Trzeci Najwyższy

 

Semestr, który rozpoczął się od pytań o to, czym wiem, kim był Mao, skończył się na wypomnieniu mi publicznie przez pana od konfucjańskich narzekań literówki, jaką popełniłam w mailu do niego (edytor trzasnął 皇帝 cesarz zamiast 黄帝 Żółty Cesarz – wprowadza się tak samo – a ja, jako, że ledwie na oczy widzę ze zmęczenia, nie zauważyłam). Oczywiście reakcją sali był śmiech, a pan od konfucjańskich miał przyjemność tłumaczyć mi publicznie, kto zacz Żółty Cesarz, że to takie 黄 huang, jak kolor żółty. Oboje utwierdziliśmy się w swoim przekonaniu dotyczącym tej drugiej strony i tak się rozeszliśmy. Jednym słowem nic nowego. No, ale ja nie o tym tutaj. Tylko o najwyższych budynkach świata, jako, że  w ramach odreagowywania wyrobniczego i taśmowego pisania prac semestralnych wybrałam się do Trzeciego Najwyższego, Szanghajskiego Światowego Centrum Finansowego, alias Wielki Otwieracz . Tutaj nieco za panem ćwiczącym taiji quan:

otwieracz

W Dubaju z pompą otworzono Burj Khalifa. No, zaiste, jest wysoki/gigantyczny/przeogromny/wielgaśny, ale jakoś trudno (przynajmniej mi) powiedzieć coś o nim w kategoriach czysto architektonicznych. Mam wrażenie, że rzecz każdym swym fragmentem komunikuje tylko jedno: „do góry, do góry, byle wyżej, jeszcze trochę” i ani na chwilę nie wykracza poza to dosyć monotonne samo-odniesienie i obsesję na własnym punkcie. Oczywiście, jak to z terytoriami, które pragną konstruować „alternatywne nowoczesności”, a co za tym idzie szukają sposobu wyrażania tychże poprzez architekturę, Dubaj wieści, że cudak ma podstawę na trzy dzieloną, że to takie islamskie etc.

Jak patrzę na trzy obecnie najwyższe budynki świata, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tylko nasz szanghajski Otwieracz prezentuje sobą jakąś architekturę. Gdy z Drugim, tajwańskim Taipei 101 tak wirtualnie stoją obok siebie (np. tutaj) na jakimś neutralnym gruncie, bez całych „stosunków przez cieśninę”i reszty to widać, że Taipei 101, choć projektowo młodszy od Otwieracza, zestarzał się błyskawicznie (choć pamiętam, że już w roku swego otwarcia jawił mi jakoś cepeliowato). To pewnie kara za naiwność, za dosłowność, za powiększanie do monstrualnych rozmiarów „typowych elementów kultury chińskiej” jako środka ekspresji architektonicznej (o tym przemyślnym i subtelnym sposobie na architekturę pisałam już trochę kilka postów wcześniej). Dopiero przy trzecim miejscu, tj. przy Otwieraczu wraca sens operowania podstawowymi kategoriami architektonicznymi – proporcjami bryły, linią, detalem (no, chyba, że detalem nazywamy obwieszanie budynku “symbolicznym” treściami jak choinkę – Taipei 101). Otwieracz z każdej strony wygląda inaczej i z każdej ciekawie:

otwieracz4

Czasami tylko nieco osobliwie wpisuje się w krajobraz:

otwieracz1

Tu np. lepiej by się w krajobraz wpisały jakieś warzywa, oczywiście mniejsze:

otwieracz2

Ale skąd by nie wychynął, nie traci proporcji, równowagi, czystości linii, ma w sobie jakiś spokój i – pomimo rozmiarów – skromność.

