Posts Tagged ‘prawo’

Hukou. Z reguły…

Nie lubię wymądrzać się na tematy, na których się nie znam. Na chińskim prawie, regulacjach nie znam się. Chińskie prawo i regulacje przerażają mnie. Każda reguła ma bowiem mnóstwo pod-reguł (i mówię tylko o tych oficjalnych, na-biurkowych a nie pod-biurkowych). Do tego, w myśl zasady zdecentralizowanego centralizmu, coraz więcej władzy w materii wyznaczania i egzekwowania regulacji przekazywane jest na coraz niższe szczeble – do władz lokalnych. To wszystko sprawia, że system prawa jest bizantyjski (chiński?) w swoim rozmiarze, zdefragmentowany, często niespójny, lub też zwyczajnie wewnętrznie sprzeczny. Jak bardzo, ukazują chyba najbardziej dobitnie konkretne historie prosto z życia – gdy to ostatnie próbuje się, znosząc niezliczoną ilość trudności, nagiąć, przetrwać w nieczytelnych regułach. Ale o tym za chwilę.

Tak więc nie znam się na prawie i na jego regulacjach. Ale zdaję sobie sprawę, że trudno opowiedzieć cokolwiek (chociaż kawałkami) dotyczącego dzisiejszych Chin bez wspomnienia o kilku regulacjach, które w wyjątkowo wysokim stopniu kształtują losy (obywateli) współczesnego ChRL. Jedną z nich jest system hukou. Hukou to system rejestracji ludności, ma bogatą tradycję sięgającą zamierzchłych czasów cesarstwa, systemy o identycznej nazwie działają i w Japonii i na Tajwanie, system hukou działał do niedawna w Korei. Jednak systemy te pozbawione są implikacji – o których za chwilę – charakterystycznych dla systemu hukou stosowanego w ChRL.

Gdy system hukou był wprowadzany w jego obecnej postaci (a liczy sobie już 50 lat) jasne było, że “darmową” opieką zdrowotną, dostawami, talonami, tym całym 福利 fuli, socjalem, który powinien być, bądź, co bądź wyznacznikiem “socjalistycznosci”, nie da objąć się wszystkich. Lepiej objąć tych, którzy przez życie w większej koncentracji, lepsze doinformowanie, wykształcenie etc. mogą stanowić ewentualne zagrożenie dla stabilności (jakkolwiek była ona rożnie definiowana) systemu, którzy mogą podnieść krzyk. Miejski, tzw nie-rolniczy hukou. Wies uznano za, bardziej niż miasto, zajęte głównie cięzką produkcją przemysłową, zdolną do samoutrzymania. No a jej mieszkańców za zbyt licznych, aby można było ich wyposażyć w przywileje. Rzecz jasna – i najważniejsza – rozproszoną, nieskomunikowaną, gadającą milionem dialektów wieś uznano za mniej zagrażającą porządkowi. Oczywiście o ile nadal.. pozostanie na wsi. Należało ograniczyć mobilność mieszkańców wsi, których przybycie do miast mogłoby zagrozić stabilności politycznej i stabilności centralnie planowanej gospodarki, dystrybucji dóbr i pracy. Hukou rolniczy, wiejski. System hukou – możesz pojechać na krótko do innego miejsca, ale za Twoje kartki na jedzenie (te akurat dostawali tylko mieszkańcy miast, ale ich przemieszczanie także należało ograniczyć) nic tam nie dostaniesz, służba zdrowia nie będzie cię leczyć, szkoła odmówi przyjęcia dziecka, oczywiscie nie możesz tam pracować – chyba, że zostałes przeniesiony z polecenia swojego danwei – jednostki pracy.

