Zimno właściwe

 

Zimno przyszło. I to jakie (no właśnie nie wiem jakie, bo termometru nie mam, a prognozom jakoś średnio wierzę). Choć podobno jeszcze nie jest to zimno właściwe (na razie para z chuchnięcia sięga tylko ok 20 cm, jak będzie ok 40, to podobno będzie dopiero zimno właściwe).

Nigdy bym nie pomyślała, że się ucieszę, że zimno. Ale to pewnie polska dusza się cieszy – od razu mam lepszą orientację w czasie, zaczynam robić zimowe plany (to skoro i tak zimno i tak, to może pojadę do 东北 na Północny Wschód) i tak dalej. Do tej pory, odkąd przyjechałam, było jakby się czas zatrzymał, wieczne lato – coś jak niekończący się dzień, gdy leci się samolotem na Zachód, tylko w dużej skali.

W mieszkaniach nie ma ogrzewania (w ogóle na południe od Jangcy chyba nigdzie nie ma, resztą na Tajwanie też nie było, podobno w Japonii z wyjątkiem północy też niespecjalnie jest) . Na Tajwanie skończyło się to zapaleniem stawów kolanowych i akupunkturą z prądem na kilka centymetrów w głąb kolan – pomogło. Na szczęście tutaj mój starożytny klimatyzator po kilku zgrzytach ruszył i dał się nastawić na opcję „dogrzewanie”. We framudze okna była dziura grubości kciuka, zatkałam szmatą. Ale i tak siedzę w rękawiczkach i śpię w dwóch parach spodni od dresu i dwóch parach skarpet, pod dwiema kołdrami, co około 5 nad ranem i tak przestaje wystarczać.

Tu ludzie są dużo bardziej przyzwyczajeni i nic sobie z zimna nie robią. Dalej wychodzą po zakupy na osiedlowy targ w piżamach (tylko ostatnio zmienili na pikowane). Na stojących pod targiem automatach dla dzieci (takie jak za moich dziecięcych lat – sadza się młodego na plastikowe zwierzę, bądź do samochodziku, wrzuca monetę, rozlega się radosna pieśń, pojazd się kołysze, dziecię jedzie) nadal jeżdżą maluchy (mają przy tym tak zamyślone miny, że nie wiedziałabym jak do takiego dziecka zagadać, może coś z historii albo literatury?). Przy chodnikowych straganach nadal ruch – do asortymentu włączyli najbardziej pluszowe kapcie świata i podszyte misiem ochraniacze na ręce i nogi – do jazdy motorem. Chyba sobie kupię i będę siedzieć tak w mieszkaniu.

Choć ja nie mogę narzekać. Moi biedni znajomi z akademika (chińskiego, bo laowaje, co płacą 90 RMB za dobę, oczywiście wszystko mają), nie mają w mieszkaniach żadnej opcji ogrzewania (wszyscy kupują masowo piecyki, które się masowo psują i najtańsze koce elektryczne z Walmartu po 59 RMB sztuka). Nie mają też ciepłej wody. To ostatnie podobnież „dla ich bezpieczeństwa” (uwielbiam ten zwrot, odkąd w tamtym roku w Hunanie pewien pijany przeor klasztoru buddyjskiego chciał mi się wpakować wieczorem do pokoju, żeby zobaczyć, „czy jest tam bezpiecznie”). To kolejna niepodzianka (tzn. nie przeor, tylko ten brak ogrzewania i ciepłej wody), bo akademiki, a raczej całe wielgaśne osiedle studenckie wielkości warszawskiego Gocławia, są naprawdę ładne, i na zewnątrz, i wewnątrz, mieszkania (kilka pokoi, wspólny kuchnio-salon i łazienka) są jasne, odnowione w nietandetny sposób (porządne kafle, estetyczna wykładzina), mają ładne wyposażenie (chyba pierwsze ładne wyposażenie, jakie widziałam w jakimkolwiek akademiku) . Nieszczęśni muszą jednakowoż pielgrzymować z tych miłych mieszkań do umywalni, po czym, świeżo po kąpieli, z mokrymi włosami (niedobór suszarek i gniazdek) i z mydłem w dłoni, lecą z powrotem do siebie. A tam np. - jak ostatnio – 7 stopni.

W sumie to jeszcze „zimno właściwe”nie nadeszło, ale jakoś szanghajska (a przynajmniej nasza tutaj, peryferyjnie szanghajska) przestrzeń publiczna wydaje mi się przyjaźniejsza niż polska, jeśli chodzi o wspomaganie tych, co się w niej poruszają w czas zimna. Tzw. cha diany (sklepy z herbatą – straganiki oferujące kubek herbaty z dowolną domieszką – mleka, kuleczek z taro, a nawet kawy – bardzo dobre, naprawdę, to zupełnie coś innego niż to, co się dostaje w starym automacie do napojów, gdy chce się herbatę, a ktoś chwilę przedtem brał kawę), które latem pozwalają wytrzymać upał serwując napoje z lodem, teraz sprzedają gorące napoje. Z takim czymś w ręku jest od razu dużo raźniej.

