Różnica (i powtórzenie)

 

Zagadka (szalenie trudna): z jakiego kraju pochodzą poniższe zdjęcia?

DSC02396

DSC02373

DSC02393DSC02407

DSC02310

Jeśli jeszcze się ktoś nie zorientował, to ostatnie zdjęcie w nieco innym kadrowaniu:

DSC02310

A jeśli jest wśród czytających szczęśliwiec, któremu niebieskie coś wyskakujące z boku zdjęcia nic nie mówi, to śpieszę (neutralnie) donieść, że to (wszędobylskie) Haibao, (pokraczna) maskotka szanghajskiego Expo 2010.

Podobno już nie ma oryginalnych i dubbingowanych wersji nowoczesności. A jak się patrzy na Chiny, to można szczególnie łatwo zrozumieć, że podział na kopie i oryginały stracił ostrość i sens i to na wielu wymiarach. W najprostszym wcieleniu: podróbki towarów – coraz trudniej powiedzieć, co jest oryginałem, a co podróbą. Przy czym nawet nie chodzi już o to, że nie da się na oko rozróżnić, tylko o problem eeee… ontologiczny. No dobrze, telefon marki NCIKIA i SVMSVNG są po prostu podróbami. Ale przy całej gamie rzeczy typu:

a) oryginalny materiał wyprowadzony z fabryki, wykonane gdzie indziej + logo wykonane na boku

b) trochę oryginalnego, trochę nieoryginalnego materiału + logo na boku

c) towar robiony na lewo (a czasem i nie koniecznie) na tych samych maszynach i tym samym know-how w fabryce oryginałów + nowe logo

d) oryginalny towar z odrzutu + lewe logo

e) i tak dalej, i tak dalej, kombinacji może być jeszcze dużo

rozróżnienie takie przestaje mieć sens.

Są jednak takie kopie, co do których nie ma wątpliwości, że kopiami są, ale ze strzępiącą się po dwóch użyciach NCIKIĄ mają niewiele wspólnego. Np. miejsce, w którym byłam dziś, a z którego pochodzą powyższe zdjęcia – to osiedle Thames Town w Songjiang (miasteczko – obecnie fragment aglomeracji Szanghaju, ma kilka wspaniałych zabytków: np. Kwadratową Pagodę, której duże fragmenty pochodzą z dynastii Song). Ale właśnie na takich kopiach dokładnych jak Thames Town widać wyraźnie, że kopiowanie wcale nie musi być wyrazem zależności kopiującego od „oryginalnej wersji”, tylko konkretną strategią marketingową, mocą wykrawania z „oryginału” kawałka i sprzedawania go ku korzyści i wzrostowi kawałka własnego. Mówiło się niegdyś (zwłaszcza w Japonii), że takie „zarządzanie obcością” to specjalność Kraju Kwitnącej Wiśni (nawet w takich miejscach, gdzie wydawałoby się, że to obcość zarządza Japonią, np. jak w Disneylandzie – polecam klasyk takiego podejścia: Re-Made in Japan, J. Tobin). Ale jak spojrzeć na Thames Town i miasteczko przedstawione parę postów wcześniej – bliźniacze w pomyśle, ale szwedzkie, to widać, że i Chiny się tej sztuki właśnie uczą. Inna sprawa, że jak pokazuje przykład tych dwóch osiedli, jeśli chodzi o budownictwo, chyba jeszcze się za dobrze nie nauczyły. Podobnie jak w przypadku “Szwecji” inwestor Thames Town również poniósł spektakularną klapę i osiedle – wybudowane 4 lata temu – świeci pustkami, może w jednym na 30 okien widać oznaki życia.

Pomijając powszechny tutaj problem przeinwestowania, może tenże inwestor zrobił nieudaną ekstrapolację pędu do nauki angielskiego (“skoro kują słówka, wmuszają w dzieci od najmłodszych lat yingyu, będą chcieli mieszkać w małej Anglii”), zapominając, że ta całą nauka jest na użytek wewnętrzny i tym, co na zewnątrz Chin ma niewiele wspólnego.

Może próbował sprzedawać nostalgię. Faktycznie, sprzedawanie nostalgii – nawet (a może zwłaszcza) za tym, czego publiczność nie doświadczyła – jest dziś dobrym pomysłem marketingowym (np. na nim zasadza się wielomiliardowodolarowa obecna miłość Japonek do koreańskich telenowel). W Thames Town na każdym kroku jeszcze nowe, ale już zestarzałe tablice głoszą:

DSC02315

…enjoy your life & holiday. Dreaming of Britain live in Thames Town!

