prawa autorzy przyznaja spadek spozycia wodki , ktora “znamionowala polska historie sprzed 1989″. Czasem ich cezura jest zupelnie czarno-biala, np., pisza, ze wraz z poprzednim systemem zniknely “protesty i stajki”, czy, ze “choc bogatych jest wiele, to jednak nie slychac o oligarchach”. Czy kraj o ktorym pisza to rzeczywiscie nasz kraj?   Choc niektore z wytlumaczen moga budzic sprzeciw, a w niektorych jest z kolei chyba duzo wiecej sensu niz w naszych polskich, krazacych tu i owdzie, osadach (np. sugerowana przez Nanfang wizja pograzonych w bolu przeciwnikow Kaczynskiego, bo to demokratycznie wybrany prezydent vs. znana skadinad wizja przeciwnikow pograzonych w bolu, bo gryzie ich sumienie, ze nie byli mili), to jednak wazniejsze niz pytanie o adekwatnosc ogolnego obrazu i jego poszczegolnych fragmentow jest co innego.  Maly “micik” o Kaczynskim oszczedzajacym dla dobra ludu byl ciekawa figura retoryczna, wylaniajaca sie spontanicznie, na potrzeby chwili, bez szerszego (chyba) horyzontu. Tutaj mamy do czynienia z ogromna, zlozona narracja, wizja i rozmachem, ktore mowia wiele rzeczy zupelnie unikalnych w kontekscie chinskim – o konflikcie, o zmianie, o chaosie, o wielkich jednostkach, o patriotyzmie. I co ciekawe - zupelnie innym, niz ten dominujacy, jezykiem. To czyjes credo? To “zawor bezpieczenstwa?” To manifest? To test?

P.S. Elektroniczna wersja tekstu http://www.infzm.com/content/43900 Polecam tez komentarze (niestety rzecz jasna wszystko po chinsku, jesli Czytelnicy byliby zainteresowani, moge przetlumaczyc)

P.P.S. Do chwili obecnej opublikowany w czwartek tekst w sieci wystepuje az w 3500 miejscach.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

17

04 2010

45 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Yao #
    1

    No właśnie… ja myślę, że to jednak nie jest tekst o Polsce. W warstwie dosłownej oczywiście jest, i to dobry, solidnie przygotowany, ciekawie napisany, przynoszący czytelnikowi chińskiemu sporo (nowej dla niego) wiedzy o naszym kraju.

    Jednak, jak to w Chinach, gdzie jedną z ulubionych form podawania różnych treści (zwłaszcza tych, które muszą pozostać niewypowiedziane dosłownie) “od zawsze” była aluzja do wydarzeń odległych (z reguły czasowo, w tym wypadku geograficznie), mamy tu w gruncie rzeczy tekst o tym, że demokracja zbudowana na rządach prawa nie musi skutkować chaosem, którym się tutaj zwyczajowo straszy. Tekst o tym, że można odbierać ludziom władzę inaczej niż ich obalając w międzyfrakcyjnej walce.

    Myślę, że tekst jest pochwałą rządów prawa przede wszystkim, demokracja ma dla autorów mniejsze znaczenie. Może wynika to z faktu, że na demokrację w Chinach w dającej się przewidzieć perspektywie nikt nie liczy, ale rządy prawa traktowane są jak wariant realny. Stąd takie eksponowanie wątku konstytucyjnego, łącznie z przypominaniem Konstytucji 3 Maja (zestawionej z Konstytucją St. Zjednoczonych i francuską Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela – to są zdaniem “Nanfang Zhoumo” trzy podstawowe dla nowoczesnej demokracji opartej na rządach prawa akty normatywne). Oni chyba starają się pokazać, że rządy prawa mogą dawać państwu tak dobre mechanizmy działania, że nie tylko ciągłe zmiany preferencji kapryśnych wyborców, ale nawet śmierć znaczącej części elity politycznej (w tym osób pełniących kluczowe urzędy), nie są w stanie jego funkcjonowaniem szczególnie wstrząsnąć.

  2. kisiel #
    2

    Dziwna sprawa, artykuł pod tym linkiem nie ma komentarzy a po wrzuceniu do google translate brzmi jak rzecz o buddyzmie. Test zakończony niepowodzeniem?

  3. Conducator #
    3

    Bo to jest tekst o buddyzmie. Swoją drogą ciekawie byłoby przeczytać ów oryginalny.

  4. Yao #
    4

    Autorka niechcący dokonała denominacji odnośnika… Dodajcie jedno zero, a traficie na właściwy tekst.

  5. YLK #
    5

    Smierc przywodcy zawsze przepelniala Chinczykow strachem i niepewnoscia jutra – obawa o zmiane polityki wewnetrznej panstwa. Do dzis wielu drzy, ze kierunek wyznaczony przez Deng Xiaopinga moze ulec zmianie, gdy ster dostanie sie w rece osoby o skrajnie radykalnych pogladach. I choc teoretycznie prawo mogloby zapewnic panstwu stabilnosc funkcjonowania nawet w przelomowych momentach, to z drugiej strony chyba nikt nie ma watpliwosci, ze nie kazdy jest wobec niego rowny.