A jego losy wcale spokojne nie były. Przeciwnie – to, co się działo z Otwieraczem od momentu narodzin projektu, to jakby trochę historia regionu w ostatnich latach w pigułce. W przeciwieństwie do drugiego (Taipei 101), czwartego i piątego budynku świata (Petronas Towers z Kuala Lumpur i Willis Tower z Chicago) nasz Otwieracz nigdy nie zaznał zaszczytu bycia najwyższym. Chociaż gdy go projektowano (projekt był gotowy w 1997 roku) rzecz jasna mierzono najwyżej. 460 metrów, jakie wyznaczyli architekci w pierwotnym projekcie, wystarczało spokojnie do pobicia Petronasu i zapisania się w annałach. Ale gdy wbito w grząską ziemię Pundongu kilkaset głębokich na 80 metrów pali i rozpoczęto spektakularną budowę, przyszedł kryzys azjatycki, wielki plany pozamieniały się w równie wielkie klęski, japoński inwestor popadł w tarapaty, przedsięwzięcie przerwano, a kikut Otwieracza smutno straszył. Gdy wreszcie po 6 dlugich latach (na Pudongu to cala epoka) możliwa była kontynuacja, gdy znowu zaczęto podejmować śmiałe wizje, okazało się, że japoński kolos już wcale nie jest najwyższy, najlepszy i w ogóle nie jest już naj. I trzeba było wysupłać jeszcze więcej kasy i wycisnąć z projektu jeszcze dodatkowe 30 metrów, żeby się w ogóle w powodzi architektonicznej regionu się nie rozpłynął. Więcej się nie dało, bo z racji jego formy to nie sprawa dostawienia wyższej iglicy czy iglicowieży (jak w przypadku 30% Burj Dubai), ale budowy całych ciężkich pięter (kuszono zresztą projektantów wizją dostawienia wieżyczki, ale się nie dali). W rezultacie Otwieracz przegrał zaistnienie w kronikach i księgach z Taipei 101 o głupie 16 metrów (i nieważne, że w 101 ostatnie 50 metrów to iglica, a w Otwieraczu można wjechać dosłownie pod sam dach).

W międzyczasie, jak to tutaj, odezwały się demony przeszłości i pierwotny projekt, który przewidywał otwór okrągły (do zobaczenia tutaj, skrajnie po prawej) został oskarżony o podstępne a bezczelne przypominanie japońskiej flagi. Flaga japońskiego imperium w najwyższym skonstruowanym przez człowieka punkcie Chin, co z kolan powstały – no pasara w żaden sposób! I na nic się zdały tłumaczenia, że nie mieli nic zdrożnego na myśli, że to bardziej miała być chińska księżycowa brama, że to wedle tutejszych prastarych założeń: prostokąt reprezentuje ziemię a okrąg niebo…Zmieniono na prostokątny. Teraz więc przypomina kształtem dowolną flagę. Ale dobrze się stało, bo ta wesoła, okrągła dziurka wyglądałaby, jakby przeleciała przez nią czerwona kula pobliskiej Wieży Perłowej przed ostatecznym utknięciem na tejże wieży (patrzac po trajektorii, rzecz leciala – no tak, oczywiscie - z Okinawy i miala wyladowac gdzies w tych szemranych salonach masazu przy Shanghai Mansions). Z tą śmieszną dziurką Otwieracz pewnie lepiej by się wpasował w nieco infantylną architekturę Pudongu (kolorowe szkło odbijające światło, kolumienki, stożkowate dachy). A tak wyznacza wciąż niedościgniony standard (co przy jakosci wiekszosci dokonan architektonicznych na Pudongu nie jest znowu az takie trudne). Swoją drogą taka czerwona kuleczka Wieży Perłowej, to dopiero wygląda jak z flagi japońskiej, a dwie takie kule, to właściwie jak dwie takie flagi.

