pustka duchowa i zejście na złą drogę

 

“面对这样一个四通八达的博客平台, 传统权威已不复存在,多样化的博客必然会带来多样化的思 想观念、价值判断和情感评价,这会使大学生的思想观念受 到前所未有的冲击,可能会导致精神空虚、迷惘和思想过度 自由化,甚至还可能受到不良博客内容的诱惑而误入歧途。”

Tłumaczenie:

“W obliczu tego rodzaju wielotorowości (wielokierunkowości) świata blogów, tradycyjna władza już nie istnieje, wielość blogów w sposób nieunikniony przynosi wielość opinii i poglądów, sądów wartościujących i ocen emocjonalnych, to wszystko może sprawić, że poglądy studenta znajdą się pod niespotykanym dotąd ostrzałem, może prowadzić do duchowej pustki, zwątpienia i nadmiernej liberalizacji myśli, a nawet może prowadzić do skuszenia przez szkodliwe treści blogowe do zejścia na złą drogę”

Powyższy cytat jest z artykułu naukowego, tytułu nie wspomnę, tytuł podrozdziału: “O konieczności kierowania zachowaniami i postawami studentów wobec blogów”. Żeby nie powiększać poczucia pustki, komentarza dziś nie będzie.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

31

12 2009

31 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. 1

    “Powyższy cytat jest z artykułu naukowego”

    A głowę bym dała, że z kościelnego czasopisma dla młodzieży. :-D

  2. bxy #
    2

    ha, więc widzę, że nie tylko ja mam taki “sąd wartościujący”! Jak to się wszystko ciekawie składa na tym świecie……..no ale w ramach walki z nadmierną liberalizacją myśli własnej i innych, nic już więcej dziś nie powiem

  3. 3
  4. ril #
    4

    Widzę anuszka, że mamy takie same skojarzenie. Piękny wpis.

  5. bxy #
    5

    Dobrze, że macie takie samo skojarzenie i że ja też mam takie samo. Przynajmniej “wielość opinii i poglądów” się nie namnaża.

  6. 6

    Ga ga ga… Mamy do czynienia z sytuacja w ktorej my ludzie wychowani w tradycji kantowskiego Aufklarung zderzamy sie z poklosiem taoizmu (czy tez moze raczej legalizmu). Czyz Han Fei Zi doradzajac Qin Shi Huang spalenie calej tej bezuzytecznej makulatury nie odniosl sie czasem do Dao De Jing – 是以圣人之治也,虚其心,实其腹,弱其志,强其骨。(Dlatego rzady madrego czlowieka czynia serca pustymi, a zoladki pelnymi. Oslabiaja one wole i wzmacniaja kosci). Caly ten taoizm zreszta bardzo ladnie sie uwydatnia w szyderczym tytule (brawo!).
    Taak… Mam takie poczucie, ze przeklad z chinskiego na polski, angielski i na odwrot powoduje zubozenie tresci. Wydaje mi sie, ze w kraju w ktorym funkcjonuje ministerstwo propagandy, urzad cenzorski a ideologia (trudno nawet znalezc imie dla tej hybrydy) stanowi przedmiot nauczania (学生思想 ma wiec dla mnie nieco inne konotacje niz polskie“poglady studenta”, choc przeciez nic temu od strony fromalnej zarzucic sie nie da) kilka tych banalnych uwag po chinsku mam moze nieco wiecej znacznenia niz po polsku. Nie wiem.

    A tak juz na zupelnym marginesie, okrzyk trwogi po kazdym ojcobojstwie jest taki sam: “Pustynia rosnie, biada w kim sie kryje.”

  7. szpak #
    7

    Świetny blog! Chiny to niezwykle fascynujący temat i to w wielu wymiarach. Język i obserwacje z pierwszej ręki rewelacyjne. Słowem, prosimy o jeszcze :)
    Co do tego konkretnego wpisu to ja niestety nie mogę przyklasnąć tej rysującej się tutaj zgodności opinii i poglądów. Rzeczywistość ma wystarczająco dużo wymiarów i przestrzeni do odkrycia by, co tu kryć, mocno naiwna wiara w wolność słowa na tym tzw. Zachodzie, była czymś więcej niż tylko wiarą. Wiarą zresztą łatwo falsyfikowalną. Przy każdej właściwie próbie poważniejszej falsyfikacji dającą wynik negatywny. Problem tkwi tylko w tym, że nikt nie podejmuje prób falsyfikacji teorii o “wolności słowa” w tzw. “wolnym świecie”. Przynajmniej oficjalnie. Co samo w sobie powinno zapalić czerwone lampki w głowach tak mocno przejętych troską chińskich władz o duchową pustkę studentów.
    Tak więc nie podzielam poczucia wyższości, czy dumy z “wolności słowa” jaką rzekomo posiadamy w przeciwieństwie do Chińczyków.
    Jeśli oczywiście ktoś ma jeszcze takie poczucie.
    Towar jest mocno przereklamowany i silnie kojarzy się z tym rozdawaniem samochodów na placu Czerwonym za czasów radia Erewań.

  8. ril #
    8

    A co miałoby sfalsyfikować tą wiarę?

  9. 9

    Zabawne. Mnie się to kojarzy z myślą przewodniczącego Mao, który uważał, że nie należy zbyt wiele czytać, bo to ogłupia.

    Chińska cywilizacja zawsze miała cenzorskie zapędy. Na szczęście jest w Chinach wiele osób, które kupują ideę wolności słowa i wierzą, że przyniesie ona więcej pożytku, niż szkód.

    Wystarczy zajrzeć na Twttra.