    W latach 80tych po tutejszych komorkach partyjnych krazyly materialy wewnetrznego obiegu na biezaco zdajace relacje z wydarzen w Polsce i innych krajach demokracji ludowej. Obserwowano Polske i przekladano nasz scenariusz na warunki chinskie – i analizowano potencjalne zagrozenia. Artykul wyraznie nawiazuje do tego traktowania przemian we wschodniej Europie przed 20 laty, i pokazuje – jak Yao slusznie zauwazyl – zalety rzadow prawa. Mam wrazenie jednak, ze jednoczesnie krytykuje poczynania chinskich wladz wobec demonstracji w 1989, kiedy Chiny mialy realna szanse na rozpoczecie procesu budowania “harmonijnego spoleczenstwa” bez wytracania kraju ze stabilnosci.

  6. Jarek K #
    6

    Zapewne autorzy tego artykułu chcieli spiąć piękną paralelą dzisiejszą Polskę i potencjalną drogę przyszłych Chin (czego im zresztą życzę)nie znam Chin jak Ty – wyobrażam sobie tęsknotę Chińczyków (zakładam że autorzy tego artykułu to autochtoni) za naszą drogą chociaż,jak przyglądam się demokracjom (zastanawiałem się nad jakimś idiomem w tym miejscu – ale niech tam)-japońskiej albo południowokoreańskiej, to myślę , że z naszego punktu widzenia nie mają za czym tęsknić. Pisałaś w innym miejscu, że Chińczycy zapatrzeni są w tajwański czy japoński konsumpcjonizm – pewnie na tym polu najbliżej do spełnienia marzeń większości. Chińscy intelektualiści będą pewnie musieli jeszcze poczekać na spełnienie swoich – i raczej też na modłę sąsiadów. Tematem na inną bajkę – jest pytanie czy szybko wprowadzona demokracja jest w stanie zarządzać wielkim wschodnim imperium, które nigdy jej nie zakosztowało. Może raczej na – jakaś ewolucja “rządów prawa” – o których pisałaś (może Chiny będą pierwszym świetlistym przykładem rządów prawa z ograniczoną demokracją co chyba jednak się wyklucza.
    A wracając do rzeczy – bardzo się ucieszyłem czytając tekst o nas napisany tysiące kilometrów stąd (wypłukany osad trudnego sąsiedztwa)- zawsze chciałem przeczytać tekst w oryginalne – tu nie jestem w stanie – nie znam i już pewnie nie poznam chińskiego -A Twoja wiwisekcja – po prostu nic od dawna nie sprawiło mi takiej przyjemności.

  7. 7

    Piękna historia. I nawet jeśli nie wszystkie szczegóły się zgadzają, to taką naukę (“wizja pograzonych w bolu przeciwnikow Kaczynskiego, bo to demokratycznie wybrany prezydent vs. znana skadinad wizja przeciwnikow pograzonych w bolu, bo gryzie ich sumienie, ze nie byli mili”) powinno otrzymać również wielu Polaków, bo chyba jeszcze nie do końca przesiąkł nam przez skórę sens demokracji. Gdyby tak było, to nie czułabym potrzeby pisać tego: http://jedyniesluszne.blox.pl/2010/04/Szacunek-dla-instytucji-demokratycznych.html

    Choć mimo wszystko, już do tego stopnia przesiąkliśmy demokracją, że dziwi nas “micik” o prezydencie oszczędzającym na kupnie samolotu. No ale przecież tak było – rządy polskie bały się reakcji społeczeństwa na duży wydatek – i choć dla nas ta postawa polityków jest tak normalna, że aż irytująca, to dla Chińczyków jest ona obiektem fascynacji i zazdrości. Sami nie wiemy, jak mamy dobrze.

    Państwo działa, konstytucja zapewnia ciągłość władz. Znów powtórzę: Sami nie wiemy, jak mamy dobrze. Dlatego tak zaskakują nas zachwyty Chińczyków. Tak daleko zaszliśmy na naszej drodze, że mankamenty naszej demokracji nie są tak ważne dla obserwatorów z “innego świata”, jak ważny dla nich jest sam (banalny dla nas) fakt, że demokracja u nas DZIAŁA!

    Jeszcze niedawno to my patrzyliśmy z taką samą tęsknotą na Stany Zjednoczone, jako na model demokracji. Dziś stać nas już na to, żeby widzieć, jak bardzo zgrubny był to model. Ale 20, 30 lat temu – było całkiem inaczej. Pamiętam swoją fascynację przedszkolaka, gdy prawie 30 lat temu ojciec opowiadał mi, że są kraje, gdzie prezydentem może zostać wybrany KAŻDY.