Tak było – mniej więcej do reform Denga. Później sytuacja stopniowo zaczęła się poluźniać, wraz z radykalną przemianą gospodarki i związanym z nią urynkowieniem wielu sfer, problemy z kartkami, całkowitym brakiem pomocy medycznej (dzis jest inny problem – zapłacisz – leczą), edukacją odeszły (choć te z edukacją nie do końca, o tym za chwilę) wraz z epoką, której były czescią. Możliwosć pracy w miejscu innym, niż to podane w hukou spowodowała, że przez Chiny, głównie w kierunku wielkich miast przy morzu, płynie gigantyczna ludzka fala. Wstępne oficjalne szacunki związane z realizowanym obecnie spisem powszechnych mówią o około 200 milionach osób, ale… Kto przemieszcza się na jakis czas do innego miasta, musi starać się o pozwolenie na pobyt czasowy. Kto nie ma, żyje w gigantycznej strefie cienia.
Możliwosć pracy jest, co nie oznacza całkowitego uwolnienia rynku pracy od hukou – wciąż działają regulacje, które w niektórych rodzajach danwei faworyzują bądź wręcz nakazują przyjmowanie do pracy osób z lokalnym hukou. To, oraz preferencje pozostałych pracodawców, którzy, nawet jesli nie związani regułami, nie chcą problemów z jakimis czasowymi pozwoleniami, no i wreszcie charakter migracji (w ogromnej czesci ze wsi do miast) sprawiają, że przybywający najczesciej mogą się imać jedynie prac niskopłatnych, fizycznych, których nie podejmie się ludnosć z lokalnym, miejskim hukou.

No własnie. Lokalny hukou, hukou rolniczy…. Zmieniło się dużo, ale są rzeczy, które po dzis dzień nie uległy zmianie. W obrębie systemu hukou każdemu z obywateli przypisywane są dwie wartości z dwóch różnych kategorii: pierwszą kategorią jest zatrudnienie (może być rolnicze albo nie-rolnicze) a drugą jest lokalność (hukou lokalny i nie). Krzyżując kategorie ze sobą otrzymujemy 4 możliwe sytuacje (klasy…)- hukou nierolniczy lokalny, nierolniczy zamiejscowy, rolniczy lokalny, rolniczy zamiejscowy. Kolejność nieprzypadkowa. Każda kolejna kategoria oznacza mniej praw. Zmienić hukou – bardzo trudno. Układając plany życiowe, marząc, szukając pracy, partnera, trzeba uwzględniać kwestię hukou (czyli, zmieniając język, kwestię swojego urodzenia…), patrzeć realistycznie.

Partner życiowy z pekińskim hukou to marzenie milionów. Dostęp do niespotykanych nawet dla osób z nierolniczym hukou z innych miast przywilejów (bo przywilejami z reguły obejmowane są całe rodziny np. zatrudnionego w odpowiedniej jednostce, a kogo w niej zatrudniać, jak nie osoby z pekińskim hukou?). Ale gdzie ktoś z pekińskim nierolniczym hukou spojrzałby na kogoś z jakaś inną kategorią hukou ? No, ewentualnie może być hukou nierolniczy zamiejscowy, którym mogą się wykazać np. osoby przeniesione z polecenia państwowej jednostki pracy – danwei,, czy ogólnie osoby przenoszące się do Pekinu z bardziej nobliwych niż chęć zarobku, powodów (albo potrafiące nadać swym powodom taki nimb). “Zdobędę żonę z pekińskim hukou!” – odgraża się po pijaku Zhou Ziwu, przyjezdny do Pekinu handlarz fałszywymi pozwoleniami i dyplomami (ma licencjat z lokalnej szkoły wyższej ze swojego miasta, no ale kto weźmie do normalnej roboty przyjezdnego z takim hukou?), jeden z bohaterów powieści Pod niebem, pomiędzy ludźmi (czyli po prostu Ludzki świat) autorstwa Xu Zechena. Starszy o kilka lat kuzyn słucha pijanego z pijacką i braterską wyrozumiałością, ale i zdziwieniem: “ja w jego wieku nie byłem aż tak szalony, to chyba jednak rożnica pokoleń…”.

No więc trzeba patrzeć realistycznie. Także na swoją pracę, karierę. Jesteś z dajmy na to, Shaanxi, jedziesz do Kantonu. Pracujesz tam 10 lat. Przez cały ten czas masz obcy hukou, więc nie przysługują ci prawa, które przysługują Kantończykom. Ale obowiązki “przysługują”, jak każdemu pracującemu. Tak jak Kantończycy np. płacisz składkę ubezpieczenia społecznego. Po 10 latach wracasz do domu, gdzie hukou twój i rodzina twa. Składka jest nietransferowalna. Zostaje w kasie kantońskiej. Ty masz 10 lat mniej składki (ale w sumie i tak się ciesz, że w ogóle masz jakaś, ludzie z rolniczym hukou z reguły nie mają żadnej). Dzieje się tak na skutek wspomnianej już wyżej wysoce posuniętej decentralizacji centralizmu. Obie prowincje mają nieprzystający system ubezpieczeń. Obie prowincje muszą wykazać się generacją dochodu – bo to ich źródło legitymizacji w oczach Pekinu.

