Skrawek sztandaru… cz. 2.
“Jesteśmy gotowi na komunizm!…” - deklamuje bojowo córka ZFY przygotowując się do lekcji. “Jeśli jesteś gotowa na komunizm, to musisz i być gotowa do pracy i nauki – to oznacza, że kiedy powiem Ci, że masz się uczyć, to, jako, że jesteś gotowa, to musisz natychmiast zacząć się wtedy uczyć!” – ZFY jak zwykle kuje żelazo, póki gorące. Dziecko przejrzało już matczyne sposoby: “Mamo, ja wiem, Ty znowu cytujesz Przewodniczącego Mao albo Konfucjusza….”
“Wybijemy do czysta naszych wrogów!…” - nuci dziarsko dziecko pod nosem. Tej piosenki o wybijaniu wrogów uczy ich Pani w szkole, odkąd cała klasa przystąpiła do pionierów, odkąd noszą czerwone chusteczki. “A kim są Twoi wrogowie?” – ciekawi się ZFY. Z buzi dziecka znika bojowy wyraz, pojawia się niepewność. “No nie wiem… thieves?” - dziewczynce wkrada się nowo wyuczone angielskie słówko i to w całkiem porządnej formie gramatycznej- “….jacyś przestępcy?”. ZFY jest wrażliwa na język, zwraca uwagę dziecku, żeby nie wtrącać angielskich słówek gdy mówi się po chińsku. Uśmiecha się: “Masz tylko jednego wroga i jest on w Tobie samej. Np. kiedy się uczysz i chce Ci się spać, to Twoja chęć spania jest Twoim wrogiem, gdy go zwalczysz, to właśnie jest wybicie wroga do czysta!”. Mała kiwa głową, ten wewnętrzny wróg ewidentnie jest jakiś konkretniejszy.
Ja: “To cała klasa przystąpiła do pionierów? A nie było żadnych rodziców, którzy się nie zgodzili?” ZFY uśmiecha się tym szczególnym uśmiechem, gdy wspomina dawniejsze czasy, jakby widziała oczami wyobraźni coś miłego, ale już pożółkłego, czego barwy już nie wrócą, jak jakiś kwiatek znaleziony w starym zielniku: “Za moich czasów być pionierem to był zaszczyt. Tylko najlepszy uczeń w klasie mógł zostać pionierem, dostać czerwonę chustę. Ale potem stwierdzono, że taka selekcja, ta elitarność, ma zły wpływ na dzieci, pozostałe czują się gorsze i teraz każdy już w drugim semestrze pierwszej klasy zostaje pionierem. Ale fakt, było w klasie troje rodziców, którzy złożyli oświadczenie, że nie godzą się, aby ich dzieci przystąpiły do pionierów. Ale teraz są już wszyscy”. Ja: “A jak to się stało?”. ZFY mruży oczy z rozbawienia, przygotowuje się do opowiedzenia perełki: “O to samo zapytałam moją córkę, gdy doniosła mi, że już wszyscy są w pionierach. A dziecko na to co? Dziecko podbiera się pod boki i tryumfalnie wykrzykuje: ‘jak to, od kiedy to nauczyciel nie znajdzie sposobu, żeby zwalczyć -斗争 douzheng – jakichś rodziców?’” . ZFY śmieje się, wciąż mruży oczy zza okrągłych okularów bez oprawek, rozkłada ręce (rękaw brązowej bluzki na kołeczki odsuwa się, na przegubie ręki nieodłączna buddyjska bransoletka): “sama nie wiem, ona normalnie wyraża się tak prosto, jak to dziecko, a tu nagle taki sposób mówienia, zupełnie do niej nie pasuje…ale fakt, ci ich nauczyciele są naprawdę 厉害”. 厉害 lihai – znaczy mniej więcej “twardy”, “ostry” dziś w odniesieniu do osoby oznacza, że jest mocna, “niezła” etc. 斗争 douzheng – to walka, zwalczanie. Jak 阶级斗争 jieji douzheng, walka klas. Jak “zwalczanie”,które miało miejsce podczas 批斗会 pidou hui – “wieców krytyki i walki” za Rewolucji Kulturalnej.
Elitarność czerwonej chusty nadal istnieje – przynajmniej w oczach dziecka. ZFY bierze córkę na piknik do parku, dziecko przed wyjściem wiąże czerwoną chustę. W parku rozgląda się bacznie, by na koniec z dumą stwierdzić: “phi, nikt nie ma chusty, tylko ja jedna mam coś takiego!”
ZFY w domu uczy dziecka treści Analektów konfucjańskich, w szkolnym podręczniku do chińskiego jest i czytanka o “Przewodniczącym Mao, który wykopał studnię…” i o “wujku Dengu, który posadził drzewo w parku przy Światyni Nieba”. “Babciu, babcia była właśnie w parku Światyni Nieba ćwiczyć z koleżankami, czy widziała drzewo Xiaoping?” .”Drzewo co…?” - babcia niewiele z tego rozumie.
“Moje dziecko niewiele rozumie. Przecież wychowała się w Japonii i o wielu rzeczach nie ma pojęcia, nie wie nawet kim był Deng Xiaoping czy Zhou Enlai” - śmieje się ZFY. Mała prawie cztery lata ze swojego siedmioletniego życia spędziła w Japonii. Wciąż tęskni za japońskimi koleżankami, za paniami w przedszkolu. Tak bardzo się bała, że jej ukochanej pani z tokijskiego przedszkola coś się stało podczas trzesięsienia ziemi – zadzwoniły wtedy do pani, obdzwoniły japońskie koleżanki, upewniły się, że sa bezpieczne, że mają się dobrze. Ale ostatnio córka ZFY przyszła ze szkoły zamyślona. Na lekcji chińskiego był tekst o chłopczyku, który zginał z rąk japońskich imperialistów w wieku zaledwie 13 lat. Niby było, że to właśnie jacyś imperialiści (nie wiadomo w sumie kto to), a nie normalni Japończycy, ale na ilustracji wściekli żołnierze powiewali japońską flagą. Dzieci, które do tej pory zazdrościły jej tej Japonii, zaczęły rzucać w jej stronę krzywe spojrzenia. Ona pomyślała o Japonii jej przedszkolnych przyjaciół i miłych pań i powiedziała na głos w klasie: “ci, których znałam w Japonii tego nie zrobili, nie są winni, tamci winni już dawno nie żyją”. A potem sama do siebie: “dobrze, że jednak urodziłam się w Pekinie, mam świadectwo urodzenia, jak będą chcieli, to mama im pokaże”.
ZFY: “jak słyszę słowo ‘walka klas’ i miałabym coś na ten temat napisać, to odbywa się to bez udziału mojego myślenia, po prostu ręka sama dopisuje ‘…jako podstawa’”. I jeszcze: “za moich młodych czasów jak zrobiono ranking częstotliwości występowania słów w języku chińskim, to 的 de (w dużym przybliżeniu słówko wprowadzające stosunek zależności – bxy) było na pierwszym miejscu, a na dziesiątym słowo 敌人 diren – wróg. Rozumiesz? Wróg!” – ZFY znowu rozkłada ręce.
Jak podaje internetowa baza wyrazów języka chińskiego www.cncorpus.org (obejmuje lata 1919-2000, nie udało mi się znaleźć bazy z np. ostatnich 10 lat) 的 de, jeśli chodzi o częstotliwośc występowania, oczywiście jest na miejscu pierwszym. Trudno sobie bez niego wyobrazić współczesny chiński. Diren - 敌人, wróg, na miejscu 574-tym. Na miejscu dziesiątym jest 我 wo - ja.