  10. szpak #
    10

    Łatwa nie znaczy krótka :)
    Wszystko zależy od poziomu wiary wyznawcy.
    Jak zawsze są też i tacy, którym żadne, najbardziej nawet jasne i dobitne dowody nie wystarczą i w odpowiedzi, zwykle w niewybredny sposób będą probować zdyskredytować nie tok rozumowania ale rozmówcę. Włącza się tu mechanizm odrzucania zbyt brutalnych faktów.
    Tak więc najpierw należy zdefinować w co tak naprawdę aktualnie wierzy dany wyznawca.
    Czy w wolność słowa absolutną, czy w ograniczoną. A jeśli w ograniczoną to co stanowi o tych ograniczeniach. I tu otwiera się zwykle cała dynamiczna gama różnych poziomów wierzeń w to jak daleko władza może się posunąć.
    Już samo to, że się otwiera powinno dociekliwy umysł postawić w stan alarmu. Znaczy to bowiem, że nie istnieje ścisła definicja tego co władza może a czego nie może. A wiadomo, że jak coś władza może, to użyje jeśli tylko leży to w jej interesie. W cuda dobrej woli i samoograniczania polityków można wierzyć jak się jest bardzo młodym. Potem już nie wypada.
    Ale zacznijmy od początku i przyjmijmy jedno proste, znane i uważam, zupełnie uzasadnione w tych rozważaniach założenie.
    Jeśli coś biega jak koń, rży jak koń i wygląda jak koń to jest koniem. Niezależnie od tego jakiej jest rasy, maści i do czego służy.
    Ale wbrew pozorom, jaki jest koń nie każden widzi sam.
    Ku mojemu szczeremu zdumieniu najwięcej jest osób, które wierzą w absolutną wolność słowa. Przynajmniej ja się z takimi stykam. I to pomimo praktycznie codziennych dowodów, że wiara ta jest absolutnie nieuzasadniona.
    Z tym rodzajem wiary rozprawiamy się błyskawicznie.
    Proszę sobie przypomnieć np. sprawę broni masowego rażenia w Iraku. Broń była, wszyscy byli o tym absolutnie przekonani, wszystkie mainstreamowe media o tym pisały w zgodnym tonie, nic nie pomogły międzynarodowe kontrole. I proszę się spytać dlaczego wsród tych tysięcy specjalistów, polityków, wysokiej klasy ekspertów nie znalazł się nikt kto by wtedy napisał w tzw. mainstreamowych mediach, że to jest przecież zwykły pretekst do nieuniknionej wojny. Że gdyby Irak mial broń masowego rażenia to by ją oddał ale to i tak nic by nie pomogło. Bo Irak nie miał żadnego interesu by iść na wojnę z USA. A USA miało. I tylko dlatego ta wojna wybuchła.
    Przecież to są absolutne podstawy polityki, dyplomacji i zdrowego rozsądku! Dlaczego nikt nie napisał wtedy, że Busz, Kwaśniewski itp. bezczelnie łżą? Przecież, czego dowiedzieliśmy się wtedy gdy dłużej już to kłamstwo nie było potrzebne, łgali w żywe oczy, znaczy zostali wprowadzeni w błąd :) . Takich przykładów, z przeszłości czy choćby z ostatniego kryzysu finansowego i obecnej nagonki na Iran jest bez liku i absolutnie nie da się zwalić na przypadkowe omyłki.
    To zwykle wystarcza by przeciętny truebeliver poddał tyły i przesunął swoje pozycje obronne na “i owszem ale takie są reguły wojny, tylko w wyjątkowych przypadkach, dla dobra narodu, ale w internecie ludzi mogli pisać co chcieli itp.”.
    I tu dochodzimy do kwestii ograniczeń wolności słowa, które co przed chwilą zostało udowodnione, istnieją i mają się całkiem dobrze nie tylko w Chinach.
    Nie miejsce tu jednak na szczegółowe rozpatrywnie poszczególnych poziomów zakłamania tzw. zachodnich mediów. Mimo, że temat byłby bardzo ciekawy i przypomina jako żywo poszczególne dawki pierwowzoru czerwonych i niebieskich tabletek z Matrixa, a stopniowe działanie których, pasjonująco opisał Lem w Kongresie Futurologicznym bodajże.
    Teraz jednak mamy już niezbędną podstawę by zrozumieć dlaczego większość ludzi wierzy w absolutną wolność słowa. Gdyby intensywne reklamy politycznego produktu zachodnich demokracji czyli “wolności słowa” zaczęły uwzględniać jakieś ograniczenia, plątać się w definicjach i pisać tak, ale… to byłyby nic nie warte. Kogo bedą obchodzić jakieś drobne różnice między amerykańskimi a chińskimi ograniczeniami? Ma być super i tak jak w westernie. Czarno biało. Biało to wiadomo, my, a czarno to Chiny i kto tam akurat jeszcze jest niewygodny. A, że w rzeczywistości konie różnią się niewiele to nieszkodzi. Polityczny marketing to podstawa. Jak donosi Kasia, uprawiany również na chińskich uniwersytetach … przez amerykańskich naukowców :) .

    Ponieważ praktycznie wszystko, akurat niewygodne dla władzy, można podciągnąć pod bezpieczeństwo państwa, czy zbożną chęć zapobiegania niepokojom społecznym czy czemuś podobnemu nie istnieją żadne fundamentalne różnice między koniem zachodnim a wschodnim.
    Zauważalna i szczególnie podnoszona w reklamach różnica to to, że media są prywatne i niezależne oraz, że kazdy może sobie głosić to co chce i gdzie chce. Są to oczywiście nieprawdy i półprawdy ale już tak się niemożliwie rozpisałem, że rozprawienie z nimi i odkrywanie kolejnych poziomów rzeczywistości zostawiam na dociekliwym umysłom.
    Zawsze jednak należy mieć na uwadze to, że cenzura to środek do osiągnięcia celu a nie cel sam w sobie a dobry gospodarz da koniowi dużo swobody jeśli doskonale wie, że nigdzie nie ucieknie bo każde inne pastwisko jest mniej atrakcyjne. Problemy zaczynają się wtedy gdy pastwisko przestaje być wystarczająco atrakcyjne.
    Tak więc istota obiektu rozważań leży poza nim samym :)

