Posts Tagged ‘soft power’

109 Targi Kantońskie – luźne uwagi

Zawsze chciałam być na targach w Kantonie, w tej nazwie pobrzmiewa kawał historii. Tak się złożyło, że byłam, jako tłumacz, ale i widz, na Expo, gdzie też pobrzmiał kawał historii – chińskiej manifestacji potencjału, chińskiego softpower, chińskiego ważenia swojego miejsca na mapie świata wśród potęg i wśród braci mniejszych, nowego nacjonalizmu etc., pisałam o tym prawie rok temu (ech, rok temu…) z okazji wielkiego otwarcia. Byłam na różnych chińskich targach, takich, na których Chiny coś światu sprzedają i na takich, gdzie świat nadskakuje z różnymi dobrami, zawsze zorganizowanych na ostatni guzik. Ale na tych największych nigdy, jakoś się nie składało. Dlatego jechałam z wielką ciekawością. Poniżej kilka luźnych uwag na gorąco, bo za chwilę uciekam do mojej stałej wioski pod Pekinem (tej, do której jedzie się miejskim autobusem, a której opisanie wciąż Czytelnikowi wiszę, podobnie zresztą jak nieskończoną ilośc innych rzeczy).

Podczas tej sesji Targów, wystawiano różnego rodzaju maszyny i elektronikę. W nowym kompleksie, wybudowanym kilka lat temu nad Rzeką Perłową, silniki, agregaty, spawarki, tokarki, wózki widłowe a nawet dźwigi, zwyczajnie się nie mieszczą, trzeba było dostawić 3 wielkie namioty, a największe sprzęty wystawiać na wolnym powietrzu. Biegamy po tym wszystkim z przesympatycznym właścicielem pewnej polskiej firmy, dla którego od wielu wielu lat obecność na Targach jest sprawą oczywistą i naturalną, był świadkiem ich wielkich przemian, tak samo jak i świadkiem ostatnich dziesiątek lat przemian kontaktów handlowych z Chinami. Ale tym razem sam jest zaskoczony – to pierwsza edycja od wielu lat, gdy tak mało widać europejskich, amerykańskich twarzy. Podobne sposrzeżenie mają chińscy wystawcy i kupujący, z którymi rozmawiamy, albo których – z socjologicznego przyzwyczajenia – nieco podsłuchuję.

Socjologiczne przyzwyczajenie socjologicznym przyzwyczajeniem, ale jestem w robocie, więc uwagę skupiam bardziej na rozmowach, niż na obserwacji tego, co dookoła, ale faktycznie – bladych twarzy coś mało. Jeśli coś miga, to – dzięki imiennym tabliczkom, które wszyscy mamy pozawieszane na szyjach – można łatwo ustalić, że są to twarzy rosyjskie. A język rosyjski kokietuje z różnych banerów, trochę firm, które mam okazję poznać, albo już robi wielkie interesy z Rosją (rynek, w przeciwieństwie do polskiego nieograniczony nie tylko w rozmiarach, ale i nieograniczany wyśrubowanymi normami unijnymi, które komplikują proces produkcji, nakazując np. wyszukiwać nowych dostawców podzespołów, które mają potrzebne certyfikaty dla “krótkich” w chińskich oczach serii), albo wręcz jest właścicielami rosyjskich marek.

“Outsorcing” i żandarmi pilnujący porządku na targach

Euroamerykańskich twarzy mało, europejskich języków też mało. Gdy słyszę w tym tłumie hiszpański, to nie jest to nasz europejski hiszpański seplen, tylko czysta melodia hiszpańskiego Ameryki Południowej czy Meksyku. Autokar zabierający nas codziennie na Targi spod hotelu pełen jest hindi, pundżabskiego i urdu, na gestykulujących dłoniach święcą złote sygnety z kamieniami, na głowach zamotane czy natknięte najróżniejsze nakrycia głowy – od sikhijskich turbanów, po charakterystyczne muzułmańskie toczki. Potem, na targach, do języków Indii i Pakistanu dołączy inny wielki język tych targów – arabski. Będzie go słychać wszędzie – z ust handlowców z Afryki Północnej (producenci pomp nie mogą odżałować nieobecności ich głównych północnoafrykańskich klientów – Libijczyków), z ust odzianych w białe szaty kupujących z Pólwyspu Arabskiego, z zakrytych czarną chustą ust kobiet. Będzie też słychać gęsto turecki, a gospodarz Targów będzie robil wiele, by zaprezentować się jako rozumiejący i szanujący potrzeby muzułmańskiego kontrahenta. W restauracji VIP pokaźną część menu zajmą dania halal, a co kilkanaście metrów na głównym deptaku tablice będą informować o umiejscowieniu targowego meczetu. Przestrzeń targów jest ogromna, część odwiedzających, nie mogąc na czas dotrzeć do meczetu, klęka w kierunku Mekki tam, gdzie akurat jest – np. na wielkim, błyszczącym reklamami pasażu pomiędzy halami.