Trzeba patrzeć realistycznie i na chorobę. Kto ma wiejski hukou, ten za leczenie płaci krocie, no bo nie ma ubezpieczenia. Gdy zachoruje na przewlekłą, wymagającą leczenia szpitalnego chorobę, jako, że na wsi brakuje odpowiedniej opieki, może się właściwie tylko udać do miasta i poddać leczeniu na własne pieniądze. Że jest to właściwie niemożliwe, o tym chyba nie trzeb nikogo przekonywać. I kiedys już pisałam o moim spotkaniu z taką sytuacją.

Trzeba patrzeć realistycznie i na starość. Kto ma rolniczy hukou, ten z reguły nie jest objęty ubezpieczeniem emerytalnym. Druga z wielkich regulacji, które jak żadne inne, wpływają na ludzkie losy, czyli tzw. jihua shengyu, znana u nas pod nie do końca trafną nazwą polityki jednego dziecka, dla nich, dla ludzi z rolniczym hukou, czyni jeden z, bardzo licznych zresztą, wyjątków: rolnik może mieć więcej dzieci. To one są jego polisą ubezpieczeniową na starość w myśl odwiecznej zasady 养儿防老 – yanger fanglao: chować dzieci by mieć opiekę na stare lata.

Dzieci. Też trzeba patrzeć realistycznie. Masz rolniczy, nielokalny hukou, pracujesz w obcym mieście. Twoim dzieciom, jeśli zabrałeś/zabrałaś je ze sobą, z reguły nie przysługuje edukacja. Z reguły – bo rzecz jest zasadniczo w gestii danego miasta – w Pekinie edukacja przysługuje – jak podkreślają z dumą Pekińczycy. Jednak mali obywatele na wstępie są segregowani – dzieci osób pozamiejscowych z rolniczym hukou, krótko mówiąc dzieci nongmin gongów uczęszczać mogą jedynie, o ile się bardzo słono nie zapłaci (a że się nie zapłaci, to też chyba jasne) do specjalnych, wydzielonych, często położonych w niedogodnych miejscach szkół, które oczywiście mają poziom daleko gorszy od “zwyczajnych” stolicznych szkół. Można też zostawić dziecko u krewnych, tam gdzie jego hukou i przyjeżdżać do niego w święta.

Trzeba patrzeć realistycznie i na śmierć. W wypadku samochodowym na ulicy Pekinu giną dwie młode kobiety, kasjerki z supermarketu. Rodzina jednej z nich dostaje mniej niż połowę odszkodowania, które dostaje rodzina tej drugiej. Powód: dziewczyna miała rolniczy hukou. Mieszkała w Pekinie od 7 lat, tutaj pracowała. Jedna z regulacji dotyczących odszkodowań stwierdza, że to hukou różnicuje wysokość odszkodowania. W telewizji siostra “wiejskiej” ofiary wypadku mówi zdecydowanym głosem: “wszyscy są równi w obliczu prawa!” i wymachuje Konstytucją, żeby to ona za nią przemówiła. Sąd drugiej instancji odrzucił odwołanie. Szansa na pójście do trzeciej, na wskóranie cokolwiek w takiej sytuacji, jest właściwie już tylko teoretyczna. Sędzia jednego z pekińskich sądów, który rozstrzygał podobną sprawę: “w tamtej sytuacji zarządziłem odszkodowanie jak po osobie z miejskim hukou, ponieważ ofiara od wielu lat żyła w mieście i prowadziła typowo miejski tryb życia”. Ale to nie jest regułą.

