Polsko! Z perspektywy…

 

TMS to taka chińska BXY, tyle, że młodsza. TMS obejrzała więcej polskich filmów, niż BXY. Wie, że Seksmisja i Miś to filmy kultowe, wie, że teraz w każdym filmie musi grać jak nie Borys Szyc, to Paweł Małaszyński. A w superprodukcjach obaj. TMS otwiera książkę Gretkowskiej, czyta przez chwilę i znajduje chochlik drukarski (tego akurat BXY w literaturze chińskiej nie podejmuje się robić, no chyba, że to jakiś chochlik ewidentny, można by rzec, samooskarżający się). TMS wiezie do domu po dwóch miesiącach w Polsce górę książek. Pomiędzy jednym a drugim moim tłumaczeniem (niesamowite, ileż chińskich delegacji przyjeżdza teraz do Polski!), korzystając ze sposobności, idziemy do kina. “Tylko koniecznie na film polski!” – ostrzega TMS. O film polski w Polsce równie łatwo, co o film chiński w Chinach. Do tego jest i trudność dodatkowa – bo TMS właściwie wszystko już widziała.
Borys Szyc. Ok, czyli film polski. Mówię Szyc, myślę współczesne polskie kino, ba może i Polska-sama-w-sobie! Marian Dziędziel – TMS zna, widziała go na Rynku w Krakowie z wnuczkiem (ja na razie nie wiem, kto to, ale skoro był na Rynku…). “Odkąd Paweł (Szyc) rozkręcił wraz z ojcem Zygmuntem (Dziędziel) wspólny interes, jego rodzina zaczyna coraz optymistyczniej patrzeć w przyszłość. Ich marzenia o dostatnim życiu przekreśla pewnego dnia artykuł, który godzi w dobre imię Zygmunta” – zagaja recenzja. Idziemy! W końcu obie lubimy oglądać Szyca (Polskę!), jak się wije w okolicznościach trudnych. Idziemy na film “Kret”.
Kto nie oglądał – temu mini streszczenie. Wspomniany w recenzji oskarżycielski artykuł nie tylko przekreśla marzenie rodziny o dostatnim życiu, ale po prostu przekreśla możliwości pokazania się na ulicy niedużego śląskiego miasta, gdzie mieszkają. Artykuł oskarża bowiem ojca, że jako szef Solidarności w pewnej kopalni był agentem bezpieki, że umyślnie sprowokował zamieszki, w których zginęli górnicy. Od “Kreta” i jego rodziny odwracają się właściwie wszyscy, aż do czasu, gdy pewien emerytowany kapitan bezpieki zaprzeczy na sali sądowej, że miał agenta w rzeczonej kopalni wśród przywódców Solidarności. Życie znowu uśmiecha się do starszego człowieka uśmiechami “znajomych” z każdej strony. Dopóki… reszta w kinie, kto jeszcze nie widział, nie będę zdradzać dalszego ciągu.
Oglądam na przemian film i twarz TMS. I czuję, że i polski i chiński mnie zawodzą, gdy chcę sprawić, żeby TMS miała choć trochę mniej zdezorientowaną minę. Czemu nagle wszyscy znajomi odwrócili się od Dziędziela? Bo był agentem, bo był zdrajcą?…No, ale co jest złego w byciu agentem swojego kraju? Kraju? Rządu? Komunistów? Bezpieki? PRL-u? “Trzeba było wytłuc czerwonych na początku lat 80-tych!” - woła jeden z bohaterów filmu. „Co?” Jak opowiedzieć sensownie o międzypolskich podziałach, nienawiści, wierności, zdradzie? A więc jednak my i oni? Na czym polegała ta zbrodnia, o którą podejrzenie może zniszczyć całe życie? Jak to nazwać? Ja to opowiedzieć? Od czego zacząć? I na czym skończyć.
Wychodzimy z kina. Próbuję jeszcze coś mówić. O stanie wojennym, o strajkach, o tzw. socjalizmie (w Chinach “komunizm” jest określeniem pewnego stanu, do którego według marksizmu ma dążyć ludzkość, nie jest używana jako nazwa ustroju) w Polsce. Gdy mówię po polsku, co chwila gryzę się w język, bo pewne określenia, wyrażenia same cisną się na usta, nie wiem, jak to bez nich opowiedzieć. “Ale czy ten socjalizm rzeczywiście był taki zły?” – pyta TMS.
Nazajutrz TMS biega po mieście i coś załatwia, ja też. Dzwoni spod chińskiej Ambasady, głos pełen emocji: “słuchaj, pod Ambasadą stoją ludzie z transparentami, krzyczą, trąbią, trochę się na mnie dziwnie patrzyli”. Idę w stronę Ambasady. W Parku Krasińskich widzę drobną sylwetkę TMS jak zmierza mi na spotkanie. Na Bonifraterskiej obok autokaru grupka ludzi. Zakłada czapeczki, szykuje transparenty. Nadziewają białą tkaninę na ramę, która nadaje transparentowi kształt husarskiego skrzydła. “To jest właśnie Solidarność, ta z wczorajszego filmu” - mówię do TMS.