Otwieracz został otwarty (no…tak) w ubiegłym roku. I choć jest nowoczesny, piękny i bardzo, bardzo wysoki, już nigdy nie będzie naj – przynajmniej w sposób wymierny. Bo jego czas jako giganta minął, zanim na dobre nadszedł. Profesor od konfucjańskich narzekań mówi, że to wszystko (np. i ten pożar, co wybuchł w 2007 w prawie ukończonym budynku i to, że jeden z głównych inwestorów nie doczekał i przeniósł się podobno z powodu raka na łono Izanami, czy gdzie tam się przenoszą Japończycy) dlatego, że fengshui jest złe i w ogóle kto w takim miejscu (ha!), w takim otwarciu na wiatr buduje. No, ale ten sam profesor mówi, że wszystkie nieszczęścia jakie spotkały Koreę, to dlatego, że mają na fladze tylko cztery z ośmiu trygramów i to do tego na pokręconych pozycjach i że taijitu leży u nich na boczku no i nie ma kropek – zalążków. I za każdym razem jak to mówi, to radzi…koreańskim studentom chodzącym na wykład rozważenie zmiany flagi. A oni kiwają głowami, że ok, że zrobią.

A nasz Otwieracz – może to i dobrze, że nie jest naj– dzięki temu można spokojnie cieszyć się architekturą. Ale zwolennicy japońskiego Cesarza czuwają i od czasu do czasu podtykają miastu (w zakamulfowaniu, jeśli można mówić o kamuflażu w przypadku 580 metrowego czegoś) jakieś jego drobiazgi. Tutaj na szczęście zaczęło się i skończyło na mrzonakch. Podobnie jak w przypadku Wielkiego Żółtego Psa. No, a Otwieracz dominuje dopóki nie skończą budować rzeczy, która przysłoni wszystkie inne budynki Pudongu. Oto konstrukcja, wedle słów architekta (tego samego co od Burj Khalifa), prawdziwie oddająca “dynamiczny charakter chińskiego ducha”. Bez japońskiej flagi ani innych takich. Oto  największy kieł sojowy świata.

Póki nic (no, oprócz lekkiej nieprzeźroczystości powietrza) jeszcze nie zasłania widoku:

DSC02210 I widok na Jin Mao, osobliwą (acz o dziwo relatywnie znośną) kombinację stylu pagodowo-bambusowego, secesji i.. sztuki islamu (czego rzecz jasna tu nie widać, wejścia do budynku są w ksztalcie mihrabu w stylu mauretańskim):

otwieracz3

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

09

01 2010

22 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. ril #
    1

    Współczuję. Może profesor musiał odreagować różne wpadki językowe, które zdolnemu chińskiemu narodowoi się zdarzały w rodzaju restauracji Translation Server Error: http://boingboing.net/2008/07/15/chinese-restaurant-c.html

    A dziurę w Otwieraczu prof. Gawlikowski na ciekawym wykładzie o religi w Chinach tłumaczył tym, że sprzedawcy protestowali, iż feng shui nie będzie do nich dolatywać z powodu tego budynku. Chyba, że pomyliłem z czymś innym.

  2. V #
    2

    Może to jakiś nowy trend w ostatnich dekadach. Bo generalnie zasady fengshui mówiły o tym by budować nie szkodząc innym, czyli budynki o harmonijnych kształtach i nieostrych kantach tzn. nie mówię tu o takich kantach jak przy zwykłych prostokątnych pudełkach. Ale widać zasada nie obowiązuje w newralgicznych miejscach gdzie celem jest wydusić jak najwięcej pieniędzy – vide Bank of China w HK z trójkątnymi bokami rozstrzelonymi na 4 strony świata. Zawsze się zastanawiałam czy projektantowi p. Pei chodziło o maksymalizację korzyści kosztem innych czy może to jest przykład przewrotnego fengshui w dziewiątym kręgu wtajemniczenia do którego wstęp mają tylko nieliczni…?

  3. V #
    3

    P.S właśnie doszłam skąd ten znajomy kształt, nie bynajmniej, że Otwieracz tylko to, co stoi u mnie w szafie! :) http://www.drinks24.com/imgcache/3bc5c77ebc81b8c7231c490b3e277893.jpg

  4. YLK #
    4

    Jedna dodatkowa informacja – w pierwotnym projekcie kolo mialo symbolizowac slonce na narodowej fladze Japonii, natomiast sam ksztalt dwa wbite w ziemie japonskie miecze. Jak widac takze z Twoich zdjec miecze pozostaly.