No więc życie gnie się, nagina i ugina w konfrontacji z regułą. Z reguły nie krzyczy przy tym, nie protestuje. To znaczy może i cos tam mówi, może i trochę protestuje, ale kanały którymi niesie się po kraju głos, tych słów z reguły nie niosą (albo sami krzyczący nie wiedzą jak dobrać się do głośnika – patrz zjawisko 信息鸿沟 – digital divide). No, chyba, że, coś się dzieje i potrzebny jest element przyciągający w programie publicystycznym – jak ta siostra z Konsytucją. Albo, ostatnio – gdy pożar wieżowca w Szanghaju wygasł, po kilku dniach przypomniano sobie, ze oprócz tego, ze przyniósł śmierć kilkudziesięciu Szanghajczykom, przyniósł smierć i pracującym przy feralnej konserwacji nongmin gongom, obojętnie, czy przestrzegali czy nie przepisów bhp . I to była historia medialna na parę dni. Artykuły krzyczały: “nongmin gongowie to ofiary takie same jak wszyscy inni!”

No ale dlaczego o tym wszystkim piszę? Narzekać, żeby narzekać? A nie. W ostatnim Nanfang Zhoumo, na pierwszej stronie, wpadł mi w oczy wielki tytuł: “Reforma hukou w Chengdu”. Chengdu jest obecnie w trakcie procesu, który zakończy się zniesieniem dualnosci jaką pociąga za sobą system rolniczego i nierolniczego hukou. Niby w Chinach w ostatnich latach kilka miast i obszarów podjęło starania na rzecz zniesienia tego podziału, ale, sądząc po tym, co przedstawił czwartkowy Nanfang, nikt jeszcze nie poszedł tak daleko. Bo – jak zaznacza tygodnik – słowa w dokumentach obywateli zmienić łatwo, ale dobrać się do tego, co jest esencją hukou – czyli do dramatycznej różnicy pomiędzy wsią a miastem – trudno. Chengu poszło o wiele dalej, niż tylko zaoferowanie przyjeżdżającym do Chengdu-miasta z jego wiejskich rejonów opieki zdrowotnej i społecznej, niż danie im prawa do kupna mieszkań i do prowadzenia innych działań, które mają na celu stałe, pełnoprawne zadomowienie się w mieście. Chengdu zajęło się wyrównywaniem poziomu życia na wsi i w mieście – nie tylko poprzez regulacje prawne znoszące przeszkody w leczeniu, edukacji, pracy, ale i poprzez inwestycje na wsi – budowę wiejskich przychodni, szpitali, odnawianie szkół, dofinansowywanie uprawy ziemi, które dla rolnika stanowić ma jednocześnie fundusz emerytalny. Żeby ludzie, bez strachu o starosć, o chorobę, mogli wybrać, co i gdzie chcą robić (co oczywiscie jest rodzajem inwestycji, jako że Chiny obecnie np. rozpaczliwie potrzebują, żeby obywatele przestali sciubić na czarną godzinę i zaczęli konsumować).

Oczywiście, jako, że mówimy o Chinach – poszerzenie obszaru wolności wcale nie kłoci się z rożnymi formami centralizmu. Tygodnik kilkakrotnie podkreśla, że tak dogłębna i dobrze zaplanowana reforma mogła być wprowadzona w dużej mierze dlatego, że od początku do końca był za nią odpowiedzialny jeden człowiek, Sekretarz Li Chuncheng. To on mówi urzędnikom: “Jeśli nie widzisz, co mógłbyś zrobić dla unifikacji systemu hukou, to znaczy, że nie nadajesz się na urzędnika”. To on odwiedza wioski i na wyrywki pyta tamtejszych urzędników: “Jakby pan w 8 słowach określił, czym jest dla pana idea unifikacji systemu hukou“. Gdy wiejski urzędnik stoi z otwartą buzią, bo nie wie, jak odpowiedzieć wielkiemu Sekretarzowi z miasta, ten bez słowa odwraca się na pięcie i odchodzi. Jak podkresla – idealistyczny jak zawsze – Nanfang, jeden z tak zapytanych wiejskich urzędników, najpierw ze strachu, że Komisarz spowoduje jego zwolnienie, a potem z autentycznego przejęcia, studiuje idee i pomysły reformy i powoli odkrywa nie tylko korzyści dla wioski i jej mieszkańców, ale także odkrywa w sobie wyższą, urzędniczą świadomość. “Do tej pory byłem zwykłym chłopem ze wsi, od tamtego momentu zacząłem się przemieniać w prawdziwego, świadomego urzędnika” – podkresla. Wkrótce sam wysunie pomysły, jak udoskonalić reformę wdrażaną w jego wiosce.

