Polsko…Polsko…

 

Tytuł zajęć: “Marksistowsko-leninowski pogląd na media”. Ocena: A (maksymalna).  Poglądy wyrażone w pracy: bynajmniej nie marksistowsko-leninowskie. Napisałam po prostu, co się stało z marksizmem-leninizmem jako rodzajem dyskursu w Polsce po 89′ i jak to sie ma do postrzegania w niej Chin. Profesor: wyjątkowa postać (i na tym poprzestane, oby uczyl jak najdluzej).

Tytuł zajęć: “Globalizacja i kultura transnarodowa”. Ocena: jeszcze nie ma, bo to początek semestru. Profesor: Japończyk, chyba najlepiej mówiący po chińsku cudzoziemiec, jakiego było mi dane spotkać. Mówi o tożsamości narodowej i mediach w Japonii, jedzie (ale nie tak strasznie jak poprzedni zaproszony na gościnny wykład Japończyk, który pouczał, że “bez wolnej prasy nie osiągniecie demokratyzacji” – większego zmasowania faux pas nie mogę sobie wyobrazić) trochę i dośc dyskretnie (ach, to wyczucie jezykowe) po systemie medialnym Chin i tym, z czego on wyplywa.  Gdy zajęcia się kończą, myślami jestem już gdzie indziej (no dobra, w klubie sportowym, zastanawiam się, ile powinnam dziś przebiec i w jakim tempie) po czym słyszę jak zza zasłony: “A pani skąd jest?” Ponieważ na sali, na której jest 60 osób jest tylko jedna osoba, której mozna zadać to pytanie, więc nawet nie musze sie nawet specjalnie rozgladac, czy to do mnie. Odpowiadam. Na to  japoński profesor: “Aaa, z Polski, i co, macie takie media, jak w Chinach?”

Wmurowuje mnie kompletnie (bieżnia na pochyło? jak bardzo pochylo? lekki trucht? potem z maksymalna predkoscia? w sumie 50 minut? Jak w Chinach? Japończycy naprawdę są z innej planety?). I kiedy wmurowuje mnie jako badacza Chin, mój wewnętrzny Polak (a raczej Polka) czuwa. I zanim się spostrzegam, wewnetrzny Polak odpowiada machinalnie: “Nie, już nie mamy”. Po sali szmer. Jakaś dziumdzia kilka krzeseł dalej wyciąga aparacik cyfrowy i mi robi zdjęcie - że tak to egzotycznie mamy na zajęciach. Odwracam się do niej z przyklejonym uśmiechem od ucha do ucha i dwoma palcami “V” (typowy gest chińsko-fotograficzny). Ponieważ diabelski Japończyk ma wyczekującą minę, że coś powiem dalej, przeto formuję jakiś kłąb socjologiczno-bełkotliwej przedzy (ze tozsamosc, ze rekonstrukcja, ze pole i inne motanie), żeby nie bylo, ze nie reaguje. A w srodku cos sie we mnie gotuje. Jestem wsciekla na Japonczyka (za porownanie, za wypowiedzenie go jako pierwszego i jedynego zdania skierowanego do mnie, no i za to, ze wystawil mnie na ustosunkowanie sie do tej absurdalnej i na dodatek drazliwej dla wszystkich, oprocz jego japonskiej osoby, kwestii-nie-kwestii przy 60 Chinczykach, w tym moich znajomych, no i oczywiscie za to, ze zrobil to, kiedy wlasnie myslalam o biezni, no ale to juz nie jego wina). Ale jeszcze bardziej jestem wsciekla na siebie. Ze wylazl ze mnie machinalny, wewnetrzny, podswiadomy Polak. Choc w sumie to powinnam sie cieszyc, ostatnio sie przeciez skarzylam, ze przez te wszystkie krzyki na ulicy - “o , laowaj”, te wszystkie poczatki konwersacji w stylu, “bo, wy, Amerykanie”, moja polska tozsamosc czuje sie stlamszona. A tu nagle taki Polak pelna geba, pelen polskiej dumy i uprzedzenia, operujacy systemem zero-jedynkowym, wylazi. A tak naprawde to jestem zla na siebie, za to, ze wylazl ten mechaniczny Polak zamiast nadbudowanego nad nim badacza. Ktory powinien po pierwsze spytac: “A w jakim sensie podobne? Ze tez po chinsku? Ze mamy i Renmin Ribao i Nanfang Zhoumo? Czy ze takie duze?”. Czyli zmusic diabelskiego Japonczyka, zeby sam wyartykulowal to, co chcial (tzn chcial, sadzac z kontekstu calego jego wykladu) mi w rece wpakowac. Ide do klubu sportowego i przebiegam wiecej i szybciej, ale paskudny humor nie mija.

Gdy wracam do domu, przebiegaja mi dodatkowo, migawkowo te wszystkie mini dialogi, gdy ktos przygodnie poznany dowiaduje sie, ze jednak nie jestem z Ameryki, tylko z Polszczy. Typy idealne ponizej:

Typ 1:

Osoba: “Skad jestes?”