  5. szpak #
    5

    Jeśli skończą budować … ten sojowy kieł.
    Prawo erekcji twierdzi, że w chwili projektowania i rozpoczęcia budowy najwyższego budynku na świecie, w danym miejscu jest właśnie szczyt budowlanej hossy.
    A jak jest szczyt to znaczy, że dalej już tylko w dół.
    Dubaj pięknie wypełnił ten schemat.

  6. YLK #
    6

    Szpak, na szczescie sojowy kielek najwyzszy nie bedzie, wiec nawet, jesli banka mieszkaniowa mialaby peknac, prawdopodobnie ladowanie bedzie relatywnie miekkie – i rzad chinski to zapewni, bo to w jego czystym interesie. Poza tym chinczycy naprawde ucza sie od calego swiata – bedaca na przelomie lat 1980/90tych w wewnetrznym partyjnym obiegu literatura podajaca na biezaco rozwoj wydarzen we wschodniej europie, z wnikliwa analiza i wnioskami pozwala KPCh wychodzic z wielu potencjalnie kryzysowych sytuacji obronna reka.

  7. szpak #
    7

    YLK, nie przeceniał bym tych wnikliwych analiz i wniosków. Są one takie, tylko dopóki sprawy idą dobrze. Ale pewne rzeczy są tak widoczne, że trudno ich nie zauważyć gołym okiem. Na luksus zauważania mogą sobie jednak pozwolić tylko państwa silne i duże, a nawet bardzo duże, i do tego w dużych koalicjach.
    Z zeszłorocznego kryzysu, faktycznie Chiny wyszły obranną ręką. Głównie chyba, dzięki rozwojowi rynku wewnętrznego i szybkiemu rozprawieniu się z reklamowanymi mocno, jak zwykle na zachodzie, zamieszkami etnicznymi i ekonomicznymi. Zagrożeń jest jednak sporo. Sądzę jednak, ponieważ czas działa na korzyść Chin, że szans jest jeszcze więcej.
    Jak sądzicie, czy nowy rząd japoński zmieni coś w priorytetach japońskiej polityki? Były już pierwsze jaskółki emancypacji. Zadaje się udział w Japonii w azjatyckim banku pomocy, czy jak się on tam zwie.
    W czasie kryzysu azjatyckiego, 10 lat temu, Japonia mogła sobie tylko marzyć o możliwości pożycznia potrzebującym sąsiadom małej części ze swojej góry dolarów. W zeszłym roku, zdaje się, już się nawet nie pytała o zgodę. Chiny z pewnością się nie pytały.
    MFW musiał swoje chciwe łapki skierować gdzie indziej.
    Padło na Polskę m.in. Radości z takiego obrotu sprawy, w naszych mediach, nie było końca. A mnie się jakoś tak dziwnie niedobrze robiło.

  8. Romek #
    8

    Nasz kochany otwieracz do butelek… Sam spędziłem w tym mieście rok ucząc się chińskiego. Dla mnie, ten budynek jest najlepszą miarą czy mamy akurat smog, czy nie :P

    Zapraszam na mojego videobloga z podróży po chinach:
    http://www.youtube.com/mithallinho

  9. q #
    9

    ja spędziłem 2 tygodnie i zdecydowanie Jin mao wyglada znacznie lepiej od otwieracza, obok powstaje również nowy 640m

  10. Yao #
    10

    @V
    Z tego, co ja wiem, kształt budynku Bank of China wzbudził w Hongkongu poważny sprzeciw (w związku z naruszeniem zasad fengshui). Dlatego też sąsiedni wieżowiec zaprojektowano ze specjalnym “wcięciem”, które ma neutralizować niepomyślny kształt BoCh “wyłapując” negatywną energię, którą ten ma rozsyłać.

