“Szaleniec” unika smierci

 

Kto czytuje bloga w miare regularnie, ten wie, ze od czasu do czasu przedstawiam jakis – w jakis sposob wyrozniajacy sie czy wazny – artykul z prasy chinskiej. I kto czytuje, ten wie, ze przewaznie z Nanfang Zhoumo, tygodnika odwaznego, troche idealistycznego. Nanfang znaczy tyle, co Poludnie, Zhoumo to weekend.

W tym numerze Nanfang zajal sie sprawa ze swojego rodzinnego Kantonu. A scisle mowiac z wioski Shangshe, najodleglejszej od miasta powiatowego wioski powiatu Raoping, nalezacego do regionu Chaozhou (Chaozhou to miasto na wschodzie prowincji Kanton). Ale sprawa ta – jak zaznacza gazeta juz w czolowce – wykracza swoim znaczeniem daleko poza zyjaca z uprawy herbaty mala (500, 600 gospodarstw) gorska wioske Shangshe, poza powiat  Raoping, poza Chaozhou. “Ta decyzja sadu to zwyciestwo ducha prawa, pokazuje ona, ze chinski system prawny dokonal postepu na gruncie ochrony praw czlowieka” – obwieszcza Nanfang we wstepie.

Duzo sie ostatnio mowi w Chinach o karze smierci. Np. ze wzgledu na przygotowany ostatnio projekt nowelizacji Kodeksu Karnego, ktory przewiduje zniesienie kary smierci za 13 przestepstw takich, jak “przemyt zwierzat chronionych” , “przemyt metali szlachetnych” czy “kradziez reliktow kulturowych”. Nanfang Zhoumo bardzo aktywnie wlacza sie w ta dyskusje, stawiajac np. pytania, czy powinno sie takze zniesc kare smierci za korupcje.

Nanfang czesto pokazuje tez swoje zaangazowanie w inne zagadnienie zwiazane z najwyzszym wymiarem kary – mianowicie  w problematyke relacji choroby psychicznej, zbrodni (Nanfang nazywa ja konsekwentnie, jesli jest popelniana przez osobe chora, “spowodowaniem wypadku”) i…kary wlasnie. 28 kwietnia tego roku, dokladnie w dzien, w ktorym zostal wykonany wyrok smierci na Zheng Minshengu, bylym lekarzu, ktory dokonal masakry dzieci wychodzacych po zajeciach z jednej ze szkol w miescie Nanping w prowincji Fujian, gazeta opublikowala artykul, w ktorym wypowiadaja sie ludzie, ktorzy znali Zhenga, np. jego kuzyn i byla narzeczona.  Kobieta wspomina, ze w czasie poprzedzajacym masakre, Zheng stal sie chorobliwie podejrzliwy. Jego podejrzenia obejmowaly takze i ja – zarzucal jej, ze chce mu zagrozic, ze go kontroluje. W swej fantazji powolal do zycia tajemnicza “Afrykanke”, to zwiazkiem z nia uzasadnil wreszcie swoje od narzeczonej odejscie. Po tym odejsciu zerwal wlasciwie wiezy z ludzmi – kuzyn wspomina tylko, ze raz wpadl poznym wieczorem do jego domu, lapczywie rzucil sie na miske klusek, po czym wybiegl nie dokonczywszy. Kilka dni pozniej zabil osmioro dzieci, piatke ciezko ranil. Narzeczona wypomina sobie: “gdybym moze wtedy, wczesniej, przyjela jego oswiadczyny, nie doszloby do tragedii”. Gazeta cytuje ta wypowiedzi dwa razy. Byc moze zeby podkreslic bezradnosc ludzi wobec choroby psychicznej ich bliskich. Moze troche wiecej “normalnego zycia”, a osobe uda sie wyrwac z rak choroby? Bo inaczej – gdzie wlasciwie pojsc? Do kogo sie wzrocic? Narzeczona: “on tez jest w jakis sposob ofiara”. Wyrok na Zheng Minshengu zostaje wykonany miesiac i 5 dni po tym, jak dokonal masakry, ktora wstrzasnela i przerazila Chiny (tych masakr niestety bedzie wiosna 2010 wiecej, co skieruje w koncu uwage Chinczykow na spoleczny, a nie tylko jednostkowy wymiar chorob psychicznych).