Jeśli tak, to rozumowanie znowu niefortunne. To, co jest dobrym pomysłem na sprzedaż telenoweli czy utworu muzycznego, nie musi być dobre przy sprzedaży całego kompletnego entourage’u do życia. Krótko mówiąc inne wybory człowiek czyni, gdy jest publiką, a inne gdy ma być aktorem. Może po prostu nikt z praktycznych Szanghajczyków nie chce przeżyć życia marząc i tęskniąc do nieznanej, dalekiej Brytanii? Tudzież zwyczajnie dzisiejsze chińskie nostalgie mają inny kierunek (gdyby chcieć jedną z nich, nostalgię za czasami Rewolucji Kulturalnej, ubrać w postać architektoniczną, trzeba by pewnie zaraz po wybudowaniu wybić okna, zerwać podłogę, albo coś w tym stylu). Nostalgia europejska dobrze za to wychodzi na fotografii ślubnej, na tej akurat widać 50% dziś fotografujących się w Thames Town par (nb. na witrażach “kościoła” Jezus ukrzyżowany, zstąpienie Ducha Świętego, krzyże, ciekawe co jest w środku):

DSC02354

Ale wracając do kopii i oryginałów – czy telefon NCIKIA, czy Louis Vuitton w 32% składający się z oryginalnych materiałów, czy kopia szwedzkiego, czy angielskiego miasteczka, jak dla mnie, każda z tych rzeczy ma inne znaczenie, inną wymowę, a wszystkie razem paradoksalnie składają się na unikatowość chińskiej wersji nowoczesności.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

15

01 2010

15 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Romek #
    1

    niedaleko stacji Songjiang university town znajdziemy też bardzo obszerny kampus uniwersytecki, którego architektura odpowiada studiowanym w nich kierunkom. I tak wydział anglistyki jest w stylu oxfordu, rusycystyki to jakiś mix cerkwii z kremlem a japonistyki… no cóż, trudno to określić.

    Ta moda na kopiowanie i przeszczepianie innych stylów w chinach zdaje się mieć coraz większe oddziaływanie. Osobiście nie byłem, ale słyszałem ze gdzieś w Chinach jest też kopia paryża z wieżą eiffla, a niedługo ma zacząć się budowa kopii byłej posiadłości Michaela Jacksona. Zastanawiam się, skąd się bierze owy trend. Ktoś powinien przeprowadzić badania na ten temat :P

    A co do par które robią sobie tam zdjęcia… Ciekawe czy się potem chwalą, że w podróż poślubną pojechały do GB…

  2. szpak #
    2

    Trend się bierze zapewne z ogólnoludzkiej skłonności do mniej czy bardziej sensownego kopiowania rozwiązań i wzorców z cywilizacji, kultur i krajów postrzeganych jako zwycięskie (zwykle w sensie gospodarczym czy militarnym).
    Nie inaczej było w Rosji, Japonii, Korei a i nasza słynna druga Japonia a potem tuskowa Irlandia (mimo, że tylko werbalne) nie odbiegały od tego schematu.
    Widać ten naturalny pęd zresztą na całym świecie i przynosi wiele korzyści ale i strat. Zwłaszcza wtedy gdy świetne, lokalne rozwiązania giną w powodzi bezmyślnego pędu do tzw. nowoczesności. Ale taki już jest świat i ludzka natura.
    Co do pustki w tych kopiach, to czytałem gdzieś o niepokojąco dużym stosunku cen nieruchomości w dużych miastach do zarobków. A i pewnie dochodzi tu aspekt psychologiczny. Gdzie całkiem świeżo bogaty Chińczyk, ma małą motywację do zamieszkania w obcym kulturowo, opustoszałym, i do tego trącącym myszką zamiast blichtru ultranowoczesności, środowisku. Sądzę więc, że takie osiedla stoją obecnie na straconej pozycji. Chyba, że nastąpi, wcale nie aż tak nieprawdopodobna, wystarczająco mocna zmiana w światowej ekonomii. I rzesze wysokokwalifikowanych specjalistów zaczną masowo napływać do Chin z krajów o mniejszych perspektywach a większej kulturowej zgodności z prezentowaną architekturą. Wtedy nostalgia mogłaby odegrać kluczową rolę. Podobnie jak w Twoim (chyba) przypadku :)
    Taki scenariusz, niektórzy nawet prorokują. Ale nie sądzę by było to już jutro, a inwestorzy tych miasteczek, doczekali wkrótce radości z trafionej inwestycji.
    Swoją drogą ciekawe jakie są obecnie ceny tych lokali w stosunku do podobnego standardu w bardziej kulturowo znajomej okolicy. Dopiero to mogłoby oddać siłę prawdziwego przywiązania Chińczyków do tradycji lub oporów wobec obcych wzorców.