  11. bxy #
    11

    Bank of China w Hongkongu – a ja miałam o tym budynku jak i o jego autorze takie wysokie mniemanie! W ogóle z tym, co tworzy I. M. Pei w tutejszych rejonach to dziwna sprawa, jego muzeum w Suzhou wygląda chyba na nieszkodliwe? http://farm1.static.flickr.com/189/507696691_b0ecaaa227_o.jpg Ale to, co zafundował Singapurowi, to – nawet jak na moje niefengshuiowe oko – naprawde ostra jazda: http://5.media.tumblr.com/tumblr_kumwlipHDM1qzvcqwo1_400.jpg Jak ktos wlezie w biurze do kąta, to już z niego nie wyjdzie. W sumie jednak dziwna sprawa, ale jak dla mnie, im mniej zgodne z fengshui są jego prace, tym lepsze.

    @ Ril – he, prof. Gawlikowski. Gdzie uczy? Na SWPS czy gdzieś jeszcze indziej go napotkałeś? Za eeee…. moich czasów na socjologii na Karowej. A co do wspomnianych przez Ciebie protestów, to chyba brzmi to wiarygodnie. A co do restauracji: to mój absolutnie ulubiony błąd!! Chociaż…. http://www.engrish.com/2009/05/they-gotta-do-something-about-their-chickens/ :-)

  12. szpak #
    12

    Faktycznie ostra jazda. Jak brzytwa nawet. Mnie jednak taki, może i konieczny, monumentalizm i zabawa czystą formą, jakoś słabo imponuje. Co nie znaczy, że nie robi wrażenia. Ale w końcu każda epoka ma swoje piramidy. I dużo lepiej gdy rosną z powodu przewag gospodarczych niż militarno-władczych. Swoją drogą te piramidy dość dobrze oddają ducha epoki. I nie tylko :)

  13. szpak #
    13

    A tak z czystej ciekawości, bo jak widać Chińczycy, i nie tylko, czerpią pełnymi garściami ze zdobyczy innych cywilizacji. Zresztą czasem, również rzeczy nie tak bardzo tego warte. Ale o to mniejsza.
    Co powinno, w/g was, przepływać w drugą stronę?
    Oprócz feng shui? Z całym szacunkiem, ale chodzi mi o coś bardziej konkretnego, ale nie aż tak konkretnego jak chińskie towary np.
    Czy może musi być to przepływ jednokierunkowy a jeśli tak to dlaczego?

  14. ril #
    14

    @bxy :) Zgubili gdzieś wodę i rzekę, ale korzystając z nciku.com wychodzi 泼辣鸡 jako “rude and unreasonable chicken”. Google tłumaczy to jako “Woda rzeczna ostrym kurczakiem”, też fajnie. Inna sprawa, że z żoną rozpoznajemy autentyczne azjatyckie knajpy po błędach językowych w menu polskim. Jak nie “kuczak w sieście” (swoją drogą co jakiś czas ktoś mnie pyta jak oni jedzą to danie pałeczkami) to przynajmniej “pieczony ryż” i “pieczony makaron” jak w bardzo miłej restauracji Kanton na Smoczej w default city.

    Co do Gawlikowskiego – miał wykład w ramach Festiwalu Nauki, z żoną słuchaliśmy go na zmianę, druga osoba zajmowała się dzieckiem na korytarzu. Inna sprawa, że bardzo dobrze się zapamiętuje wykład jak się wie, że trzeba będzie go zaraz powtórzyć :)