Oprócz wyżej wymienionych języków usłyszymy jeszcze języki afrykańskie, języki Azji Południowo-Wschodniej, koreańszczyznę (jaka szkoda, że nie było czasu zajść na chwilę na stoisko z produktami z Korei Północnej), zawsze miłe memu uchu tajwańskie seplenienie. To wszystko zmiesza się z dźwiękami bębnów, do taktu których będzie tańczył chiński lew tam, gdzie czeka się na meleks do innych hal  (lew i jego tańce sponsorowane są przez jednego z producentów pomp z Zhejiangu) i z dźwiękami prezentowanych maszyn i urządzeń.

Nie do McDonald’sa, ale do restauracji z daniami halal:

W tle, za osobą w białym, tablice informujce o…

…położeniu meczetu na terenie Targów oraz o sposobach dojazdu do kantońskich meczetów:

“Może boją się zagrożenia nuklearnego z Japonii?” – zastanawiamy się, myśląc o nieobecnych eurotwarzach. “A może szukają dostawców gdzieindziej?” Tylko niby gdzie? “A może w Europie i USA zmienia się sposób kontaktowania się z producentami?” Pan S., wytrawny handlowiec, tego akurat jest pewien, że osobistego kontaktu na Targach nie zastąpi nic. Znowu, jak podczas Expo, mam wrażenie, że tzw. “świat” zdążył się się znowu nieco przesunąć, a my, tam u nas, jak zwykle tego nie zauważyliśmy.

Europejskich twarzy mało, twarze inne owszem chodzą i oglądają, ale znajomi wystawcy pana S. od elektrotechniki produkowanej na Wybrzeżu narzekają na małą, w porównaniu z poprzednimi edycjami Targów, ilość nowych zamówień. Jakby było więcej, to też niełatwo – jak jeden mąż skarżą się bowiem na problemy z siłą roboczą. Ci wytwócy, rozlokowani w typowym dla ostatnich dziesięcioleci regionie produkcji fabrycznej, starają się jeszcze zachować konkurencyjność w stosunku do wytwórców z miejsc, gdzie ponosi się mniejsze koszta. Ale chińskie Wybrzeże – do tej pory wielka fabryka świata – zmienia się. W miarę, jak rosną wymagania technologiczne dotyczące sprzętu, w miarę jak rozrasta się chiński sektor usługowy, w miarę jak rosną koszta społeczne wielkich migracji wewnętrznych, rosną i kłopoty ze znalezieniem odpowiednich ludzi do pracy. Stosunek pracy jest efemeryczny – fabryka szukając jak najniższych kosztów nie oferuje za wiele, robotnik nie jest z nią mocno związany. Ci, w których fabryka zainwestuje przeszkalając, płyną w czasie przez fabrykę jak rzeka, nie wracają po Nowym Roku, przychodzą i odchodzą, myślą, jakby tu przedostać się do pracy w usługach, rosną koszty. Na domiar wszystkiego rosną też – co oznajmia się na Targach na każdym kroku – koszty materiałów, np. miedzi.

Nie trzeba chyba dodawać, że na tym tle sytuacja Polski poszukującej tutaj towarów wygląda nieciekawie. Z jednej strony związana wyśrubowanymi wymogami unijnymi, które bardzo znacząco wpływają na wzrost kosztów produkcji, wymagając np. używania tych materiałów, których ceny są najwyższe, czy podzespołów z europejskimi certyfikatami, a z drugiej strony związana własną niezamożnością i ograniczoną chłonnością rynku. Krótko mówiąc, chce ona produktu na miarę i – w porównaniu z resztą świata – ekskluzywnego, ale po niskiej cenie. Później oczywiście gniewa się “na Chiny”, bo po produkcie szytym na miarę, “spełniającym normy unijne”, oczekiwała też świetnej jakości.