  3. 3

    Super. Dzięki za ten materiał (i inne)…
    O ile pamiętam, to takie “klony” robili Japończycy, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie i co kopiowali.
    Może ktoś z czytelników pamięta?

  4. bxy #
    4

    @ Romek – wielkie dzięki – już wiem, gdzie będzie moja następna wycieczka tropem kopii! :) swoją drogą studiowanie, gdy wszystko wokół mówi, że to wszystko to tylko kopiowanie, musi szalenie stymulować tak pożądaną tu kreatywność!

    @ Szpak – prawda, w chińskich miastach, a przede wszystkim w Szanghaju ceny mieszkań są dla zwykłych ludzi absolutnie nieosiągalne, ale jeśli chodzi o osiedla o takim standardzie jak to tutaj, to wydaje mi się, że są one raczej kierowane do tych, dla których cena nie robi większej różnicy i sądząc po stronie internetowej przedsięwzięcia, Thames Town i Sigtuna były też skierowane do ekspatów, których jest tutaj ogromna masa, ale nie kupili pomysłu

    @ Konrad: może Hausutembosu? http://english.huistenbosch.co.jp/about_htb/index.html ?

    Ha, to doskonały przykład tej japońskiej zdolności kontrolowanego wykrawania kawałków obcości i nią zarządzania.
    Niby na pierwszy rzut oka to w tym samym kierunku, co opisane przez mnie Thames i Sigtuna. Tylko, że w japońska mała Holandia jest parkiem tematycznym, a więc miejscem weekendowych wypadów, kontrolowanego odurzenia się niezwykłością (wiem, jakie to narkotyczne uczucie, bo towarzyszyło mi, gdy znalazłam się w naszej szanghajskiej Szwecji,zmysły płatają figle), romatycznością, miejscem snobistycznej konsumpcji ale i edukacji (w azjatyckim stylu “zobacz replikę” miasta/konika polnego/młodego Mao Zedonga to zrozumiesz). Na takich odczuciach i pragnieniach da się zarobić i to sporo. A nasze szanghajskie kopie jako, że mają być miejscem mieszkania – czyli czegoś codziennego, nawet przyziemnego – niejako z definicji tracą możliwość oddziaływania na tych w/w wymiarach, znika aura wyjątkowości i odświętności, która sprawia, że Hausutembosu jest sukcesem. Inwestorowi zbrakło tego genialnego japońskiego wyczucia obecnego w “Holandii”, poszedł na całość nie zrozumiawszy japońskiej idei kopiowania…a w tym przypadku więcej i bardziej totalnie nie znaczy lepiej. No, ale się uczą. Kopia Neverland pewnie będzie sukcesem

  5. 5

    @bxy – proszę bardzo :) Wysiadasz na songjian’u i potem należy wskoczyć w autobus albo wziąć taksówkę, nie pamiętam gdzie dokładnie ale nie jest to daleko. W okolicy jest dużo akademików (swoją drogą, bardzo mnie rozśmieszył system zabezpieczeń i fotokomórek strzegący niewinne dziewczęta przed chłopcami wspinającymi się po balkonach żeby się po nich dostać – no bo przecież będąc brzydszą płcią nie dotrzesz w damskim akademiku dalej niż przedsionek). W okolicy jest też taka “główna” miejscówka dla studentów gdzie są sklepy i restauracje. Można też tam dotrzeć z 虹口足球场 busikiem, który nazywają 小车.

    Co do Neverland, to pewnie zrobią z tego jakiś theme park, które chińczycy tak lubią. Mnie osobiście bardzo denerwuje fakt, że jak piękne i wspaniałe zabytki by nie były, np. w Wuxi, to zawsze na dokładkę musi być tor z elektrycznymi samochodami, strzelanie piłką z armaty do celu czy inne badziewie. blee

  6. bxy #
    6

    @ Romek:
    Akademiki: my (tzn. nie ja, bo ja nie mieszkam na kampusie) mamy wejścia do akademików na kartę i kartą faceta nie da się otworzyć drzwi damskiego akademika, znajomy mówi, że karty, podobnie jak i wszystkie inne zwierzęta świata dzielą się na 公的 i 母的.