Zagaduję drobną blondynkę w związkowej koszulce. To protest przeciwko chińskiemu pracodawcy z pewnej firmy na Śląsku. W odpowiedzi na żądania podwyżek, zwolnił z pracy przewodniczącego Solidarności w zakładzie. „Złamał postanowienia i polskie prawo!” - mówi do nas stanowczym głosem Solidarność nakładając czapeczki. Pojawia się zwolniony szef. “A wy, kim jesteście?” – zagadują związkowcy. Przedstawiam siebie, jako tłumacza, a TMS jako chińską studentkę i przyjaciela Polski. Związkowcy witają ją, uśmiechają się, podają ręce. Patrzę na TMS, jest ogromnie zakłopotana: “Tak mi przykro, tak mi przykro!” – mówi bardzo poruszona.
Siadamy na skwerku i obserwujemy protest. Z boku jest policja, ale tylko obserwuje. “Patrz, grają w ping ponga!” - zauważa TMS. Tak. Solidarność przed Ambasadą gra w ping ponga, dmie w trąbki, a od Placu Krasińskich idą media w postaci dziennikarki Polskiego Radia. Jadą samochody, idzie pan z psem, zwykły warszawski dzień. Wracamy do domu, zrobię obiad.
“Siedzę już w samolocie” – jeszcze kiedy byłam na dziesiejszym spotkaniu, doszedł do mnie sms – “nie udało mi się zabrać wszystkich książek, część Ci zostawiłam, przeczytasz sobie, dzięki za wszystko!”. To TMS. Gdy rano jadłam śniadanie, ona snuła się jak duch po moim mieszkaniu, próbując spakować te wszystkie kawałki swojego polskiego życia. Magazyny, książki, filmy na dvd, ciuchy z Bershki.“Źle spałaś?” – zapytałam podejrzliwie, pewna, że odkąd wywaliłam z łóżka materac i zastąpiłam go deską i ogólnie rzecz biorąc wykonałam szereg czynności, które mają sprawić, że mniej mnie będzie bolał kręgosłup (od czasu oddzielenia mnie od mojej doktor medycyny chińskiej, igieł, baniek etc., ból kręgosłupa znowu staje się trudny do zniesienia, imam się wszystkich sposobów), nocleg w moim domu dla gościa pełnosprawnego, bez bóli krzyża, będzie męką. “Tak mi żal wyjeżdżać z Polski” – mówi smutna i niewyspana TMS.
A teraz ona leci, leci nad Azją Centralną, lecą książki, lecą filmy, leci Borys Szyc i Paweł Małaszyński, lecą letnie ubrania, a ja wracam do domu ze spotkania z chińskimi gośćmi. Jestem ciekawa, które książki zdecydowała się zostawić. Proszę! Zabrała opasły tom o PRL-u prof. Friszke. I Stasiuka. I Pilcha. I „Koniec świata w Breslau”. Zostawiła Gretkowską. Leży przy letnich sandałkach, które nie zmieściły się do walizki. “Madeleine Albright, pierwsza kobieta mianowana sekretarzem stanu, wylądowała na Marsie męskiej władzy” – czytam pierwsze zdania powieści, które pewnie, wraz ze wspomnianym chochlikiem drukarskim, sprawiły, że TMS uznała, że nie jest to artykuł pierwszej potrzeby, że lepiej będzie Polski się uczyć z innych źródeł. Powodzenia w tej ciężkiej i czasami niewdzięcznej pracy. Dziękuję!