Kryzysu, który widać u przysypiających na swoich stanowiskach producentów elektrotechniki, nie widać na halach z elektroniką. Kolorowy tłum tłoczy się do telefonów, zagląda w ekrany, wyświetlacze i kamery, wsłuchuje się w głośniki, ogląda gadżety. W Chinach kryzys był poważnym ostrzeżeniem, że pewien model produkcji, handlu kończy się. Pisało się często z nadzieją, że kryzys wręcz może przyśpieszyć wejście w nowy etap eksportu.

Na Targach rozdawane są żółto-czerwone torby z napisem “Made-in-China gwarancją jakości”. Ja nie wzięlam, bo za mała, zabrałam sobie z Targów wielką czarną torbę z rysunkiem piły tarczowej buchającej iskrami, żeby mi wygodniej było nosić z targu warzywa do mojej sokowirówki za 60 kuajów (jakieś 26 złotych). Sokowirówka ta po podłączeniu krąży wściekle po całej kuchni, wyrzucając w górę jabłka i dynie. Żeby nie oglądać fruwającej dyni, trzeba było po prostu kupić sokowirówkę reklamowaną obok, oferowaną za pięciokrotność tej ceny.

Z torbą “Made-in-China”

23

04 2011

Eksperyment. Roznice kulturowe

Z pierwszej ksiazki (崔婷《全球化与当代中国. 跨文化交流》Cui Ting, “Globalizacja i wspolczesne Chiny. Wymiana miedzykulturowa”. Rok wydania 2009):

“Bezposrednim efektem globalizacji jest fenomen konwergencji kulturowej. Sprawia ona, ze zachodnia (glownie amerykanska) kultura i wartosci przenikaja do innych krajow. Fenomen konwergencji kulturowej zaciera tozsamosc i cechy charakterystyczne przyrodzonej kulturze narodowej. Zachodnia przewaga informacyjna powoduje rdzewienie ducha narodowego krajow rozwijajacych sie, ich przekonan politycznych i moralnosci”

“Wymiana kulturowa w internecie zniosla granice geograficzne pomiedzy Chinami a Zachodem, bariery odnoszace sie do kraju pochodzenia.”

“Jaka kultura korzystnie jest eksportowac? Ewidentnie kulture postepowa, harmonijna, odbijajaca nowy etap rozwoju ludzkiej cywilizacji, tylko ona jest konkurencyjna, ma moc przyciagania[...] Przygotowujac chinska kulture, ktora ma pojsc w swiat, konieczne jest miec mysl przewodnia. [....] Przewodnia mysla dla przygotowywanej do pojscia w swiat chinskiej kultury jest marksizm-leninizm, mysl Mao Zedonga, teoria Deng Xiaopinga, wazna mysl o Trzech Reprezentacjach i idea rozwoju naukowego”

Z drugiej ksiazki (史蒂夫•莫滕生编选《跨文化传播学——东方的视角》, S. Morteson (red.), “Komunikowanie miedzykulturowe- perspektywa wschodnia”. Rok wydania 1999):

“Zachod charakteryzowany jest przez indywidualizm, Wschod zas przez orientacje kolektywne”

“O ile ludzie Zachodu traktuja siebie samych jako centrum, o tyle Chinczycy za centrum uwazaja otoczenie”

“Wielu Chinczykow szybko sie westernizuje, wielu juz zmienilo nastawienie z nastawienia na otoczenie jako centrum w nastawienie na siebie jako centrum”

“Badanie to ma na celu zbadanie roznic w wyrazaniu wlasnych uczuc przez Amerykanow i Chinczykow, przede wszystkim roznic pomiedzy dwoma kulturami w aspekcie doboru tematow i slownictwa […] Badaniem zostala objeta grupa amerykanskich studentow oraz chinskich studentow pochodzacych z Tajwanu[…]Czas przebywania chinskich studentow w Stanach Zjednoczonych wyniosl srednio trzy lata i trzy miesiace

Przedmiot: 国际传播与跨文化传播 – Komunikacja miedzynarodowa i komunikowanie miedzykultorowe

Prowadzacy: szycha Wydzialu, byl 10 lat w Japonii. Specjalizuje sie w roznicach kulturowych (czy ja juz gdzies nie pisalam o tym, jak wielce kocham to wyrazenie?) i w ramach tego na wykladach np. opowiada godzinami, “jak laowaje mysla“.