A co, jesli system sprawiedliwosci nie zadzialalby w przypadku Zhenga zgodnie ze starym zwyczajem “karac ciezko i szybko” i wedle powiedzenia “lepiej zabic, niz wywolac gniew ludu” ? Gdy w przypadku mieszkanca wspomianej juz na poczatku wpisu kantonskiej wioski, Liu Baohe, i wyroku w sprawie morderstwa, ktore popelnil, sad nie tylko nie zadzialal wedle tych dwoch zwyczajow, ale – co naprawde nieczeste – zlecil badania poczytalnosci i zdrowia psychicznego podejrzanego – Nanfang Zhoumo nie kryje swojej radosci. To jest wlasnie owo “zwyciestwo ducha prawa” i ten “postep w ochronie praw czlowieka”.

Poltora roku temu, 11 dni po wigilii Chinskiego Nowego Roku, pani Xu, zona nauczyciela, pana Xu Zhiminga, otworzyla wieczorem drzwi, zza ktorych rozlegalo sie pukanie. To, co stalo sie potem, brzmi jak najstraszniejszy koszmar. Stojacy w drzwiach Liu Baohe rzuca sie z miejsca na kobiete, atakujac ja wielkim kuchennym nozem, po czym wpada do mieszkania. Nastoletnia corka panstwa Xu, zrywa sie z krzykiem na widok zakrwawionej matki i na widok Liu. Liu dopada ja i zadaje dziewczynie z wielka sila ciosy. Syn panstwa Xu jest w tym czasie w toalecie. Gdy slyszy potworne krzyki, wybiega z lazienki. Widzi sasiada Liu z zakrwawionym nozem i barykaduje sie w toalecie. Liu atakuje z furia drzwi, az puszczaja. Rozpetuje sie walka, syn panstwa Xu takze zostaje ranny.

Gdy Liu zostaje pojmany, corka panstwa Xu juz nie zyje. Pani Xu jest ciezko ranna, syn lzej.

Proces prowadzi mloda pani sedzia, niedawno objela swoja funkcje. Slucha podejrzanego:  “poszedlem tam, aby sie zemscic, za to, co glowa tej rodziny, moj sasiad Xu Zhiming, mi zrobil”. W trakcie przesluchan Liu stopniowo odslania swoja logike. Nauczyciel Xu mial non stop go obgadywac za plecami, kreowac plotki (chociaz pracuje w oddalonym miescie i przebywa wlasciwie caly czas poza domem, podobnie jak wieczorem 11 dnia po Nowym Roku). Pan Xu ma tez nachodzic 5 letnia coreczke Liu i grozic jej pobiciem, kopaniem. Xu ma tez zakradac sie nocami i pukac do drzwi Liu, wypowiadajac swoje  grozby, a potem, gdy mokry z przerazenia Liu otwiera drzwi, widzi przed soba tylko mrok nocy. To powtarza sie co wieczor. To wlasnie to nachodzenie – a potem jakby rozplywanie sie Xu w powietrzu sprawa, ze Liu nie wytrzymuje i idzie sie zemscic.

Sedzina slucha i nie przerywa. Zleca badania zdrowia psychicznego. Powoduje to poruszenie, bo raz, ze nie czesto takie badania sa wykonywane, dwa, jesli sa, to zlecane sa na wczesniejszych etapach postepowania i nie przez sad, ale przez organa Bezpieczenstwa Publicznego. I trzy – zwyczajnie, chodzi o pieniadze. Prawo owszem, jak najbardziej, wskazuje, aby badania w razie podejrzenia choroby majacej wplyw na przestepstwo wykonywac, niestety nigdzie nie jest sprecyzowane, jaki organ ma poniesc ich koszt. A w borykajacym sie z niedoborem funduszy powiecie wydatek 1000 yuanow na badania jest problemem.

Sprawe ekspertyzy lekarskiej udaje sie jednak rozwiazac. I oto sad dysponuje wynikami badania. Liu, jak pisze Nanfang, “schodzi z drogi kary smierci”. Badanie wykazuja rozszczepienie osobowosci, urojenia, wykazuja, ze Liu nie byl poczytalny w chwili popelniania zbrodni. Jak stwierdza jasno chinski kodeks karny – Liu nie moze byc wiec poddany karze. A kara za ten rodzaj zbrodni wlasciwie jest przeciez tylko jedna.