Ja: “z Polski”

Osoba, po namysle: “Polska to zdaje sie bardzo maly kraj?” (polskie tlumaczenie nie oddaje uroku chinskiego oryginalu, ktory, przynajmniej w moich uszach, ma spory ladunek komizmu, bo jakos tak sytuuje Polske gdzies razem z malymi dziecmi, malymi kotkami etc.)

Typ 2:

Osoba: “Skad jestes?”

ja: “z Polski”

Osoba, glosem jakby gluchy do gluchego: “Skad?! Z Holandii??” (Holandia - Helan, Polandia - Bolan)

Typ 3:

Osoba: “Skad jestes?”

Ja: “Z Polski”

Osoba: “O, stosunki naszych krajow sa bardzo dobre! Przeciez byliscie krajem socjalistycznym”

Kiedys, zaraz po wydarzeniach w pewnej zachodniej prowincji Chin (niemal dokladnie sprzed dwoch lat), zrobilam analize tekstow trzech polskich glownych dziennikow - jak, za pomoca jakich srodkow, przy uzyciu jakich slow opisuje sie ten konflikt, jak definiuje sie strony i ich dzialania. Wyszlo (przynajmniej w dwoch dziennikach), ze to nie tyle rzecz o Chinach i pewnej ich prowincji, ile odswiezanie naszych narodowych opowieści, np. tej o stanie wojennym (te wszystkie tytuly: “Czolgi na ulicach” etc.) i opowiadanie ich na powrot tak, aby nie bylo watpliwosci, ze dane medium stoi po stronie swiatla. Czyli odswiezanie wlasnego (przykurzonego jakby) mandatu, masowanie ego wlasnego i czytelniczego. No bo np. mozna na powrot tak latwo zostac obronca (slowo powtorzone 43 razy, i to do tego w gazecie przed duze “G”, staje sie prawda!) czegos np. krzyczac na ulicy.

No wiec tak to jest, m in., byc w przeszlosci krajem socjalistycznym. Tutaj (no chyba, ze, o ironio, na kursie marksizmu-leninizmu) tego nie powiem (choc czasem mnie kusi, zwlaszcza jak ktos opowiada, jak to cały swiat Chiny podziwia za ten caly rozwoj i lubi). W Polsce tez tego nie powiem (dyskusje z zacietrzewionymi obroncami i zwolennikami, czegokolwiek by nie bronili, mnie po prostu nie interesuja). I japonskiemu profesorowi tez nie. Nie przy ludziach.

P.S. W weekend poszlam do parku Zhongshan (czyli Sun Yat-sena). Stoi tam ni mniej ni wiecej tylko pomnik Szopena (dwa tygodnie temu minela 200 rocznica urodzin!). Pomnik ten stoi posrodku tej calej Chinskiej Republiki Parkowej, tych wszystkich latawcow, karaoke z magentofonu, straszych ludzi spotykajacych sie by pospiewac arie z oper pekinskich, pograc na tradycyjnych intrumentach. Tkwi posrodku tych tlumow pochylajacych sie z aparatem nad paczkiem kwiatka, posrod grupy Ujgurek w strojach ludowych i z magnetofonem, ktore przygotowuja sie do parkowego wystepu. Zostal ufundowany przez strone polska, wykonawczynia jest Chinka, ktora studiowala na warszawskiej ASP. Szopen szanghajski robi dosc przygnebiajace wrazenie, on po prostu spadl z nieba, jak meteoryt, utknal posrodku Chnskiej Republiki Parkowej niczym cialo obce. Wbil sie w ziemie przy kepce krzakow, po drodze rozpadl na serie metalowych pretow, na ktorych utkwila glowa biednego Fryderyka. Gdy odslaniano pomnik 3 lata temu, byly szumne zapowiedzi strony polskiej, ze bedzie miejsce spotkan kulturalnych, koncerty na wolnym powietrzu, muzeum. Nie ma po tym sladu. Jest tylko wylysiala trawa dookola.

P.P.S. Tak, to prawda, ze nasz polski pawilon na Expo bardzo sie tu podoba.  I ze w wielu miejscach jego wycinankowe, biale oblicze wisi obok pawilonu-matki (pisalam o nich tutaj) jako wizytowka Expo. Dyskusje o tym, czy to dobrze czy zle, ze jest to przetworzenie ludowej wycinanki sobie daruje, gdzie indziej jest o tym co niemiara. Dla mnie wazniejsze jest pytanie o to, czy w srodku tego pawilonu znajdzie sie, choc prowizoryczna i przygotowana na potrzeby publicznosci, odpowiedz na pytanie z czwartego typu idealnego gadki o “skad”. A wyglada ona tak:

Typ 4

Osoba: “Skad jestes?”

Ja: “Z Polski”

Osoba: “A co jest wasza specjalnoscia (techan)?”

P.P.P.S. Piata odslona gadki o “skad”, uslyszalam ja dzis. Nie wiem, na ile jest reprezentatywna, ale za to niezmiernie mi sie podoba. Uczestnicy to moj kumpel, uczacy dzieciaki w jednej z chinskich prowincji oraz owe dzieciaki.