    Ja tam jako socjolog się cieszę, jak jest badziewie, badziewie przecie jest takie ludzkie :-) a już najbardziej lubię te wszystkie porozsiewane po parkach tematycznych i muzeach kukły…

  7. 7

    Dzięki! Tak, to musiało być Huis Ten Bosch.
    Ale słyszałem też o kopiowaniu pojedynczych budynków, a w jednym z japońskich miast jest kopia pomnika Chopina w skali 1:1.

    Dla mnie opisywane przez Ciebie miejsce jest dowodem na to, iż rosnąca rzekomo wiara Chin we własne siły to po części bullshit.
    Tylko naród zanurzony w kompleksach może się decydować na takie małpowanie. To zdumiewające, bo przecież chińska architektura tradycyjna jest bardzo przyjemna, piękna i harmonijna.
    Gdybym był bogaczem z ChRL, zaprojektowałbym sobie jako wypasiony post-siheyuan z betonu, stali i szkła.

  8. szpak #
    8

    Z jednych punktów widzenia zapewne bullshit. Z innych z pewnością nie. Małpowanie okazało się całkiem skuteczną strategią. Szczególnie w Azji. A wpadki nie zdarzają się tylko tym, co niewiele lub zgoła nic nie robią. Zresztą w tym przypadku chyba nie budował naród. Dlatego kompleksów bym w to nie mieszał. Tym bardziej, że porównując osiągnięcia Chin i niektórych innych krajów w ciągu ostatnich np. 20 lat można się takowych nabawić.

  9. YLK #
    9

    Wiara we wlasne sily i malpowanie nie maja ze soba nic wspolnego. Z jednej strony fakty bezsprzecznie pokazuja, ze w Chinach nastepuja zmiany na lepsze i ekonomicznie kraj ma sie coraz lepiej. Z drugiej strony mamy gusty i gusciki, upodobania i fascynacje. Dlaczego chinski bogacz moze mieszkac tylko w chinskim stylu, a nie moze w szwedzkim, jesli akurat ten ostatni po prostu bardziej mu sie podoba?. Zgadzam sie ze Szpakiem, ze tych kompleksow nie budowal “narod” dla “narodu”, tylko pewien deweloper dla okreslonej grupy nabywcow.
    Co do wypasionych Si He Yuanow, to przedwczoraj ogladalem album ze zdjeciami pokazujacymi wille pod Wielkim Murem, wille, ktorych styl uwazany jest za czolo chinskiej awangardy architektonicznej. Zapieraly dech w piersiach; byly tam elementy i chinskie, i zachodnie – http://www.communebythegreatwall.com/en/.

  10. 10

    Weekend na Wyspach? ;P Rzeczywiście jest to bardzo interesujące, zwłaszcza pytanie o to co faktycznie stanowi o oryginalności :D tego zjawiska? Tworzenie takich symulakrów to chyba wyraz jakiejś szerszej tendencji, nie tylko będącej specjalnością Chin, Japonii. Eco w eseju “Podróże w hiperrzeczywistość” opisał te twarz Ameryki która obserwatorom umyka – świat muzeów figur woskowych, posiadłości w stylu Williama Randolpha Hearsta, świat Wunderkammern w duzej skali. (Na marginesie w sumie o co chodziło z klasycyzmem w architekturze europejskiej?)
    Czym innym jest zaspokojenie ego krezusa, a czym innym zaspokojenie potrzeb konsumentów, w momencie w którym mieszkanie, dom rośniesz stało się przedmiotem konsumpcji. Co do braku popytu, to możne ludzie są po prostu świadomi, ze im większa próba upodobnienia do oryginału tym większe poczucie sztuczności i o ile od święta może to bawić (park tematyczny, muzeum), to na codzien staje się to niemożliwe do zniesienia. Stylizowanie tak, kopiowanie nie.

  11. 11

    z tym siheyuanem to chodzi o coś a la
    http://www.i-mad.com/index.asp?go/#/projects/all/56/

  12. YLK #
    12

    Rzeczywiscie ciekawe, choc nieco kontrowersyjne.

  13. szpak #
    13

    Słowo kontrowersyjny zrobiło ostatnio zawrotną karierę.
    Mam tylko nadzieję, że nie powiesz żadnej kobiecie, że ma kontrowersyją urodę :)

  14. YLK #
    14

    Hm, kontrowersyjny zdefiniowalbym tutaj jako wywolujacy skrajne opinie, a nie jednoznacznie negatywny. Obawiam sie, ze tam, gdzie rozne gusta moga prowadzic do roznych odczuc i opinii, kontrowersyjnosc bedzie nieodlacznym elementem oceny. Nic wiec dziwnego, ze slowo takie modne…

  15. 15

    learned a lot



Your Comment