Tags:

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

29

08 2011

14 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. YLK #
    1

    Odnosze wrazenie, ze Twoj pierwszy szok powrotu juz minal. Chyba powoli wchodzisz w nowe zycie, i chyba nawet nie bylo koniecznosci otaczania sie murami i budowania wlasnej oazy…
    Dobrze, ze juz nie musisz udowadniac, ze nie jestes wielbladem, i znalazlas swoja nisze w tlumaczeniach. Jak zwykle dobrze czyta sie Twoje wpisy. NB deska kregoslupa Ci nie naprawi. Sugeruje, zebys zmienila pozycje podczas spania – najlepiej spac na prawym boku, prawa reka pod glowa, lewa na lewym biodrze, nogi ugiete. Do tego duzo kolysek. Sprobuj, mam nadzieje, ze pomoze.

  2. bxy #
    2

    YLK, ja dopiero teraz zaczynam widzieć, jak mocny szok przeżyłam. Trwał jakieś dwa tygodnie. Nie tyle osobisty, bo mam tu jednak kochającą rodzinę i przyjaciół i tu się nic nie zmieniło, co zawodowy. Jak zobaczyłam całą masę osób, które za grosze gotowe są dostarczyć tłumaczenie słowo w słowo przedukane z polskiego, budzące zażenowanie, w panice myślałam (oczywiście nieracjonalnie), że popełniłam straszną pomyłkę, dzieki której będę skazana na wieczne konkurowanie z nimi na ceny. Swoją drogą ceny w Polsce też spowodowały szok, pomimo galupującej chińskiej inflacji, cenowo nadal dzieli nas przepaść. Teraz po prostu uczę się patrzenia na te ceny bez porównań do Chin. Przez pierwsze dni np. przekonywałam bliskich, żeby nie kupowali rzeczy X czy Y bo jest potwornie droga i spróbuję w internecie znaleźć dużo taniej…szukałam, aż dotarło do mnie, że nie znajdę.
    Dziś widzę, że ten pierwszy ogląd dotyczący szeroko rozumianego rynku chińszczyzny był w dużej mierze bezzsadny, podyktowany wzięciem kilku zdarzeń za prognostyk całości. Owszem różnych mieniących się specjalistami osób jest mnóstwo i klientów pragnących korzystać z ich usług jest mnóstwo, ale są obszary, na które tego typu specjaliści nie mają wstępu, albo wstęp jednorazowy. Na razie daleko mówić o ustabilizowaniu, ale po tych trzech tygodniach na brak (ambitnej i dającej satysfakcję) pracy nie narzekam i cały czas poziom wyzwań, i to nie z mojej inicjatywy, się zwiększa. Po tym, jak ustąpił pierwszy szok, pojawiają się też własne pomysły i chęć wcielenia ich w życie.
    Dziękuję za rady kręgosłupowe. Będę wcielać, problem w tym, że przy kołysce jest zbyt duży ból. Chyba trzeba będzie jeszcze znaleźć czas na jakąś rehabilitację…
    A jak Twoje przywykanie na powrót do Chin?