Typ 5

Dzieci: “Bo ty jestesz z Polski, tak?”

Kumpel: “Tak”

Dzieci: ” Ile bomb atomowych ma Polska?”

Kumpel: “Zadnej”

Dzieci: “To co zrobicie, gdy ktos was zaatakuje?” (po chwili refleksji): “zaraz… przeciez to my mozemy was zaatakowac!! I pobic bez problemu, bo my bomb atomowych mamy mnostwo!!” (po nastepnej chwili refleksji): “ale spokojnie, nie zaatakujemy was, bo my kochamy pokoj!”

A na zupelny koniec posta – ani (chyba, chociaz?…) nie orzel, ani (raczej) nie golabek pokoju, ale (chyba jednak) sokol (a moze jednak orzel?…lub raróg…) na tle szanghajskiego Fryderyka:

DSC07652

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

18

03 2010

34 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. 1

    ““bez wolnej prasy nie osiągniecie demokratyzacji” – większego zmasowania faux pas nie mogę sobie wyobrazić”

    Ja jestem tylko prostą polską babą i nie rozumiem. Ale mam w pracy Chińczyków i wolałabym zrozumieć, żeby nie strzelić jakiejś gafy. Czy mogłabyś wytłumaczyć łopatologicznie, na czym dokładnie polega faux-pas w tym przypadku?

    Obiektywnie rzecz biorąc, chyba jednak jest u nich krucho z wolnością prasy. I z demokracją też. Czy chodzi o to, że oni uważają, że mają wolność prasy i demokrację, a tylko Zachód tego, ich zdaniem, nie widzi? Czy może oni uważają, że nie mają wolności prasy i demokracji, ale ich nie potrzebują i Zachód niepotrzebnie się wtrąca i poucza? A może jeszcze jakoś inaczej?

  2. 2

    “odswiezanie naszych narodowych light-motivow”

    Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać… To nie o to chodzi, że się czepiam drobnych błędów, ale o odkrycie nowego zjawiska. Inwazja anglicyzmów prowadzi do nowego rodzaju przekręceń, komicznych jeśli zastanowić się nad etymologią. Pewnego razu znalazłam, jak ktoś napisał “aut-aut” (od: “aut caesar aut nihil”) jako: “out-out”. Tu u ciebie powinno być lejtmotyw lub Leitmotiv (od niemieckiego leiten – przewodzić).

  3. MN #
    3

    Jestem ciekawa co odpowiadasz na to kłopotliwe pytanie w typie 4? Ja raz w rozpaczy palnęłam, że owoce i wyszło, że jesteśmy krajem rolniczym. Nie do końca moje zamierzenie.

  4. 4

    A co Chińczycy uważają za specjalność Chin?

    Bo reszta świata uważa – to na pewno straszne faux-pas!!! – że specjalnością Chin są: tania siła robocza i tanie podróby…

  5. bxy #
    5

    @ Anuszka: w tym przypadku to Japonia, a nie Zachód. To duża różnica. Japonia to “młodszy brat, który od Chin się uczył, uczył, a potem wbił nóż w plecy” – jest więc szczególnie nienawidzony. A teraz jeszcze przyjeżdża i poucza. Demokratyzacja: celem, bijącym z każdego przemówienia, haseł na murach, z co drugiego artykułu nauk społecznych etc. jest tzw. “harmonijne społeczeństwo”, a nie demokratyzacja. Nie będę się jakoś szczególnie teraz nad tym rozwodzić, ale można sobie dośc łatwo wyobrazić, że to coś zgoła innego niż dem lib. Oczwiście pojawiają się różne rozważania o demokratyzacji, ale w tej chwili w tych rozważaniach chodzi raczej o to, żeby rządzący bardziej wsłuchiwali się w “głos ludzi” i na tej podstawie tym ludziom lepiej robili. Krótko mówiąc to nie “rządy ludu”, ile “rządy dla ludu”. Wolnośc słowa: oczywiście, na uniwersytecie nie trzeba nikomu przypominać, czym jest wolnośc słowa, jak to jest z publikacjami etc.. Tylko, że to nie od studentów (dziennikarstwa) zależy. Ani nawet od ich profesorów. Dla nich opanowanie tego wszystkiego to być albo nie być (na scenie publicznej), a niedostateczne opanowanie to ryzyko, którego japoński profesor chyba nawet nie umie sobie wyobrazić.
    Co do “taniej siły roboczej i tanich podrób” – to nie tyle “reszta świata” tak uważa, ile raczej Zachód, a to kolejna spora różnica. W oczach coraz większej rzeszy państw Azji Środkowej, południowych sasiadów Chin, Ameryki Łacińskiej, nie mówiąc o Afryce, Chiny prezentują się jako wzór sukcesu,wydostania się z zacofania, alternatywa dla, niekoniecznie kochanego, Zachodu, inwestor i ogólnie “dobry wujek”. Polecam np. miłą w czytaniu książkę J. Kurlantzicka “Charm offensive” albo “The dragon’s hidden wings” (Sheng Ding). Ostatnio znajoma Kostarykanka (mówimy o kraju, którego związki z US są tradycyjnie obszerne) z dumą opowiadała, jak to Chiny im postawiły stadion narodowy i jaki jest śliczny.
    Co do błedu – jasne, poprawiłam. Przyznam jednak, że trochę nieswojo czuję się w roli przykładu na jakieś szersze zjawisko (do tego, jak piszesz, zabawne), a w takiej mnie umieściłaś na swoim blogu. Wolę odpowiadać za własną omyłkę w pisowni (która w nawale pisania w trzech językach może trafić się każdemu i którą oczywiście należy poprawić) niż być przykładem na “zabawne zjawisko” i to do tego z dociekaniami, co też mi się “mogło plątać po głowie”.