Dlaczego Chengdu? Nie jest ani najbogatsze, ani problemy wynikające z dualizmu hukou nie są tam najbardziej palące. Dlaczego? Bo centralizm jest zdecentralizowany. Parę lat temu rząd centralny zaczyna rozważać reformę. China Daily daje tytuł: “Mieszkańcom wsi zostaną przyznane takie same prawa jak mieszkańcom miast”. Zachód podchwytuje i pisze, że Pekin już niebawem zniesie w Chinach system hukou. Tak jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy, jakie koszta w skali kraju niesie za sobą to, co stanowi o istocie zniesienia: ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, emerytalne, budowa szpitali etc. I ile i jakiej władzy leży w gestii władz lokalnych.
Kiedy i w jakim zakresie dualizm zostanie zniwelowany w skali kraju, nie wiadomo. Jedno jest pewne – Pekin niewątpliwie chce poznać lepiej korzyści i zagrożenia wynikające z ewentualnej reformy, zrobić (kontrolowaną a nie chaotyczną) burzę mózgów. Wyznaczył więc kilka “ważnych terytoriów i kluczowych obszarów”, które mają opracować szczegóły i zacząć wdrażać reformę, pośród nich właśnie Chengdu. Od tej chwili staranne przygotowywanie, aktywność, pomysły, kreatywność, staną się częścią legitymizacji władz Chengdu w oczach Pekinu. Na terytorium Chengdu wytypowane zostaje kilka wiosek, które mają zacząć wprowadzać nowy system opieki zdrowotnej, emerytalnej, dopłat do uprawianej ziemi etc. Postępy sledzą media, w tym i Nanfang.

Patrząc na to, nie sposób nie mieć skojarzeń z innym wielkim eksperymentem, sprzed trzech dekad. Reformy ekonomiczne Denga, które wprowadziły elementy gospodarki rynkowej (dzięki którym możemy dziś obserwować m in. właśnie zderzenie systemu hukou i olbrzymich ruchów migracyjnych w obrębie kraju), choć u nas kojarzą się głownie ze specjalnymi strefami ekonomicznymi i fabrykami, też zaczęły się tak naprawdę na wsi. Wybrano wówczas w tajemnicy jedną wieś, Xiaogang w prowincji Anhui, rolnikom, zobowiązanym do dotrzymania tajemnicy, pozwolono za zawieranie kontraktów na dostawy produktów rolnych, z których dochód miał iść bezpośrednio do domów (tzw. 家庭联产承包责任制). Wprowadzenie pewnego obszaru wolnosci ekonomicznej, gigantyczne zwiększenie plonów, wzbogacenie się rolników objętych sekretnym planem w końcu wyszły na jaw i stały się pierwszym przykładem nowej ery wielkich zmian. Dziś, przy uwadze mediów, na oczach wszystkich, odbywa się eksperyment w Chengdu. Jak mówi (używając 8 słów, tak jak chciał Sekretarz Li) w podsumowaniu artykułu jeden z ekspertów, spytany przez Nanfang o prawdziwe znaczenie reformy: “还权赋能, 农民自主” – zwrócenie praw, powierzenie możliwości, samodecydowanie rolników.

P.S. i koniec i bomba a kto czytał…temu bardzo dziękuję, bo to chyba jak dotąd najdłuższy artykuł na tym blogu.

04

12 2010

“Szaleniec” unika smierci

Kto czytuje bloga w miare regularnie, ten wie, ze od czasu do czasu przedstawiam jakis – w jakis sposob wyrozniajacy sie czy wazny – artykul z prasy chinskiej. I kto czytuje, ten wie, ze przewaznie z Nanfang Zhoumo, tygodnika odwaznego, troche idealistycznego. Nanfang znaczy tyle, co Poludnie, Zhoumo to weekend.

