Powitaj Expo – bądź przodownikiem dobrych manier

 

文明 wenming (cywilizacja w znaczeniu “ucywilizowanie”) to jedno z tutejszych słów-kluczy. Cała przestrzeń publiczna jest dosłownie bombardowana pouczeniami, zaleceniami, hasłami i „przyjacielskimi radami”: „Przechodź tylko na pasach, ustępuj miejsca potrzebującym”(autobus), „Mów w putonghua”(czyli w tym, co u nas potocznie nazywa się chińskim, wszelkie instytucje publiczne), „Nie pchaj się w autobusie”(moja klatka schodowa), „Nie daj szansy złodziejowi, pilnuj swoich rzeczy”(w knajpach, złodziej na rysunku czemuś bardzo przypomina przedstawicieli pewnej dużej i ostatnio szczególnie kłopotliwej mniejszości), „Nauczycielu, ścieraj tablicę po zajęciach”(uczelnia), „Spuszczaj wodę”(wiadomo). Kolejne wielkie wydarzenia – olimpiada, a teraz Expo, są okazją, aby rzecz nieco pokrzewić. Wysiłek musi być po coś, mieć jakiś cel, plan, to musi być mobilizacja. Tutejsze wysiłki w celu osiągnięcia relatywnego wenming mają rzecz jasna na celu odpowiednie powitanie Expo. Na zdjęciu wjazd do parkingu. Napis: “Cywilizowane parkowanie. Witamy Expo. Uprzejma obsługa” (zdjęcie trochę niewyraźne, ale chyba nie szkodzi, bo to nie artystyczne): parking

Jak patrzę na obojętność, z którą te wszelkie hasła i rady są traktowane, to raczej skłaniam się do wniosku, że to jest średnio skuteczna metoda. Chyba o wiele pożyteczniejszą było coś (przedziwnego), co widziałam (jak dotąd jedyny raz) na jednej z głównych szanghajskich ulic w ubiegłym roku, na krótko przed olimpiadą. Policjant, na oczach tłumu stojącego mniej lub bardziej posłusznie na światłach, ukarał mandatem osobę przechodzącą na czerwonym. Chłopak był tak zdziwiony, że w ogólnie nie wiedział o chodzi. 杀鸡骇猴 shaji haihou – zabić kurczaka, żeby przestraszyć małpy. Choć te wszystkie hasła i rady wyglądają na rzucanie grochem o ścianę, to jednak znajomi, którzy mają porównanie, jeśli chodzi o Pekin sprzed i po Olimpiadzie, mówią, że się poprawiło, że to cała abiorowa akcja wenming jednak czegoś ludzi nauczyła, może pokazała, że można trochę inaczej.

Tu w pouczaniu prym wiedzie Haibao – niebieskie, radośnie uśmiechnięte …no właśnie. Chyba najlepszą kategorią, jaką można je opisać to “coś tam, coś tam…”. Na poniższym zdjęciu Haibao daje “przyjacielskie rady” odnośnie do zachowań w środkach transportu (przepuszczanie starszych, ustępowanie miejsca, ogólnie warto powiększyć zdjęcie, żeby zobaczyć tę utopię). Witamy Expo, ale i w domyśle zagranicznych gości i media, które się zjadą. Własne cywilizowanie trzeba zobaczyć odbite w oku Innego. Hasło: “Szahajskie Expo – Chiny patrzą na świat, świat patrzy na Chiny”. Hasło pomniejsze: “Wspaniałe Expo — bądź w awangradzie (jak kto woli – bądź przodownikiem) w byciu cywilizowanym”:

DSC01382

Haibao firmuje też swoją gębą (czy tam nogą, u niego to chyba wszystko jedno) serię broszurek „Powitanie Expo – poradnik dla mieszkańców”, które można dostać za darmo w niektórych punktach publicznych. Niestety, strasznie żałuję, że broszurki pt. „Wykorzenianie złych nawyków” już nie udało mi się dostać (może rozchwycili ją, żądni pokuty i nękani moralnym kacem, ci, którzy plują na podłogę w knajpie i wysadzają dzieci na kupę do kosza na śmieci w hali targowej?). Na szczęście udało mi się dostać książeczkę z pozytywnym przesłaniem: „Nauka etykiety”:

DSC01894

Urywki (w leniwym tłumaczeniu) poniżej.

Rozdział pierwszy: kultura osobista.

Paragraf 2. Wygląd – najbardziej podstawowe wymagania

Fryzura: stosowna do wieku, profesji, czesana

Wyraz twarzy: pokojowe i życzliwe spojrzenie, usta w lekkim uśmiechu

Paznokcie w czas obcięte (tylko, ze dla niektórych ten czas, zwłaszcza odnośnie małego palca u ręki chyba głównie lewej, nie następuje nigdy, paznokieć ma urosnąć na tyle, żeby móc pełnić wiele pożytecznych funkcji, o których pewnie była mowa w książeczce „Wykorzenianie złych nawyków”.)