    @MN ostatnio w ręce mi wpadł album o Polsce rozprowadzany przez naszą ambasadę. Ladnie wydany, kolorowy, po chińsku. Na zdjęciach są tylko zamki, kościoły i żubry. Żadnego kawałka nowoczesnego miasta, nic w wieku poniżej 200 lat (łącznie z odwiecznym żubrem). Inna sprawa, że główne skrzyżowanie Warszawy właściwie to wygląda jak tylna ulica za moim uniwerkiem, który jest przecież na dalekich obrzażach Szanghaju…tak więc kraj żubra, zamków i owoców :-)

  6. Witek #
    6

    Dzieki za pomnik Szopena. Umieszcze na renren pytajac znajomych co to jest. Pozdrawiam!

  7. bxy #
    7

    Witek – tzn zapytasz o pomnik czy o to ptaszę? :-)

  8. ril #
    8

    A świadomość, że wolność słowa jest jakąś obroną przed nadużyciami władzy, zwłaszcza lokalnej, istnieje? Czy Chińczycy czują, że część prawdy o ich państwie jest przed nimi ukrywana, czy też uważają, że tak powinno być? Nie wiem, na ile to możesz stwierdzić :)

  9. jk #
    9

    Co do wnętrza pawilonu polskiego na Expo to jedno jest pewne: będzie śmiesznie! Promować nasze – czyli standardowo Szopena i pierogi – będziemy pod wiele mówiącym hasłem „Polska się uśmiecha” :-) ) Więcej info na stronie: http://www.expo2010.com.pl/#/pl/exposition/concept Wdzięczność należy się profesjonalistom z PARP-u.

  10. ril #
    10

    Jak czytam co pisze się w Polsce o Wietnamie to też mam wrażenie odtwarzania naszej historii. Najlepsze są stwierdzenia, że sytuacja w Wietnamie jest gorsza niż u nas w stanie wojennym – przemawiają do wyobraźni. Brakuje za to zwracania uwagi na odmienności w tradycji i kulturze wyznaczające ramy stosunków władzy ze społeczeństwem. No, ale w polskich mediach jest generalna tendencja do wyrazistych, czarno-białych opisów sytuacji politycznej.

    A co jest naszą specjalnością, czym się Polska może pochwalić, z czego jesteśmy dumni? Może należałoby demokratyczną procedurą zrobić badania opinii publicznej i wybrać to co się najczęściej powtarza. Aż się boję co by z tego wyszło :) Może ten Szopen i pierogi nie są takie złe :) Można by jeszcze parę literatów wrzucić.

  11. bxy #
    11

    Ril – efekt takich analogii spotkałam kiedyś w przychodni w W-wie, gdzie sympatyczna pani pielegniarka, jak się dowiedziała, co robię, to zaczęła pytać o to, jak tam jest w tych Chinach. A zaczeła tak: “a na półkach w sklepach co? Pusto?” …………

    A co do pierogów – Chińczycy potraktują to jak podróbę! Drewno do lasu wozić…:-)

    Wolnośc prasy a władze lokalne – wobec tak gigantycznego tematu nie czuję się kompetentna. Ale mam wrażenie, że chińskie media niecentralne bywają niejednokrotnie mistrzami w rozgrywkach z władzą lokalną na różnych szczeblach. Trzeba tyko przyswoić podstawową zasadę – nie jechać bezpośrednio po kimś, od kogo zależy być albo nie być naszego medium. Można np. jechać po kimś, kto robi coś analogicznego w sąsiedniej prowincji :-) i to jest coś, co widz ogląda z zapartym tchem – a przecież on dziś jest drugim “szefem” mediów.