W tym numerze Nanfang zajal sie sprawa ze swojego rodzinnego Kantonu. A scisle mowiac z wioski Shangshe, najodleglejszej od miasta powiatowego wioski powiatu Raoping, nalezacego do regionu Chaozhou (Chaozhou to miasto na wschodzie prowincji Kanton). Ale sprawa ta – jak zaznacza gazeta juz w czolowce – wykracza swoim znaczeniem daleko poza zyjaca z uprawy herbaty mala (500, 600 gospodarstw) gorska wioske Shangshe, poza powiat  Raoping, poza Chaozhou. “Ta decyzja sadu to zwyciestwo ducha prawa, pokazuje ona, ze chinski system prawny dokonal postepu na gruncie ochrony praw czlowieka” – obwieszcza Nanfang we wstepie.

Duzo sie ostatnio mowi w Chinach o karze smierci. Np. ze wzgledu na przygotowany ostatnio projekt nowelizacji Kodeksu Karnego, ktory przewiduje zniesienie kary smierci za 13 przestepstw takich, jak “przemyt zwierzat chronionych” , “przemyt metali szlachetnych” czy “kradziez reliktow kulturowych”. Nanfang Zhoumo bardzo aktywnie wlacza sie w ta dyskusje, stawiajac np. pytania, czy powinno sie takze zniesc kare smierci za korupcje.

Nanfang czesto pokazuje tez swoje zaangazowanie w inne zagadnienie zwiazane z najwyzszym wymiarem kary – mianowicie  w problematyke relacji choroby psychicznej, zbrodni (Nanfang nazywa ja konsekwentnie, jesli jest popelniana przez osobe chora, “spowodowaniem wypadku”) i…kary wlasnie. 28 kwietnia tego roku, dokladnie w dzien, w ktorym zostal wykonany wyrok smierci na Zheng Minshengu, bylym lekarzu, ktory dokonal masakry dzieci wychodzacych po zajeciach z jednej ze szkol w miescie Nanping w prowincji Fujian, gazeta opublikowala artykul, w ktorym wypowiadaja sie ludzie, ktorzy znali Zhenga, np. jego kuzyn i byla narzeczona.  Kobieta wspomina, ze w czasie poprzedzajacym masakre, Zheng stal sie chorobliwie podejrzliwy. Jego podejrzenia obejmowaly takze i ja – zarzucal jej, ze chce mu zagrozic, ze go kontroluje. W swej fantazji powolal do zycia tajemnicza “Afrykanke”, to zwiazkiem z nia uzasadnil wreszcie swoje od narzeczonej odejscie. Po tym odejsciu zerwal wlasciwie wiezy z ludzmi – kuzyn wspomina tylko, ze raz wpadl poznym wieczorem do jego domu, lapczywie rzucil sie na miske klusek, po czym wybiegl nie dokonczywszy. Kilka dni pozniej zabil osmioro dzieci, piatke ciezko ranil. Narzeczona wypomina sobie: “gdybym moze wtedy, wczesniej, przyjela jego oswiadczyny, nie doszloby do tragedii”. Gazeta cytuje ta wypowiedzi dwa razy. Byc moze zeby podkreslic bezradnosc ludzi wobec choroby psychicznej ich bliskich. Moze troche wiecej “normalnego zycia”, a osobe uda sie wyrwac z rak choroby? Bo inaczej – gdzie wlasciwie pojsc? Do kogo sie wzrocic? Narzeczona: “on tez jest w jakis sposob ofiara”. Wyrok na Zheng Minshengu zostaje wykonany miesiac i 5 dni po tym, jak dokonal masakry, ktora wstrzasnela i przerazila Chiny (tych masakr niestety bedzie wiosna 2010 wiecej, co skieruje w koncu uwage Chinczykow na spoleczny, a nie tylko jednostkowy wymiar chorob psychicznych).

A co, jesli system sprawiedliwosci nie zadzialalby w przypadku Zhenga zgodnie ze starym zwyczajem “karac ciezko i szybko” i wedle powiedzenia “lepiej zabic, niz wywolac gniew ludu” ? Gdy w przypadku mieszkanca wspomianej juz na poczatku wpisu kantonskiej wioski, Liu Baohe, i wyroku w sprawie morderstwa, ktore popelnil, sad nie tylko nie zadzialal wedle tych dwoch zwyczajow, ale – co naprawde nieczeste – zlecil badania poczytalnosci i zdrowia psychicznego podejrzanego – Nanfang Zhoumo nie kryje swojej radosci. To jest wlasnie owo “zwyciestwo ducha prawa” i ten “postep w ochronie praw czlowieka”.