  11. 11

    @ Szpak
    Bardzo sie oczywiscie ciesze, ze rowniez podzielasz poglad, o tym ze tresci oczywistych nie nalezy poddawac wykladni (clara non sunt interpretanda), pomine wiec w tej odpowiedzi oczywistosci.
    Twierdzenie o tym jakoby przewazajaca czesc ludzkosci wierzyla w niograniczona (absolutna) wolnosc slowa, na podstwie tego, ze duza grupa Twoich znajomych w to wierzy jest efektem falszywego konsensusu (http://en.wikipedia.org/wiki/False_consensus_effect).
    W kazdym demokratycznym panstwie prawa, a takim jest Polska, nie sa Chiny jest w aktach normatywnych poczawszych od konstytucji, poprzez umowy miedzynarodowe na ustawach skonczywszy (akty ograniczajace ograniczajace prawa i wolnosci obywatela nie moga byc rangi nizszej niz ustawa) wyszczegolnione, co do joty co wladza wobec obywatela, czlowieka moze, a czego nie moze i w jakich okolicznosciach. Rzeczywiscie mamy tu, ze wzgledu na fikcje (w rozumieniu praw.) powszechnej znajomosci prawa (iuris ignorantia nocet) z pewnego rodzaju wiara, wiara ze w interesie obywatela jest o tym wszystkim wiedziec.
    Nawiazujac do powyzszego, w Polsce jesli naruszysz czyjes dobre imie, to ten ktos moze Cie pozwac w procesie cywilnym, jesli naruszysz przepisy Kodeksu Karnego itp., to bedzie Cie scigac Panstwo, jesli naruszysz zasady kierujace naszym zyciem spolecznym spotka Cie ostracyzm (http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,7389240,Urzad_Miasta_nie_zwolnil_internetowego_trolla.html).
    W Chinach… Cos Ci mowi “Karta 08” i “11 lat”, albo dlaczego do hm hm hm nie moge wlaczyc facebooka? Odpowiadajac na te pytania zaiste doznasz oswiecenia ;P
    Powrocmy, wiec moze do naszych baranow, wiecej tez ad rem mniej ad hominem, mniej erystyki prosze.

  12. bxy #
    12

    Po pierwsze bardzo dziękuję powyższym osobom za – jak sądzę – ważne, wzbogacające ten blog wypowiedzi i za dyskusję. Nie ma też co się zaperzać, ale cieszyć, że widzimy sens w takiej rozmowie, że mamy w sumie z tego (tak myśle, może nie?) jakąś przyjemność i korzyść. Ja przynamniej tak to teraz widzę. Szpak – Tobie dodatkowo dziękuję za miłe słowa.

    Ha, choć w moim wpisie nie było ani słowa o polityce, zrobiło się politycznie! Aimier – zgadzam się, że, szczególnie w odniesieniu do Chin, fundamentalne jest ciągłe przypominanie sobie, że każdy fenomen ma mnóstwo przyczyn i korzeni – np. takich, o jakich Ty piszesz. I te odniesienia, o których pisze np. Papierowy Tygrys też oczywiście się w to wszytsko jakoś wpisują, choć rzecz jasna, nie całkowicie, bo mówimy o państwie z własnymi – czasami zatykającymi oddech – pomysłami na nowoczesność/rządzenie etc., a nie ze skamienieliną ani tworem, który ciągle odtwarza przeszłość.

    Szpak – myślę, że trafnie opisujesz zachodnie iluzje. Oczywiście, na Zachodzie (podobnie jak i tutaj, w Chinach) nie tylko władza ani interes rozumiany w najbardziej podstawowym sensie wpływa na wolnośc slowa. Ja sama tego doświadczyłam, gdy nie raz i nie dwa próbowałam w Polsce mówić o Chinach nie przez pryzmat obowiązujących dogmatów i mitologii (my – mały, bohaterski kraj walczący o demorkacje, Chiny – jako uosabiające to wszystko z czym tak zwycięsko się rozprawiliśmy, a co można, w przeciwieństwie do Rosji, bezkarnie podskubywać). Efekt był taki, że kilka razy zostałam przez róznych “obrońców” wyzwana od “sługusów totaltaryzmu”, “pseudobadaczy za komunstyczne srebrniki”….” no i oczywiście od “naiwnych panieniek”. Efekt był taki, że po prostu odechciało mi się mówić (co oczywiście jest formą samoceznurowania). Narodowemu dobremu samopoczuciu już nie szkodzę ;-)

    Tylko, że tego wszystkiego nie da się porównać. Bo to nie tyle chodzi o to, co można a czego nie można powiedziec, tylko np. o to, co po tym, jak już powiesz. No więc problem polega na tym, że tv nie wiesz, co (i kiedy) może się stac i to jest konsekwencja tego, o czym pisze Aimier w środkowej części postu powyżej. Nie chce (o ironio) się nad tym tematem tutaj rozwodzić, powiem tylko, że odczucia po tym, jak praktycznie wyłączyło mi sieć na 10 dni po tym, jak wpisałam w wyszukiw4rkę nie tę fraze, co trzeba (nie mając zresztą żadnych “złych” intencji, ale przecież “sito” tego nie widzi), nie da się porównać z niczym, co przeżyłam w Polsce próbując powiedziec coś, co nie mieści się w naszym narodowym schemacie. Może przypadek? (ale zdarzyl się też innym). Może nie. Nie wiesz.

    P.S. Papierowy Tygrys: chętnie, oj chętnie bym zajrzała na Twitteru! I na Twątubę i na inne Twarzoksiążki…Nawiasem i jeszcze o wielości przyczyn: czyż to nie doskonała ochrona własnych produktów internetowych przed konkurencją? Choć ja wierzę, że z kilku względów i tak by się wybroniły.