  12. ril #
    12

    pewnie, że pusto, wszystko eksportują za granicę :)

  13. szpak #
    13

    Ponieważ dyskusja zjechała jednak na polityczne tematy samoistnie, bez mojego irytującego udziału, czuję się rozgrzeszony tym razem w tym konkretnym wątku. Pozwolę sobie zatem zrobić małe podsumowanie waszych celnych obserwacji. Nie ma się czym chwalić na Expo, ergo, Polacy czują się sfrustrowani brakiem jakiegokolwiek znaczącego dorobku ostatnich 20 lat tzw. “wolnej Polski”. Jedyne co rośnie w coraz szybszym tempie to góra długów. Obecnie ponad 700 mld. Zaszczytna pierwsza pozycja w Europie pod względem wysokości zadłużenia w stosunku do aktywów też nie może być powodem do dumy. Perspektywy, bardzo delikatnie pisząc, nieciekawe.
    Wolność prasy i demokracja to tylko coraz mniej realne iluzje. Te puste półki w Chinach czy sukces oparty o niewolniczą pracę to schematy, które wpajają owe wolne rzekomo media. Ochrona przed nadużyciami władzy to kolejny mit, który najlepiej widać u źródła. Od ponad roku, amerykański podatnik nie może się dowiedzieć na co poszły prawie 2 tryliony dolarów pożyczek udzielonych przez prywatną instytucję jaką jest FED.
    Mimo istnienia prawa zobowiązującego do udzielania takich informacji społeczeństwu i mimo dwóch wygranych procesów w sądach. Sprawa w końcu oprze się o sąd najwyższy i tam zostanie jej ukręcony łeb. W taki sposób by podtrzymać iluzje. Bo trójpodział władzy to też iluzja.
    Wiem, że to co napisałem w bardzo skondensowany sposób, jednym wyda się irytującym natręctwem, innym kompletną bzdurą a jeszcze innym zwykłymi truizmami. Ale nie mogę spokojnie patrzeć na ten ładunek frustracji, naiwności i niezrozumienia przyczyn. Może ktoś w napadzie odwagi zechce spojrzeć prawdzie w oczy np. tutaj http://www.zerohedge.com.
    Są i jasne strony. Inni mają gorzej, wide Grecja na razie, potem na odstrzał prawdopodobnie pójdzie Hiszpania, Portugalia, Italia. Nie jesteśmy sami. Ludzkie społeczeństwa od zawsze były oparte na iluzjach, nawet japońskie, profesorskie łby pełne są iluzji.
    No i są jeszcze Chiny. Być może ostatni, naprawdę wolny kraj. O USA nie można napisać tego samego w jakimkolwiek sensie. Bo narzędzie z definicji nie może być wolne. Narzędzie, które właśnie jest szykowane do finansowo-propagandowej wojny ze swoim największym wierzycielem. Finansowi oszuści kontra mrówcza praca za grosze. Ten konflikt już trwa i szybko się nasila więc warto być przygotowanym.

  14. 14

    @bxy
    Dzięki za objaśnienia. Teraz już bardziej rozumiem.

    Jeśli chodzi o przykład na blogu – nie chciałam cię urazić. Ale wiesz, co opublikowane, to opublikowane – mamy wolność słowa, a w blogowaniu właśnie najfajniejsze jest to, że każdy może każdego skomentować. Na pewno jednak nie miałam zamiaru się z ciebie wyśmiewać, to zupełnie nie o to chodzi.

  15. 15

    Jeszcze mam takie pytanie do tego, co napisałaś:

    “Wolnośc słowa: oczywiście, na uniwersytecie nie trzeba nikomu przypominać, czym jest wolnośc słowa, jak to jest z publikacjami etc.. Tylko, że to nie od studentów (dziennikarstwa) zależy. Ani nawet od ich profesorów. Dla nich opanowanie tego wszystkiego to być albo nie być (na scenie publicznej), a niedostateczne opanowanie to ryzyko, którego japoński profesor chyba nawet nie umie sobie wyobrazić.”

    Jakie to ryzyko? Właśnie jestem bardzo ciekawa, jak to działa w praktyce. (Rozumiem, że po polsku możesz o tym tutaj napisać bez ryzykowania, że za karę internet ci się zawiesi na amen?)

  16. Niamey #
    16

    Moje doświadczenie z pytaniem “skąd jesteś?” było takie, że po odpowiedzi “z Polski” na twarzy rozmówcy pojawiał się wyraz zdziwienia i braku zrozumienia. Zmieniłam więc formułkę na: “z Polski, to w Europie” i od razu było lepiej – rozmówcy uśmiechali się i mówili :aaa Europa”, kiwając przy tym głową. Raz jednak zostałam zaskoczona pytaniem czy to u nas premier jest bratem prezydenta :D
    A jeśli chodzi o polską specjalność… Usłyszałam od Chinki, że ponoć Chińczycy w Polsce namiętnie kupują jakieś 皮画, któreż to ponoć są jakimiś wypukłymi kompozycjami skórzanych kwiatów. Brzmi makabrycznie, ale prznajmniej sugeruje ducha artystyczneog a nie kraj rolniczy ;)
    O takie to ponoć są obrazki : [url=http://blog.sina.com.cn/s/blog_487a1928010005nm.html]kwiatki[/url]

  17. 18

    http://www.obrazyzeskory.pl/
    A ja myślałam, że to wymarło w latach 90…

  18. Yao #
    19

    @anuszka
    Ryzyko jest takie, że można w okamgnieniu zakończyć karierę w zawodzie (z reguły na skutekt tzw. “reorganizacji redakcji”, czasem po prostu zniknięcia tytułu z rynku). W skrajnych przypadkach można pójść siedzieć za “zdradę tajemnic państwowych” lub inne podobne “przestępstwo”.

