Wrzeszcze, wiec jestem

 

Ze cos sie ze mna dzieje, podejrzewalam, gdy przestaly mna wstrzasac mdlosci za kazdym razem, gdy ktos obok mnie charcząc plunal na ulice. Po prostu przeszly jak reka odjal, moge nawet w czasie takich charchow, gromadzenia, formowania i odpluwania swobodnie jesc, nie musze wykonywac nadludzkich wysilkow, zeby rzecz zatrzymac w buzi.

Moje podejrzenia, ze cos sie zmienia, wzmocnila sytuacja sprzed tygodnia. Gdy moja regularna oprawczyni, banzhang (gospodarz klasy) studiow doktoranckich uraczyla mnie kolejnym klamstwem, ktore mialo uratowac jej kolege przed pisaniem artykulu ”razem z tym laowajem” (oklamala mnie co do woli profesora w tej sprawie, zwalajac nieuchronny problem, jaki bym miala postępując wedle jej wskazowek, na moje “nierozumienie chinskiego”), poszlam do niej i zaczelam sie drzec. Na poczatku miala swoja zwykla arogancko-znudzona mine, to zaczelam sie drzec jeszcze glosniej i z jeszcze wieksza wsciekloscia. Akurat przyszlo mi latwo, bo zlosci uzbieralo mi sie tyle, ze ledwo widzialam na oczy i po raz drugi chyba w zyciu doświadczyłam, że wyrazenie “zolc zalewa” nie jest metaforą, ale opisem tego, co ma przed oczami czlowiek ogarniety skrajna wsciekloscia. Arogancka dziewucha, ktora traktowala mnie zawsze jak pozbawiony odczuc opozniony w rozwoju chodzacy problem i mafan, pod wplywem wrzasku stopniala i poryczala sie. I zaczela przepraszac. Dopiero jak sie wydarlam, dotarlo chyba do niej, ze pomimo dziwnego wygladu jestem…istotą ludzką (tytulowe wrzeszcze, wiec jestem). Ale najdziwniejsze bylo to, ze po takim wrzasku wszedzie indziej (w Polsce, nie mowiac o Tajwanie, gdzie taki darcie twarzy to ekspresowy sposob na jej utrate) spalilabym sie ze wstydu, miala wyrzuty sumienia i wdawalabym sie w inne podobne niuanse. A tu po prostu wyszlam i poszlam do biblioteki (pewnie tylko za pare dni wypadnie mi resztka wlosow, ktora jeszcze sie ostala po przedostatnim seansie upupiania).

Ale, świadomość, że coś się naprawdę zmieniło, uderzyła wczoraj, gdy zanoslam  do reklamacji buty, ktorych obcasy po miesiacu od kupna ulegly rozkladowi zupelnemu. Kobieta w sklepie na sam dzwiek slowa “reklamacja” zaczela machac rekoma, robic skrajnie znudzona mine, zajmowac sie czym innym, udawac, ze nie slyszy i odganiac mnie jak natretna muche i mowic, ze to nie ich problem, ze to ja pewnie zle po ulicy chodzilam. Wtedy stanelam na srodku sklepu i rzucilam tymi butami o ziemie, co juz dało pewien efekt, jako, ze wszyscy zaczeli sie patrzec.  Po czym wydarlam sie tak, ze nigdy bym sie o to nie podejrzewala. “To sa buty? To smieci, nie buty! Prosze popatrzec (do innych klientow) co tutaj sprzedaja, (do obslugi) sami sobie w tym chodzcie” i inne zenujace bazarowe teksty. Efekt byl natychmiastowy, im bardzej bylam chamska i przekupkowata, tym oni badziej grzeczni. Stanelo na tym, “ze nie trzeba sie tak denerwowac, buty oddadza do naprawy, zmienia obcas na zrobiony z innego lepszego materialu, a jak nie bede zadowolona, to zastanowimy sie nad innym rozwiazaniem”. Ciekawe, czy do nich w dziecinstwie tez rodzicie szczekali, a nie mowili (vide: dwa posty nizej), ze teraz trzeba zaszczekac, zeby zobaczyli/usłyszeli w czlowieku czlowieka. Albo przynajmniej sprawę do załatwienia.

