Przejechać policjanta. Próba analizy językowej

 

Granice mego języka są, jak wiadomo, granicami mojego świata. Przy czym chodzi nie tylko o granice zewnętrzne, ale także i wewnętrzne. O kategoryzacje, klasyfikacje, stereotypizacje. To jest dziecko, to dorosły. To lud a to wróg. Albo współczesniej – kto lud a kto bogacz. Ostatnio towarzyszyłam delegacji z Polski. Zdziwili sie, gdy im powiedzialam, ze lao baixing – dosl. “100 starych nazwisk“, bynajmniej nie oznacza  żadnej szlachty, elity, ale zwykłych obywateli, chińskich Kowalskich. Chiny od czasu do czasu omiata oburzenie (wywoływane, nagłaśniane i skupiane w internecie tak, że osiąga nową jakość) na weiqu – niesprawiedliwość, krzywdę, jaką doznaje ktoś z laobaixing od przedstawicieli “wyższych warstw” społeczeństwa. Żona oficjela tratuje beemką niewielki motoro-traktor, jakich pełno na wsiach, jadące na nim małżeństwo rolników ginie. Luksusowy samochód bogacza zabija na przejściu dla pieszych ubogiego studenta ze wsi i nie zatrzymując się, odjeżdża. I co szczególnie wywołuje oburzenie – po wypadku, czy też lepiej, po złapaniu, sprawcy uderzają w ton: “nie wiesz, kim jest mój ojciec/mąż…” etc. W pazdzierniku tego roku te przypadki doczekały się wspólnego, hasłowego określenia. Zwane są teraz zbiorczo: “moim ojcem jest Li Gang”. Ów Li Gang to wiceszef jednej z jednostek policji w jednym z miast Hebei. Jego syn, autor tych słów, wjeżdzając z wielką predkością na uczelniany kampus potracił w bramie dwie studentki. Siła potrącenia jest tak wielka, że wyrzuca ofiary w powietrze, jedna ginie, druga jest ciężko ranna. Sprawca nie zatrzymuje się, jedzie  po swoją dziewczynę, potem idą się bawić. Gdy w końcu znajduje go policja, padają słynne już słowa: “Popatrzcie na mój samochód, jest uszkodzony. Moim ojcem jest Li Gang. Mogę was oskarżyć. “. Dziś, zaledwie 2 tygodnie po tym zdarzeniu, Baidu, główna wyszukiwarka Chin, wyrzuca 429,000 rekordów związanych z hasłem “moim ojcem jest Li Gang”. Oprócz oburzenia, te słowa wywołują i śmiech – z głupoty i buty “官二代”- guan er dai rozpieszczonych jedynaków drugiego pokolenia rodzin oficjeli. Śmieją się w Hebei, śmieją się w innych prowincjach, gdzie jakiś wiceszef jakiejś komórki policyjnej w jakimś mieście dalekiej prowincji, jest nikim. “Moim ojcem jest Wiesław Brzęczyszczykiewicz”. No i?

Fala w internecie każdorazowo rośnie, czasem trochę wody z tej fali gdzieś znika w jakimś zbiorniku retencyjnym, pojawiają się wtedy nowe wpisy: “och, mój wpis chyba przez pomyłkę zniknął, dam jeszcze raz”.

Gdy tym razem w Changchun na północy kraju kierująca samochodem terenowym młoda kobieta potrąca policjanta, historia ma trochę inny odcień. I nie chodzi o to, że policjant - nawet zwykły z drogówki – nie jest zwykłym laobaixing, ktoś za nim stoi. Chodzi o te słowa: “O, jak żyje to ok, będzie łatwiej to załatwić”. Słowa przedostają się do mediów i wywołują burzę. Słowa te wypowiada nie sama sprawczyni, ale jej ojciec, który szybko zjawia się na miejscu zdarzenia. Czyli butę prezentuje nie tyle “富二代” (fu er dai - drugie pokolenie bogaczy), tylko ci, którzy je wyhodowali. Ale na mnie osobiście mocniej działają inne słowa, a właściwie to cała masa słów - wypowiadanych następnie w mediach przez rodziców sprawczyni wypadku, ale i stosowanych przez same media. Ale po kolei.