    Myślę też, że chiński publicysta wiele rzeczy widzi lepiej niż my sami. Otóż spadek spożycia wódki rzeczywiście wiązał się z upadkiem komunizmu: Gdy tylko pojawiła się prywatna własność środków produkcji, to zaczęto nimi racjonalniej zarządzać. Pracodawcy wymusili wzrost etosu pracy, a że przy tym siłą rzeczy pojawiło się bezrobocie, to tym bardziej zdopingowało ludzi do zmiany zwyczajów związanych z alkoholem. Pytałam o to rodziców i oni potwierdzają: Zaszła ogromna zmiana, nasze pokolenie ledwie potrafi sobie wyobrazić, jak częste i normalne było za komuny pijaństwo w pracy. Moim zdaniem, oraz moich rodziców, to przede wszystkim pracodawcy i bezrobocie wymusili na ludziach rezygnację z pijaństwa.

    “Choc bogatych jest wiele, to jednak nie slychac o oligarchach”. Ależ to prawda! Zdałam sobie sprawę z tego, gdy kolega Rosjanin pytał mnie, “czy u was w Polsce też są oligarchowie?” Nie, nie ma. Polscy bogacze są małymi pikusiami w porównaniu z prawdziwymi oligarchami z Rosji lub z Chin.

    Na koniec jeszcze jedna rzecz, która przedziwnie zgodziła się z moimi intuicjami. Pracowałam przez jakiś czas z koleżanką – Chinką. Dziewczyna w swoich opiniach najwyraźniej prezentowała nastroje oficjalnie popierane przez chińskie władze: Otóż powiedziała mi, że jej największym strachem jest, że zaczną się w Chinach masowe protesty (czy robotników, czy mniejszości narodowych) – a wtedy nastąpi wielka wojna i Chiny się rozpadną. Ten jej strach był autentyczny, emocjonalny, choć zupełnie egzotyczny dla nas, którzyśmy przeżyli upadek komunizmu, rozpad Związku Radzieckiego, zjednoczenia i rozpady państw sąsiednich – a wszystko pokojowo i nawet z poczuciem, że historia naturalnie toczy się ku coraz lepszemu… Rozumiem więc, co chce powiedzieć Chińczykom autor tego artykułu.

  8. 8

    Czytam ten tekst przez translator. I wiecie co? To jest zupełnie jak książki Jasienicy. :-)

  9. 9

    Fascynujące jest czytanie komentarzy przez translator. ;-)

    http://tnij.org/gkb0

    Tutaj, jeśli dobrze rozumiem, parę osób nie wierzy, że Polska tak szybko podniosła swój PKB. “Ósmy cud świata?”

    Mam pytanie, o co im chodzi z tym “Południem”? To są jakieś aluzje do lokalnego rządu?

  10. NIXin #
    10

    ten link podany – http://www.infzm.com/content/4390 – coś nie ten, to jakiś artykuł o buddyźmie… można prosić o poprawny?

  11. Smerfetka87 #
    11

    o matko, jaka ty brzydka jestes :/

    nie czytalem nawet tekstu, bo spojrzalem w prawo i zobaczylem tak brzydkie rylo, ze stwierdzilem iz tylko moge zostawic na dole komentarz a propos jego wygladu… fuck… ogarnij sie dziewczyno, nie wiem, zmien twarz czy cos…

    damn…

    na prawde brzydka jestes, sorry :(

  12. 12

    naprawde bardzo fajny tekst. dzieki za podzielenie sie.
    pozdrowienia

  13. Marek #
    13

    do smerfetki87 – na zdjęciu widzę super dziewczynę, napisany tekst arcyciekawy. Smerfetka nie czytała artykułu… Jest zatem ślepą i głupią cipą. W dodatku nie zna polskiego – niedouczona, ślepa i głupia cipa… A tekst naprawdę dobrze napisany. Gratuluję. Dzięki, spojrzałem innym okiem na Chiny. Nie mogę przestać myśleć o Smerfetce – co za kurwa…

  14. suchy #
    14

    dobry art, pozdrawiam

  15. Sajim #
    15

    Podobnie jak Jarek K lubię czytać jak nas widzą inne nacje. Text ciekawy i łatwo przyswajalny.

    PS: No i po co taki komentarz Smerfetko87 ? Polecam playmates bądź METart, no ale tam też sobie raczej nie poczytasz.

    Ja tam na fotce widzę 1/2 ładnej twarzyczki.

  16. bxy #
    16

    Bardzo Wam dziekuje za wpisy, najbardziej ciesze sie z tego, ze tym tekstem udalo mi sie skupic, przyciagnac tutaj tyle wartosciowych opinii, tak roznych poziomem od tych z duzej czesci miejsc naszej polskiej sieci. (Uzytkownikowi Smerfetka87 tez bardzo dziekuje – mam niedlugo referat o polskiej sieci i zjawisku trolowania, jego/jej wpis mi sie przyda jak znalazl, niech czytelnicy Nanfanga – bo odbiorcami beda tego typu ludzie, widza, co to znaczy “maly chaos” w praktyce :-p Uzytkownik Marek – dziekuje za gniew w mojej obronie, ale lepiej zostawic, bo inaczej czlowiek ani sie obejrzy – schodzi na poziom “interlokutora”)