  13. szpak #
    13

    @aimier
    Mam niestety wrażenie, że w całkiem merytoryczny sposób odpowiedziłeś na post, którego nigdy nie napisałem
    i nigdy bym nie napisał. Co do podniesionej kwestii fałszywego konsensusu to wydaje mi się, że wystarczająco mocno zaznaczyłem, że obserwacje są moje i że są to obserwacje a nie wyobrażenia, w dodatku przeciwne.
    Nigdy też nie było moim zamiarem twierdzenie, że nie ma różnic w zapisach prawnych i sankcjach czy też w codziennych utrudnieniach/ułatwieniach.
    Teza i jej częściowe uzasadnienie tyczyło się tylko i wyłącznie demokratycznej fikcji “wolności słowa”.
    Spojrzenie od strony zwykłego zjadacza chleba to tylko podzbiór tego tematu.
    Nie wątpię, że zwykle dowolny twórca jakiejkolwiek fikcji stara się o nadanie jej jak najlepszych pozorów realności. Widać to choćby w kinie ale i niestety w życiu.
    Fikcję realnego socjalizmu z, a jakże, różnego rodzaju konstytucyjnymi gwarancjami, już przerobiliśmy.
    Fikcje bezpłatnej służby zdrowia, zabezpieczeń emerytalnych, papierowego pieniądza itp., właśnie przerabiamy.
    Niektóre zresztą ponownie. Papierowe obietnice. Myślę zresztą, że następny kryzys będzie się nazywać papierowym. Chińczycy pewnie już coś o tym wiedzą zapakowani w góry, potencjalnie bezwartościowego papieru made in USA.
    Demokracja też ma swoje fikcje a nawet są tacy spiskowcy, którzy twierdzą, że sama jest fikcją.
    I nie są to poglądy aż tak idiotyczne by zbywać je rzekomymi uprzedzeniami.
    Dla dyskutowanej tezy nie ma przy tym większego znaczenia czy fikcje były tworzone intencjonalnie czy też, jak zwykle, w takie się, po czasie, wyrodziły.
    Jeśli zatem moje wywody Cię nieco rozdrażniły to zważ, że nie było to moim zamiarem i również proszę o więcej ad rem a mniej, przewidzianego zresztą :) , ad personam.
    Powyższa, pozorna sprzeczność, nią jednak nie jest. Zamiarem była odpowiedź na pytanie rila, a przewidywanie, doświadczeniem z obserwacji. Z erystyki trudno mi się tłumaczyć. Nie jestem genialnym jednozdaniwocem. Mogę co najwyżej obiecać, że dalszego ciągu nie będzie. W końcu wiara w Świętego Mikołaja jest cenna sama w sobie i sam bym walczył jak lew by ją zachować. I nie ma tu żadnej kpiny czy złośliwości z mojej strony. Tym bardziej, że wolność słowa to nie mit w ogóle. Mitem może być co najwyżej w konkretnych czasach, miejscach i poziomach percepcji. I nie ma nawet znaczenia, że tak jest prawie zawsze.
    Ten przydługi wstęp jest zatem wyrazem zrozumienia Twojej sytuacji i wynikającej z niej percepcji.
    Sygnalizuje jednak, że są i inne sytuacje i również one czasami są godne wysiłku zrozumienia.
    Mam nadzieję, że chińska cywilizacja, oprócz zachodnich świecidełek i technologii, doceni również indywidualizm, który stał się podstawą sukcesu cywilizacji łacińskiej. Z pewnością nie będzie to łatwe i naszopojęciowe bo chyba trudno o coś bardziej dla niej obcego.
    Ale pierwsze jaskółki już widać i co szczególnie cieszy nie tylko na dole. A nawet chyba nie przede wszystkim na dole. Pozornie paradoksalnie życzył bym sobie więcej czegoś takiego u nas. Ale nie chcę już jątrzyć ani fantazjować.
    Być może mój punkt widzenia wyda się wam, laowaiom, czymś śmiesznym. Ale czasami z daleka lepiej widać całość. A w każdym razie inaczej.

    @bxy
    Dziekuję za próbę zrozumienia. Jako gospodyni, znużona moim nieszczęsnym słowotokiem, w każdej chwili masz prawo dać mi to, po szanghajsku, do zrozumienia.
    Wspomniana celnie przez Ciebie autocenzura, mogłaby by być jedną z osi niedoszłej, drugiej części tej rozprawy o papierowych smokach:)

  14. 14

    @ Bxy
    Ok, to ja tez poslodze. No oczywiscie najwieksza przyjemnosc jest z lektury Twoich notatek. Przyjemnosc wynika nie tylko z podobienstwa sytuacji, ale przede wszystkim z podobienstwa pewnych pogladow, choc musze przyznac, ze to co czyni ten blog wartosciowym to Twoja (od mojej) odmienna wrazliwosc, ktora kaze zwracac uwage na to wszystko co mi umyka. Jednoczenie podziwiam, ze Ci sie w ogole chce pisac, robisz to systematycznie, z takim subtelnym poczuciem humoru, ze nawet najbardziej absurdalne i nieprzyjemne wydarzenia, staja sie rodzajem igraszki.
    Co do dyskusji… Czyz prawda nie odslania sie “dia logon” poprzez mowe? ;D Oczywiscie, ze przyjemnosc, oczywiscie, ze korzysc.

