Powiedz “hello”

 

Angielski azjatycki bywa traktowany jako kuriozum i jako taki podlega np. kolekcjonowaniu (największa kolekcja to http://www.engrish.com, jak dla mnie jeśli chodzi o ładunek poezji niezrównany jest ten ). Status ten owa angielszczyzna zawdzięcza nie tylko specyfice błędów robionych przez Azjatów (a te płyną głównie ze specyfiki nauczania), ale także chyba popularności automatycznych translatorów, w oparciu o które powstaje duża część tablic informacyjnych i ulotek. Np. takich jak te (na dolnym zdjęciu polecam rozwadze zwłaszcza punkt 7 i 8, choć wizja “randomly feeds the animal” też nasuwa wyobraźni różne niepokojące obrazy):fancysoup

civilized pledge

Pewnie niejedna osoba widząc w nowoczesnym supermarkecie zawalonym miliardem dóbr ładnie wykonaną i podświetloną tablice z napisem “one time sex thing” (słowo w słowo przetłumaczone znaki wyrażenia “produkty jednorazowego użytku”), albo powyższą tablicę przy wejściu do cudu architektury z listy UNESCO – wioski Xidi w południowym Anhui, zastanawia się, dlaczego nie zainwestowano jeszcze odrobinę więcej w weryfikację albo tłumacza.

Myślę, że wynika to głównie ze specyficznej roli, jaką pełni yingyu tutaj, w Chinach. Mam bowiem coraz silniejsze wrażenie, że yingyu to już nie tyle odpowiednik słowa “angielski”, ale cały złożony system, którego motywy i cele zamykają się niemal w całości w chińskiej rzeczywistości. No bo:

Dzieciaki uczą się yingyu, żeby dostać się na dobrą uczelnię i mieć szansę na znalezienie dobrej pracy w którymś z dużych miast Chin. I to jest zasadniczy horyzont czasowy i geograficzny motywów jednostki.

Państwo z kolei chce aby yingyu był nauczany, bo wpisuje się to idealnie w wizję otwartego, “cywilizowanego” (nieśmiertelne słówko klucz – 文明  wenming), nowoczesnego kraju. Słowem projektu wielkich wspanianiałych Chin (kolejne słówko klucz - 中华 zhonghua), który jest obecnie konstruowany głównie na użytek wewnętrzny.

Dla pracodawcy yingyu delikwenta stanowi informację, że odpowiednią ilość czasu i pieniędzy w taką osobę zainwestowano, że jest ona zdolna do opanowania dużego zasobu informacji, że ma pojemną kartę pamięci, że jest pilna.

W takiej sytuacji zarówno od strony systemu, jak i pojedycznego ucznia, nauczyciela czy rodziców czytanie literatury, oglądanie filmów, szukanie kontaktu z żywym językiem, zagranicą, laowajami i ich kulturą to dość dalekie (i wcale nie specjalnie funkcjonalne, by nie powiedzieć, że to strata czasu) dodatki do uporządkowanego systemu yingyu. Owszem, można syknąć dziecku do ucha “patrz, cudzoziemiec, powiedz hello“. Matka będzie zadowolona, że zachowała się wenming i kaifang (otwarcie) i że można znajomym powiedzieć, że dziecko ”rozmawiało z cudzoziemcem”. Więcej nie trzeba – reszta yingyu dokona się na testach i egzaminach.

“Angielski” napis w supermarkecie, podobnie jak takie hello pokazuje Chińczykom (co prawda tym, którzy nie rozumieją yingyu, ale to wciąż przytłaczająca większość jego klientów), że sklep ów jest już wenming. Że jest już taki, jak sklepy 发达国家 – fada guojia - krajów rozwiniętych. I to w przypadku np. wielkiego hipermarketu na obrzeżach Szanghaju wystarcza.

Jeśli tak spojrzeć, system nauczania yingyu tutaj (z reguły od 40 do 60 uczniów w klasie, wszystko niemal w całości oparte na pisaniu ćwiczeń do testów) jest względem wyżej wymienionych celów jak najbardziej funkcjonalny.