  3. YLK #
    3

    Milo slyszec, ze mimo wszystko kraj rodzinny staje Ci sie coraz blizszy i odnajdujesz sie w nim. Pewnie ta fryzura pomaga…:)
    Nie mam pojecia, jak wyglada rynek tlumaczen w kraju, ale moje niesmiale proby kontaktu z roznymi biurami byly podobne do Twoich – za proponowane stawki nie moglbym dzieciom cieplego posilku dac. Znasz sytuacje tutaj, wiec wiele nie musze wyjasniac. Dla mnie Polska to rowniez rodzina, autentyczni a nie czyhajacy na wykorzystanie znajomi, bezinteresowna przyjazn, no i ta fantastyczna pogoda, brak ludzi, spokoj… Nawet nie masz pojecia jak tesknie za tym gdy teraz przez okno dochodzi gromkie “Dwa Tygrysy” emitowane przez jakas maszyne, wrzeszczaca Ayi nie mniej wrzeszczacego jedynaka, jakiegos Laobana krzyczacego do komorki i ciagle klaksony 助动车. Pomijam juz, ze przy tym wszystkim jest wciaz goraco, lepko i duszno.

    Mnie ceny w kraju nie rzucily na kolana – wrecz przeciwnie, uwazam ze w Polsce wiele rzeczy jest tanszych, niz w Chinach. Za towar tej samej jakosci w Chinach placi sie krocie, w Polsce porownywalnie mniej. Dobry garnitur w Polsce kosztuje znacznie mniej, niz w Chinach – tak, probowalem tu szyc chyba z piec, i zawsze – mimo oczywiscie zapewnien, ze bedzie super – wychodzilo jak zawsze. O jedzeniu nie bede pisal – chinskiemu miesu czy warzywom do polskich baaardzo daleko.

    Z kregoslupem zartow nie ma, radze skonsultowac sie z dobrym lekarzem, mam przypadek w rodzinie, gdzie kregoslup zaniedbano i bardzo zle sie skonczylo. Kuracja kuracja, ale odpowiedni tryb zycia i postawa sa bardzo wazne. Moze sprobuj jogi, powaznie.

    Trzymaj sie cieplo, i duzo pisz.

  4. Andrzej #
    4

    @ bxy

    Antykomunistyczna nienawiść, którą nasz kler zindoktrynował w latach 80-tych tzw. Solidarność (przesadziłbym bardzo, gdybym powiedział „nasz naród”), jest zupełnie nieprzetłumaczalna na języki obce (nie tylko na chiński), więc nie dziwią mnie przerwy myślowe w twoje komunikacji z chińskim gościem, zbulwersowanym wydarzeniami pod ambasadą, wykazującym nadprzyrodzoną dobrą wolę i typowy chiński perfekcjonizm.

    25 letni młodzieniec, którego poznałem w Szanghaju, samouk, znał 60 języków i mówił po polsku lepiej ode mnie. Na moje zaskoczenie znał doskonale historię stosunków polsko-litewskich w XVI wieku. W jego mieszkaniu zetknąłem się pierwszy raz w życiu z pojęciem „góry książek”, na które oto natykam się w twym tekście.
    No nic. Dość gadulstwa!
    Ogłaszam Cię Namiestnicą Chińskiego Cesarza od Polski do Niderlandów!
    A ponieważ jestem w wieku Berlusconiego, to przypuszczam, że nie obrazisz się, jeżeli ośmielę się… ucałować Cesarzową w kręgosłup.
    To ma pomóc – i to pomaga!
    Hendo’, hendo’!

  5. YLK #
    5

    @Andrzej – “typowy chinski perfekcjonizm”? Czy moglbys wyjasnic, co masz na mysli?

  6. Andrzej #
    6

    @YLK

    Pomijając fakt oczywisty, że na powierzchowność ludzką można nalecieć na każdej szerokości geograficznej, o chińskim perfekcjonizmie można by książkę napisać.
    Z braku miejsca i czasu (daleki jestem od perfekcji :) ), pozwolę sobie rzucić tutaj tylko jeden przykład: europejscy spikerzy telewizyjni, poza GB i Skandynawią, mogą pozazdrościć swoim chińskim kolegom poziomu of English Pronunciation.