    @ Szpak
    哈哈哈Ha ha ha za pozwoleniem najpierw motto: “Jak zawsze są też i tacy, którym żadne, najbardziej nawet jasne i dobitne dowody nie wystarczą i w odpowiedzi, zwykle w niewybredny sposób będą probować zdyskredytować nie tok rozumowania ale rozmówcę. Włącza się tu mechanizm odrzucania zbyt brutalnych faktów.”
    Niestety musze Cie zmartwic, zdania w stylu “Teraz jednak mamy już niezbędną podstawę by zrozumieć dlaczego większość ludzi wierzy w absolutną wolność słowa.” nie sa sprawozdaniem z obserwacji tylko teza, ze tak sie rzczy maja, teza ktorej dowodem ma byc wlasnie jakies Twoje wyobrazenie, nota bene majace swe zrodlo w falszywie okreslonym konsensusie.
    Dalej mam wrazenie, ze po prostu nie zrozumiales tego, co napisalem. Problem polega na tym, ze Ty sam absolutyzujesz wolnosc slowa, zeby moc pozniej z tak ujetym zagadnieniem przeprowadzic polemike. Juz na poziomie przeslanek mozna odnotowac braki i bledy, na ktore staralem Ci sie zwrocic uwage. Piszesz mi teraz: “nie było moim zamiarem twierdzenie, że nie ma różnic w zapisach prawnych i sankcjach”, (pomijajac cale spekulacje na temat relacji norma prawna a przepis prawny), nie bylo moim zamiarem przypisywanie Tobie takich twierdzen. Ja po prostu jestem poruszony z jaka dezynwoltura pomijasz wszystkie normy stanowione i piszesz sobie o wolnosci slowa (ktora jest ich pochodna), tak jakby ich nie bylo.
    Warto takze popatrzec w slowniku wyrazow obcych, co to znaczy ekwiwokacja – fikcja prawna, fikcji literackiej, fikcji psychologicznej nie rowna. Oczywiscie, jak skoczycie juz je wszyskie przerabiac (“Fikcje bezpłatnej służby zdrowia, zabezpieczeń emerytalnych, papierowego pieniądza itp., właśnie przerabiamy.”), choc w trakcie przerabianie tez moze warto sobie cos tam dodatkowo poczytac ;D
    Twoje uwagi pod adresem dolara chcialbym przmilczec, to nie jest tak jak piszesz, rezerwy walutowe Chin w dolarach nie sa bezuzyteczne, gdyby tak sie stalo, to mielibysmy ekonomiczny armagedon, owszem sa zagrozone, stad tez inwestycje chinskie w zloza surowcow. Zreszta ja nie czuje sie kompetentny w tym temacie moze, znajdzie sie jakis/as zeby to skomentowac, a jak nie to zeby lepiej zrozumiec ten temat proponuje rzeczywiscie sledzic kolumne Krugmana w NYT.
    Smuci mnie troche ze nie wiesz, co to jest erystyka i czym rozni sie od polemiki, nie wiesz i nie rozumiesz czym jest ad rem, ad hominem, ad personam, wiec jako zadanie domowe preczytasz i nauczysz sie “Erystyki” Schopenhauera.
    A i jak juz gotujesz ludziom orgie retorycznych uniesien to zadbaj o przyklady, takie wiesz, rozumiesz, majace zwiazek z czyms co powszechnie rozpoznajemy jako rzeczywistosc :)

  15. bxy #
    15

    Aimier – no słodzę, słodzę, bo doceniam, jak zabrakło. Inna sprawa, że jak się to wypowie, co się widzi na rodzimej górce patrząc (pewnie jak zwykle i dopełniając wyobraźnią i życzeniami) z innej górki, to rzecz jasna wychodzi galopujący, sentymentalny banał. W każdym razie mi tu odkąd jestem, nie zdarzyło się ani razu dyskutowac z kimś – znowu z bardzo wielu powodów, oprócz tych, o których pisałam w ostatnich postach, także z takich, że rzecz jasna, cudzoziemcowi się przytakuje. Trochę wynika to z jego dziecięcej roli: “będę księżniczką i strażakiem w jednym” – “tak, tak oczywiście”, ale i z grzeczności wobec gościa, żeby czasem nie wyszło, że się z nim nie zgadzamy, żeby poszło gładko. Żeby było śmieszniej, jak spotkam jakiego “obcego” to wychodzi podobnie – taka wzajemna konfirmacja i klachanie.

    Szpak – po szanghajsku nie dam do zrozumienia, bo sama nie rozumiem (no chyba, że Ci chodziło generalnie o wrzask…) poza tym ceznurować i ograniczać będę tylko co się (źle) tyka władzy ludowej! A problem pojmowania indywidualizmu i jego relacja z z tym, co my uważamy za Zachód i Chiny, z tym, co Chiny uważają za Zachód i Chiny to takie morze, że strach zacząć, szczególnie w komentarzu!

    Ale, ale – mam zdecydowaną prośbę do uczestników wymiany zdań – bardzo prosze o unikanie wszelkich ad personam, zaleceń “dokształcenia” etc. To jedyna rzecz za którą nie tęksknię jeśli chodzi o polski internet i bardzo nie chciałabym jej mieć na swoim blogu.

  16. szpak #
    16

    @bxy
    Oczywiście o wrzask. I koniecznie polski bo mógłbym nie zrozumieć :)
    Władzę ludową, w jej obecnej postaci, raczej doceniam i podziwiam nawet, więc z tym, raczej nie sprawię Ci kłopotu.