  15. szpak #
    15

    A jakie to w końcu danie? I co ten niegrzeczny kurczak nabroił? Bo chińskie krzaczki to dla mnie absolutna magia.
    Dzisiaj nasze przekaziory podały, że google będzie się ponoć wycofywało z Chin. Ma to mieć związek z atakami na google i inne firmy z terytorium Chin. Rząd USA spotkał się z przedstawicielami tych firm by sprawę omówić. Oczywiście nie dzisiaj, ani wczoraj.
    Zbiegło się to dziwnie w czasie z atakiem jakiejś irańskiej grupy cyberbojowej, która, ni z gruchy, ni z pietruchy, zaatakowała ostatnio chińską przeglądarkę.
    Oczywiście, jest to typowy polityczny bełkot na użytek ogłupianej publiki. A ci rzekomi Irańczycy mają pewnie, tyle wspólnego z Iranem co otwieracz z puszką piwa.
    W każdym razie ogłupiana publika ma mieć zakodowane, że ze słusznej strony to pełny spontan i szlachetni rycerze a z drugiej dokładnie odwrotnie. Czuję się czasami tak, jakbym był w przedszkolu … dla dzieci opóźnionych w rozwoju.
    Mamy chyba zapowiedź pierwszej wojny internetowej.
    Nawet nie chcę myśleć w jakim kierunku to idzie.
    Kibicuję oczywiście Chinom bo, jakby to przewrotnie nie brzmiało, tylko silne Chiny i okolice mogą jeszcze zapewnić resztki wolności w tym coraz bardziej zniewolonym świecie.

  16. bxy #
    16

    To jest rodzaj kurczaka na pikantno. Tylko, że to okreslenie w nazwie dania “泼辣” to w odniesieniu do potrawy “pikantny”, a w odniesieniu do człowieka
    …no właśnie :-)

    A Google, nie mam zupełnie czasu śledzić, zauwazyłam tylko, że wczoraj naszym rankiem ukazało się mnóstwo wiadomości (że się chcą wycofać z powodu ataku i różnic z powodu wolności słowa, ale nie napisano jakiego charakteru był to atak, jakie różnice, sam blog Google’a jest niedostępny, bo jest na blogspocie, który jak niemal wszystkie większe zachodnie platformy i serwisy jest zablokowany). Potem bardzo szybko duża część z tych artykułów znikneła (puste linki), a w tych, co zostały, komentarze, które właśnie zaczęły się pojawiać (w rodzaju “no to teraz zostanie nam tylko to śmieciowe Baidu”) wykasowano. No i pojawiły się komentarze ekspertów w rodzaju: “to głupia decyzja, chińskim internautom to wszystko jedno, ale jeśli Google chce tracić pól swiata…”

    No coż…w Chinach Google zajmuje obecnie w rankingu popularności stron 3 i 6 miejsce (.cn i .com) i jest przez tych, co nie chcą korzystać z głównej wyszukiwarki Chin, Baidu (postrzeganej przez wielu jako nadmiernie zgodna z linią), traktowane jako odskocznia, więc raczej nie jest wszystko jedno. Ale Google w Chinach nie ma szans na żadne “pół świata”, bo dominującej pozycji już raczej nie zdobędzie (choć systematycznie pnie się w górę). Baidu lepiej orientuje się w meandrach chińskiej sieci i ma masę gadżetów – czasem nawet fajnych. No i Google’owi chyba mało podoba się takie granie drugich skrzypiec za cenę krytyki tam, gdzie grają pierwsze skrzypce, a pretekst do wyjścia znaleźc trzeba. Myślę, że jakby teraz nie wyszli, to stracą gębę i tu i tam.

    Ale nawet jeśli zniknie Google.cn zawsze jeszcze może zostać Google.com po chińsku. A to są bardzo różne serwisy – mój post na Sinoforum o tejże różnicy: http://sinoforum.pl/herbaciarnia/chinski-goggle-i-gw-musialam/