Jednokierunkową ulicą pod prąd jedzie terenówka. Policjant zatrzymuje pojazd. Za kierownicą młoda kobieta. Zaraz po zatrzymaniu kierująca pojazdem chwyta za telefon, gdzieś dzwoni. W tym czasie noga ześlizguje jej się z hamulca na…gaz. Terenówka rusza skokiem do przodu. O tym, że stojący przed pojazdem policjant znalazł się pod kołami, kierująca dowiaduje się od krzyczących przechodniów. Na miejscu zdarzenia stawia się niemal natychmiast ojciec kierującej (widocznie to do niego dzwoniła). Policjant leży na drodze i nie daje znaku życia. Ktoś z tłumu dzwoni po karetkę. Policjant odzyskuje przytomność. I wtedy padają słowa, które oburzyły Chiny. ‘没撞死就好办’-dosł. “nie potrącony na śmierć to będzie lepiej załatwiać”. Powiada ojciec i zabiera się do pocieszania jedynaczki.

Słowa. Mnie osobiście bardziej poraża sposób, w jaki się sprawę relacjonuje, jak buduje się medialnie wewnętrzne granice, w których umieszcza się to zdarzenie. “Według jednego ze świadków, dziewczyna nie potrąciła policjanta umyślnie,[...] dziewczyna widocznie była świeżo upieczonym kierowcą i nie była obeznana z regułami ruchu jednokierunkowego”. To jeden z portali. Pomijając przerażenie, jakie może wywołać przypuszczenie, że świeżo upieczony kierowca może być nie obeznany z zasadami ruchu jednokierunkowego (to co w przypadku ruchu dwukierunkowego??), cóż po moim tłumaczeniu, jak tego słowa, o które mi chodzi, nie da się dobrze przetłumaczyć na polski. 女孩 – nuhai- to nie jest dokładnie dziewczyna. 女 to kobieta, 孩 to dziecko. “女孩” w języku chińskim oznaczało do niedawna po prostu dziecko płci żeńskiej. Bambina. Osoby dorosłe zaczęto określać tym mianem najpierw na Tajwanie. Jeszcze kilka lat temu tutaj, na kontynencie, nazwanie młodej osoby, ale już nie dziecka, 女孩 nuhai czy 男孩 nanhai (chłopcem) wywoływało uśmieszki, posądzenia o uleganie zmiękczonej, wydelikaconej, ulukrowanej kulturze z Tajwanu. Dla mnie to wyrażenie do tej pory brzmi tak miękko (choć na Tajwanie spędziłam sporo czasu), że widzę się od razu nieśmiałą, delikatną buzię dziecka. Matka sprawczyni wypadku tłumaczy: “ona jest jeszcze dzieckiem, jest jeszcze mała i do tego jeszcze się uczy”. Media, choć nie kryją swojego oburzenia na postępowanie ojca, choć przestrzegają przed lekceważeniem zjawiska “moim ojcem jest Li Gang” , choć lamentują nad rozpieszczonymi jedynakami i ich moralnością,  to jednak wtórują rodzicom w udziecinnianiu sprawczyni: “nuhai cofała”, “ojciec nuhai natychmiast pojawił się na miejscu”. Za pomocą języka budują wrażenie, że mamy do czynienia z istotką małą, wątłą, nie dość jeszcze świadomą (która jakimś nieszczęśliwym zrządzeniem losu znalazła się jednak w potężnym aucie?…). A teraz pytanie – no, ile lat ma to niemowle, to dzieciątko, mała bambina? Odpowiedź: 22 lata. Pytanie kolejne: ile lat ma potrącony policjant? Odpowiedź: 25. Jest starszy o 3 lata. Ale nikt go nie nazywa 男孩 nanhai, tylko “potrąconym policjantem drogówki”.

Granica językowa pomiędzy 22-letnim dzieckiem, które ma prawo jazdy, jeździ terenówką, ale nie jest obeznane z zasadami ruchu drogowego, a 25-letnim”potrąconym policjantem drogówki” dobrze oddaje charakter bardzo istotnej granicy społecznej. To nie tak, że np. w wieku 23 czy 24 lat ona przestanie być 女孩 a stanie się młodą kobietą, czy po prostu kobietą. Że wystarczy tylko dać czasowi wykonać robotę i już. Nie jest też tak, że on 3 lata temu był 男孩.  Oni nie idą w tym samym kierunku.