Jak bardzo odwaznie dziala sad, widac dopiero dalej. Pan Xu, ojciec ofiary, niedowierza wynikom badania, sklada pisemna prosbe o zrobienie ponownych badan. Wladze patrza na niego z obawa – czescia kary mialo byc tez potezne zadoscuczynienie pieniezne dla jego rodziny. Wiekszosc osob mieszkajacych we wsi to krewni i rodzina Xu. Brakuje tylko zbiorowego niezadowolenia, poruszenia, petycji, skarg – czyli tego wszystkiego, co budzi najwieksza obawe wszelkich lokalnych wladz. “Lepiej zabic, niz wywolac gniew ludu” - sugeruje stary zwyczaj. Sedzina nie odmawia prosbie pana Xu – ponownie zleca kosztowne badanie. Wynik jest taki sam. Liu ma rozszczepienie osobowosci, urojenia, nie moze podlegac karze. “Liu po raz drugi schodzi ze sciezki kary smierci” - to Nanfang. Pan Xu oczekuje, ze otrzyma nalezna rekompensate od wladz. I znowu. Jakich konkretnie wladz? Na jakim szczeblu?

Tymczasem sad staje przed kolejnym problemem. Prawo mowi, ze osoba chora psychicznie, ktora popelnila przestepstwo, ma zostac albo pod opieka rodziny, albo trafic do szpitala psychiatrycznego na leczenie. Starzy i bardzo ubodzy rodzice Liu odmawiaja przyjecia i leczenia syna, ktory w tej chwili juz tylko ich przeraza i przez ktorego sa wykleci w wiosce. Zreszta jak maja sie nim opiekowac? Fakt, matka Liu, gdy stawalo sie jasne, ze jest cos z nim nie tak, gdy zaczal mowic do siebie, slyszec glosy, owszem, poszla do swiatyni i zapalila kadzidla, zeby “zle z niego wyszlo”, ale co wiecej mogla i moze zrobic? Zostaje wiec szpital. Prawo, owszem, mowi, ze osoba taka, jak Liu, powinna znalezc sie w szpitalu, ale – ponownie – nie precyzuje, jaki organ i na jakim szczeblu ma byc odpowiedzialny finansowo i organizacyjnie za takie przedsiewziecie. Pomaga dopiero osobiste zaangazowanie glownego sedziego sadu okregowego w Chaozhou. Podobnie jak sedzina, tez dopiero co objal stanowisko. Spotyka sie z miejscowymi wladzami, odswieza dawne znajomosci z czasow studenckich, az udaje mu sie “wychodzic” miejsce dla Liu i ustalic, kto bedzie opowiedzialny za umieszczenie i dozor Liu w szpitalu. I jakie wladze i na jakich szczeblach udziela rodzinie Xu odszkodowania za smierc corki, a jakie dofinansuja leczenie zony. Teraz wyrok moze zostac ogloszony. W regionie to pierwszy taki wyrok od dziesiatkow lat.

Sad zadzialal w tej sprawie pokonujac mnostwo przeszkod – finansowych, spolecznych, organizacyjnych, systemowych. I to wedlug Nanfanga jest duze zwyciestwo. Jednak prawdziwym zwyciestwem byloby – jak podkresla komentator gazety, profesor Uniwersytetu Syczuanskiego – jasne stwierdzenie i krzewienie przekonania, ze chorzy psychicznie to grupa slaba, narazona, wymagajaca szczegolnej opieki i ochrony – medycznej i prawnej. I stworzenie takiego systemu opieki, ktory pozwalalby na wlasciwa opieke nad ludzmi chorymi psychicznie. Takze i tymi, ktorzy popelnili przestepstwo.  I to, a nie np. karanie ich smiercia, bedzie – powiada komentator – krokiem w kierunku zapobiegania takim tragediom w przyszlosci, krokiem kierunku celu, jakim jest cywilizowane, praworzadne i prawdziwie harmonijne spoleczenstwo.

Nanfang opatrza artykul tym zdjeciem:

liu baohei podpisuje je: “Chory w trakcie terapii w szpitalu chorob psychicznych w miescie Zhongshan (prowincja Kanton).  Osoba chora psychicznie, ktora spowoduje wypadek nie powinna byc poddawna karze, ale powinna zostac poddana terapi w szpitalu psychiatrycznym. Tylko to umozliwi zagwarantowanie praw chorego i pozwoli na zrozumienie problemu przemocy osob chorych psychicznie”

Link do rzeczonego artykulu tutaj. A link do kwietniowego artykulu o Zheng Minshengu tutaj.