Czym wzbudzil moja niechec: powyzszym (tzn nie Japonia, tylko tym, ze wie, jak mysle) oraz usmiechaniem sie glupio przy wspominaniu o katastrofie smolenskiej (“hehe, tam u was, hihi, samolot z oficielami i prezydentem, hehe, sie rozbil, haha, prawda?” Ja wiem, ze to, hehe, taka roznica kulturowa, ze to zaklopotanie, a nie smianie sie w twarz, hehe, ale i tak mi sie, hehe, zrobilo przykro i antypatie do tego znawcy zwyczajow laowajow poczulam. Laowaje zle mysla o kims, kto wie, co laowaje mysla, a mimo wszystko sie laowajom tym chichocze z katastrofy samolotowej).

Polecenie: ksiazki, z ktorych cytaty powyzsze pochodza przeczytac i napisac o swoich wrazeniach po lekturze. No to przeczytalam i napisalam. Co sadze o mysleniu dualistycznym, antynomicznym, o traktowaniu wszelkich zmian jako okcydentalizacji, o wrodzonych duchach narodowych, no i w ogole o esencencjonalizmie w odniesieniu do tozsamosci, kultury, narodu, no i o autoorientalizacji. I w ogole o pisaniu w roku 2009 tak jakby byl 1970. O stereotypowym i przeciwnym faktom mysleniu o mediach, internecie. I o bledach metodologicznych (w najlepszym wypadku pars pro toto), nieuzasadnionym wnioskowaniu etc. Wyrazanie tego, co mysle o ekportowaniu kultury postepowej z kilku dosc oczywistych wzgledow sobie darowalam.

Ksiazka numer dwa jak i sam profesor podkreslaja, ze ludzie Zachodu posluguja sie logika liniowa, sa nastawieni indywidualistycznie, jawnie wyrazaja krytyke i traktuja siebie jako centrum (w dokladnych przeciwienstwie do Chinczykow ktorzy – co za mily przypadek ! odpowiednio – posluguja sie logika obrazowa, sa nastawieni kolektywnie, krytyke wyrazaja niebezposrednio albo tez nie wyrazaja i jako centrum traktuja otoczenie). Mam nadzieje, ze moja praca i wyrazone w niej opinie jak i bezposrednio wyrazona krytyka dobrze wpisuje sie w taki obraz “czlowieka Zachodu”.

Napisawszy, dalam znajomej Chince do zczytania. Czyta, czyta (hurra -chyba opanowalam wreszcie pisanie socjologicznej sieczki, dziewczyna zmienia raptem 4 wyrazy w calej pracy i dostawia pare przecinkow), kiwa glowa, ze racja, ze dobrze mowie, po czym dociera do niej, ze ja depce ksiazki, co slawny profesor kazal przeczytac jako szczegolnie cenne. “Dlaczego tak napisalas? Przeciez on chcial zebyscie zachwycali sie tymi ksiazkami! Zebyscie podeszli jak uczniowie do mistrzowskich tekstow!”. No, “ten tekst uswiadomil mi ze…”, “autor ukazuje nam wazny problem…” i takie tam…Dlaczego tak nie napisalam? No, to sa wlasnie te eeee, wiesz, roznice kulturowe. Bezposrednia krytyka, maly dystans do wladzy, koncentracja na samym sobie…Robimy do siebie glupie miny, znajoma 6 razy sie upewnia, czy jak tylko dostane ocene, aby na pewno zaraz jej powiem, co dostalam. Jeszcze na ulicy do mnie wola. Ona nie jest w stanie przewidziec.

Tak wiec robie eksperyment z roznic kulturowych. Na jednym profesorze z Szanghaju. Obiecuje nie rozciagac wnioskow na caly kontynent ani tez na ich podstawie wnosic, ze ludnosc innego kontynentu a wlasciwie to 4 kontynentow (autorka ksiazki nr 1: kultura Ameryki Lacinskiej jest podkultura kultury zachodniej) z pewnoscia postapilaby dokladnie odwrotnie. Wyniki zostana oglaszone tutaj na blogu.

Tak, jeszcze troche i konczy sie semestr. I moj rok na chinskiej uczelni. 哎。。。Przez ten tydzien dla odmiany…Expo. Moze uda mi sie wreszcie pojsc do chinskiego pawilonu.