Jeżdżąca terenówka, nieobeznana z zasadami ruchu jednokierunkowego nuhai, (ale za to, jak dowiedzieli się reporterzy - dobra studentka), której tata zamiast zająć się leżacym na ulicy policjantem, kalkuluje, jakby tu uniknąć kary dla swojej jedynaczki, to przedstawicielka “富二代”czy“官二代” - odpowiednio “drugiego pokolenia bogaczy” czy “drugiego pokolenia oficjeli” (nie wiemy jeszcze kim są rodzice). Tak dobrze się uczy… No bo jej jedynym obowiazkiem jest się dobrze uczyć! Nie ważne czy ma 5 lat czy 22. Jeśli to robi, jeśli chłonie te wszystkie korepetycje, te kursy, te testy, ten angielski, to jest “dobrym dzieckiem, dobrą 女孩 ”, dzieciństwo jej się przedłuża. I okres rozgrzeszania też się przedłuża. Jeśli uczy się źle, albo w ogóle jeśli coś źle zrobi, to “ponieważ jest jeszcze bardzo mała” trzeba ją chronić, kryć, tak jak chciał to zrobić tata. Dorosła stanie się później, jak już się nauczy, czego trzeba. Jak dokładnie to będzie wygladać, ta dorosłość, nikt jeszcze nie wie, bo wchodzenie w dorosłość “pierwszego pokolenia” wyglądało zupełnie, zupełnie inaczej. Póki co, za bycie dobrym dzieckiem, nuihai dostaje nagrody. Komórki, laptopy, kosmetyki, torebki, buty, terenówkę do jazdy po mieście. Egzamin z angielskiego: 第一名. Pierwsze miejsce w klasie/grupie. A co dostanę w nagrodę? No co, no co? Może torebkę Gucci? Albo atrybut przedłużonego dzieciństwa – samochodzik właśnie. A 25-letni policjant? On chyba przestał być dzieckiem kiedy…przestał być dzieckiem.

P.S. Jest jeszcze druga, bardziej hardcore’owa wersja tej historii. Podobnie jak w przypadku pierwszej wersji, także i ta ma kilku świadków. Policjant zatrzymuje jadącą pod prąd Toyotę Rav4, zgodnie z prawem zatrzymuje prawo jazdy i dowód rejestracyjny. Próbuje udzielić pouczenia. “Dziecko” nie chce jednak słuchać – mówi: “skoro już zabrałeś dokumenty, to na co jeszcze gadasz?” Po czym rusza. Policjant upada. Dziecko wysiada. “No co leżysz? Przecież cię nie potrąciłam. Policja ludowa, a oszukuje. Nie zimno ci tak leżeć na ziemi? Może chcesz materac?” Policjant sięga po komórkę, wybiera jakiś numer. Dziecko chwyta komórkę i zaczyna do niej wrzeszczeć. Gdy odkrywa, że numer nie został jeszcze wybrany, ciska komórką w leżącego policjanta. Wreszczy dalej.

Czy tak było? Czy nie? Tatuś od terenówek, troskliwa matka-Chinka (“Ona w tym roku kończy studia i będzie szukać pracy, to zdarzenie z pewnością wywrze na nią wielki wpływ”), “łatwiejsze załatwianie”, świadkowie (z nimi pewnie teraz też gorączkowo się załatwia, co trzeba), 22-letnie bambiny dryfujące w dyskursie medialnym, internauci (czyli kto? Bardziej jak ona czy bardziej jak on?) i policjant (jemu też należy sie obróbka słowna – a po obróbce słownej to przecież młody człowiek, który naraża się w imię prawa i dla dobra kraju i ludu!). Innymi słowy zapowiada się więc ciekawe widowsko medialne z aktywnym udziałem i ważną rolą graną przez nowe media - internet. Ale czy także i coś innego?  Socjolog dla portalu 163.com: “Musimy dbać, żeby <moim ojcem jest Li Gang> nie wywoływało śmiechu, ale refleksję. Co sprawia, że takie słowa są możliwe?”