    @aimier
    Może faktycznie jestem niedouczonym głąbem i wszystko co piszę jest w warstwie formalnej, logicznej i warsztatowej zupełnym śmieciem. I być może nie potrafię zrozumieć, że rezygnacja z kontynuacji sporu nie ma nic wspólnego z erystyką. I być może nie wiem również co znaczą ataki ad personam.
    Być to wszystko może i szczerze pisząc zwisa mi to zwiędłym kalafiorem.
    Już dawno pogodziłem się z tym, że nie mogę być tak doskonały jak chcieliby niektórzy.
    Dlatego nie skorzystam z licznych a cennych zapewne rad i pouczeń jakich mi udzieliłeś :)
    Od siebie mam dla Ciebie tylko jedną. Jeśli masz jakieś oszczędności i chciałbyś je gdzieś zainwestować
    to jednym z najgorszych wyborów jest zawierzanie ludziom pokroju Krugmana, służących de facto systemowi,
    którego, obojętnie, celem czy efektem działania jest skuteczne oddzielanie inwestora/obywatela od gotówki.
    I jest to rada praktyczna a nie kolejne podważanie instytucji, które tak Cię drażni czy autorytetów,
    odwołaniami do których, tak upiornie często zastępujesz własną argumentację. Nawet wtedy gdy sam piszesz,
    że się na tym nie znasz. Wybór autorytetu również wymaga pewnej wiedzy. I, przynajmniej w tym wypadku,
    sam Nobel nie jest żadną wskazówką. Chyba, że ktoś wie jak takie wskazówki wykorzystać. Ale to też
    wymaga wiedzy :)
    Tak więc, więcej wiedzy a mniej autorytetów. Ale to już nie jest moja rada.
    To obserwacje bxy, pod którymi się podpisuję w całej rozciągłości :)
    Tutaj aż się prosi o małą dygresję na temat obserwowanego fenomenu, prawie seryjnej, produkcji
    wszelkiej maści autorytetów. Czasami nawet do jednorazowego użytku!
    Ale dość już tego jątrzenia :)

  17. szpak #
    17

    Trochę się wahałem czy jeszcze coś tutaj pisać ale co tam. W sumie mam lekkie objawy wyrzutów sumienia po spóźnionym przeczytaniu większości, jeśli nie wszystkich komentarzy. Zarysował mi się nieprzyjemny obraz krzykliwego agitatora wpadającego na spotkanie zgranej paczki z plikiem świeżutkich agitek robionych w piwnicy na archaicznym powielaczu. Tak niechcący wyszło. Również to nieszczęsne “upiornie”.
    Może to już te słynne różnice kulturowe albo góralska zadziorność, która mnie nęka od małego?
    Nie mogłem jednak udawać, że sprawy widzę nieco inaczej. Można to zwalić na różnice percepcji, które często nie zależą tylko od geografii. Pocieszam się tym, że takie przypadki trafiają się każdemu.
    Żeby lekko ( w sensie nieznacznie :) ) i niezgrabnie zejść zatem z tematu, bardzo ciekawi mnie sposób w jaki w Chinach był komentowany fakt wyśmiania przez chińskich studentów Timothy Geithnera, w czasie jego wykładu na swojej byłej uczelni. Czy w ogóle był komentowany?
    Moim zdaniem to świetny przykład nieoczekiwanych konfliktów. Wiem, że tutaj popełniam bezczelną recydywę, ale wydaje mi się, że na dowolnej uczelni na zachodzie, sekretarz skarbu USA nie mógł by się tego spodziewać. Zakładając oczywiście, że mówił by to samo (w sensie, bezczelnie kłamał).
    Fakt, tego w nawiasach, nie musiałem już dodawać. Ale to już chyba silniejsze ode mnie :) . Potraktujcie mnie zatem jak takiego blogowego błazna. Wszystkim będzie łatwiej :)

  18. szpak #
    18

    I jeszcze ważna rzecz zanim zostanę ewentualnie wyrzucony. Czekamy (w sensie mam nadzieję) niecierpliwie na obiecany wpis z omówieniem problemu pojmowania indywidualizmu. Najważniejsze to zacząć!

  19. bxy #
    19

    Szpak, ja tam w ogóle nie mam takiego wrażenia, o jakim piszesz. No i rzecz jasna nie widzę problemu w tym, że ktoś pisze, że widzi coś inaczej – wręcz przeciwnie. Może tylko, że pisząc ten wpis jak i komentarz pod nim nie miałam nijak na mysli wspaniałości Zachodu (w końcu przytoczona przez nas we wpisach “gazetka kościelna” to coś co przynalezy do instytucji fundamentalnej dla tzw. Zachodu) , a po prostu chińską obsesję regulacji i kontroli i jej relację z cienizną naukową.
    Sama, jak coś (paranaukowego) w ogóle pisze, to staram się z całej siły zwalczać pokutujące u nas (ale i tutaj, tylko inaczej) esencjonalistyczne podziały na West and the Rest, Zachód i Wschód etc, które jak zauwazył już Said, są raczej środkiem do mówienia przez nas o nas samych (co skądinąd też jest warte obserwacji).

    Ale to nie w tym rzecz. Mam niestety wrażenie, że powinnam mocniej zareagować na te kilka nieprzyjemnych operacji ad personam które na Tobie wykonano. Obawiam się, że nie nadaję się na moderatora, albo też muszę po prostu nauczyć nim być! Nie czuj się, proszę, obrażony, pisz, kiedy masz ochotę, z chęcią przeczytam (uczciwie mówię, że ze względu na dramatyczny brak czasu nie koniecznie odpowiem), zapraszam!

    Co do indywidualizmu – nie wiedziałabym jak to nawet ruszyć w jednym tekście dostosowanym długością do bloga. Pewnie jak to zwykle bywa – coś się napatoczy fagmentami w formie opowiastek.

    Co do Geithnera – no właśnie w tym czasie byłam zajęta domykaniem spraw w Polsce i przemieszczaniem się tutaj więc rzecz zupełnie mi umknęła. Ale to, że w Chinach można bardziej i swobodniej wyśmiać sekretarza skrabu USA, to zważywszy chociażby na długie i bogate zasilane odgórnie tradycje antyzachodniości i antymerykanizmu w Chinach + charakter obecnego chińskiego nacjonalizmu + urazy z przeszlosci + last but not least relację ekonomiczną – jest to rzecz dośc oczywista.
    No i czego by to nie tyczyło – upupiający laowaj jest rzeczą nie do zniesienia. No ale to Uniwersytet Pekiński (noblesse…) w końcu. I sekretarz skarbu, który do tego jest starszym kolegą z uczelni (a to prawie zwiazek rodzinny), więc reakcją jest tylko śmiech.