31

05 2010

Chinese Wave – uderzenie Expo

Za duzo rzeczy sie dzieje. Np. tragiczne trzesienie ziemi w Gansu. Jak zwykle gazeta o ktorej byla mowa w poprzednim poscie zadziwila, dajac na pierwszej stronie zaraz po wstepniaku, zamiast zwyczajowych peanow na czesc panstwa niosacego pomoc ofiarom, artykul pochwalny ku czci…mnichow tyb3tnskich. “Podczas gdy ratownicy uzywali do zlokalizowania zywych sprzetu specjalistycznego, mnisi bez chwili wahania rzucali sie pod gruzy by ratowac ludzi” po czym wezwala czytelnikow do recytowania tbetanskiej Ksiegi Umarlych. No ale trzesienie ziemi przeszlo, a dzis w telewizji w show randkowych podrywa sie na te katastrofe panny. Niemal wypadly mi paleczki z reki, gdy zobaczylam jak chlopak w mundurze opowiada ze lzami w oczach w migajacym swiatelkami studio, jak ratowal ludzi w Yushu, a panny ktore wspolzawodniczyly o jego wzgledy – wycekinione, wymalowane, ze sztucznymi metrowymi rzesami, z torebusiami, plakaly ze wzruszenia i wyznawaly, ze “nie sa godne takiego bohatera”.  A on salutowal.

No a teraz mamy Expo. Najwieksze w historii, najwspanialsze. “Z zacofanego kraju Chiny staly sie potega podziwiana na calym swiecie” – to juz gazety. My w Polsce z ekscytacja sledzimy losy naszego azurowego pawilonu i dociekamy czy podoba sie on Chinczykom. Owszem podoba sie – glownie dlatego, ze, jak zaznaczaja Chinczycy, jego faktura do zludzenia przypomina… chinskie wycinanki, 剪纸,wpasowuje sie w “chinska estetyke”. Polski pawilon odczytywany tu moze byc po prostu jako…uklon w strone Chin (?)

No wlasnie – zachwyca czy nie – trzeba pamietac, ze w tym Expo nie chodzi o zachwyt Chin nad swiatem zewnetrznym. To swiat ma sie zachwycic Chinami, zobaczyc ich potege. Ma to dwie funkcje. Po pierwsze – uzytek wewnetrzny. Wizja swiata stojacego w podziwie to element idei kluczowych dla dzisiejszych Chin – nacjonalizmu/dumy narodowej, opartych nie tylko na 悠久 (youjiu – przymiotnik niemal powszechnie stosowany w odniesieniu do chinskiej kultury i historii – cos jakby “uhonorowany przez czas”) chinskiej kulturze i historii, ale i dumie z dzisiejszych osiagniec, z drogi, jaka przeszly Chiny przez ostatnie 60 lat. Drogi tym bardziej znaczacej, ze kontrastujacej z wczesniejszym okresem, postrzeganym jako pasmo upokorzen i ranienia chinskiej dumy przez Zachod i Japonie. Jak zaznaczal Hu z okazji parady na 60-lecie i jak w ogole czesto sie tu mowi – Chiny “powstaly z kolan”. O tej dumie/nacjonalizmie/patriotyzmie w dzisiejszych Chinach niemal nie da sie pomyslec w oderwaniu od obecnej wladzy, od “socjalizmu z chinska charakterystyka” etc., “rozwoju opartego o naukowe podstawy” etc. Ten pakiet znaczeniowy mozna albo kupic w calosci albo w calosci odrzucic (byle tylko glosno o tym nie mowic). Odrzucic – tylko na rzecz czego?

Niedawno obserwowalam grupke studentow, ktorzy spontanicznie sie spotkali aby puszczac wlasnorecznie wykonane latawce. Na jednym byl namalowany chinski pawilon Expo, na drugim Haibao i napis “Expo wita” i “Expo do przodu! Chiny do przodu!”, a na trzecim napis “niech obecna dynastia rzadzi nam dziesiec tysiecy lat” (“obecna dynastia” to troche zartobliwe, troche uszczypliwe okreslenie wladzy po 1949 r).