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

31

10 2010

19 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. ril #
    1

    Tytuł bardzo dobry. Artykuł zresztą też. To 我爸是李刚 by się nadawało do czytanki w podręczniku do chińskiego dla początkujących ;-)

    Chyba można by zaryzykować tezę, że tym, co sprzyja dojrzewaniu są problemy. Jeśli o nic nie musisz się troszczyć poza tym, by się pilnie uczyć (albo to udawać) to później będziesz wchodzić w dorosłość.

  2. ril #
    2

    Jeszcze dodam, że w doniesieniach prasowych dotyczących przestępstwa dokonania stosunku seksualnego z osobami poniżej 15 roku życia – ofiary (jeśli są płci żeńskiej) określa się prawie zawsze mianem dziewczynki. Niezależnie od tego czy ma 8 lat czy 14. Ten, kto współżyje z dziewczynkami jest jak wiadomo pedofilem jak np. znany polski reżyser.

  3. bxy #
    3

    Ril – tytul chyba jednak niezadobry. Przynajmniej pamietam, jak wydawnictwo dla którego cos pisałam, zzymalo się na tytuł książki konkurencji zaczynający się własnie od bezokolicznika…:-)
    Wiesz, tak mi się przypomniało, jak kiedys w pewnym polskim portalu przeczytalam, jak to samochod potrącił 64 letnią staruszkę. Innym razem przeczytałam, jak samochód potracił z kolei 28-letnią dziewczynę. Potem zastanawiałysmy się z moją mamą, w jakim wobec tego wieku dziewczyna zamienia się w staruszkę i czy wpierw przechodzi przez jakies stadia posrednie. No i, co nie mniej ważne, czy 64-latka staje się staruszką dopiero wtedy, gdy pozwoli się nieopatrznie potrącić przez samochód….O ile jesli chodzi o to ostatnie, jest to wciaz pytanie otwarte (choć zarówno moja mama jak i ja mamy wciąż nadzieję, że to się jednak robi od potrącenia), o tyle, jesli chodzi chodzi o pierwszą z kwestii, to na koniec wyszlo nam: samochód prowadzony przez 30-letnią dziewczynę potracił 40-letnią staruszkę…….
    Wiesz, z tym dojrzewaniem – tutaj jest jeszcze ciekawiej, bo to nawet nie chodzi o pozniejsze wchodzenie w doroslosc, ale o szeroko zakrojony brak wyobrazen (no, nie liczac popularnego przekonania, ze doroslosc to mieszkanie i samochod) o tym, czym ona w ogole mialaby byc. Bo np. uczenie odpowiedzialnosci gdzies wyparowalo, a zastapila je posunieta do granic mozliwosci poblazliwosc. No wiec z czego ta odpowiedzialnosc mialaby sie nagle wziac? Tak po prostu, z uplywu czasu?

  4. ril #
    4

    To się chyba nazywa badaniem systemów klasyfikacji. Tak jak pokazuje się tubylcom (albo może od razu dzikim) w dalekim kraju różne graniczne kolory i prosi o ich nazwanie tak to co piszesz nasuwa pomysł przeanalizowania od czego w polskich mediach zależy czy jest się dziewczynką, dziewczyną, kobietą czy staruszką.

    Istotnym czynnikiem może być wiek dziennikarza. Ja sam zauważyłem, że z upływem moich lat dziewczyny stają się coraz starsze. Jak dojdę do 70 to może się okazać, że kobiet a tym bardziej staruszek prawie nie ma :)