    I fajnie, ze tyle osob rzucilo sie do Google Translate – przyznajcie – pomyslelibyscie wczesniej, ze bedzie Wam zalezalo, zeby dostac sie do tresci chinskiej gazety? :-)

    Przepraszam za blad we wklejaniu adresu. Swoja droga, ten tekst, do ktorego dalam omylkowo przekierowanie tez wyglada na ciekawy…

    A to “poludnie” w Google translate – to po prostu Nanfang (Nanfang Zhoumo) – czyli nazwa tej gazety

  17. mietek79 #
    17

    Hej, Gratuluję dziewczyno fajnego, spójnego artykułu, link znalazłem na http://www.wykop.pl – stronie “agregującej” ciekawe treści i muszę przyznać, że ta jest naprawdę ciekawa :) Jestem przekonany, że w krótkim czasie przeżyjesz “najazd” na swój blog i z góry uprzedzam, abyś wpisy w rodzaju “WYKOP K..WA!!!” wkładała do tej samej przegródki co wpis smerfetki87 – od tego się nie ucieknie, trzeba to po prostu olewać :) Jestem bardzo zainteresowany przeczytaniem tłumaczenia opisywanego przez Ciebie tekstu – nie chcę nawet korzystać z translatora, bo wiem, że zwykle nie daje on komfortu odczytania intencji autora, a z tego co pisałaś, ten tekst może być szczególnie trudny w automatycznym tłumaczeniu z powodu zawartych tam aluzji i znanej kiedyś u nas “zabawy” z cenzurą. Pozdrawiam i do poczytania :)

  18. koya #
    18

    Ktos oddal chyba niedzwiedzia przysluge i dodal tego bloga na wykop , moze zaroic sie od trolli .

  19. 19

    Ciekawy artykul, nie mialem pojecia, ze Polska funkcjonuje jakos w swiadomosci Chinczykow.

    Ten wyidealizowany obraz jest faktycznie tym, czym dla nas byla Ameryka iles lat temu. Dobre i to, a moze i nam pomoze spojrzec na siebie laskawszym okiem.

    Pytanie do autorki (i do wtajemniczonych): Jak czesto pojawia sie Polska w chinskich mediach i w jakim charakterze?

  20. Yao #
    20

    @Michal: Polska pojawia się w chińskich mediach niezmiernie rzadko – czegoś takiego jak w minionym tygodniu (a zwłaszcza w ubiegłą niedzielę, zaraz po katastrofie) nigdy nie widziałem, a czytuję chińską prasę od ładnych kilku lat.

    Wizyty polskich oficjeli najwyższego szczebla (a tylko takie są w stanie przyciągnąć jakąś tam uwagę chińskich mediów) zdarzają się niezwykle rzadko, chociaż ostatnio jakby nieco częściej (w drugą stronę podobnie). Jak w Polsce odbywają się wybory, to oczywiście gdzieś tam na 15-20 stronie w gazecie zostanie to odnotowane, podobnie jak wydarzenia o randze międzynarodowej z udziałem Polski, np. podpisanie Traktatu Lizbońskiego przez śp. prezydenta Kaczyńskiego.

    Polska pojawia się zazwyczaj w notkach o charakterze informacyjnym, bez komentarza, emocji czy ustosunkowywania się. Czasem pojawiają się “kurioza” z Polski, np. kilka miesięcy temu donoszono tu o dyskusji wokół “dębu Hitlera” w Jaśle – historia doczekała się nawet komentarza w najpopularniejszym pekińskim dzienniku, ale znowu – jak w przypadku tekstu opisanego w tym poście – nie chodziło tyle o Polskę, co o aluzję do pewnych problemów chińskich (a konkretnie stosunków chińsko-japońskich). Polska historia się akurat “nawinęła” jako wygodna metafora i tyle.

  21. chrz #
    21

    Wydaje mi się, że interpretacja tego artykułu przez @Yao to strzał w 10. Nie ma sensu latać od lewa do prawa i z powrotem jeśli mamy niewzruszone ramy prawne. Mniejsza z tym, że to ciągle my je ustalamy…

  22. 22

    @bxy wielkie dzięki za komentarz i przedstawienie tego artykułu, sam męczyłbym się z tłumaczeniem pewnie z miesiąc.

  23. motor #
    23

    @ “cezura jest zupelnie czarno-biala, np., pisza, ze (…) ‘choc bogatych jest wiele, to jednak nie slychac o oligarchach’”

    No i ja bym się zgodził. Słyszysz coś o oligarchach?

  24. Yao #
    24

    Dziś kolejny ciekawy (chociaż nie aż tak jak ten w “Nanfang Zhoumo”) tekst o tragedii pod Smoleńskiem. “Zhongguo Xinwen Zhoukan” (podpisujący się także jako “China Newsweek”) wysłał nawet reportera na miejsce katastrofy (trochę tu przesadzają z dosłownością opisu), a poza tym m.in. dość szczegółowo objaśnia dlaczego na pokładzie był ostatni prezydent na uchodźstwie, tzn. dwustronnej napaści na Polskę w ’39, Jałcie, w końcu o przekazaniu insygniów II RP Lechowi Wałęsie. Oczywiście także o zbrodni katyńskiej.