Paragraf 4. Ubranie – najbardziej podstawowe wymagania

Nie wolno pokazywać ramion, zawijać nogawek, nosić piżamy (niee! Na chińskie bogi, już pal licho jakieś ramiona, nogawki jakichś tam głupich spodni, tylko nie odbierajcie ludowi piżam! Niestety w prawdziwym Szanghaju piżam faktycznie na ulicy prawie się już nie uświadczy. U nas na peryferiach to powszechny widok. Piżamy te są estetyczne, góra z dołem zawsze do kompletu, materiał stosowny do pory roku – teraz, jak zrobiło się zimno, to są flanelowe albo polarowe. Jak dla mnie piżamy stały się symbolem swojskości, lokalności, domowości tego miejsca. Widok osób w piżamach, jak żadna terapia, przyczynia się do łagodzenia stresów związanych z wyścigiem szczurów i tym podobnych życiowych frustracji. To tak, jakby każda z tych osób mówiła – “zobacz, masz prawo do przełażenia całego dnia w piżamie i świat się nie zawali”)

Paragraf 6. Bary i knajpy „samoobsługowe” (czyli takie, gdzie trzeba zamawiać samemu)

Ustawić się w kolejce (jakiej kolejce?), zgodnie z jej kierunkiem (jakim kierunkiem??). Nie wolno w kierunku odwrotnym, nie wolno też się wpychać (czemu nie dodali „torując sobie drogi tacą z jedzeniem”?)

Dalej następują jakieś pomniejsze wyjaśnienia typu jak się kłaniać Japończykowi i jak nie pytać laowajów o wiek, liczbę dzieci i mężów (powinni jeszcze dodać zakaz wypowiedzi typu: „ojej, w taaaakim wieku, jeszcze nie ma dzieci, u nas tu już byś miała takie – tutaj pokazanie mniej więcej do pasa —dziecko, musimy ci kogoś znaleźć. Bo mój syn….”). No, ale to wszystko nic w porównaniu z „etykietą” na ulicy – bo tu chodzi nie o jakieś tam obrażenie Japończyka (najwyżej dostanie nerwicy) albo starej polskiej baby, tu chodzi o życie.

Rozdział 2 – Zachowania publiczne

Paragraf 8. Jazda rowerem

Nie przejeżdżać na czerwonym, nie jeździć pod prąd. Przepuszczać pieszych (nawet nie chce mi się na ten temat nic pisać)

Paragraf 9. Prowadzenie pojazdów

Nie wyrzucać śmieci przez okno, nie pluć przezeń, w nocy na światłach jeździć (jak to, przecież żarówki się zużywają?)

Paragraf 10. Jazda publicznym środkiem transportu

Nie palić, nie pluć, ustępować miejsca kobietom w ciąży, starszym i niepełnosprawnym oraz osobom z małymi dziećmi (byłam świadkiem, jak nikt nie ustąpił miejsca dziewczynie z noworodkiem, chyba prosto ze szpitala, chyba zbyt biednej, żeby wziąć taksówkę. Ustąpiono dopiero, gdy zaczęła się osuwać, o mało nie uderzając główka dziecka o poręcz. A siedzieli sami młodzi faceci i grali na mini konsolach).

Paragraf 11. Toaleta publiczna

Rożne oczywistości oraz….

Dobrze zamykać drzwi za sobą.

Wydalanie przez bardzo wielu ludzi nie jest traktowane jako czynność wstydliwa, wymagająca chwilowej izolacji od świata, drzwi często nie są zamykane. Do tego osoba znajdująca się w środku może przy tym w międzyczasie np. prowadzić swobodnie konwersacje z osoba na zewnątrz. Ale jakoś się nie dziwie. Trzeba pamiętać, że jeszcze całkiem niedawnej przeszłości – np. podczas Rewolucji Kulturalnej, wydalanie bywało często czynnością publiczną (np. toaleta we wszelkich kolektywach, zwłaszcza tych bardziej karnych– dół z deską przez środek, na której trzeba przycupnąć). I w ogole intymnosci jakiegokolwiek typu specjalnie nie dalo sie uswiadczyc. Dziś poza dużym miastami toalety bez żadnych przegródek – tylko otwarta przestrzeń na kilka/kilkanaście osób, z kanałkiem pośrodku, którym płynie woda i nieczystości, to dość powszechny widok. Doświadczenia Rewolucji doświadczeniami Rewolucji, ale chyba chodzi o coś jeszcze innego. Na Tajwanie, który pod wieloma względami od kontynentu dzieli przepaść, np. wizyta u lekarza (nawet takiego jak ginekolog) też nie jest traktowana jako sprawa prywatna, intymna. W gabinecie kreci się wiele osób, pielęgniarki, inni pacjenci, drzwi do gabinetu są ciągle otwierane, bądź (najczęściej) w ogóle nie są zamykane. Nie mówiąc już o postrachu dentystycznym – absolutna większość gabinetów stomatologicznych to miejsca, gdzie fotele z nieszczęsnymi są tak ustawiane, aby z ulicy było dokładnie widać tzw. jamę i czynności na niej wykonywane. Tutaj też się na coś takiego natykam, ale bardzo sporadycznie, bo w ogóle gabinety prywatne to wielka rzadkość.

No ale wracając bo broszurki: na końcu mini rozmówki —-jak miło odpowiedzieć cudzoziemcowi („Thank you. I’ve enjoyed talking with you”, „Eat a little more fish, please, Robert”)

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

14

11 2009

Your Comment