W ukazywaniu Expo w telewizji istotne sa obrazki laowajow, ktorzy pieja z zachwytu, ze “kochaja Szanghaj” i ze “Expo jest niesamowite”, “ze zrobiliscie kawal dobrej roboty”. I gratuluja Chinczykom. Ale Chiny juz podczas pierwszych dni Expo daly wyrazny sygnal, ze choc to oni – mieszkancy bogatego Zachodu – sa, jako zachwyceni chinska potega widzowie, najbardziej cennym, jesli chodzi o wspomniany wyzej cel wewnetrzny, lupem, to uwaga Chin nie jest nakierowana na Zachod jako taki. W Shaoguan w prowincji Kanton (gdzie ucieklam od Expo, ale niestety nie od majowego weekendu) w telewizji ogladalismy jak przy salutach kompanii honorowej, na czerwonych dywanach, prezydent Hu juz drugiego dnia Expo wital i przyjmowal tych, ktorzy nie mieli ani chyba nigdy nie beda mieli szans na porownywalne zaszczyty na Zachodzie – prezydentow: Mali, Mongolii, Seszeli, Armenii, przywodce Autonomii Palestynskiej, prezydenta Tadzykistanu. Kanal informacyjny chinskiej telewizji panstwowej szeroko prezentowal i komentowal te pelne pompy spotkania. Poza obiegowymi formulkami o “zaciesnianiu wspolpracy” i przyjazni Hu podkreslal, ze Chiny tak jak nikt potrafia zrozumiec problemy krajow rozwijajacych sie (coz, niewatpliwie chinskim firmom latwiej jest dzialac w warunkach nieoznaczonosci, skomplikowanych ukladow laczacych wladze z biznesem niz “grzecznym” firmom z Zachodu), kiwal glowa, wsluchiwal sie.

Bo klimat zachwytu nad Chinami jest narzedziem w procesie o wadze globalnej. Wprawianie tych mniejszych, zapomnianych, na Zachodzie nieakceptowanych w podziw, polaczone z oferowaniem poczucia dowartosciowania, bycia na rownej stopie (chinska kompania honorowa dla Seszeli!), zrozumienia, wraz z wytwarzaniem poczucia opieki, otwartosci, wspolpracy, (wzajemnej) pomocy, to mieszanka skladajaca sie potezne zjawisko chinskiego soft power. Coz, mowi sie duzo o Chinach w Afryce, ale najciekawsze jest chyba to, jak Chiny buduja wokol siebie bufor skladajacy sie z sasiadow, z Azji Srodkowej (te masy studentow z Kazachstanu tutaj!), Azji Poludniowo-Wschodniej (Hu podkreslajacy w Laosie, ile to Chiny moga sie od Laosu nauczyc…). To budowanie widac bylo wyraznie juz podczas kryzysu azjatyckiego, gdzie np. w Tajlandii sympatie niemal gwaltownie odwrocily sie od – postrzeganej jak opuszczajacej w potrzebie – Ameryki do przejawiajacych przyjazne gesty Chin. Niedawno jeden z profesorow mojej chinskiej uczelni prezentowal wyniki swoich badan – dotyczacych wzajemnego postrzegania sie krajow Azji Wschodniej. Przytlaczajaca wiekszosc mlodych Filipinczykow, Wietnamczykow, Koreanczykow a nawet Japonczykow stwierdzila, ze dzisiejsze Chiny graja pozytywna role w regionie. Zmiane widac tez w Ameryce Poludniowej a na pewno na Karaibach. Znajoma Kostarykanka z duma opowiadajaca o tym, jak to Chinczycy “zbudowali im stadion narodowy” (Kostaryka jeszcze niedawno byla panstwem uznajacym Tajwan), cieszaca sie 5-letnim stypendium, choc nie wiedzaca, kim byl Zhou Enlai, jest dla mnie modelowym efektem chinskiego soft poweru.

Jeden z plakatow Expo wyglada tak: na tle pawilonu chinskiego (przeklete) Haibao (maskotka Expo) prowadzi kolorowy pochod skladajacy sie z dzieci roznych nacji w strojach ludowych. Gdy na niego patrze nie moge nie skojarzyc go z innymi, popularnymi 40 lat temu plakatami, gdzie tez kroczyl podobnie barwny pochod (Afrykanow, Arabow, Latynosow, tez w strojach etnicznych), a na czele podazal Chinczyk z Czerwona Ksiazeczka wzniesiona ku gorze. Barwny pochod kroczacy za nim tez wymachiwal ksiazeczkami. W tle promienisty portret Przewodniczacego Mao. Idea przewodzenia barwnej, ale zaniedbanej (wykorzystywanej!) przez Zachod “reszcie swiata” – blizniacza. Zmienila sie za to zasada, podstawa, sposob mowienia. Kolonializm zmienil sie w “cocacolonializm” (czy tam inne dzwieczne i popularne w swiecie niezachodnim, choc nie tylko, idee). A same idee Mao zastapily kontrakty (a jeszcze czesciej ich obietnice), honory, salwy, towary, lagodny jezyk, unikanie bezposredniej konfrontacji i (choc to chyba jednak wciaz wizja przyszlosci) chinskie wytwory kultury popularnej (byla Japanese wave, byla Korean Wave, czemu nie Chinese Wave?). Swiat sie zmienia. Po cichu i bez rewolucji.

06

05 2010