    Srodki mniej miłe – setki tysięcy postów typu “zabić dziką zachodnią małpę, niech żyje ukochany Premier/ukochana Ojczyzna/Wielkie Chiny” są zarezerowane raczej dla tych, co rzucają butem w Wen Jiabao w UK, albo dla skazańców z Zachodu przemycających narkotyki.

    No więc na koniec mam jeszcze prośbę: Bardzo prosze wszystkich piszących o
    1. Powstrzymywanie się od argumentów “ad personam”
    2. Nie imputowanie rozmówcom poglądów, których nie wyrazili, nie domniewywanie interlokutorów naiwności, niezorientowania, głupoty (i tych wszystkich cech których sami niby jesteśmy pozbawieni)
    3. I ogólnie traktowanie ich z szacunkiem i życzliwością
    4. o świadomość, że pisanie w formule komentarzy może powodować dodatkowe problemy w komunikacji, których by pewnie nie było, gdyby rozmawiac twarza w twarz
    4. Bo bede ciąć

    regulamin ad hoc, regulaminow ukladac, podobnie jak moderować nie umiem, to tyle, co mi sie nasuneło po powyzszym

  20. szpak #
    20

    @bxy
    Eeee … znowu wyszło nie tak.
    Jeśli nie macie takiego wrażenia to świetnie.
    To moje krygowanie miało w zamyśle zatrzeć pierwsze ewentualne niemiłe wrażenia. W żadnym razie nie jestem jednak obrażlaską panienką. Do nikogo absolutnie żadnych urazów nie chowam. A w szczególności do Aimiera.
    Gdy dwóch facetów spokojnie dyskutuje, kobiety często odbierają to jako dziką kłótnię i próbują ucinająco-frustrujących moderacji. Ja do świętych zdecydowanie też nie należę, co już było widać, a co zapewne wyjdzie jeszcze nie raz.
    Tak więc Twoja obecna reakcja moderacyjna jest zdecydowanie niewłaściwa i przesadzona w swojej ostrości. I skończmy już z tym tematem bo szkoda czasu na niego.

    Myślę, że nikt, a przynajmniej ja, nie oczekują całościowej rozprawy o indywidualiźmie z zachowaniem wszystkich tych dbałości o drugorzędne szczegóły.
    Rozumienie można osiągnąć na różnych drogach i to Ty masz wyrać taką jaką uznasz za najbardziej właściwą.

  21. 21

    Ha ha ha leze i kwicze, w tle leci gili gili swietlikow. To zesmy sobie popisali, jedni nie czuja zalu, inni maja spoznione wyzuty sumienia, zesmy sie troche poodslaniali, no i sympatycznie, czemu nie. Dla mnie oczywiscie takze nauczka, dziekuje, lekcja wazna, odrobiona. Pozdrawiam.

  22. bxy #
    22

    Jak ktoś jeszcze czuje, żeby na tym blogu się wyspowiadać, to wola boża, niechaj czyni, wychodzę i zajrzę dopiero jutro :-D

  23. szpak #
    23

    Fajnie, że po tych chwilowych zgrzytach wszyscy dochodzimy do porozumienia nie tracąc twarzy ani poglądów. A co najwyżej je wzbogacając o tak potrzebne kolejne doświadczenia :D

    Wracając jeszcze do przypadku Geithnera to warto może jeszcze spojrzeć na to nie tylko od strony chińskiej.
    Ani Geithner ani Bernanke nie zostali, o ile wiem, wyśmiani na żadnej innej uczelni. Bernanke został nawet człowiekiem roku magazynu “Time”. Zdaje sie, że ten tytuł jest swoistym pocałunkiem Śmierci Autorytetu.
    Bo ponoć, większość poprzedników Bena, dość szybko doświadczało katastrofy własnego. I zwykle okrutną weryfikację przeprowadzała rzeczywistość a nie usłużne media. Zobaczymy jak będzie teraz.
    Prawdopobieństwo wypełnienia schematu oceniam bardzo wysoko. Szczegóły opinii, są zbyt obszerne jednak, by je tutaj omawiać.
    Zastanawiająca, swoją drogą, jest taka prawidłowość a szerzej czas życia, czy połowicznego rozpadu autorytetu. A szczególnie różnica tych czasów między krajami demokratycznego zachodu i tych rządzonych w trochę mniej demokratyczny sposób.
    Ktoś może twierdzić, że wynika to z dyskutowanej tak zaciekle wolności słowa. I może miałby trochę racji.
    Ja jednak myślę, że rzeczywista i główna przyczyna leży w trochę mniej eksponowanym miejscu. Ale to już zostawiam do zastanowienia by nie dawać kolejnych dowodów na moją nieuleczalną niepoprawność :)

  24. ril #
    24

    Jakiś w miarę ciekawy artykuł z Gazety Wyborczej: http://wyborcza.pl/1,75248,7426385,Hongkong_zywi_sie_Chinami.html

  25. YLK #
    25

    Po przypatrywaniu sie w milczeniu Polakow rozmowom nocnym komentuje za bezposrednim przedmowcom:

    Przyszlosc HK maluje sie ciemnymi barwami:

    1.Chinczycy z PRC mowia coraz lepiej po angielsku, kultura kontaktow handlowych i produkcji rosnie
    2.Shanghai bedzie mial Disneyland
    3.Hainan zostanie strefa wolnoclowa
    4.Na Hainanie beda odbywac sie wyscigi konne, ktore bedzie mozna – w ramach loterii – obstawiac

    Co na to HK?
    Oprocz tego, co wymieniono w artykule, zaprasza kobiety z PRC do rodzenia w klinikach HK – w nagrode dzieci dostana karte stalego pobytu.