    Co do polskiej specjalności, jedynym produktem, który się w Chinach silnie z Polską kojarzy, jest bursztyn. Kilka razy widziałem sklepy/stoiska w domach towarowych opatrzone tablicą “Polski bursztyn”, a ostatnio jeden z moich chińskich kolegów wypytywał, czy wszystkie bursztyny w Polsce są naturalne, czy może sprzedaje się też syntetyczne. Nie wiem, czy można bursztyn wyprodukować, więc na wszelki wypadek twierdziłem, że “wszystkie naturalne”.

  19. szpak #
    20

    @Yao
    Dla porządku warto byłoby również, chociaż wspomnieć o błyskawicznym końcu kariery ministrów, profesorów, dziennikarzy itp., którym wymsknie się jedno nieodpowiednie słowo. I to w świecie tzw “wolności słowa”. Odpowiednia socjotechnika pozwala mimo tego na podtrzymywanie iluzji. Zadziwiające.
    Gość, który, w obawie o pracę i karierę, nie odważy się pisać o wielu zjawiskach w sposób nieakceptowany przez tzw. “polityczną poprawność” bez zmrużenia oka zachwyca się wolnością słowa i nawet pryncypialnie deklaruje jej obronę aż do śmierci. Co oczywiście nie przeszkadza mu równie pryncypialnie tropić i eliminować z rewolucyjnym zapałem wszystkich, którzy odważą się mieć inne zdanie i słowa na określenie pewnych zjawisk.
    Może ja jestem staromodny albo zwyczajnie głupi, ale dla mnie to jest tresura a nie tam żadna wolność słowa.
    Skuteczna tresura zarówno produkujących jak i odbierających przekaz. Czyli totalna.
    Chinom daleko do tego poziomu. Nie potrafią stworzyć jeszcze tak doskonale totalitarnej iluzji.
    Iluzji tak doskonałej, że każdy kto powie, że św. Mikołaja jednak nie ma, a rachunek za prezenty wkrótce dostarczy komornik, zostanie, w najlepszym razie, zignorowany.
    Chiny nie chcą demokracji i jej prezentów, których nie wypada i nie można nie przyjąć. I tylko dlatego mogą się cieszyć z owoców swojej pracy i wystawiać rachunki zamiast je dostawać.
    Ciekawe co będzie gadał japoński profesor gdy okaże się, że Japonia to bankrut i jego emeryturę właśnie szlag jasny trafił. Pewnie dzięki “wolności słowa” szalejącej w Japonii, biedak jeszcze o tym nie wie.

  20. 21

    @Szpak
    Ale czy tak nie jest wszędzie? W każdej kulturze, w każdym systemie politycznym? Czy nie tak właśnie jest skonstruowane i nie na tym opiera swoje istnienie ludzkie społeczeństwo? Nasze – niestety – społeczeństwo…

    Co do reakcji, jakie zdarzało mi się obserwować w następstwie pytania “Skąd jesteś?” i mojej odpowiedzi, że z Polski, zazwyczaj była to chwila zadumy z głęboko filozoficznym wyrazem twarzy, po której następowało westchnienie godne kogoś, kto w Polsce bywał nie raz: “To piękny kraj!” :)

  21. YLK #
    22

    Pamietam spotkanie z pewnym biznesmenem w Zhejiangu, ktory na wiesc, ze jestesmy z Polski zrobil krowie, rozmarzone oczy i powiedzial “macie piekne lasy”…:)

  22. bxy #
    23

    No dobra, to mnie jeden pan autobusie po uslyszeniu skad jestem wypalil: Wawensa
    a – a jak ktoś nie wie, co jest polską specjalnością niech zapyta się Tianya albo Baidupedii. Osobiście wolę Baidupedię, bo tam się pojawia ten pocieszający napis “problem już rozwiazany” (kiedyś dla ciekawości wpisałam pytanie “czy życie ma sens?”, pojawiło się kilkaset odpowiedzi, w tym kilka wybranych przez użytkowników jako akuratnych, co spowodowało pojawienie się takiego info). Ale skoro Baidupedia milczy w tej kwesti (ale poleca kosmetyki Lirene!) niech bedzie i Tianya: http://wenda.tianya.cn/wenda/thread?tid=46725586fbd259fb . Bursztyn, perfumy (??) no i co? Obrazy ze skóry.

    @Anuszka – mi nie tyle chodzi o wytłumaczenia, czym jest blogosfera i wolnośc słowa, tylko o pewne wyczucie. Wywlekasz jakiś głupi błąd jako “przykład na śmieszne zjawisko” i dociekasz “co mi się mogło plątać po głowie” a jednocześnie oczekujesz, że będę ochoczo odpowiadać na pytania – dla mnie to jest po prostu dość przedmiotowe traktowanie, niezależnie czy dzieje się w sferze cyfrowej czy nie. Ale w sumie nie ważne. A odpowiadając na Twoje pytanie – to, że coś jest pisanie po polsku nie jest specjalna przeszkodą.