  5. bxy #
    5

    i “czy jak ma 300 wlosow to jest juz lysy? A jak 250? A jak 2?” (ten staruszek :-) )
    Od wieku dziennikarza na pewno, ale i od… wyksztalcenia (przy czym oba czynniki sa skorelowane). Niestety widac wyraznie, jak wchodzi do zawodu pokolenie nieczytajacych, nie majacych solidnego humanistycznego wyksztalcenia, produkowanych masowo “dziennikarzy”. I jak poszerzenie sie pola mediow sprawilo, ze prawo glosu otrzymali ludzie, ktorzy w bardziej tradycyjnej sytuacji medialnej nigdy nie dostaliby sie na szpalty. Jak zostali wyprodukowani, tak produkuja newsy. Mnie ostatnio najbardziej sie spodobali ci, ktorzy w doniesieniach namietnie uzywali imienia a nie nazwiska pewnego laureata pewnej nagrody. Czyli: “odkad Zbyszek dostal nagrode, jego zona Danka….”, albo: “nagroda dla Mietka wywolala…”. Brak wiedzy co do tak podstawowej kwestii (nazwisko w Chinach poprzedza imie) daje dobre wyobrazenie, ile warta jest dalsza “wiedza” zawarta w takim artykule.
    Co do dziewczyn….tak, moje kolezanki to dziewczyny i kolezanki mojej mamy to tez dziewczyny!

  6. Andrzej #
    6

    @bxy

    A o jakim charakterze zmian w społeczeństwie należałoby mówić, gdy zauważymy fakt, iż jeszcze parę lat temu :) kiedy Twoja mama była dziewczyną, koleżanki jej matki dziewczynami nie były?
    O co (im) tu chodzi?

  7. bxy #
    7

    @ Andrzej – cale szczescie, ze nie mamy w polszczyznie slowa odpowiadajacego wloskiej bambinie, w przeciwnym wypadku jesli trend by sie utrzymal, za 20 lat ladnie bysmy wygladaly, ja i yy inne dziewczyny…choc jednoczesnie jest nadzieja, ze otoczenie, zajete gaworzeniem i gryzieniem gryzaczka, nic by nie zauwazylo

  8. ril #
    8

    @bxy Ty nie narzekaj na nową sytuację medialną, bo podcinasz własną gałąź :)

    Ja najbardziej lubię jak ktoś zamieszcza chińskie znaki czy to na zdjęciu w gazecie czy w celach ozdobnych do góry nogami (miałem opakowanie na herbatę, dla którego dopiero po odwróceniu okazało się, że ten ładny wzorek to 茶) albo w lustrzanym odbiciu (Polityce się to zdarzyło w artykule o Expo).

    Z kolejnością nazwisk bywa problem w drugą stronę. W Saigonie w jakimś muzeum jest zdjęcie z spotkaniu z minister z Nowej Zelandii, panią Susan.

  9. Andrzej #
    9

    @bxy

    Utrzyma się ten trend, utrzyma.
    Za 20 lat wszystkie będziecie dziewczynkami e le bambine vere piangeranno i bei tempi passati…

  10. bxy #
    10

    Ril – tutaj na Hillary Clinton mówi się oficjalnie nie inaczej tylko Xilali, żadnego nazwiska. Ciekawe, nie widziałam, żeby jakiegokolwiek innego polityka ktos tak tu traktowal. I własciwie to nie wiem, czemu tak jest.

    Andrzej – bambine vere pamiętają najwyżej jakies 6 lat wstecz (bo w pierwszych trzech latach życia zapamiętywanie odbywa się według innych reguł, potem zanika scieżka dostępu do tych pokładów ), więc to tempi tak passati jak ze mnie bożonarodzeniowy dziad z brodą…

  11. Andrzej #
    11

    @bxy

    …Jak amen w pacierzu, już Ci zaczęli nucić Merry Christmas songs…

  12. YLK #
    12

    Adwokat ofiary syna Li Ganga zaatakowany w Pekinie:
    http://msn.smgbb.cn/pageFold/2010/12/17/90_SHNews20101216214040_0.shtml

  13. bxy #
    13

    YLK, jakie hipotezy? Mi to nie wyglada na dzialania “siatki Li Ganga”, tylko na cos, co jest zwiazane z jakas inna sprawa, ktora ten adwokat prowadzi. Tak czy inaczej, z powrotem “podgrzalo” sprawe…

  14. YLK #
    14

    Nie mam zadnej hipotezy, mozliwosci jest bardzo wiele, poczynajac od samego adwokata, ktory chce zdobyc popularnosc, poprzez Li Ganga samego/kumpli/sympatykow, ktorzy chca sprawie ukrecic leb zastraszajac adwokata… Sam adwokat wydaje sie sugerowac, ze moze to byc policja (a wiec kregi LG), bo kto inny w bialy dzien na glownej arterii Pekinu dokonalby takiego zamachu… I sporo w tym racji jest.