  17. szpak #
    17

    Po polsku, pewnie “pikantny” w odniesieniu do człowieka, podobnie się kojarzy.
    Bardzo wątpię by Google zaanagżowało H.Clinton i rząd USA do akcji wychodzenia z twarzą z potyczki z Baidu. Dużo bardziej prawdopodobny jest odwrotny scenariusz. Czyli grupa trzymająca władzę w USA, zaangażowała Google i innych do akcji destabilizacyjnej w Chinach.
    Schemat zresztą podobny do tego w Iranie i w innych miejscach. Największy chyba sukces odniósł na Ukraninie, parę lat temu. Co tak naprawdę wygrali Ukraińcy, dzisiaj lepiej nie wyliczać. A i tak nie zaliczyli prawdziwej “destabilizacji” jak Irakijczycy, którzy z nostalgią zapewne, wspominają czasy okrutnej dyktatury. To, że do niedawna, Google i innym firmom, nie przeszkadzała w prowadzeniu interesów lokalna specyfika wobec tzw. “demokratycznych wartości”, nie oznacza, że nagle nie zacznie im bardzo doskwierać.
    Tłumaczenie tego zwrotu troską o wolności Chińczyków słusznie masz za bujdę na resorach. Ale i troska o własny imidż, tu czy tam, jest tu mocno nieprawdopodobna i wściekle niekorporacyjna. Chyba, że chodzi o groźbę, a nie możliwość, zniszczenia w mediach. Sądzę zresztą, że “prośba” rządu USA była bardzo “sugestywna”. Tym bardziej jeśli skończy się to rezygnacją Google z chińskiego rynku albo i czymś gorszym.
    Wątpię jednak by Chińczycy dali się nabrać, tak jak Ukraińcy i reszta byłych demoludów. Szklane paciorki mogą sobie sami wyprodukować w dowolnych ilościach.
    A dolarów, których nie mogą, akurat mają w, niebezpiecznie nawet sporym, nadmiarze.
    Dlatego nie wierzę, żeby samo ideologiczne zadęcie, bez ekonomicznych obiecanek cacanek, mogło dużo namieszać.

  18. ril #
    18

    @bxe Z ciekawością przeczytałem informację o google.com w Chinach. Pod starą wersją FireFoxa – 3.0 działała wtyczka China Channnel. Jak to jest w opisie “The Firefox add-on China Channel offers internet user outside China to surf the web as if they were in China”
    Niestety plugin pod 3.5 nie działa.

    Okropne jest to cenzurowanie blogspota, facebooka i innych. Jeśli mogę coś pomóc – mógłbym na przykład postawić na swoim laptopie proxy zabezpieczone hasłem, może nawet szyfrowane. To czy jestem dostępny na gmail talku świadczyłoby o tym, czy laptop chodzi.

  19. bxy #
    19

    Ril, bardzo Ci dziękuję :-) w tej chwili sobie jakoś radzę, jak mi coś jest potrzebne a nie mogę się dostać, po prostu rodzina albo znajomi mi to kopiują i wysyłają. Oczywiście z normalnym korzystaniem z sieci ma to niewiele wspólnego (no bo nieraz sama nie wiem, co powinni mi skopiować i wysłać, a szukać nie mam możliwości). Reszta w mailu.

  20. Szyjol #
    20

    No czesc szyjol! Jakos nigdy nie mialem sily zajrzec na twoj blog, bo generalnie wielbicielem ich nie jestem, ale jakos dzis przez przypadekwpadlem na “najwyzsze budynki swiata”, i kogo widze..? Bxy!Widze ze sie bardzo udzielasz we wszelkich dyskusjach, fajnie! A ja wrocilem jakies 3 dii temu z Guanxi, do mojej szarej rzeczywistosci w Guangdongu… Bylem w mega czadowym miejscu, co sie zwie Jinkeng, i chyba sam jakis blog zaczne robic, choc blogow nie lubie, coby swiatu pare fajnych zdjec pokacac!
    A jak Yunnan..? Tam tez musze sie jakos wybrac (a i Guizhou nie daleko…)
    P.

  21. bxy #
    21

    Na bogi (zuluskie)! Szyjol na moim blogu! Zaszczyt to! (choc zapewnie nic nie przeczytal on). Bloga zaloz – objawisz swiatu prawidze oblicze Guangdongu. Napisza maila, jak wroce do Sh, a poki co – dla tych, co sa/beda w Guangdongu: http://www.icm.gov.mo/exhibition/tc/kpintroE.asp

  22. wm #
    22

    Fajnie tam macie ale chyba niezły smog jest w tym mieście !



Your Comment