  23. szpak #
    24

    @Sebastian
    Jeśli chodzi Ci o zawsze podobne mechanizmy władzy i związane z nimi iluzje, to bingo. Cała reszta niestety nie. Władza deprawuje. Absolutna władza deprawuje absolutnie. A władzę ma ten kto ma pieniądze. Nawet jeśli są oparte na iluzji a nie złocie.
    Zwykle większość iluzji produkowanych przez mechanizmy władzy ukierunkowana jest na stworzenie wrażenia wielkiej i nieustającej troski o dobro obywateli. I prawie zawsze się to udaje mimo wielkich jak piramidy dowodów, że jest dokładnie odwrotnie. Przykład z wczoraj. Ustawa o przymusowym ubezpieczeniu zdrowotnym Obamy. Socjalizm? Dużo gorzej. Oczywiście nie chodzi tu o zdrowie, ale jak zwykle o pieniądze i pogłębienie uzależnienia od systemu pod dowolnym pretekstem. A w naszej części świata uzależnienie od systemu jest proste. To dług. Ciągle rosnący i niespłacalny w praktyce. W Rzymie, niewolnik mógł się wykupić. Tutaj nie ma szans bo jest zadłużany wbrew swej woli i nawet wiedzy. Zadłużane są jego dzieci i wnuki.
    Niedawno Grecy dostali rachunki od komornika i dowiedzieli się, że sami są sobie winni bo wykupili kosztowne bilety na demokratyczne przedstawienie kukiełkowe. Podobno mają sprzedawać Santorini. Ale to im wiele nie pomoże. Grecy nie mają czym płacić więc wąska elita finansowa, która trzęsie tym całym cyrkiem, ustami MFW chce zmusić do płacenia greckich rachunków, wszystkich podatników w Eurolandzie. Tak jak zmusiła Amerykanów do płacenia rachunków za swoje oszustwa. Zobaczymy czy Niemcy się na to będą musiały zgodzić. Dobrowolnie nie zgodzą się nigdy. Bo Grecja to tylko pierwsza jaskółka całego procesu.
    Sprawy przyśpieszają. Dziś Chiny oświadczyły, że w wojnie handlowej do jakiej dąży USA bardziej ucierpi Ameryka. Znając język dyplomacji, ta wojenna retoryka w chińskim oświadczeniu wskazuje, że zaczyna się robić naprawdę gorąco. Elity finansowe zamierzają wykończyć jedyną obecnie, realną przeszkodę do panowania nad światem.
    Smaczku dodaje fakt, że najwięksi manipulanci walutowi oskarżają Chiny o manipulowanie walutą.
    Szybko nadchodzą “bardzo ciekawe” czasy. I nie mam żadnych wątpliwości komu kibicować. Absolutna władza deprawuje absolutnie. A szczególnie taka zza kulis.
    Gdybym był teraz w Chinach to bym przemyślał formę w jakiej trzymam fundusze. Mogą być jakieś kosztowne niespodzianki. I absolutnie bym Chińczykom nie truł o jakiejś wolności słowa. Bo nie pasuje ani czas, ani miejsce ani sens. Odwagę lepiej sobie zostawić na inne okazje.

  24. 25

    @bxy
    Tak, być może zabrakło mi wyczucia. Jeszcze raz proszę o wybaczenie. Nie traktowałam tego jako “wywlekanie głupiego błędu”. A zadawanie pytań traktowałam jako okazanie, że to co piszesz interesuje mnie jednak bardziej niż jakiekolwiek błędy.

  25. Tomek #
    26

    Strasznie dużo polityki w komentarzach do Twojego ostatniego wpisu. Ja ze swojej strony dodam tylko tyle, że kiedyś jedząc obiad ze znajomymi nierostropnie zadałem pytanie w stylu “a co tam u was w polityce” i w odpowiedzi usłyszałem “Wy europejczycy strasznie interesujecie się naszą polityką. Prawdę mówiąc interesujecie sie nią bardziej niż my , bo my mamy dużo ciekawsze zainteresowania. Nas na przykład bardzo interesują pieniądze, Wasze pieniądze, i jak do tej pory nieźle na tym wychodzimy”. Po takim postawieniu sprawy nie pozostało nic innego jak wrócić do pałaszowania huo guo, a politykę Chin zostawić Chińczykom.

  26. szpak #
    27

    @Tomek
    Już znikam :)
    Myślę, że dostałeś bardo szczerą i mądrą odpowiedź na temat polityki Chin i przy okazji Europy.
    Szkoda, że tak niewielu europejczyków jest w stanie ją zrozumieć. A chowanie głowy pod kocem nic nie da. Polityka sama przyjdzie do każdego. Oby tylko nie przyleciała.

  27. 28

    Świetny wpis. Tak sobie myślę, że kwestie polityczne w sumie sa najbardziej inspirujące. Tworzy sobie człowiek taki miły, przyjemny obraz świata w kontaktach z Chinami, aż tu nagle bach – rzeczywistość skrzeczy. Głowa boli, myśli się kotłują, ale to świetna okazja, by to wszystko sobie dobrze przemyśleć i ułożyć.