    Swoja droga przylaczam sie do Andrzeja i rowniez zycze zdrowych i wesolych. W Szanghaju nie ma juz sladu po pieknym sniegu sprzed kilku dni, i jest cieplutko, +11…

  15. bxy #
    15

    YLK – zdrowych, dobrych. Snieg w Szanghaju – raz tylko widziałam cos na kształt, ale rozpusciło się jeszcze w powietrzu.
    Naszła mnie dzisiaj prawie-refleksja – w Szanghaju miałam zwyczaj w soboty i niedziele godzinami przemierzać miasto na piechotę – zwłaszcza kręcic się po wszelakich nongtangach i wiesz, nigdy nikt do mnie nie zagadał, no chyba tylko raz. Tutaj, prawda, że w mniejszym wymiarze (muszę to zmienić), ale kręcę się po hutongach. I wiesz, zazwyczaj kończy się to tym, że siedzę i godzinami z kims gadam – na tematy bardzo różne – od problemów z psami, przez rewolucję kulturalną po religię – jak dzisiaj (2 godziny). Po prostu nie da się przejsć bez nawiązania kontaktu z ludźmi…

  16. YLK #
    16

    To typowe cechy mieszkancow konkurencyjnych miast.
    Pekinczycy – 爱侃大山. Szanghajczycy – zajmuja sie
    swoimi sprawami, “realisci” do bolu. Pod tym wzgledem lubie Pekinczykow, Szanghajczycy do piet im nie dorastaja, nie mowiac juz o tym, jak ubogim jezykiem sie posluguja.
    Gdzie wybierasz sie na wolne dni? Bo zdaje sie, ze z dawno nie widzianym przyjacielem planujecie jakas wyprawe…:)

  17. 17

    Hej, dostalem dzisiaj link do Twojego bloga. Dobra robota:) Właśnie się nauczyłem Wo baba shi Li Gang, to chyba najsmieszniejsza rzecz jaką obcokrajowiec może powiedzieć Chińczykowi, moi współpracownicy są zachwyceni. Będę ślędził. pozdrawiam f.

  18. bxy #
    18

    @ YLK: miła, ale zdecydowanie niespektakularna wyprawa, czasu nie ma, chcemy do Daotongu, do klasztoru wiszącego, do Buddów… Jakies rady?
    A propos tego, co napisałes… osoba z którą do owego Datongu jedziemy to Tajwanka, pisze doktorat na Fudanie, czyli tam, gdzie ja się poprzedni rok mordowałam. Dzwoni do mnie ostatnio i rzecze: “po póltora roku dostąpiłam zaszczytu i wspólstudiujący zaprosili mnie na wspólne piwo wieczorem”. Ja (z uczuciem zazdrosci ale i dumy, ze “naszemu-obcemu” sie wreszcie udalo ) : “i jak było i jak??”. Ona: “no, jak to jak, siedziałam z brzegu i piłam piwo, a oni rozmawiali po szanghajsku”.
    @ilym – witaj! Zajrzałam z ciekawoscią do Twojego bloga – fajnie spojrzec na Chiny “nowym” okiem. Oczywiscie zorientowawszy się, czym się zajmujesz, natychmiast kliknęłam na zakładkę “architektura”, ale czemus mi się nic nie wyswietla. Gdybys napisał cos o wspólczesnych projektach architektonicznych Pekinu, zaskarbiłbys sobie moją wielką wdziecznosc! Ja od dawna nosze sie z zamiarem popelnienia wpisu o bardziej i mniej znanych nowych wytworach architektonicznych Pekinu, ale co tam ja…

  19. 19

    napisze, zbieram sie od jakiegos czasu, robie notatki i szykuje sie powazny wywod hehe. chociaz moze bardziej bedzie o przecietnej chinskiej architekturze niz tej spektakularnej.



Your Comment