Oczywiście krytyków tego systemu (wśród nich np. mój profesor od neo-konfucjańskich narzekań, który słusznie zresztą widzi w tym systemie marnotrawstwo możliwości, czasu i zdolności młodzieży) nie brakuje. Wśród nich są też i sami uczniowie, którzy niemal płaczą, jak słyszą, że uczyłam się chińskiego połowę krócej niż oni yingyu. Wśród tych, dla których angielski jest czymś innym niż system yingyu są też ci wszyscy odważni i zdolni młodzi ludzie, którzy proszą – czy to w restautacji czy w autobusie, o pogadanie z nimi po angielsku. Przynam, że bardzo mi sie podoba taka śmiałość (bo wiem, że to tędy droga) i że ich znajomość słówek czy gramatyki jest zdumiewająca (niestety, często jednak nie wiedzą jak wymówić trudne słówka, których się nauczyli). I co tu dużo mówić - cieszę się, bo w takiej sytuacji paradoksalnie mniej jestem dodatkiem do - zresztą nieswojego – języka. Jak dla mnie jest wtedy całkiem wenming i zupełnie kaifang.

No, ale  z punktu widzenia (zwłaszcza nie mówiącego po chińsku) cudzoziemca w Chinach – nie ma co narzekać. Nawet takie pisane “engrishem” informacje są lepsze niż  niemal całkowity brak informacji po angielsku w Polsce (np. brak napisu na Dworcu Cetralnym to skandal). Może gdyby nie nasze szlachetne milczenie, okazałoby się, że polski Engrish jest po stokroć śmieszniejszy?

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

22

09 2009

3 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. 1

    Proponuje zajrzec do chinskich podrecznikow do angielskiego, a takze przyjrzec sie testom cet-4,-6, wydaje mi sie (byc moze za duzo), ze jednak tego angielskiego nie jest sie w stanie zrozumiec bez kontekstu kulturowego. Zwlaszcza, ze to czym my (ludzi poslugujacy sie jezykami “skazonymi” lacina, greka, obarczonymi ciezarem tradycji biblijnej) nasiakamy od dziecka, to dla Chinczykow jest nowe. Bedzie to truizm: wyzszy poziom angielskiego nie jest mozliwy bez poglebiania znajomosci kultury anglojezycznej, czy nawet szerzej (podobnie jest przeciez z chinskim, wszytskie te 成语 itp.).

  2. bxy #
    2

    Tak, oczywiscie, tylko jeszcze zalezy, co uwazamy za “wyzszy poziom angielskiego” i co uznajemy za “kontekst kulturowy”. Bo kontekstem kulturowym moze byc wlasciwie wszystko.
    Przyklad z zycia. Siedze w bibliotece, a obok sleczy dziewczyna nad angielskim tekstem. W koncu nie wytrzymuje i pyta sie mnie czy moge jej pomoc. Rzucam okiem na tekst i widze, ze to fragment jakiejs powiesci, gdzie bohater wspomina w szczegolach swoje wyczyny podczas gry w baseballa – jakies kradzenie bazy i inne cuda, ja o tym nie wiem nic w zadnym jezyku. Wiec mowie “oj, to Ci nie pomoge, musialabys raczej znalezc kogos ze Stanow, ja jestem z Europy”. I widze absolutne niezrozumienie na twarzy. Dopiero potem jej tlumacze, ze my mamy raczej kulture pilki noznej a nie baseballa, cos jak Wy a Japonia. No to teraz rozumie. A dziewczyna z przedostatniego roku magisterskiej lingwistyki. Ma byc tlumaczem.
    Jak mi znajomi opowiadaja o swoich lekcjach angielskiego, to widze, ze nauczyciele im te teksty bardzo szczegolowo tlumacza, slowo po slowie (dzieki czemu nieszczesne lekcje polegaja glownie na sluchaniu nauczyciela, a nie bron boze na mowieniu). Mam wrazenie, ze to jest pomoc wylacznie dorazna. Wytlumaczenie co znaczy np. dane wyrazenie slangowe, bez tlumaczenia co to za slang etc.
    Swoja droga rezultaty takiego uczenia nieraz mnie wprawiaja w oslupienie. Moje kolezanki np. otrafia wytlumaczyc po chinsku arcysubtelna roznice pomiedzy slowem “historic” a “historical”, ale nie potrafia zlozyc jednego zdania, ani np. odpowiedziec na podziekowania. Kultowy jest tekst mojej znajomej (tej od “historic” i “historical”), ktora na laowaja “thank you” odpowiedziala “no thanks” :-) ) Co pewien czas ktos to bezlitosnie wywleka i zaczyna sie zwijanie ze smiechu.