    W “Xin Shiji Zhoukan” z kolei polski analityk Piotr Maciej Kaczyński gościnnie o śmierci Lecha Kaczyńskiego – dla nas mniej ciekawe, bo nie pisane przez Chińczyków.

  25. ril #
    25

    Ten strach Chińczyków przed wojną domową zacząłem lepiej rozumieć po zaznajomieniu się trochę z ich historią. Wizję powszechnego bandytyzmu za czasów rządów watażków, porywania biednych dla okupu i obchodzenia się w nieludzki sposób (nie będę już wdawał się w szczegóły) z tymi za których nie zapłacono zapamiętam do końca życia. Tak trudno było im wyłonić z tego chaosu jakieś władze centralne. Autorytaryzm jest złą rzeczą, totalitaryzm jest straszny ale wojna domowa jest z reguły jeszcze gorsza. Nie mówię, że rację miała chińska znajoma Anuszki, ale z naszego podwórka dobrze znamy coś takiego jak przewrażliwienie historyczne, ten odzywający się lęk, że tragiczna przeszłość się powtórzy.

  26. szpak #
    26

    Wszyscy się pięknie rozpolitykowali.
    I co mnie nieźle zaskoczyło, widzę trafne rozpoznawanie i diagnozowanie iluzji sprzedawanych społeczeństwu.
    Szkoda tylko, że zawsze innym.
    Jestem też zbudowany trafną diagnozą tęsknot chińskich intelektualistów. Trochę mniej, próbą wzięcia na poważnie iluzji, jaką się ci intelektualiści posłużyli. Nawet wtedy gdyby sami brali te bajki poważnie, nie można chyba, zadawać sobie aż takiego gwałtu poznawczego. Chociaż jak widać wiara w bajki i iluzje jest wiecznie żywa pod każdą szerokością geograficzną.
    Nawet Chińscy intelektualiści wierzą w bajki. A przynajmniej przekonywująco udają.

  27. iwa.679 #
    27

    Dziękuję pięknie!
    Jestem stary podejrzliwy pryk, więc skorzystałem też z Googla. Świetna robota, szczególnie komentarze.
    Załapałem się przez “Wrzutę” – będą trolle, ale i więcej osób przeczyta.
    Pozdrowienia!

  28. 28

    @ril:
    “Nie mówię, że rację miała chińska znajoma Anuszki, ale z naszego podwórka dobrze znamy coś takiego jak przewrażliwienie historyczne, ten odzywający się lęk, że tragiczna przeszłość się powtórzy.”

    Nie znam dobrze historii Chin, ale tak właśnie podejrzewałam, że chodzi o jakieś historyczne strachy.

    Inna sprawa, że historyczne strachy są NA PEWNO świadomie wykorzystywane przez obecne władze. Jeśli w Polsce tak jest, w w autorytarnych Chinach tym bardziej.

  29. 29

    Mam pytanie: Jaki jest oddźwięk tego artykułu po paru dniach?
    Ludzie przeczytali i zapomnieli, czy pozostał w świadomości chińskich czytelników jako ważny tekst?

  30. pfg #
    30

    Fantastyczny artykuł, fantastyczny wpis. Pozwala popatrzeć się na Polskę z innej perspektywy. Dziękuję.

  31. 31

    ja bym była zainteresowana tłumaczeniem artykułu jeżeli można oczywiście.. bardzo lubie Chiny a jeżeli tam jest coś o nas to mnie tym bardziej interesuje i diękuję za taki ciekawy tekst.