Poltora roku temu, 11 dni po wigilii Chinskiego Nowego Roku, pani Xu, zona nauczyciela, pana Xu Zhiminga, otworzyla wieczorem drzwi, zza ktorych rozlegalo sie pukanie. To, co stalo sie potem, brzmi jak najstraszniejszy koszmar. Stojacy w drzwiach Liu Baohe rzuca sie z miejsca na kobiete, atakujac ja wielkim kuchennym nozem, po czym wpada do mieszkania. Nastoletnia corka panstwa Xu, zrywa sie z krzykiem na widok zakrwawionej matki i na widok Liu. Liu dopada ja i zadaje dziewczynie z wielka sila ciosy. Syn panstwa Xu jest w tym czasie w toalecie. Gdy slyszy potworne krzyki, wybiega z lazienki. Widzi sasiada Liu z zakrwawionym nozem i barykaduje sie w toalecie. Liu atakuje z furia drzwi, az puszczaja. Rozpetuje sie walka, syn panstwa Xu takze zostaje ranny.

Gdy Liu zostaje pojmany, corka panstwa Xu juz nie zyje. Pani Xu jest ciezko ranna, syn lzej.

Proces prowadzi mloda pani sedzia, niedawno objela swoja funkcje. Slucha podejrzanego:  “poszedlem tam, aby sie zemscic, za to, co glowa tej rodziny, moj sasiad Xu Zhiming, mi zrobil”. W trakcie przesluchan Liu stopniowo odslania swoja logike. Nauczyciel Xu mial non stop go obgadywac za plecami, kreowac plotki (chociaz pracuje w oddalonym miescie i przebywa wlasciwie caly czas poza domem, podobnie jak wieczorem 11 dnia po Nowym Roku). Pan Xu ma tez nachodzic 5 letnia coreczke Liu i grozic jej pobiciem, kopaniem. Xu ma tez zakradac sie nocami i pukac do drzwi Liu, wypowiadajac swoje  grozby, a potem, gdy mokry z przerazenia Liu otwiera drzwi, widzi przed soba tylko mrok nocy. To powtarza sie co wieczor. To wlasnie to nachodzenie – a potem jakby rozplywanie sie Xu w powietrzu sprawa, ze Liu nie wytrzymuje i idzie sie zemscic.

Sedzina slucha i nie przerywa. Zleca badania zdrowia psychicznego. Powoduje to poruszenie, bo raz, ze nie czesto takie badania sa wykonywane, dwa, jesli sa, to zlecane sa na wczesniejszych etapach postepowania i nie przez sad, ale przez organa Bezpieczenstwa Publicznego. I trzy – zwyczajnie, chodzi o pieniadze. Prawo owszem, jak najbardziej, wskazuje, aby badania w razie podejrzenia choroby majacej wplyw na przestepstwo wykonywac, niestety nigdzie nie jest sprecyzowane, jaki organ ma poniesc ich koszt. A w borykajacym sie z niedoborem funduszy powiecie wydatek 1000 yuanow na badania jest problemem.

Sprawe ekspertyzy lekarskiej udaje sie jednak rozwiazac. I oto sad dysponuje wynikami badania. Liu, jak pisze Nanfang, “schodzi z drogi kary smierci”. Badanie wykazuja rozszczepienie osobowosci, urojenia, wykazuja, ze Liu nie byl poczytalny w chwili popelniania zbrodni. Jak stwierdza jasno chinski kodeks karny – Liu nie moze byc wiec poddany karze. A kara za ten rodzaj zbrodni wlasciwie jest przeciez tylko jedna.