    A 成语 – coz, mozna uzywac nie znajac szczegolowo historyjki, jaka za danym 成语 stoi…

  3. 3

    Nie, no tak. Zajęcia z angielskiego gdzie nauczyciel po chińskiego tłumaczy znaczenie slow i gdzie studenci sami tego angielskiego nie używają i nawet nie są do tego zachęcani to fakt. Samych chińskich studentów bardzo to boli, stad moda na cały ten Crazy English. Ma to swoje zabawne aspekty np. na uniwersytecie gdzie studiuje dość często można zobaczyć ludzi, którzy w dość ustronnych miejscach czytają na głos angielskie teksty. Pamiętam rok temu jak tylko przyjechałem miałem taka ambicje, żeby codziennie z rana wzorem amerykańskich filmów i Nicolasa Sarkozy’ego prze pół godziny uprawiać jogging (obecnie praktykę te zatruciem, ponieważ rozumiem jak bardzo jest ona dekadencka), wiec pierwszego dnia o godzinie szóstej z minutami biegając po campusie oprócz uroczego widoku szkolenia bojowego zobaczyłem ludzi przechadzających się z książkami przy twarzy i czytającymi coś na głos, najwięcej było ich na skąpanym słońcem pagórku, dochodząc droga prostej dedukcji (słonce, słowo) doszedłem do wniosku, ze ma to jakiś związek z religia :) Zycie zweryfikowało moje błędne tezy.
    Dla ludzi, którzy zaczynają swoja przygodę z językiem chińskim, chińscy znajomi mówiący po angielsku to prawdziwe utrapienie. Zresztą, uuu laowai w bibliotece, oczywiście on przyszedł tutaj żeby z nami pogadać po angielsku, oczywiście cóż może być ważniejszego w życiu laowaia niż gadanie po angielsku itd. w ten deseń, wiec jakby ci wszyscy, którzy tak pozornie spontanicznie i po przyjacielsku mówią do mnie “hello” i po tym hello próbują nawiązać dialog po angielsku stanowią zagrożenie dla mojej edukacji. Ergo przyjaciołom Chińczykom można pomagać w zadaniach domowych, tłumaczyć jakieś szczególnie niejasne partie tekstów itp. ale i tutaj cynicznie można zagrać chińskim patriotyzmem, w Chinach mówimy po chińsku.
    Co do kontekstu kulturowego, wydaje mi się, ze teksty o baseballu stanowią mniejszość, w tych podręcznikach naprawdę sporo jest artykułów (z prasy) na tematy związane z ekonomia, socjologia, psychologia, naukami ścisłymi. Wydaje mi się ze język tych artykułów “przemyca” rudymentarna wiedzę o kulturze “zachodu”, coś co dla nas jest oczywiste, dla nich stanowi przedmiot zadumy. Zgodzę się, ze jednak nic tak dobrze nie oddziałuje na nasz weltanschauung, jak dobra powieść, nawet w tłumaczeniu :D
    A co do成语, to może nie był to najlepszy przykład, ale np. rozumienie intertekstualności wypowiedzi, a ze np. tu chodzi o parafrazę pierwszego zdania 三国演义, a to tutaj to cytata z 长恨歌, ujmując rzecz w ten sposób możemy chyba bezapelacyjnie uznać, ze mamy do czynienia z wyższym poziomem języka :D

    (sorry za stan języka polskiego, ale mój windows nie mam możliwości wybrania języka polskiego, a jeszcze nie pobrałem odpowiedniego pakietu językowego, stad miejscami brak polskich znaków)



Your Comment