Tags:

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

15

09 2010

63 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Andrzej #
    1

    Słoń a sprawa polska…

    Wielka, szara i trąbiasta under social contruction wpadła do składu porcelany (chińskiej).
    Będąc od urodzenia inteligentną, dobrze wychowaną i wrażliwą reaguje wstrzemięźliwie.
    Nic nie tłucze, nic nie łamie, nic nie wyrywa, a dopóki jej pomysł, aby przysiąść tam gdzieś w kącie dotrze od pupy do głowy (10 razy dalej niż u człowieka), będzie znów hasać na wolności w swoim lasku bambusowym.
    Nawet nie trąbi, tylko patrzy bezwiednie lewym oczkiem na wyłożoną w witrynie porcelanę.
    I co jej do tego oczka raptem wpada?
    To, co dla nas staje się już chlebem powszednim.

    A no to, że zdarzają się na dobrych blogach zaiste ortodoksyjni blogerzy, jacyś tacy bardzo zaborczy, bardzo przekonani, że do prawdy należy dochodzić drogą najkrótszą, fakty się liczą, argumenty, bezkompromisowo mocium panie, „uczciwie” (jak by się wyraził pewien nieuczciwy kapłan).
    Kończy się tak, że weźmie taki kapłan bxy do siebie i nie puszcza.
    Mało mu tego, on i na rząd dusz w Chinach nie traci apetytu, jak ci nasi specjaliści od:
    • „drugiego obiegu” versus „normalnego obiegu”
    • „rewelacyjnego” facebooka, twittera itp. blogspotów
    Pragnąłby 1,3 miliarda „normalnych inaczej” (czytaj wolnych inaczej) ludzi otoczyć podobną troską i opieką, jaką otoczono jego, razem z jego rodakami…
    No bo jak to:
    • „Rząd dobrał sie do mikroblogów!”
    • „Strony na tematy uznane przez władze drazliwe są regularnie zamykane!”
    • „Proszę spróbować odnaleźć przez google Altavista, binga czy inne SE informacje o drażliwych wydarzeniach czy postaciach w Chinach w ostatnim czasie!”
    • „Do niektórych serwisów nie ma dostępu nawet przez proxy!”

    Ajajaj! – powiedział słoń, Amerykę mi otkrył!
    Under social contruction podwinęła ogon i trąbę, wyszła ostrożnie za składu, żeby przypadkiem niczego nie zmiażdżyć i poszła sobie swoją drogą (jak przysłowiowa karawana), rozmyślając po drodze: „Trzeba przyznać, że Michnik is far more sophisticated, on jest u nich jeden i niezastąpiony. Któż, jak on, potrafi nam skomponować plan działań obronnych na następnych lat dwadzieścia. A później i tak pójdzie z górki…”

  2. PC #
    2

    A. => Elegancka blondynka na 3 litery z błękitnymi oczyma a nie słoń ;)

    “będzie znów hasać na wolności w swoim lasku bambusowym.” => widzę że ktoś mnie popiera w dążeniach do uzyskania ciekawego opisu flory… ha! xD

    “A no to, że zdarzają się na dobrych blogach zaiste ortodoksyjni blogerzy” => no bywa… uroki wolności słowa… :)
    IMHO wszystko jest cacy póki nie jest przedawkowane i nie jest narzucane siłą…
    Mamy inne poglądy => wymieńmy się nimi, ukłońmy i rozejdźmy w pokoju…

    “A później i tak pójdzie z górki” => n-n-n-n-n-oo ocz-cz-cz-czyw-w-w-wiś-ś-ś-ście !

  3. Jarek K #
    3

    PC – rzeczywiście oczyszczenie umysłu przyda się – wtedy nie będziesz tropił ironii tak gdzie jej nie ma – napisałem cytowane przez Ciebie zdanie ponieważ rzeczywiście tak uważam – to moje ostatnie zdanie w tym wątku – przykro mi, że zrobiliśmy z tego miłego miejsca to co zrobiliśmy, pewnie większość chciała dobrze – wyszło jak zawsze

  4. PC #
    4

    Jarek K => nie wiem czy dobrze mnie zrozumiałeś, ale zwyczajnie uważam, że wszystko trzeba w życiu traktować z dystansem… wypowiedzi innych (to w kontekście lekkiego flame w komentarzach pod tym wpisem), opinie i mnie samego również (to akurat z dużym dystansem)
    Nie poradzę nic na to że podejście mam jakie mam (i ironiczne pisanie również) – dlatego nie wymagam tego by mój punkt widzenia był akceptowany przez kogokolwiek