About The Author

bxy

Other posts by

Author his web site

15

11 2009

6 Comments Add Yours ↓

The upper is the most recent comment

  1. Jarek #
    1

    Dawno nie zaglądałem do Twojego “kącika” Kasiu. I słyszę, że ziąb jakiś u Ciebie. Mam tylko nadzieję, że słońce od czasu do czasu się pokazuje bo u nas jakoś tak szaro, wilgotno i grypowo. I słońca dawno nie oglądaliśmy. Pozdrawiamy serdecznie

  2. V #
    2

    Kasiu, jak nadejdzie prawdziwa azjatycka zima, to Ci wyślę uszczelki do okien i skarpetki izolacyjne (jakoś tak się nazywają), bo np. taka zima +10 C w Hanoi jest o wiele gorsza niż polskie -15 C. W Shanghaju widzę, że jeszcze gorzej.

  3. bxy #
    3

    V. ja te przesyłkę to już chcę (a do niej jeszcze rękawiczki z klapką, które kiedyś memu koledze M. ciocia z poświęceniem robiła, a ja mu je zasunęłam i do tej pory się nie przyznałam, sorry, M. ,dopiero tutaj mi to przez gardło/palce przeszło).

    Jarek, V. ja się już okopałam na stanowisku i jest w miarę – ze sprzętu specjalistycznego mam dwa termofory wielkości słoniowego ucha i samorozgrzewające się magiczne japońskie torebki do obkładania zziębieniętych rąk. Rozważałam jeszcze kapcie ogrzewane zasilane USB, wbrew pozorom to nie kolejne japońskie chindogu, tylko super przydatna rzecz podczas pracy na komputerze.

    V. Jest tak, jak mówisz – na domiar złego zimy na południu nie traktuje się poważnie, ot, jako przejściową anomalię pogodową, a tymczasem nie tylko ja, z Polski, ale i moi znajomi z najbardziej północnych z połnocnych regionów Chin też twierdzą, że to gorsze niż nawet bardzo ostra zima, ale bez tego obrzydliwego poczucia, że się chodzi w wiecznie mokrych ciuchach.

    Oboje trzymajcie się ciepło!

  4. ril #
    4

    Oby nie było jak na początku roku 2008 rok, kiedy w Azji była zima stulecia. Mieszkałem wtedy z żoną w Hanoi. Ta straszna zima miała trwać do połowy lutego a trwała do początku kwietnia. Całe szczęście, że w pokoju mieliśmy klimatyzator z funkcją grzania, ale już branie prysznicu przy niedomykającym się oknie i 8 stopniach na dworze (i może 2 więcej w łazience) to było coś.

    Bardzo ciekawy blog, zacząłem go czytać regularnie, będąc w Wietnamie też coś takiego staraliśmy się prowadzić, ale mieliśmy mniej zacięcia.

  5. bxy #
    5

    Ril, dziekuje bardzo za wpisy i odwiedziny – niestety blospot jest blokowany i nie moge odwiedzic Twojego bloga. Zaluje, bo Hanoi darze wielkim sentymentem i chcialam poczytac o odczuciach zwiazanych z zyciem tam wspolczesnie. Bylam w Hanoi 6.5 roku temu, a wszyscy co byli w miedzyczasie, mowia, ze to teraz jest juz inne miasto. Mam nadzieje, ze nie zmienia sie w kierunku, w ktorym zmienia sie Szanghaj.

    Prysznic – to tez moja zmora, tutaj sa w sumie takie jakies wielgasne lampy lazienkowe, ktore super mocno grzeja, ale odkrylam, ze jak podczas prysznica lampy te sa wlaczone, to skora z czlowieka potem zlazi. Ciekawe jeszcze, czy sie czerniak robi i czy duzy. Ale i tak dobrze, ze jest, jak jest. Moi znajomi z chinskiego akademika, jak pisalam, maja duzo milej. A ostatnio jako, ze sie dzien spoznili z zaplata za prad, to im szkola odlaczyla prad na noc (przy 0 stopni i marnej izolacji), jedyne zrodlo ciepla.

    Patrzac na Twoja dane z maila nie moge oprzec sie wrazeniu, ze kiedys gdzies sie spotkalismy. Moze mamy wspolnych znajomych (np. mieszkajacych w Sajgonie, a pierwsza literka ich imienia to M.?)A moze Tajwan (Kaohsiung czy cos takiego)?

  6. ril #
    6

    Chyba nie mamy wspólnych znajomych, przynajmniej nie kojarzę tych, których podałaś, może już prędzej moja żona?

    Napisz maila do mnie to Ci prześlę zawartość całego bloga w formie zipa, z obrazkami i znakami w pismach nie-europejskich :)



Your Comment