Jak opowiedzialam o tym ostatnim zdarzeniu znajomej Tajwance (0 stopni, a ja przyszlam w trampkach, no bo przeciez cholerne buty w naprawie, wiec musialam skladac geste wyjasnienia, pic gaoliang w duzych ilosciach celem rozgrzania i takie tam), posluchala, pokiwala glowa, uścisnęła moja dloń i powiedziala: “gratulacje, zostalas zharmonizowana”.

P.S. H4rmonijne spol3czenstwo - jeden z centalnych konceptow dzisiejszej polityki chinskiej, bardzo lansowany. Na plakatach promujacych tenze, splecione rece z wystajacymi mankietami mniejszosciowych strojow ludowych, przepuszczanie z usmiechem starszych osob w autobsach, podnoszenie papierkow i wrzucanie ich do kosza, ogolna milosc wszystkich do wszystkich. Samo slowo “harmonia” znajduje sie jednak na liscie slow filtrowanych w internecie, po tym, gdy ludzie zmodyfikowali jego znaczenie i wyrazeniami typu “ten serwis internetowy zostal zharmonizowany” zaczeli okreslac zamykanie i blokowanie stron i internetowych.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

21

12 2009

10 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. YLK #
    1

    No prosze, w koncu pojawila sie bratnia dusza, a juz myslalem, ze tylko ja jeden jestem narwanym laowaiem, rozwrzeszczanym, zalewajacym sie zolcia i krwia…
    Moim znajomi, gdy widza, jak zalatwiam tu sprawy, to patrza na mnie jak na nienormalnego, nie zdajac sobie zupelnie sprawy, ze to po prostu metoda, ktora przez lata okazala sie jedna z najskuteczniejszych przy zalatwianiu spraw tutaj. Inna rzecz, ze pewnie w niektorych sytuacjach moznaby skorzystac z lagodniejszych srodkow perswazji, ale jesli ma sie AK47, to po co korzystac z kija?
    W kazdym razie witaj w klubie!

  2. Yao #
    2

    Wrzaski się sprawdzają, ale czasem lepszą metodą jest zimna, bezwzględna cierpliwość. Wiadomo, że petenta/klienta (a zwłaszcza laowaiskiego), który chce coś “dziwnego” załatwić, najlepiej spławić. Jak się klient nie daje, to mu w końcu trzeba sprawę załatwić (chociaż czasem trzeba dość długo wytrzymać – mój rekord to 3 dni).

    PS. Xiaobai, mam do Ciebie sprawę – gdybyś mogła jakiś kontakt podać (np. w prywatnej wiadomości na sinoforum), byłbym niezmiernie zobowiązany.

  3. bxy #
    3

    YLK – rzeczywiście jest pokusa do strzelania do much z giwery. Aż ostatnio usłyszałam o sprawie, którą chciałam załatwić “siłowo”: “daj spokój, do normalni ludzie, z Syczuanu nie z Szanghaju, załatwią ci to i bez wrzasku”. No, to witam w klubie, aczkolwiek niechętnie. Co mówi teoria rozwiązywania spraw darciem gęby jeśli chodzi o radzenie sobie z wizerunkiem siebie samego jako gruboskórnego pieniacza? Czy to też z czasem mija? (podobnie jak przejmowanie się odczuciami innych osób?)

    Yao, a co mówi teoria bezwzględnej cierpliwości, gdy podczas takiego załatwiania traktują cie jak powietrze, nie reagują na pytania i nawet nie nawiązują kontaktu wzrokowego? Boję się, że bogatym w tradycje urzędnicze Pekinie to faktycznie daje efekt, tu trzeba zrobić bazar.