  32. bxy #
    32

    Danie przez kogos wpisu na Wykop = 13 tysiecy odwiedzajacych jednego dnia.
    Dziekuje za liczne przychylne opinie o wpisie, no i przede wszystkim po prostu za komentarze – jak pisze iwa.679 – “swietna robote”. Ja opisalam ten artykul, powstrzymujac sie w duzej mierze od komentarzy wlasnych. Co do glownej przyczyny – mysle, ze nie trudno sie domyslic. Ale tez bylam ciekawa jak czytajacy odbiora taki tekst, relatywnie niepomieszany z moimi interpretacjami (choc wiadomo, ze samo czytanie to juz interpretacja, np. tutaj notka o tym samym tekscie, ale czytanym doslownie, bez wspomnienia o “drugim dnie”, wcale przeciez nie specjalnie kamulfowanym: http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/swiat/artykul155065.html ).
    @Dominika – to faktycznie jest tekst, ktory warto przeczytac, tyle tylko, ze ja zupelnie nie dysponuje czasem, ktory potrzebny jest do takiego tlumaczenia – tekst po chinsku ma 12 stron A4- po przekladzie na polski tekty rosna objetosciowo jakies 2.5 raza. Niestety, nie podejme sie.
    @Anuszka – wlasnie.Ten strach przed rozpadem jest wygrywany w calym tym przepoteznym chinskim dyskursie patriotyczno-nacjonalistycznym.Ten jezyk, to myslenie sprawia, ze trudno w ogole pomyslec o kims, ze jest patriota, jesli nie popiera jednosci, harm0nii i tych, ktorzy je zapewniaja etc. Stad m in. dlatego tak niesamowity jest ten artykul. Swoja droga pamietam, jak dwa lata temu po zamieszkach w pewnej duzej zachodniej prowincji, mlodzi Chinczycy nosili licznie koszulki z napisem “0ne China 0ne family” – napis po angielsku, czyli potencjalnie skierowany na zewnatrz.Teraz, po tym trzesieniu, w telewizji co chwila napis “jestesmy wszyscy razem”. Podobnie jak podczas wielkiego trzesienia 5.12 – akcentowane jest przede wszystkim scalajace, “harmonizujace”, konstruktywne dzialanie wladz. No wlasnie – po trzesieniu w Qinghai “sprawa polska” i jej odczytywanie zeszly na absolutnie marginalny plan – choc musze powiedziec, ze gdy konczylam ten wpis w sieci bylo 3500 miejsc w ktorych dostepny byl tekst, teraz jest ich jakies 10 razy wiecej!
    @ motor: pewnie, ze Polska to nie Rosja – i zasoby i procesy trudno nawet porownywac. Chodzilo mi raczej o to, ze autor tekstu traktuje rzecz troche zero-jedynkowo – nie ma oligarchow, to juz super. A przeciez zmagalismy sie i zmagamy nadal z roznymi nieciekawymi fenomenami (Dochanalami, Rywinami, o Zbychach nie wspominajac etc.) na styku wladzy i biznesu, ktore maja korzenie m in. w sposobie przeprowadzania zmian. O najciekawszych rzecz jasna pewnie – uzywajac slow autora artykulu – “nie slychac”. Z drugiej strony zdaje sobie sprawe z tego, ze to nie jest kluczowa kwestia dla tego artykulu, a w Chinach to jest dopiero arcyciekawie pod wzgledem zwiazkow wladzy i wielkiego biznesu,wiec z takiej optyki nasze polskie burdy to musi byc niewidoczny plankton.
    @Yao – artykul w chinskim Newsweeku: te kawalki o “kawalkach cial” odbieram jako niezgrabne proby podjete przez reportera dla uzasadnienia sensu wlasnego wyjazdu do Smolenska – nie dowiedzialem sie nic wartosciowego, napisze chociaz cos mocnego. Dalej, gdzie jest czesc analityczna jest to, jak piszesz, sensowny artkul.

  33. 33

    A propos wykopu, pojawił się tam ten artykuł:
    http://raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl/Polak-z-Chin-do-Polakow-na-Wys,2,ID402520776,n
    Jest bardzo entuzjastyczny – Polacy, przyjeżdżajcie do Chin, zamiast do UK! Róbcie biznes, tu jest tanio, a w ogóle – “powszechny luz i wolność”! :-)

    Czy inni tu obecni bywalcy Chin zgadzają się z tą optyką?

    Czy rzeczywiście to jest realna i sensowna alternatywa – zmywak/budowa w UK vs. coś (co?) w Chinach?

    A jak z luzem i wolnością? – pytam, choć zdaję sobie sprawę, że inaczej widzi ją student, inaczej biznesmen, inaczej emigrant pilnie potrzebujący gotówki, itp.

  34. Yao #
    34

    @anuszka:
    To jest wpis hurraoptymistyczny, a roztaczane w nim perspektywy należy traktować z powściągliwością.

    Wymienione w nim jako przykłady możliwości, tj. uczenie angielskiego lub handlowanie jakimiś towarami z Chin, są tak naprawdę jedynymi dla osoby, która nie ma jakichś szczególnych kwalifikacji i nie zna języka chińskiego. Przy tym w wypadku Polaków, którzy wszak nie są rodzimymi użytkownikami angielskiego, wchodzi w grę w zasadzie tylko nauczanie angielskiego gdzieś na prowincji (im bardziej zapadła, tym łatwiej o taką pracę). Tam rzeczywiście życie jest tanie, ale i styl życia (z konieczności) mocno różny od tego, do którego przyzwyczajeni są Europejczycy.

    W Pekinie czy Szanghaju – miastach, gdzie naprawdę można żyć na wysokim poziomie, z dostępem i do wszystkich zachodnich przyjemności życia i do bogatej oferty kulturalnej (dostępnej również osobom nie znającym języka chińskiego) – nie jest łatwo o pracę ot tak (chyba że pracuje się w międzynarodowej korporacji), a w dodatku ceny wcale nie są niskie. Np. przyzwoite dwupokojowe mieszkanie w Pekinie kosztuje nie mniej niż 120-150 tysięcy euro, a ceny nieustannie rosną.