    Niedawno wypytywałem pewnego luminarza kultury o cenzurę itd. Z początku udał, że nie rozumie, a potem odpowiedział sztywno, że nic podobnego – żadnego mieszania się do jego pracy, pełna swoboda.

    Było mi strasznie głupio, że go postawiłem w takiej sytuacji, dotknąłem czułego punktu, zagrałem tego złośliwego dziennikarza zadającego niewygodne pytania.

    Ale czasami nie da się inaczej.

  28. Tomek #
    29

    Ja jeszcze wtrącę kilka słów w temacie “Polskich Specjalności”, Chopina i pierogów.
    O ile Frycka czepiać sie nie będę, bo to jedna z naszych najlepszych marek eksportowych, i podobnie potraktuję bursztyn, to te nieszczęsne pierogi będą nam w trakcie Expo strasznie ciążyć na wizerunku. Wśród moich azjatyckich znajomych nie ma nikogo, kto po zjedzeniu naszych pierogów posilił by się na komplement. Prawdę powiedziawszy były one zawsze oceniane jako tłuste (wszak trzeba to okrasić masełkiem, lub skwarkami) miałkie w smaku i nazbyt kluchowate.
    Wybór pierogów na nasze “danie główne” na tegorocznym Expo jest kolejnym przykładem na to, że coraz częściej miejsce ludzi, którzy znają się na tym co robią, zajmują “Spece Od Marketingu” którym wydaje się, że znają sie na tym co robią.
    Ci z odwiedzających niniejszego bloga, którzy mają znajomych w Chinach, zapewne zgodzą się ze mną że nic tak nie podbija serc naszych azjatyckich przyjciół jak bigos, flaczki albo tort czekoladowy Royal z jednej z poznańskich cukierni :) (Jeden taki tort odbył kiedyś nawet podróż do Tajlandii, niestety skwaśniał się po drodze). Ale tego Spece Od Marketingu nie wiedzieli, bo zapewne nawet nie uznali za stosowne zapytać pewni swego geniuszu i nieomylności.
    Jak npisała już bxy (korzystając z okazji serdecznie pozdrawiam i pozwolę sobie napisać, że Twój blog jest w tej chwili moim ulubionym, dotyczącym tematyki Chin) to tak jakby “drewno do lasu wozić”, z tą tylko różnicą, ze pchamy się między sekwoje ze spróchniałymi gałązkami.

  29. szpak #
    30

    @Papierowy Tygrys
    Inspirujące? Zapewne tak. Ale dla mocno niektórych. Stąd pewnie moje poczucie winy z powodu trollowania na tym świetnym blogu.
    Naprawdę inspirująca jest jednak prawda, nawet brutalna. Bo tylko ona jest ciekawa. I tylko ona pozwala kierować się rozumem.
    Bycie człowiekiem zobowiązuje.

  30. bxy #
    31

    Polityka i jej postrzeganie to faktycznie inspirująca kwestia, jednak, jak większość czytających pewnie zauważyła, nie jest ona jednak tematem przewodnim moich wpisów. I jak pewnie większosć się domyśla, jest to celowe. Że dużo polityki w tych komentarzach. Cóż, niech sobie będzie, byle – tak tylko ku przypomnieniu – z pamięcią, że blog ten pisany jest, skąd jest pisany a komentarze pojawiają się właśnie na nim. Dziękuję za zrozumienie. Amen.
    @Tomek – dziękuję Ci za miłe słowa, co do lubianych polskich rzeczy dorzuciłabym jeszcze barszczyk czerwony (a wyrzuciłabym biały), który większości bardzo smakował. Swoją drogą myślę, że ci “spece” nawet nie wiedzieli, że idea pieroga pochodzi stąd i że Chińczycy sa z tego narodowego kulinarnego wynalazku bardzo dumni. Zdziwią się na te kiepskie podróbki i to w tym tak cieszącym się uznaniem pawilonie.
    @Anuszka – nie ma sprawy.
    @ Papierowy Tygrys – ja, żeby tego poczucia, o którym piszesz, uniknąć, nie zadałam przełożonemu klasztoru lamaistycznego pod Lijiangiem, który mnie swego czasu serdecznie ugościł żadnych pytań, poza bardzo grzecznościowymi. A ciekawość mnie zżerała…

  31. szpak #
    32

    Aluzju paniał. Gdyby ktoś nie był na bieżąco to dzisiaj odpalili Portugalię. Szkoda, że nie umiem inaczej :)
    Wola gospodyni jednak, rzecz święta.

  32. p #
    33

    Osoba: “Skad jestes?”

    Ja: “Z Polski”

    Osoba: “A co jest wasza specjalnoscia (techan)?”

    proponowana odpowiedź: Demontowanie ustroju socjalistycznego bez rozlewu krwi :)

    (Ha ha ha!)

  33. bxy #
    34

    @ P: (hehe, huhuh, huehue) :-)



Your Comment