  7. YLK #
    7

    Trudno mi odniesc sie do Twojego przykladu, bo jak zapewne wiesz zagraniczna TV mozna tutaj oficjalnie ogladac tylko w wybranych hotelach, ale i tak zdarzaja sie nagle zaklocenia w odbiorze….:) A wracajac do tematu, to mam wrazenie ze w zdecydowanej wiekszosci mieszkancy Kraju Srodka holduja zasadzie konsko-tygrysiej…:)

  8. Andrzej #
    8

    @YLK
    Masz rację, co do wszystkiego o czym napisałeś.
    Ani mój chiński poliglota, ani ja do większości się nie zaliczamy.
    Nie uwłaczając większości, aby nie uwłaczać tym samym zbytnio tzw. “demokracji” na niej osnutej, z bólem serca przyznaję, że jest ona wszędzie “ma-ma-chu-chu”, jak świat długi i szeroki…

  9. YLK #
    9

    Andrzej, absolutnie sie zgadzam, stad moja gwaltowna reakcja przede wszystkim na okreslenie “typowy chinski”, choc “perfekcjonizm” w tym zlozeniu tez dal mi duzo radosci…:)

  10. Jarek K. #
    10

    Witaj w Kraju
    Jeśli to prawda, że z niejakim Marianem Dziędzielem nie miałaś wcześniej
    przyjemności, proponuję Wesele i Dom zły.
    P.S. – wyjechałem przedwczoraj z północnego brzegu Gardy – pomyślałem sobie
    mam trochę czasu – wczytam do nawigacji opcję – <>
    i pierwszy raz w życiu przejechałem Alpy górą – szkoda że nie mam Twojego pióra, żeby to opisać ale polecam Tobie i wszystkim czytelnikom

  11. Andrzej #
    11

    Chopin uciekł.
    Kościuszko zwiał.
    Paderewski dał nogę.
    Maria Skłodowska idem.
    A Dąbrowski…
    …„z ziemi włoskiej do Polski”
    i… ledwie, że życiem nie przypłacił…
    No to ja się pytam,
    czego ta polska intelektualistka
    tam jeszcze szuka?
    Że co?
    Że Chin?
    Aaaa…
    To przepraszam bardzo,
    nie doceniłem…

  12. wersy #
    12

    Nie…nie rozumiem. Milosniczka kultury polskej, poszukiwaczka chochlikow drukarskich… i nie slyszala o Solidarnosci!? Az mi sie wierzyc nie chce. Przeciez pierwsza rzecz, jaa wciskaja przyjezdzajacym nasi rodacy, to przeprosiny, ze kraj ten wyglada jak wyglada “ale tu przez pol wieku komuna byla”.

    No a na dokladke wszyscy wiedza, ze w Polsce co prawda nie bylo rozowo, (zna sie, nie bylo tez az tak krwiscie czerwono) ale te 60 mln ofiar Mao i niemal calkowita zaglada kultury…az dziw, ze nikt jej ne potraktowal czyms takim na samym wejsciu.

    Swoja droga dziewczyna nie poszla moze w slady BXY i nie prowadzi bloga?;)

  13. YLK #
    13

    Ja obawiam sie ze to BXY poszla w jej slady i nie prowadzi juz bloga…:(

  14. 14

    Mam nadzieję, że BXY będzie bloga jednak prowadzić. Siedzę teraz w Pekinie, jest wieczór, nie grzeją, za oknem smog, właśnie porzuciłem próby dokończenia artykułu, w którym mierzę się z przerastającym moje skromne siły zadaniem wtłoczenia wielu pomysłow i idei w ciasny gorset chińszczyzny. Wiem, że i tak usłyszę po oddaniu artykułu, że mój sposób myślenia jest “zbyt zachodni”. Na blog zaglądam regularnie, bo miło jest poczuć, że ktoś przeżywał i przeżywa Chiny w sposób bardzo mi bliski – bez zachwytów, ale i bez jałowej złości, z jakąś taką półuśmiechniętą melancholią. I choć niektóre notki BXY sprawiały, że miałem ochotę czym prędzej zabukować bilet powrotny, to jednak teraz te skłonności mnie opuściły. Będzie co będzie. Reuters właśnie podał, że kolejne biuro maklerskie upadło. W ciekawych czasach przyszło nam żyć…



Your Comment