    Jeśli chodzi o luz i wolność, to się w zasadzie zgadzam – cudzoziemcy mogą się tutaj czuć bardzo swobodnie, o ile nie są np. zagranicznymi dyplomatami lub dziennikarzami (ale nie o nich rozmawiamy). Zdarza się jednak, że ten “luz” zostaje niespodziwanie zaburzony, kiedy np. chińskie służby imigracyjne nagle odmawiają przedłużania pozwoleń na pobyt tudzież zaczynają piętrzyć przeszkody w ich uzyskaniu (co się w ostatnich latach zdarzało).

    Podsumowując, sam uważam moje życie w Chinach za niezwykle przyjemne i szalenie interesujące – jestem pewien, że w Europie nie było by mi tak dobrze. Niemniej jednak nie uważam siebie za dobry przykład, bo znam chiński, mam dobre kontakty w środowisku zajmującym się szeroko pojętymi stosunkami polsko-chińskimi, co daje mi sporo możliwości, których przeciętny rodak stający przed pytaniem “zmywak w Anglii czy coś w Chinach” nie ma i raczej mieć nie będzie. Dlatego nie sądzę, aby można tu było upatrywać sensownej i masowej alternatywy.

  35. bxy #
    35

    Nie chcialabym wchodzic w taki temat jako (jedynie, bo fakt, ze ciekawy) dygresji na jakis inny, ale najogolniej to dodalabym, ze podstawowe nieporozumienie jest chyba takie: czym innym jest rodzaj odwagi pchajacej ludzi do pracy “na zmywaku” do Anglii (bo to jest odwaga, rodzaj ambicji, nie godze sie na paternalistyczny ton tamtego wpisu, ze to taka “chec zaimponowania sasiadom” pcha tam ludzi), a czym innym jest zdolnosc poruszania sie w swiecie biznesu. Mozna byc odwaznym, nie bac sie ciezkiej pracy, rozlaki z krajem etc.a w swiecie biznesu sobie nie radzic. A swiat biznesu – obojetnie czy malego czy duzego – w Chinach to juz zupelnie inna kwestia. Utrzymanie sie na powierzchni takiego czegos przez cudzoziemca wymaga nie tylko dobrego rozeznania sie w tym, co oficjalne (oczywiscie i sprawa jezyka, choc znam firmy ktore sobie radza po angielsku, ale maja lata doswiadczen i wybitny leb do biznesu), ale takze w calej masie niewypowiedzianych zawilosci, ukladow, zaleznosci, lokalnych kolorytow, ktore dla cudzoziemca moga okazac sie trudniejsze do przebycia niz wspominane przez Autora tamtego wpisu “nekania przez ZUS czy sanepid”. Wiedza o tych wszystkich “kolorytach” nikt z “laowajem” nie bedzie chcial sie specjalnie dzielic z kilku powodow. A sprawdzanie na wlasna reke moze byc conajmniej kosztowne. Trudno sie wybic ponad bledne kolo nieznajomosci ukladow, nieufnosci i, co tu kryc, checi wykorzystania takiej sytuacji przez tutejszych wytrawnych i sprytnych graczy. Znam cudzoziemcow, ktorym sie to udalo, ale, bynajmniej, to nie bylo ich pierwsze doswiadczenie biznesowe ani nie byly to nijak “proby odbicia sie od dna”, tylko poszerzenie pola preznej dzialanosci. Tu nie chodzi o to, czy ktos ma za soba doswiadczenie bycia imigrantem, ale czy ma doswiadczenie i zylke biznesowa.

    Co do poczucia luzu – rzecz jednostkowa. Ja osobiscie luzu nie czuje – pod wieloma wzgledami. I nie chce sie nad tym rozwodzic.

    A co do uczenia – pamietam pare lat temu w Taipei Times taka karykature: dwoch bezdomnych siedzi pod mostem brooklynskim i jeden mowi: “nie martw sie, zawsze mozemy pojechac do Taipei uczyc angielskiego”. Tak, ale to bezdomny amerykanski. Nie polski. I to pare lat temu. A w Chinach pod tym wzgledem zachodza podobne jak na Tajw zmiany.

  36. meinglanz #
    36

    Zastanawiam się nad tymi komentarzami na temat bojkotu olimpiady przez poslkich polityków. Czy było to bardzo nagłaśniane w chińskich mediach?