    Zmierzch kolonii nadchodzi…

  26. szpak #
    26

    …i kto by się spodziewał jeszcze dekadę lub dwie temu, że w taki właśnie sposób?

  27. 27

    Moze jednak istnieje jeszcze sfera, w ktorej jeszczer raz HK odegra role katalizatora przemian?
    http://www.reuters.com/article/idUSTRE6000CD20100101
    http://www.reuters.com/article/idUSTRE5AH0HM20091118

  28. YLK #
    28

    Teraz juz nie Shenzhen, ale wlasnie Hainan wydaje sie byc doswiadczalnym laboratorium dla dalszych reform. Nic w tym dziwnego, bo oprocz hoteli i paru ladnych plaz niewiele jest tam do stracenia w przpadku, gdyby eksperymenty sie nie powiodly.
    http://msn.ynet.com/view.jsp?oid=62375041&pageno=1

  29. YLK #
    29

    aimier, naprawde w to wierzysz? Przypominaja mi sie wycieczki z kraju, ktore zawsze mnie pytaly: “panie przewodniku, a kiedy ta komuna w koncu padnie?”…:)))

    Przepraszam, nie moglem sie powstrzymac…:)

    Poza tym w tym drugim artykule jest napisane, ze jak Pekin nie ustapi, to prodemokratyczni leaderzy grupowo odejda na znak protestu. I sprawa bedzie zalatwiona.

  30. 30

    Nie, nie wierze, nawet nie mam specjalnie nadziei, po prostu tak sobie fantazjowalem. Zeby cos sie zmienilo to potrzebny bylby naprawde bardzo duuuuzy kryzys, a na to sie nie zanosi.
    Co do Hainanu, jestem w trakcie lektury, mam tylko jedno “ale”: jak maja sie barszkujacy na plazach Koreanczycy i Rosjanie do bazy u-bootow i centrum lotow kosmicznych? Chodzi po prostu o kolejna atrakcje turystyczna? ;)

  31. szpak #
    31

    Na taki naprawdę duży kryzys to się moim zdaniem akurat zanosi. Bernanke drukować dalej musi. Inaczej USA zabraknie kasy. Cudów nie ma. A szczególnie cudów samoograniczania się hegemona z tak trywialnych powodów jak brak wystarczających dochodów.
    Epicentrum nie będą Chiny, ale i tak mogą potężnie oberwać. W każdym razie, w efekcie, absolutnie nie życzyłbym Chińczykom takich zdobyczy jak demokracja.
    I w Rosji, i na Ukrainie, i w Iraku czy Afganistanie wprowadzanie demokracji kosztowało/kosztuje bardzo dużo. A efekty można co najwyżej określić jako, pożałowania godne. Przykład Rosji podałem celowo by uwypuklić pozornie zadziwiające zjawisko ekspresowej poprawy stanu państwa i kieszeni obywateli niemal natychmiast po tym, jak to “wprowadzanie demokracji”, zostało zatrzymane, a nawet szczęśliwie (dla Rosjan), znacznie cofnięte.
    Już nie chcę rozbierać na drobne co w istocie oznacza samo “wprowadzanie demokracji” i jakie korzyści przynosi onym “wprowadzaczom”. Na użytek tej dyskusji ważne jest, że zwykle, dla przeciętnego obywatela, “wprowadzanie demokracji” może się zakończyć utratą pracy, mienia, perspektyw, a nawet życia.
    To są bardzo konkretne rzeczy i bardzo konkretnie je widać w obserwowanej obecnie rzeczywistości np. Ukrainy czy Iraku.
    Zyskać natomiast, co najwyżej, można bardzo niekonkretny i czysto teoretyczny w praktyce, wpływ na władzę. No i oczywiście, tą, jeszcze mniej konkretną i równie teoretyczną, wolność słowa.
    W sumie wychodzi z tego banał. Wprowadzanie demokracji leży w interesie wprowadzaczy. I jest niestety bardziej podobne do opychania tubylcom szklanych paciorków w zamian za solidne towary, niż do jakichś rzekomych misji cywilizacyjnych czy ratowniczych.
    Rzeczywistość, tak jak cebula, składa się z wielu warstw fikcji. I też płakać się chce jak się zdziera kolejne warstwy.
    Dlatego absolutnie nie warto, czegoś co działa dobrze, ulepszać. Bo łatwo można sknocić to ciasto czy świetny obraz.
    Chiński okręt, najwyraźniej działa całkiem nieźle. Do tego stopnia dobrze, że Chiny stały się ośrodkiem krystalizacji, rozproszonego i słabego dotychczas, ruchu sprzeciwu wobec amerykańskiej, agresywnej dominacji finansowej i militarnej.
    Niedawno powstał zaczątek wspólnego azajatyckiego rynku. Jak na zaczątek bardzo spory. A perspektywy rozwoju ma niesamowite.
    Tylko patrzeć jak dolar przestanie być na nim potrzebny do wewnętrznych rozliczeń. To już właściwie przesądzone.
    Dotychczasowy hegemon doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Ponieważ jednak, na szczęście, nie może wprowadzić w Chinach demokracji siłą, będzie próbował podgryzać rosnącą siłę pretendentów w innych miejscach i dziedzinach. W efekcie obserwujemy i będziemy obserwować różne, lokalne, destabilizujące w zamyśle, lokalne wojny, konflikty, zamachy itp.
    Ta wojna już trwa. Przynajmniej od roku. I jak na razie czas działa tu na korzyść pretendentów. A ta demonstracja w HK to, na tym tle, raczej mało wiarygodny, rytualny i rutynowy pokaz. Bardziej chyba zresztą na użytek sponsora, niż coraz mniej wierzącej w takie rzeczy, publiki.



Your Comment