Jak bardzo odwaznie dziala sad, widac dopiero dalej. Pan Xu, ojciec ofiary, niedowierza wynikom badania, sklada pisemna prosbe o zrobienie ponownych badan. Wladze patrza na niego z obawa – czescia kary mialo byc tez potezne zadoscuczynienie pieniezne dla jego rodziny. Wiekszosc osob mieszkajacych we wsi to krewni i rodzina Xu. Brakuje tylko zbiorowego niezadowolenia, poruszenia, petycji, skarg – czyli tego wszystkiego, co budzi najwieksza obawe wszelkich lokalnych wladz. “Lepiej zabic, niz wywolac gniew ludu” - sugeruje stary zwyczaj. Sedzina nie odmawia prosbie pana Xu – ponownie zleca kosztowne badanie. Wynik jest taki sam. Liu ma rozszczepienie osobowosci, urojenia, nie moze podlegac karze. “Liu po raz drugi schodzi ze sciezki kary smierci” - to Nanfang. Pan Xu oczekuje, ze otrzyma nalezna rekompensate od wladz. I znowu. Jakich konkretnie wladz? Na jakim szczeblu?

Tymczasem sad staje przed kolejnym problemem. Prawo mowi, ze osoba chora psychicznie, ktora popelnila przestepstwo, ma zostac albo pod opieka rodziny, albo trafic do szpitala psychiatrycznego na leczenie. Starzy i bardzo ubodzy rodzice Liu odmawiaja przyjecia i leczenia syna, ktory w tej chwili juz tylko ich przeraza i przez ktorego sa wykleci w wiosce. Zreszta jak maja sie nim opiekowac? Fakt, matka Liu, gdy stawalo sie jasne, ze jest cos z nim nie tak, gdy zaczal mowic do siebie, slyszec glosy, owszem, poszla do swiatyni i zapalila kadzidla, zeby “zle z niego wyszlo”, ale co wiecej mogla i moze zrobic? Zostaje wiec szpital. Prawo, owszem, mowi, ze osoba taka, jak Liu, powinna znalezc sie w szpitalu, ale – ponownie – nie precyzuje, jaki organ i na jakim szczeblu ma byc odpowiedzialny finansowo i organizacyjnie za takie przedsiewziecie. Pomaga dopiero osobiste zaangazowanie glownego sedziego sadu okregowego w Chaozhou. Podobnie jak sedzina, tez dopiero co objal stanowisko. Spotyka sie z miejscowymi wladzami, odswieza dawne znajomosci z czasow studenckich, az udaje mu sie “wychodzic” miejsce dla Liu i ustalic, kto bedzie opowiedzialny za umieszczenie i dozor Liu w szpitalu. I jakie wladze i na jakich szczeblach udziela rodzinie Xu odszkodowania za smierc corki, a jakie dofinansuja leczenie zony. Teraz wyrok moze zostac ogloszony. W regionie to pierwszy taki wyrok od dziesiatkow lat.

Sad zadzialal w tej sprawie pokonujac mnostwo przeszkod – finansowych, spolecznych, organizacyjnych, systemowych. I to wedlug Nanfanga jest duze zwyciestwo. Jednak prawdziwym zwyciestwem byloby – jak podkresla komentator gazety, profesor Uniwersytetu Syczuanskiego – jasne stwierdzenie i krzewienie przekonania, ze chorzy psychicznie to grupa slaba, narazona, wymagajaca szczegolnej opieki i ochrony – medycznej i prawnej. I stworzenie takiego systemu opieki, ktory pozwalalby na wlasciwa opieke nad ludzmi chorymi psychicznie. Takze i tymi, ktorzy popelnili przestepstwo.  I to, a nie np. karanie ich smiercia, bedzie – powiada komentator – krokiem w kierunku zapobiegania takim tragediom w przyszlosci, krokiem kierunku celu, jakim jest cywilizowane, praworzadne i prawdziwie harmonijne spoleczenstwo.

Nanfang opatrza artykul tym zdjeciem:

liu baohei podpisuje je: “Chory w trakcie terapii w szpitalu chorob psychicznych w miescie Zhongshan (prowincja Kanton).  Osoba chora psychicznie, ktora spowoduje wypadek nie powinna byc poddawna karze, ale powinna zostac poddana terapi w szpitalu psychiatrycznym. Tylko to umozliwi zagwarantowanie praw chorego i pozwoli na zrozumienie problemu przemocy osob chorych psychicznie”

Link do rzeczonego artykulu tutaj. A link do kwietniowego artykulu o Zheng Minshengu tutaj.

Tags:

15

09 2010