  4. YLK #
    4

    Zasada podana zostala przez Sunzi’ego – musisz znac siebie i przeciwnika, wowczas wygrasz wszystkie bitwy. Trzeba wiec zorientowac sie, z kim ma sie do czynienia. Pare lat i rzut okiem pozwoli Ci dosc dobrze ocenic sytuacje i nie walic od razu z grubej rury. Ja to czesto reaguje na dialekt i akcent – szanghajski dziala na mnie jak plachta na byka…;)

  5. Yao #
    5

    Teoria bezwzględnej cierpliwości mówi, że należy ignorować wszystkie komunikaty drugiej strony, odrzucać wysuwane (durne) propozycje i niezmiennie powtarzać, co się chce. Na ignorowanie ze strony przeciwnej najlepsze jest usadownienie się w takim miejscu, gdzie się ewidentnie przeszkadza (pośrodku biura, przed okienkiem – połączone z blokowaniem dostępu następnym w kolejce itp.) połączone z powtarzaniem co pięć minut swoich żądań.

    Niedawno zastosowałem na poczcie inną taktykę: atak z totalnego zaskoczenia. Pani w okienku nie chciała mi wysłać paczki tak, jak ja chciałem (czyli opcją o 50% tańszą), bo – jak oświadczyła – paczka jest za duża, wg “przepisów” musi być o kilka centymetrów z każdej strony mniejsza. No to ja zażądałem okazania tych przepisów na piśmie bezczelnie twierdząc, że “każdy przepis musi być gdzieś zapisany, w jakimś okólniku czy innym urzędowym piśmie i ja chcę to zobaczyć”. Był to śmiertleny cios :-D

  6. YLK #
    6

    He he, stary numer przeze mnie rowniez czesto stosowany – mowia ci, ze jest przepis, a Ty na to “no to pokazcie, bo inaczej nie przyjmuje go do wiadomosci”. A kiedy pokaza – co sie rzadko zdarza, ale jednak – mowie im, ze 规定是死的人是活的, i targ zaczyna sie od nowa….:)

  7. V #
    7

    I dobrze zrobiłaś! Duszenie w sobie złości nie jest ani zdrowe ani skuteczne, wiesz o tym doskonale. A przy okazji masz szansę “wychować” mały wycinek społeczeństwa, który myli zachowanie twarzy z naciąganiem :) Zauważyłam ostatnio, że moja praca w roli “ścigacza długów” spowodowała u mnie podniesienie o kilka decybeli tonu głosu – tylko tak można dotrzeć do Klientów:)

  8. bxy #
    8

    V. myślę, że nikogo nie wychowam, bo po nawrzeszczanych (podobnie jak wrzeszących) to wszystko spływa jak po kaczce. A wrzeszczący po mandaryńsku laowaj to taka osobliwośc (podobnie jak kwiatki które gryzą podlewającego czy żółw robiący sobie ochraniacz na skorupę na drutach), że się właściwie nie mieści w siatce poznawczej i jako taki pewnie zostanie wyparty lub zaliczony w poczet majaków. Chociaż….jak poszłam odebrać cholerne buty, ta sama pani, co się wtedy ode mne opędzała, już w progu się uśmiechała i pobiegła po naprawione buty, wytłumaczyła jak naprawili etc..

    A Ty jako wrzeszczący windykator – wiem, że cierpisz, ale dałabym mnóstwo, żeby to zobaczyć (bo to gdzieś razem z tym żółwiem…)

  9. Jarek #
    9

    dawno nie zaglądałem na Twojego bloga a tu T A K I E zmiany w Kasi zachodzą!!! Ja Ciebie proszę Kasiu, Ty się tak nie harmonizuj do końca. Niech w Tobie “Naszej Kasi Kochanej” (słowa Szymka) choć odrobina zostanie ;) .

  10. bxy #
    10

    Za późno. Zdjęcie z bloga też już nieaktualne (teraz mam mine jakbym zaraz miala kogos pogonic), musze zmienić :-)
    Natomiast jak zasugerowałam to w poście “szczekająca miłość” nadal uważam bicie dzieci i ciągnięcie je za ucho za naganne – więc może Szymek by jednak wyszedł ze spotkania obronną ręką?



Your Comment