  37. 37

    Poczucie luzu i wolności nie zależą od otoczenia, one są w nas. To, że trafiłem do Chin w dużej mierze wynikało z mojego poszukiwania poczucia wolności. I znalazłem go tam dokładnie tyle, ile go noszę w sobie. Był czas, że zachłystywałem się poczuciem wolności wynikającej z faktu, że nikt mnie nie znał i mogłem robić, co chciałem – ale to nie była wolność, tylko nierozsądna ekstaza. Był też czas, że miałem Chin dosyć, że pięści mi się zaciskały, kiedy słyszałem za plecami szemranie: “Laowai! Laowai!” (nierzadko też z dodanymi kilkoma przykrymi dla ucha epitetami). I był czas, kiedy po niemal dziesięciu latach nieobecności zaskoczyło mnie coś, czego nigdy przedtem nie zauważyłem: to, że Warszawa – ta Warszawa, której właściwie nigdy nie lubiłem – tonie w morzu zieleni. Myślałem wtedy: “Wróciłem do domu!” Ale teraz, kiedy jestem już w Polsce cztery lata, coraz częściej myślę o moim domu w Yunnanie, gdzie urodził się mój syn, i o tym jak gruba warstwa kurzu osiadła na jego dziecinnych zabawkach i meblach w mojej bibliotece…

    Angielskiego uczyłem i w Taipei i na Kontynencie – i było to życie z dnia na dzień; na pewno nic, na czym można by w jakiś sposób “budować przyszłość”. Łatwe i szybkie pieniądze (oczywiście nie dla każdego – bo uczyć też trzeba umieć i lubić – inaczej praca ta staje się znienawidzoną codzienną katorgą; pamiętam, co sam przeżywałem na samym początku swojej kariery “English teacher’a”, zanim złapałem wyczucie, jak to należy robić) – to żyła złota, która – jak każda żyła złota – kiedyś się musi skończyć. Biznesmanem natomiast nigdy nie byłem i już się raczej nie stanę. Nie moja działka i nie mój styl życia.

    Rozumiem jednak w zupełności entuzjazm autora wpisu, o którym tu była mowa, bo sam kiedyś podobnie myślałem. Dobrze, że są entuzjaści – bo tylko tacy mają odwagę i determinację, by zanurkować w zupełnie obcej kulturze i wyłowić stamtąd rzeczy, o których bez tego inni nie mieliby nigdy pojęcia.

  38. Helena #
    38

    Bardzo to jest jakies wzruszajace, chwytajace za serce, ta starannosc Autorow, z jaka podsuwaja swym czytelnikom, a tez zapewne wladzom, wiedze o funkcjonowaniu demokracji. Mnie nie przeszkadza pewne wyidealizowanie, ale zachwyca i wzrusza POWAGA z jaka traktuja idee demokratyczne.
    Serdeczne dzieki za opowiedzenie nam tego materialu prasowego.
    Pozdrawiam.

  39. szpak #
    39

    Mam niemiłe wrażenie, graniczące z pewnością, że na prawdzie nikomu nie zależy i wręcz nikt jej nie chce.
    To również wzruszające, móc poczuć namiastkę tego, co czuło wiele wybitnych, historycznych postaci.
    Vulgus vult decipi ergo decipatur.

  40. koya #
    40

    Z niecierpliwoscia czekam , na kolejny wpis na tym blogu :)
    Moglabys napisac , jak jest odbierany nasz pawilon na expo ?
    Takie subiektywne wrazenie , co do odczuc chinczykow .
    Pozdrawiam :)

  41. 41

    Dołączam się do oczekiwań i prośby powyżej :)

  42. bxy #
    42

    Koya, Romek – napisalam. Na samym terenie Expo po oficjalnym otwarciu jeszcze nie bylam, bo jako socjolog…nie lubie tlumow ;-) Ale obiecuje, ze bede na dniu pawilonu polskiego i opisze reakcje.

  43. kisiel #
    43

    Stara notka, ciekawe czy jeszcze ktoś tu trafia…

    Ciekawe kim jest autor tego artykułu. Kimkolwiek jest, imponuje erudycją: oczytany w polskiej poezji lepiej niż niejeden Polak, na wyrywki zna historię najnowszą a o aktualnych wydarzeniach ma informacje z pierwszej ręki. Imponuje też zdolnością obserwacji i chyba też trochę odwagą.

    Chciałoby się wiedzieć kto to jest. Czy w tej gazecie artykuły podpisuje się nazwiskiem?

  44. bxy #
    44

    Kisiel, no własnie, że trafia, jest to najczęsciej czytany artykuł w historii tego bloga i wchodzi tu wciąż niemało osób. Nie wiem dokładnie kim jest ten autor artykułu, ale – no własnie – pragnę mocno podkreslić, że ta gazeta jak najbardziej działa w obrębie tutejszego systemu prasy (co oczywiscie nie znaczy, że musi powtarzać stanowiska np. rządu, i, jak pisałam wieloktrotnie, rzecz robi najczesciej z wdziękiem i inteligencją), każdy numer przed wydaniem przechodzi przez urząd zajmujący się cenzurą, autorzy występują pod własnymi nazwiskami, w obrębie tutejszych regulacji nie mogą występować inaczej. Oczywiscie, jako, że pismo przybiera w róznych sprawach stanowiska takie, jakie przybiera, często miewa różne perypetie, ale, jak dotąd, wychodzi cało (choć oczywiscie zdarzają się pisma, które cało nie wychodzą, choć później najczęsciej zespół, bądź jego czesci gdzies w innych okolicznosciach wypływają na medialną powierzchnię).

  45. kisiel #
    45

    Ha, jeśli jest nazwisko to resztę można spróbować znaleźć :)



Your Comment