    K – przychylam się do propozycji i milknę :)

    “Silence is pure”

  5. Andrzej #
    5

    @PC
    Czyżby małe nieporozumienie?
    Pisząc o słoniu (w duchu wcześniejszej reakcji autorki blogu na poruszony przez dyskutantów temat „ZA i PRZECIW”) miałem oczywiście nie Ją samą na myśli, lecz Chiny.
    Ten słoń to Chiny – a skład chińskiej porcelany to blog.
    Autorka, jak sama wyjaśnia w opisie wstępnym swego blogu, stara się przecież, na podstawie zbieranych na miejscu wrażeń, przybliżyć nam prawdę o Chinach, a nie zaoferować nam własny autoportret.
    To zupełnie inna para kaloszy, że, między rzędami, przenika do naszej świadomości nasz własny, mniej lub bardziej subiektywny, obraz autorki – tego zjawiska nie da się nigdy uniknąć.

  6. PC #
    6

    [czytanie ze zrozumieniem mi siada - wybaczcie]

  7. szpak #
    7

    @Lukasz Sarek

    Nie mam pojęcia dlaczego ocenia Pan dalszą dyskusję jako bezcelową. Przytoczone przez Pana fakty znam i ich w ogóle nie neguję. Staram się pisać tak jasno jak mogę. Dlaczego nie mogę pisać długaśnych esejów już wspominałem. Tutaj nie chodzi o to by wygrać swoje racje czy być za a nawet przeciw, tylko o to by wypracować własne, bardziej realne spojrzenie na omawiany temat. Kwestie gustu, osobistych urazów, zaczadzenia nieodłączną i wszędobylską propagandą staram się pomijać. Bo to raczej zaciemnia obraz niż rozjaśnia. A to wyraźnie kłóci się z moim, i mam nadzieję, że nie tylko moim, celem.
    A bardziej prozaicznie. Ja nie jestem tutaj lubiany. Nie tylko tutaj zresztą. Głównie dlatego, że piszę i mówię rzeczy, których ludzie nie chcą czytać i słuchać.
    Doskonale wiem, że granice są inne. I na razie szersze w prostym i namacalnym sensie.
    Ale nie wynika to z dobrej woli tej czy innej władzy.
    Szerokość granic tzw. wolności słowa, wynika głównie z interesów ośrodków władzy. Czyli jest wypadkową istniejących zagrożeń oraz celów jakie władza chce osiągnąć w danych warunkach. Duże znaczenie mają również możliwości danych ośrodków władzy. Bo z nich głównie, wynikają stosowane metody. Śr. techniczne też mają swoje znaczenie ale te zwykle są w miarę porównywalne.
    W Polsce, przeżyliśmy w stosunkowo krótkim czasie i państwową cenzurę i tzw.wolność słowa. Starsi mają więc porównanie. Ja się do nich zaliczam. I zupełnie szczerze pisząc uważam, że szary obywatel obecnie ma mniejsze pojęcie o tym co się dzieje naprawdę. Jest manipulowany z dużo większą skutecznością. Z bardzo prostego powodu. Nie ma realnych bytów, które pomogły by te manipulacje zweryfikować w miarę prosty i powszechny sposób. Nie jest to na pewno tzw. wolność słowa. Za PRL-u czymś takim był właśnie zachód. Jego osiągnięcia i towary vs szara rzeczywistość PRL-u. Dlatego musiała istnieć cenzura.
    Oparta na strachu i monopolu śr. masowego przekazu autocenzura, to było o wiele za mało w tych warunkach.
    Chiny obecnie, pomimo dynamicznego rozwoju, są zbyt słabe i narażone na zbyt wiele zagrożeń by znosić cenzurę. Prawdopodobnie zresztą, wobec narastających zagrożeń, głównie zewnętrznych oraz grożącego kryzysu gospodarczego będą tą cenzurę nawet nasilać.
    To, że na zachodzie panuje dalej tzw. wolność słowa wynika z siły i pewności siebie, ośrodków władzy kontrolujących ten obszar. Czyli z braku realnych zagrożeń. Na eliminację pojawiających się tu i ówdzie zagrożeń, na razie wystarczą standardowe środki.
    Z tego punku widzenia, podnoszenie istnienia cenzury, jako głównej wady Chin, jest moim zdaniem, sporym nieporozumieniem. Oczywiście zależy to silnie od celów jakie dyskutant trzyma w zanadrzu. Od zniesienia cenzury, poziom życia i wiedzy Chińczyków znacząco się nie podniesie. Może natomiast dość łatwo, drastycznie spaść. A przy okazji, my stracimy ostatni byt, który jest realnym ograniczeniem dla władzy absolutnej na całym świecie. Być może taki jest nieuchronny koniec ekspansji władzy, która zawsze chce rozszerzać swoje strefy wpływów. I być może, nawet jest wielu zwolenników takiego rozwiązania. Ja się do nich zdecydowanie nie zaliczam. Naiwnej wiary w dobre intencje władzy pozbyłem się już dawno temu.
    Tzw. wolność słowa nie spełnia zadania weryfikacji poczynań władzy i nigdy spełniać nie będzie. Co starałem się w miarę jasno wykazać. Dlatego chęć uszczęśliwiania nią Chińczyków na obecnym etapie uważam za nieporozumienie. Żeby nie być posądzonym o brak odpowiedniej argumentacji, proszę sobie przypomnieć niedawną aferę ze świńską grypą. Jak się okazało, była to głównie medialna afera. Czy wolne niby media były coś w stanie zweryfikować? Dojść do prawdy? Cały świat został sterroryzowany przez niby żądne profitów firmy farmaceutyczne? Łącznie z rządami i służbami specjalnymi prawie wszystkich państw? Czy obecnie w tzw. wolnych mediach ktoś próbuje dojść do prawdy? Sprawa jest wyciszana. Winnych nie ma. Prób zapobieżenia podobnym przypadkom w przyszłości również.
    Wdrażane są niby jakieś tam śledztwa gdzieniegdzie. Ale założę się, że niczego istotnego nie wykażą. Czy to jest coś co nas czeka? W tym tzw. wolnym świecie? Ktoś kto mógł zorganizować taką aferę i nie ponieść żadnych konsekwencji może zrobić prawie wszystko. Chiny na coś takiego nie mogą sobie np. pozwolić. Mimo całej potęgi nie mają takich możliwości.

  8. bxy #
    8

    co za facety, no…

  9. Andrzej #
    9

    @szpak

    „Ja nie jestem tutaj lubiany”
    Nie ważne ilu Cię lubi, tylko kto.
    Za orłami też nie przepadają.
    Dzikusy takie, w stadach nie żyją.

  10. szpak #
    10

    @Andrzej
    Głupio mi dziękować za dobre słowo bo będzie podpadać pod towarzystwo wzajemnej adoracji :)

  11. 11

    @bxy
    “(mnie tu tykaja i ja tykam, moze byc? ” oczywiście, mnie nie wypadało proponować :)
    “To nie tyle blog o sloniu, ile zapis na gorąco moich wrażeń i doświadczeń”…” ponyotno :) ,
    czyli omijamy długaśne dyskusje o polityce, społeczeństwie i sensie życia :)
    mam chyba częściowo inne podejście do patrzenia na Chiny niż Ty, ale to już kwestia na dłuższą dyskusje :)

    @szpak
    Nie mam nic przeciwko kontynuowaniu tej dyskusji ale żeby nie nadużywać cierpliwości gospodarza bloga i czytelników chyba powinniśmy ją przenieść na inny kanał komunikacji, proponuję korespondencję mejlową.

  12. Andrzej #
    12

    Bez szczypty soli wyśmienite potrawy, oferowane nam przez Autorkę bloga stałyby się mdłe jak… ruskie pierogi na słodko… :) /x bxy/
    Głowę daję, że właśnie z tego powodu Ona nie powygania wartościowych dyskutantów ze swego bloga za brak tzw. poprawności politycznej.
    Gdzież indziej znaleźć można tak idealnie wyrównoważoną przestrzeń dyskusyjną?
    Wielki Brat jest tutaj lekko zezowaty (jak powiadają „Jedno oko na Maroko, a drugie na Kaukaz”) – no bo jedno oko ma „normalne” (tj. nasze), a drugie kose (bo „nienormalne”)…

  13. szpak #
    13

    @Lukasz Sarek
    Nie ma problemu. Jeśli uzna Pan, że ten kanał jest bardziej odpowiedni dla jakiegoś tematu lub formy to proszę na imszcz@gmail.com



Your Comment